niedziela, 17 listopada 2013

213. Być tłumokiem



Obiecane Tosi

Motto:
„Głupim lżej w życiu”
(Dreamu)
Czasem myślę, że chciałabym być tłumokiem. Takim rzetelnym, klasycznym okazem tłumoka. Tłumok bowiem nie ma zbyt skomplikowanego życia wewnętrznego. Ot, IQ akurat na tyle, żeby trafić do wc oraz emocjonalność zbliżoną do szachisty wpatrującego się przez 10 godzin w jeden i ten sam pionek. Tłumok nie myśli za dużo, nie zastanawia się, nie roztrząsa, nie wybiega myślami w przyszłość, nie przewiduje, dzięki czemu obce są mu wszelkie zmartwienia, lęki, nie przytłacza go brzemię odpowiedzialności, nie trapi poczucie elementarnej przyzwoitości. Tłumok żyje w pełnej beztrosce, przybliżającej go do arkadyjskiego ideału szczęścia.
Typowym przykładem okazu tłumoka perfekcyjnego jest osoba, z którą przez długi czas byłam zmuszona mieć do czynienia. Najpierw ledwo skończyła zawodówkę, powtarzając klasę. Zaraz potem, mając dwadzieścia lat i żyjąc beztrosko na garnuszku u rodziców, wymyśliła, że wyjdzie za mąż. Za osiemnastolatka, który – z podobnymi sukcesami edukacyjnymi – dopiero co zasilił szeregi bezrobotnych. Przyciśnięta do muru przez zupełnie nie zachwyconych rodzicieli, w odpowiedzi na pytanie o to, z czego zamierzają żyć, gdzie mieszkać i czy aby osiemnastolatek to na pewno dobry kandydat na męża, w odpowiedzi zabrała się na wakacje pod namiot, aby tam w spokoju i z premedytacją spłodzić dobry powód do zgody na ślub. Młody żonkoś został zgarnięty do wojska, a świeżo upieczona mamusia pobawiła się przez chwilę wózeczkiem i jego zawartością, a następnie jej się znudziło i zawartość, jako zbyt upierdliwa, została pozostawiona samej sobie. Kilkanaście lat od powrotu małżonka z wojska spędziła na zachodzeniu w kolejne ciąże, w myśl ukutej przez siebie maksymy: „mąż chce, to ja muszę dać” i księżych przestróg, że za antykoncepcję zostanie usmażona w piekle na oleju rzepakowym najpośledniejszego gatunku. Każde z rozlicznych dzieci darzyła zainteresowaniem, dopóki spało w wózku. Później, brudne jak nieszczęście, raczkowały po chodniku przed domem, zjadając porzucone przez przechodniów niedopałki papierosów, podczas gdy ich matka przesiadywała ze wzrokiem tępo utkwionym w oknie, wzdychając: „ale nudy...”. Za żadną pracę – domową ani profesjonalną – nie kwapiła się chwycić. Nigdy nie pracowała zawodowo, więc razem z bezrobotnym mężem i całą swoją progeniturą żyła na utrzymaniu ojca, ciężko obrażona na matkę, która nie życzyła sobie przykładać ręki do hołubienia tłumoctwa i nie omieszkała wyartykułować, co myśli o wszystkich swoich współlokatorach z mężem włącznie.
Nigdy nikt nie odnotował faktu przeczytania przez tłumoka choćby jednej książki, zajęcia się wychowaniem któregokolwiek z rozlicznych dzieci, zainteresowania się czymkolwiek, wyjścia lub wyjazdu w celu kulturalnym, rozrywkowym czy choćby wypoczynkowym. Zagadnienie wychowywania i edukacji potomstwa ignorowała z taką samą doskonałą obojętnością, jak fakt istnienia jakichkolwiek obowiązków domowych, rodzinnych, społecznych etc. lub konieczności zapewnienia swojej rodzinie bytu, niekoniecznie cudzym kosztem.
I, niestety, na swoim tłumoctwie wyszła nieporównanie lepiej niż cała rzesza uczciwych, ambitnych, pracowitych frajerów, którzy najpierw w pocie czoła zdobywają wykształcenie, a potem rozmnażają się odpowiedzialnie i starają się żyć na własny koszt, przewidywać konsekwencje nieroztropnego postępowania oraz nie być nikomu ciężarem.
Tłumokowi tego rodzaju starania ani żadne obiekcje nie są znane. Nie wie, co to wstyd i nie ma zmartwień. Żyła z rodziną całymi latami na koszt państwa, to znaczy także mój, jak pączek w maśle, pobierając zasiłki, zapomogi, korzystając z wszelkich dofinansowań, wyprawek szkolnych dla dzieci itp. Zawsze wyspana, wypoczęta, wyluzowana, opływała we wszelkie dostatki w ilościach znacznie przekraczających możliwości zmęczonych, zaharowanych, martwiącym się, jak związać koniec z końcem frajerów. Po śmierci matki dostała cały dom wraz z dużym ogrodem na własność, bo tatuś i braciszek lekką rączką obdarowali ją odziedziczonymi przez siebie częściami. Przecież tłumok ma liczną rodzinę, więc jej się należy! Tatuś ma wysoką emeryturę i spore oszczędności, mąż – zostawszy panem na włościach – założył firmę budowlano-remontową i opływa w zlecenia, bo na to zawsze jest zapotrzebowanie.
Bycie tłumokiem to naprawdę super sprawa.

