środa, 20 listopada 2013

214. Twoje i moje paranoje



Nieletnia wygrzebała gdzieś w TV nadawany nocą program o wdzięcznym tytule „Moje paranoje”. Jego bohaterami są osoby dręczone najdziwniejszymi uzależnieniami, na przykład mężczyzna uzależniony od wyciągania włosów z odpływów, kobieta nałogowo zjadająca kawałki płyt kartonowo-gipsowych czy inna, kąpiąca się i myjąca w żrących wybielaczach. Nie wiem, na ile ci ludzie w programie są prawdziwi, ale podejrzewam, że ich przypadłości istnieją naprawdę. Każdy z nas ma swoje dziwactwa i śmiesznostki, które zazwyczaj są niegroźne, o ile nie zaczynają dominować nad naszym życiem. Rozejrzawszy się wokół, znalazłam... współudział własny w paranoi Nieletniej. A otóż Dzieciątko, mimo słusznego wieku, jest zagorzałą fanką Spongeboba Kanciastoportego. W związku z tym zapadło na Spongebobomanię, przejawiającą się w gromadzeniu gadżetów nawiązujących do tej postaci, a ja jej w tym pomagam (umówmy się, finansowo).
Zeszycik z bohaterami to zasadniczo zwykła popierdółka. Podczas gdy inne nastolatki w jej wieku użytkują łóżko do skrajnie innych celów, Dziecię po postu śpi na poduszce ze Spongebobem i rozgwiazdą Patrykiem oraz pod taką samą kołderką. Na urodziny dokupiłam jej więc mięciutki jasieczek do kompletu. A że ma dziewczyna zamiłowanie do poduszek i poduszeczek, to kolejną darłam do domu aż z San Marino. W sąsiednim sklepie zresztą Dzieciątko wydało z siebie przeciągłe „uuuuuuu...!” i już nawet nic nie mówiłam, zapytałam tylko o odpowiedni rozmiar. Niech ma. Uczy się, w życiu nie zwagarowała z ani jednej godziny, nie pije, nie pali, nie ćpa, nie pyskuje, nie szlaja się i nie puszcza, nie maluje twarzy, włosów ani paznokci, udziela się w hospicjum i różnych pożytecznych akcjach... Będę jej za to głupich parę € żałować?!
Dokarmiłam paranoję w Hiszpanii, na nieśmiałe bąknięcie: „Jaki piękny ręcznik... i to kąpielowy... Ręcznika jeszcze nie mam!”. A potem jeszcze raz, bo sama odczułam pewną słabość na widok dorodnej maskotki.
Ostatnio Dziecię zaskoczyło mnie nieco spostrzeżeniem: „Wiesz, mamo? Jedna koleżanka u mnie w klasie ma piórnik ze Spogebobem...” Matko kochana, dziewuchy, opamiętajcie się! Matura za pasem, ja w waszym wieku... A nie, nie powiem.
A Wy? Macie swoje paranoje?
P. S. Za tym piórnikiem to ja się jeszcze przy okazji rozejrzę...













36 komentarzy:

  1. Jeśli to paranoja, to od lat ZAWSZE staram się wstać z łóżka prawą nogą. Nawet śpiąc na materacu albo karimacie (boki bolą, be...) też to robię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie jest.
      No popatrz, a ja nie jestem w stanie myśleć o nogach, gdy wstaję - i proszę, jakie skutki! Opłakane.

      Usuń
    2. Popatrz, popatrz... :) Podobnież ci, co tak wstają to dobrze w życiu mają. Jak widać, nie do końca. Czyli też mam skutki opłakane. A jednak ranodalej najpierw prawą nogę z łóżka wystawiam :)

      Usuń
    3. A może masz super, tylko o tym nie wiesz? Spróbuj wstawać prawą - jeśli Ci się pogorszy, to będzie oznaczało, że paranoję masz jedynie słuszną :)

      Usuń
    4. A, lewą, lewą, Entschuldigung! Uległam rozproszeniu, bo jednocześnie pisze i produkuje sałatkę z zupek chińskich. Kulka się zapowiedziała na jutro :)

      Usuń
    5. To dobrą rzecz produkujesz :) Jadłam, smakowite to jest. Pozdrowienia :)

      Usuń
    6. Co to jest sałatka z zupek chińskich???

      Usuń
    7. To jest dokładnie to, co czytasz: sałatka z zupek chińskich! :) Jest pyszna, choć tytuł nie brzmi zachęcająco. Robi się łatwo, chcesz przepis?

      Usuń
    8. Ja też. Ciekawe, czy mamy to samo :)

      Usuń
    9. Bierzesz 3 (w porywach 4) zupki chińskie (Vifon) - 2 pikantne i 1 (lub 2) łagodną. Wsypujesz połamany makaron razem z przyprawami do dużej michy i zalewasz wrzątkiem tak, żeby wchłonął całą wodę i był mięciutki. Gdy wystygnie, dodajesz 3 papryki (żywe!) pokrojone w drobną kostkę, 3 cebule (też żywe, też w drobną kostkę) i 2 puszki kukurydzy. Niczym nie przyprawiasz, bo są już przyprawy z zupek. Łączysz majonezem i sruuuu do lodówki. W tym czasie, gdy sałatka siedzi w lodówce, z całej siły opanowujesz ślinotok.

      Usuń
    10. No, tylko dodaję ogórek konserwowy i kurzy cycek obsmażony, pokrojone w kostkę. Ale ja jestem mięsożerna :)

      Usuń
    11. Nie pasuje mi ten ogórek. Na temat padliny nawet się nie wypowiem, bo i po co :)

      Usuń
    12. Jeden woli schaby, drugi woli mostek, a ja lubię szynkę, bo w niej nie ma kostek... :)

      Usuń
    13. A ze wszystkich łakoci najbardziej lubię boczek.

      Usuń
    14. Jeden lubi Beethovena, a drugi jak mu skarpetki śmierdzą...

      Usuń
    15. Z łakoci to ja śledzika z cebulką!

      Usuń
    16. Moje nogi pachną cudnie,
      rano, wieczór i w południe.
      Pachną cudnym aromatem,
      jak szwajcarski serek latem.
      Ser szwajcarski jest za drogi,
      więc wąchajcie moje nogi!

      Usuń
    17. Nogi to odpowiedź na skarpetki pachnące. A śledzika jadam, a jakże :)

      Usuń
    18. A ser?
      Mamciu moja, jak żarłam Parmezan we Włoszech! Prosto z klocka, kilogramami! :) I jeszcze jakiś drugi. Trzeci mniej, bo był mało smakowy.

      Usuń
    19. Mozarella, nasz regionalny Filipek z mleczarni filipowskiej, również regionalne sery białe z przyprawami, i zwykły biały ser prosto od krowy :) A, i sery wędzone, oscypki też :)

      Usuń
    20. A i owszem. Generalnie wszystkie sery!

      Usuń
  2. Tego typu... żadnej. Moja młodość upływała w zupełnie innym czasie i realiach. Wtedy świętem był zakup właściwego biustonosza, że o innych drobiazgach nie wspomnę.
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tego typu, tylko jakąkolwiek.

      Usuń
    2. Pewnie tak. Czasy były paranoiczne i na nic innego miejsca już nie wystarczyło.
      :)

      Usuń
    3. Ja nie o tym.
      A co do czasów, to dużo bardziej paranoiczne są teraz.

      Usuń
    4. Paranoiczne w prostych rzeczach. Dziś , to zupełnie inny temat. Kiedyś, nawet proste sprawy, urastały do rangi problemu.

      Usuń
    5. To zależy, co dla kogo jest problemem.

      Usuń
    6. Jeśli problemem jest zaspokojenie podstawowych potrzeb... Problemem dlatego, że sklepy stały puste. Czekało się na dostawę towaru. Tylko wtedy, z dużym trudem i wystaniem się w kolejce, można było coś sensownego kupić.

      Usuń
    7. Nie pozostaje nic innego, jak cieszyć się, że nareszcie żyjemy w nieparanoidalnym kraju. Biustonoszy i innych towarów w sklepach - i nie tylko w sklepach - na pęczki. To nic, że ludzie nie mają za co kupić jedzenia, że szaleje bezrobocie i wyzysk, że mnożą się liczby zachorowań na depresje i nerwice, a coraz młodsi ludzie odbierają sobie życie, bo tracą kolejną pracę, a w domu rodzina do nakarmienia. To nic, że szerzą się debilizm, chamstwo i analfabetyzm. To nic, że ludzie umierają w kolejkach do lekarzy specjalistów. To nic, że kurwa, złodziej i bandyta podlegają ochronie, a prawdziwie pokrzywdzonych przez los lub ludzi wszyscy mają w dupie. Najważniejsze, że jest mnóstwo kolorowych sklepów z badziewnymi i drogimi towarami. Hurrrra, żyjemy w cudownym kraju, jakże się cieszę!

      Usuń