piątek, 29 listopada 2013

217. W cieniu Wielkiej Cipy



Pochodzący z Podkarpacia rzeźbiarz i rektor krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, Marian Konieczny, znany jest w Polsce przede wszystkim z autorstwa Pomnika Bohaterów Warszawy, czyli warszawskiej Nike. Niewielu zapewne jednak wie, że jest on również twórcą wielu innych monumentów, w tym rzeszowskiego Pomnika Czynu Rewolucyjnego (inaczej Pomnika Walk Rewolucyjnych) – znaku rozpoznawczego miasta w całym kraju, a nawet poza jego granicami.




Osobliwy kształt, któremu zawdzięcza swą nieoficjalną (za to nieporównanie częściej używaną) nazwę, jest tak naprawdę odwzorowaniem liści lauru – symbolu zwycięstwa. Zbudowano je z żelbetonowych segmentów, na których – po obu stronach konstrukcji – umieszczone zostały dwie kompozycje rzeźbiarskie z blachy miedzianej: postać Nike Zwycięskiej oraz chłopa, robotnika i żołnierza. Na szczycie zawieszony został krzyż kawalerski – herb miasta.





W przyszłym roku rzeszowski monument skończy 40 lat. Mimo że od zawsze był obiektem niewybrednych żartów i kpin, wrósł w pejzaż miasta nierozerwalnie. Jest chyba najbardziej znanym pomnikiem w Polsce. W mieście i poza nim funkcjonuje, oczywiście, obiegowa nazwa „Wielka Cipa” lub po prostu „Cipa”: „Rzeszów? A, wiem, macie tam Wielką Cipę”, „Pod Wielką Cipą skręć w prawo, na Wiadukt Śląski i dalej już prosto”, „To czekam na ciebie o 1600 pod Cipą”. Wielu używa także bardziej neutralnej nazwy, mówiąc po prostu „pomnik”. Rzeszów posiada ich wiele, jak każde miasto. Ale powiedzenie „obok pomnika”, „przed pomnikiem”, „w okolicy pomnika”, „od pomnika jakieś 500 m”, „przy pomniku skręć w lewo” nie nastręcza żadnych wątpliwości. Wszyscy wiedzą, o który pomnik chodzi.
Trzy lata temu studenci Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania zaprezentowali swoje umiejętności w zakresie grafiki multimedialnej, wykonując świetny filmik poświęcony pomnikowi. Zachęcam do obejrzenia – trwa zaledwie 1,5 minuty.

wtorek, 26 listopada 2013

216. Oddajcie mi moje święta!



Cholery można dostać. Już we wrześniu, wyskoczywszy na zakupy do Lidla, natknęłam się na cały regał z czekoladowymi Mikołajami, świątecznymi pierniczkami i marcepanami, keksami i innymi ciastami w bożonarodzeniowych opakowaniach. Nie wiem, czy chciałabym spożywać trzymiesięczne ciasto w charakterze świątecznego wypieku, ale mniejsza o detale, w końcu i tak na co dzień konsumujemy niejadalne trucizny. Poraził mnie jednak absurd tego mocno przedwczesnego wytrysku świątecznych fajerwerków, nijak mającego się do złotej polskiej jesieni. Następnie, sięgając po kukurydzę do sałatki w Tesco, natknęłam się na puszkowane ananasy pakowane po dwie sztuki, w tym jedna gratis. I znów mniejsza o cenę: nad ananasami powiewała wdzięcznie dekoracja wyobrażająca gałązkę choinki przybraną bombkami plus życzenia „Wesołych świąt”. Było to dokładnie 2 listopada. W Dzień Zaduszny!!! Zatrzęsło mną w posadach. Kilka dni temu z rezygnacją obejrzałam wysiłki kilkunastu osób pracowicie montujących ozdoby świąteczne przed jedną z galerii handlowych.
2 listopada dzieli od Bożego Narodzenia równe osiem tygodni. To jest dwa miesiące! Przez ten czas wszelkie możliwe sieci handlowe zdołają wcisnąć mi w oczy, uszy i nos święta, do których jeszcze bardzo daleko. Jeszcze przed Adwentem będą epatować mnie choinkami, życzeniami wesołych świąt, świecącymi Mikołajami, grającymi reniferami, zimowymi pejzażami, światełkami grającymi „Jingle bells”, kolędami i bombkami, dopóki nie obrzydzą mi Bożego Narodzenia, nie zohydzą go do cna, nie odrą z wszelkiego uroku, dopóki nie wyrzygam się na widok własnej choinki, kiedy już faktycznie trzeba będzie ją ubrać. W Wigilię na krótko rozwieszą napisy „Do siego roku!”, żeby zdjąć je 1 stycznia 5 minut po północy na rzecz „Wesołego Alleluja”. Dzień po Wielkanocy zacznie się kampania „nowy rok szkolny”, a na wakacjach Halloween.
Nikt tu nie twierdzi, że żyjemy w normalnym kraju, ale rozmiary tej akurat paranoi mnie przerastają. Ja chcę zwyczajnie czekać przez cały rok na święta i cieszyć się z ich nadejścia w stosownym po temu momencie!

sobota, 23 listopada 2013

215. Rumunia: kamienne cacko



We wsi o nazwie Strei znajduje się niewielka kamienna cerkiewka pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny z XIII wieku (ok. 1270 r.), wzniesiona w stylu romańsko-gotyckim.





Została wybudowana z materiałów pochodzących z rozbiórki ruin rzymskiej prowincji Dacji – Ulpia Traiana (Sarmizegetusa). Do środka prowadzi główne wejście wiodące przez wieżę.





Zachowane wewnątrz freski, datowane na trzeci kwartał XIV wieku, należą do najcenniejszych malowideł średniowiecznych w Rumunii. W apsydzie można zidentyfikować nazwisko ich wykonawcy po napisie głoszącym: „Malował ten kościół mistrz Ivanis Groza syn”. Restauracja wnętrza miała miejsce w 1969 roku.





Maleńka nawa i prezbiterium mają kształt kwadratów, przykrytych wczesnogotyckim sklepieniem krzyżowo-żebrowym.




W miejscu, gdzie znajduje się cerkiew, odnaleziono wykopaliska archeologiczne świadczące o tym, że wcześniej znajdowała się tutaj osada rzymska.