czwartek, 24 października 2013

205. ...a mnie się nie śpieszy!



Nie lubię się śpieszyć. Z pośpiechu i narwaństwa, jak to mówią, nic dobrego nie ma, nawet dzieci, a cmentarze są pełne takich, którym się śpieszyło. Niespecjalnie zależy mi na dorobieniu się wrzodów, nerwicy, zawału i innych wątpliwych przyjemności. Nie oznacza to jednak, że wszędzie się spóźniam, ponieważ tego nienawidzę, a punktualność jest jedną z cech, które cenię najwyżej. Wolę wyjść z domu rok wcześniej niż spóźnić się na miejsce przeznaczenia choćby o kilka minut. Serdecznie nie znoszę, gdy umawiam się z kimś na 1700, a ów ktoś beztrosko przychodzi o 1900. To już nie ma nic wspólnego z punktualnością lub jej brakiem – to ewidentna niesłowność i przede wszystkim elementarny brak kultury.
W fizycznym pośpiechu czają się na człowieka pułapki w postaci negatywnych konsekwencji zdrowotnych, drzew wyrastających niespodzianie tuż przed maską rozpędzonego samochodu, krawężników rzucających się człowiekowi pod nogi po to, aby z satysfakcją rozbić mu kolano, wybić zęby albo złamać rękę.
Pośpiech, że tak powiem, psychiczny skutkuje przedwczesnym macierzyństwem, zwiększeniem prawdopodobieństwa wpakowania się w beznadziejny związek lub podjęciem innej chybionej decyzji. Co nagle, to po diable. Mimo to ludzie wokół mnie jakoś straszliwie pędzą. Dokąd się tak ciągle śpieszą? Bez zadyszki i stresu też można zdążyć, naprawdę!
Spodobało mi się, w jaki sposób Shara napisała kiedyś o kredytach. Widzę wśród mnóstwa znajomych taki schemat: poznają się, planują ślub i jeszcze zanim go wezmą, już budują dom albo kupują mieszkanie. Na kredyt, oczywiście, bo mało kogo stać dzisiaj na samodzielny start za gotówkę. Wielu z nich patrzy z góry na takich jak ja, którzy latami egzystują w kiepskich warunkach lokalowych, gdzieś kątem, na cudzym albo z rodzicami, a własnego „M” dorabiają się późno. Bywa jednak i tak, że role się odwracają. „Kredytowi” tracą pracę albo się rozwodzą, a problem zaciągniętego na kilkadziesiąt lat kredytu zostaje. Tymczasem ja śpię spokojnie, choć ten sen kosztował mnie wiele lat drakońskich wyrzeczeń i jeszcze będzie kosztował, bo zostawszy w końcu szczęśliwą właścicielką obszarganej rudery, muszę włożyć w jej remont wiele jeszcze pracy i pieniędzy. Tylko, że... mnie się nie śpieszy. Zdążę, a poza tym pakowania wszystkich ciężko zarobionych i mozolnie zaoszczędzonych pieniędzy w mury nie uważam za priorytet. Przynajmniej raz w roku chcę mieć z tego coś dla siebie, czego nie odbierze mi nikt, bo zostanie we wspomnieniach i na zdjęciach – podróż marzeń.

18 komentarzy:

  1. Całkiem słuszne spostrzeżenia.
    A tym, co im tak spieszno do ślubu to najczęściej wydaje się, że papierek i wspólny kredyt to koniec budowy związku. Efekt? Częste rozwody

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pośpiech jest wskazany tylko przy łapaniu pcheł.

      Usuń
  2. Łatwo pisać, trudniej czynić. Choć zgadzam się z Tobą oczywiście. Pośpiech mnie wkurza i wyprowadza z równowagi, ciężko go jednak czasem uniknąć. Ale jak widzę, jak ludzie mający rodziny pędzą na co dzień, to ja przy nich to lajt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy, czego pośpiech dotyczy.

      Usuń
    2. I po cholerę tak pędzić?

      Usuń
    3. Jak już napisałam wyżej - chyba tylko w wypadku łapania pcheł pospiech jest uzasadniony.

      Usuń
  3. Machąłem o świcie komentarz. Taki na pół strony. I wcięło go...
    Nie odtworzę go już.
    pozdrawiam
    Leslie Warszawski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leslie, gdy machasz tak bezcenne teksty, to przed kliknięciem w "opublikuj" kopiuj je najpierw na wszelki wypadek.
      No!
      Pozostaję niepocieszona.

      Usuń
    2. Na wszelki wypadek kojarzy mi się z księdzem. Z kawałem o księdzu. Ale to stary kawał to nie będę przytaczał
      Leslie Warszawski

      Usuń
    3. Myślisz, że go znam? Nie jestem co do tego przekonana...

      Usuń
    4. Chociaż ksiądz nie może mieć dzieci, na wszelki wypadek wyrosły mu jajka...

      Usuń
    5. Jakoś mi się to skojarzyło z dowcipem o św. Mikołaju. Prawie na czasie :)

      - Dlaczego święty Mikołaj nie ma dzieci?
      - Bo ma torbę na plecach, krzywą laskę i spuszcza się przez komin.

      Usuń
  4. Różnie w życiu bywa. Masz jednak rację. Jaki to komfort móc się nigdzie nie śpieszyć.
    A teraz z innej beczki. Bardzo często widuję pisownię: spieszyć! Cholera mnie trzaska na taką ignorancję. Ludzie nawet się nie zastanawiają JAK piszą. Spieszyć , to można konnicę.
    Pozdrawiam Cię bez pośpiechu;)))
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń