poniedziałek, 11 listopada 2013

211. Podziemne miasto





Ciasna zabudowa średniowiecznego Rzeszowa, w którym bujnie rozwijało się kupiectwo, wymogła na mieszczanach uruchomienie pomysłowości. Na Rynku zrobiło się tłoczno, przybywało kupców, kramów, sklepów i towarów, które trzeba było jakoś pomieścić. Rzeszowianie uciekli się więc do urządzania sklepów „piętrowo” – poniżej poziomu gruntu zakładali tak zwane „sklepy ziemne”, a jeszcze głębiej, pod nimi (nawet do 13 metrów pod ziemią) – składy, magazyny i piwnice zwane grubami. Ułatwiło im ten proceder położenie Rzeszowa na podłożu lessowym, co umożliwiło kopanie bez zakładania szalunków, które dorabiano później. Powstające w ten sposób gruby, połączone przejściami, schodami i korytarzami, utworzyły wielopoziomową sieć rozciągającą się pod kamienicami i całą powierzchnią Rynku od pierzei do pierzei. W ten sposób pod centralną częścią właściwego miasta żyło drugie, ukryte, wciąż rozbudowywane aż do XVIII wieku.
Podziemne sklepy, składy, piwnice i magazyny nie zawsze służyły tylko celom handlowym. Miasto przeżyło najazdy Sasów, Siedmiogrodzian, Szwedów i Tatarów. Zamieniały się wówczas w doskonale spełniające swą rolę schronienia przed wrogiem. Były łatwe do obrony, gdyż tworzyły labirynt, a wąskie przejścia i „korytarze tatarskie”, przez które przecisnąć się mógł zaledwie jeden człowiek, łatwo było zatarasować. W czasie II wojny światowej w rzeszowskich podziemiach kryła się ludność żydowska, której udało się uciec z blisko zlokalizowanego getta. Istotnym udogodnieniem był fakt, że aby zaopatrzyć się w wodę, nie trzeba było opuszczać kryjówki. Specjalny korytarz wiódł do podziemnej studni. Podczas prac remontowych znaleziono pod ziemią ludzkie szkielety – niemych świadków nieznanych nam dramatów.
Być może jednak nigdy rzeszowskie podziemia nie zostałyby odkryte dla turystyki, gdyby nie dopomogła im w tym... katastrofa budowlana. W latach 60-tych XX wieku, na skutek zaniedbania podziemnej infrastruktury od dziesiątek lat, płyta Rynku zaczęła się zapadać. Zawałów było kilka. Krąży nawet anegdota o tym, jak na oczach mężczyzny dosłownie zapadła się pod ziemię ławka, z której kilka chwil wcześniej wstał. Świadkami osunięcia się powierzchni byli również członkowie mojej rodziny mieszkający na Starówce. Zapadanie się Rynku zaczęło zagrażać kamienicom (niektóre z nich się zawaliły), dlatego rozpoczęto szereg remontów. Pierwsze z nich, dokonane jeszcze za czasów PRL, polegały często na zalewaniu betonem powstałych osuwisk. Miejsca te zostały bezpowrotnie zniszczone. Spora część podziemnego miasta jednak ocalała i po dokonanej rewitalizacji została przeobrażona w Podziemną Trasę Turystyczną „Rzeszowskie Piwnice”. Podczas prac remontowych i konserwatorskich dokonane zostały liczne znaleziska. Najstarsze z nich dowodzą, że już trzy tysiące lat przed naszą erą znajdowały się w tym miejscu siedziby ludzkie.
Podziemny spacer ku przeszłości rozpoczyna się w Korytarzu Herbowym, biorącym swą nazwę od umieszczonych w nim herbów kolejnych właścicieli Rzeszowa oraz samego miasta.




Kolejne gruby wyposażone są w rozmaite eksponaty, stanowiące podziemne znaleziska (z wyjątkiem replik zbroi, broni białej i palnej oraz dybów).























Trasa wiedzie przez piwnice, trakty, gruby i lochy, połączone przejściami, schodkami, przesmykami i korytarzami. Oryginalne mury, wykonane z kamienia lub cegieł palcówek (ich nazwa bierze się od śladów palców odciśniętych podczas ręcznej produkcji) zostały uzupełnione rekonstrukcjami. Zachowały się również stare, niejednokrotnie mocno wyszczerbione kraty.













Najcenniejszym „eksponatem” rzeszowskich podziemi jest bez wątpienia pozostałość po XIV-wiecznym domu. Zachowały się drzwi, okno, fragment sklepienia... Dom pod ziemią? Właśnie tak! Ponad 600 lat temu poziom Rynku znajdował się dużo niżej. Zanim ów dom stał się piwnicą, stanowił część normalnej zabudowy miasta, będącej, oczywiście, na powierzchni. Wbrew pozorom, nie zapadł się wskutek tąpnięcia. To płyta Rynku poszła z czasem w górę o kilka metrów na skutek podnoszenia się gruntu poprzez narastanie na nim kolejnych warstw (np. gruzu po zniszczonych domostwach itp.). Dom, o którym mowa, znajdował się w samym centrum średniowiecznego Rzeszowa, był więc własnością zamożnych ludzi, którym musiało nie brakować luksusów. Jest to najstarszy z zachowanych zabytków naszego miasta.





Na ekspozycję, obrazującą przede wszystkim obyczajową historię rzeszowian, składają się przedmioty odnalezione w trakcie prac przy odbudowie podziemi. Do eksponatów należy między innymi kościotrup-pogorzelec, jednak nie należy się obawiać, nie są to profanowane prawdziwe ludzkie kości, a jedynie atrapa. W piwnicach zachowały się elementy wyposażenia sklepów i składów, sprzęty gospodarstwa domowego, ceramika, butelki po winie (między innymi sprowadzanym z Tokaju) i z winem, beczki, szpunty i wszelki sprzęt winiarski, monety z czasów Jana Kazimierza i z okresu zaborów, kilkusetletnia kołatka do drzwi, przedwojenne mydło, puszki po przedwojennym denaturacie.














Odnaleziono także średniowieczne gwoździe i rewolwer na pieprz i tabakę, służący do obrony przed złodziejami.
Podziemna Trasa Turystyczna w Rzeszowie została wyróżniona w 2012 roku certyfikatem Polskiej Organizacji Turystycznej i znalazła się w ścisłej czołówce atrakcji turystycznych Podkarpacia. Bywa terenem wydarzeń kulturalnych, z których najbardziej niesamowite wrażenie wywarł na mnie spektakl teatralny „Dziadów” cz. III, wystawiony nie na deskach teatru, ale właśnie w podziemiach. Widzowie, zgromadzeni na widowni usytuowanej w specjalnym namiocie przy wejściu do podziemi, zostali podzieleni na kilka grup (według zajmowanych miejsc). Podczas gdy „na powierzchni” zespół aktorów przedstawiał sceny z „Ballad i romansów”, pojedyncze grupki widzów wymykały się w regularnych odstępach czasu (prowadzone przez aktora-przewodnika dającego sygnał delikatnym dźwiękiem dzwoneczka) i znikały pod ziemią, gdzie w blasku jedynie świec i latarenek, w obecności zjawiskowych, zakapturzonych postaci, w poszczególnych pomieszczeniach rozgrywały się sceny dramatu. Wyjście na powierzchnię nie kończyło spektaklu. Należało jeszcze przejść przez Rynek i wrócić do namiotu, aby tam dokończyć oglądania „Ballad i romansów”. W najwyższy podziw wprawiła mnie idealna synchronizacja czasu trwania poszczególnych elementów tego ogromnego przedsięwzięcia: podziemnego spektaklu, powrotu przez Rynek i przedstawiania „Ballad i romansów”. Wracając do namiotu, trafiało się bowiem idealnie na ten moment, w którym przerwało się oglądanie!
Na koniec chętnym pozostawiam link, który prowadzi prosto do rzeszowskich podziemi, na wirtualny spacer z lektorem. Zapraszam.

Wirtualny spacer po rzeszowskich podziemiach 

12 komentarzy:

  1. W takie dyby to i dzisiaj niektórych by wsadzić; na dobre im to wyjdzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dyby dobra rzecz. Przydałyby mi się w pracy. Tak ze 40 sztuk.

      Usuń
    2. U mnie na razie 2 sztuki potrzebują, ale kto wie, kto wie...

      Usuń
    3. To rynek zbytu niezbyt imponujący :) U nas, widać, więcej kanalii :)))))))

      Usuń
  2. Do nadrobienia. Przy najbliższej okazji.
    Jak będę jechał w stronę Rzeszowa odezwę się. Tematy się kumulują... Nie wiem czy wszystko ogarnę w jeden dzień i to niecały.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy odrobinie szczęścia i z jęzorem na brodzie... Bo ja wiem? Ale ja nie lubię się śpieszyć!

      Usuń
  3. Chyba już to widziałam i zwiedzałam , dzięki Tobie:)
    Pamiętam i nie zapomnę.
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam pewna propozycję.
      Przyjrzyj się dobrze pierwszemu zdjęciu (na samym początku tekstu) i powiedz, czy Ci się z czymś kojarzą.

      Usuń
  4. Niesamowite! :)

    Jak cudnie, że coś z tego podziemnego miasta jednak ocalało pomimo upływu wieków i dewastacji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ocalało i to w całkiem, całkiem dobrej formie :)

      Usuń
  5. W każde urodziny zabieram moje dziewczyny na babski dzień. Trzy razy w roku plątamy się po tym naszym mieście a kończymy właśnie trasa podziemną. Jest wspaniała i pięknie odrestaurowana. Ciągle nie mogę się jednak doczekać kiedy władze oddadzą zamek, by dopełnił uroku miasta, bo jak na razie zwiedzam go jedynie na okoliczność rozpraw sądowych - a to średnia przyjemność.
    Czekam Be na kolejne relacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde... Z ust mi wyjęłaś ten zamek!!! Mam toczka w toczkę to samo.

      Usuń