sobota, 2 listopada 2013

208. Była i nie ma...



Verus amicus rarior Fenice est

Dojrzewa latami. Hartuje się w ogniu wydarzeń i doświadczeń. Jest bardziej bezinteresowna i dużo trwalsza od porywów miłosnych. Pieczętuje swoje istnienie życzliwością, bezinteresownością, ofiarnym poświęceniem, niezadawaniem zbędnych pytań, rozumieniem w lot, przybyciem z odsieczą w porę i wspólnym milczeniem, gdy brak słów. Przyjaźń jest najlepszą, najbardziej czystą formą miłości, która rodzi najpiękniejsze relacje ludzkie. Mianem przyjaciół obdarzam osoby, z którymi od wielu lat łączą mnie najsilniejsze, najtrwalsze, sprawdzone więzy.
Dziś, w czasach braku odpowiedzialności za słowo i szacunku dla tego, co naprawdę wartościowe, bardzo lekkomyślnie szafuje się słowem „przyjaźń”. Rozchichotane koleżanki określa się mianem „przyjaciółeczek”, a biurowe plotkary nazywane są „psiapsiółkami”. Wokół mnie pełno jest „przyjaciółek” obgadujących się nawzajem za plecami. Jako „przyjaciela” bardzo często definiuje się zwykłego przydupasa, z którym kobietę („przyjaciółkę”) nie łączy wiele więcej od seksu. Mówiąc głośno o mężczyźnie „przyjaciel”, mogę mieć stuprocentową pewność, że wyraz ten zostanie odczytany jako „kochanek” i nikt mi nie uwierzy, że to nie tak, mimo że „przyjaźń” naprawdę nie znaczy „seks”. A wszystko właśnie dlatego, że ludzie nie ufają słowom, bo sami używają ich w sposób nieodpowiedzialny.
Podobnie „przyjaciółmi” tytułuje się nieznanych nam, w gruncie rzeczy, ludzi, którzy zostawiają komentarze na blogach albo rozmawiają z nami na Gadu-Gadu. Przykłady można by mnożyć, ale po co?
Nie akceptuję takiego frymarczenia słowem, które reprezentuje jedną z największych wartości w moim życiu.

* * *

35 lat temu zamieniłyśmy pierwsze słowa. „Ile razem dróg przebytych? Ile ścieżek przedeptanych? Ile deszczów, ile śniegów wiszących nad latarniami?”...Nie do policzenia. Wszystkie beczki soli, które zjadłyśmy do spółki – nieprzeliczone... Wspólne dzieje – nie do opisania.
Los rozdzielił nas brutalnie, bez ostrzeżenia i na zawsze. W ostatnią niedzielę pożegnałyśmy się na bardzo, bardzo długo, nie wiedząc, kiedy przyjdzie nam się spotkać następnym razem. Jestem zwyczajnie przygnębiona. Nie może dotrzeć do mnie fakt, że kogoś, kto od zawsze był stale obecny w moim życiu, nagle w nim zabrakło. Tak po prostu, była... – i nie ma.
Tobołkowa, moja Druga Głowo,
„Jeśli któregoś dnia poczujesz, że chce Ci się płakać, zadzwoń do mnie...
Nie obiecuję, że Cię rozbawię, ale mogę płakać razem z Tobą.
Jeśli któregoś dnia zapragniesz uciec, nie bój się do mnie zadzwonić...
Nie obiecuję, że Cię zatrzymam, ale mogę pobiec razem z Tobą.
Jeśli któregoś dnia nie będziesz chciała nikogo słuchać, zadzwoń do mnie...
Obiecuję być wtedy z Tobą i obiecuję być cicho.
Ale jeśli któregoś dnia zadzwonisz i nikt nie odbierze,
przybiegnij do mnie bardzo szybko. Mogę Cię wtedy potrzebować...”

* * *

Potwornie mi smutno.

12 komentarzy:

  1. Odeszła na jakiś czas, czy na zawsze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na zawsze, ale nie w zaświaty, tylko wyjechała na stałe za granicę, do cywilizowanego kraju, w którym da się żyć.

      Usuń
    2. Coraz więcej Polaków wyjeżdża. Mojej rodziny też to nie ominęło. Wyjechali, żyją świetnie, mają pracę. Tu , ledwo wiązali koniec z końcem.
      Ech, życie!

      Usuń
    3. To się po prostu w pale nie mieści.

      Usuń
    4. Nie każdemu się udaje. Często jadą "na pewne" i z początkiem jest "gites majonez", a później nagle coś wynika nie tak i mówią, że prawdziwe powiedzenie jest "wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma"

      Usuń
    5. W tym wypadku jest inaczej. Tobołek jest obywatelem Niemiec, mają zapewnione wszystko.

      Usuń
  2. Zycie to nie je bajka, to je bitwa. Zakładam, że wszyscy znają przysłowie niedźwiedzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znają. Przynajmniej w teorii na pewno :)

      Usuń
  3. Odniosę jeszcze do pierwszej części Twojego posta.
    Masz rację , ludzie nadużywają słów, nie stosują ich zgodnie z "przeznaczeniem". Jest jakaś pompatyczność w wypowiedziach, przez co stają się one nieszczere. Jestem ze starej "szkoły", dla mnie , każde słowo ma swoją wagę, lub nie. Nie rozumiem zjawisk , które obecnie występują.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednaj strony pompatyczność, ale z drugiej również dewaluacja.

      Usuń
  4. Smutno, ale to nie jest na zawsze, zawsze. Jeszcze są listy, e-maile, telefon. Jeśli myślę o przyjaźni myślę o uczuciu silnym i nieprzemijającym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy 36 lat stażu. To chyba coś już jest...

      Usuń