20 komentarzy:

  1. Tłumoctwo, w naszym państwie, ma się najlepiej ze wszystkich. Sama to widzę naokoło siebie. Po co wykształcenie, jeśli bez wysiłku żyją sobie na luzie ZA NASZE PIENIĄDZE? A my, w tym wypadku, jesteśmy robieni przez system socjalny państwa, w bambuko!
    ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak, i nie. Ten "system socjalny" w naszym popierdolonym kraju to raczej powiedziane na wyrost.

      Usuń
    2. No to z czego żyją? Czym płacą? Nie plewami, to pewne.

      Usuń
    3. Wyłudzeniami. Spróbuj Ty, normalny człowiek, nie żadna patologia, dostać jakąś pomoc socjalną. Powodzenia!

      Usuń
    4. Jak zwykle. Jak z jednej strony pasowało, to z drugiej nie. I wyszło na nie. Kiedyś obcięli mi zasiłek rodzinny, bo dochód przeskakiwał próg o 1 (słownie jeden) złoty polski.

      Usuń
    5. No. I to jest prosty dowód na to, że nie ma systemu socjalnego. Jest tylko System Ochrony Patologii.

      Usuń
    6. Ano. Dosłownie. A na swój użytek tłumoków określam mianem zapożyczonym od koleżanki męża. On na takich mawia, że to bełwany. I bardzo mi się to podoba :)

      Usuń
    7. Mhm... Jakoś mało soczyste w brzmieniu.

      Usuń
    8. Te bardziej soczyste bardzo niecenzuralne są.

      Usuń
    9. Ale przynajmniej brzmią!

      Usuń
    10. Dla ucha i oka satysfakcjonująco :)

      Usuń
  2. a we łbie sznurek trzymający uszy zamiast rozumu .

    Gryzmo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O!
      Gryzmo zmartwychpowstała!!!

      Usuń
    2. Frau , soś si sie datownik popiedziulił dziwacznie , albo ja mam zwidy .
      i nie wymagaj od mnie cobym straszyła po wstaniu

      Usuń
  3. Z takimi tłumokami miałam też do czynienia. Dzieciaków naklepanych cała zgraja, obcykane wszelkie MOPS-y i inne formy tak zwanej pomocy społecznej. Szkoda gadać. Ale im się należy, bo są biedni ..... wrrrrr.

    OdpowiedzUsuń