wtorek, 13 stycznia 2015

234. Uwaga, obsługa słodko pierdząca!



Proza życia zmusiła mnie do załatwienia prostej sprawy w Zakładzie Energetycznym. W Biurze Obsługi Klienta grzecznie pobrałam z automatu bilecik z numerkiem i usiadłam kolejce, a gdy się doczekałam, biurwa zza biurka zamaszyście wstała i wyciągnęła do mnie rękę. Nie wiem, jak w kim, ale we mnie taki wstęp od razu budzi chęć ucieczki w popłochu. Niestety, sprawę załatwić było trzeba, bez względu na babsko. Na tym jednak nie koniec, bo najwyraźniej „miękko” przeszkolona pani słodko pierdząca, gdy tylko dopadła moich danych, zaczęła zwracać się do mnie per „pani Besiu”, czyli z użyciem mojego imienia. Zraziło mnie to do nieprzytomności i żebym miała bez prądu zostać, w życiu już nie pójdę niczego tam załatwiać osobiście! Gwoli sprawiedliwości muszę dodać, że nie tylko zarząd Zakładu Energetycznego w ten sposób wyedukował swoich podwładnych. To samo robią pracownicy wszelkich biur obsługi klienta, banków, telefonii komórkowych etc. Za chwilę z kas w hipermarketach, z budek z lodami i z publicznych szaletów będzie wyciągać się do wszystkich las rąk, a ich właściciele będą zwracać się do klientów per „pani Aniu” i „panie Zdzisławie”. Noż do kurwy nędzy!
Wobec masowości zjawiska wytrzymałość mi się skończyła, nie z każdym ślizgałam się na jednej i tej samej skórce od banana i nie muszę mieć ochoty na takie poufałości. Nauczyłam się odpowiadać na takie dictum, że sobie nie życzę, aby się do mnie tak zwracano. Głupie miny zaskoczonych harpii kompletnie mnie nie wzruszają.
Niech mi każdy powie szczerze... Skąd się biorą dziury w serze i skąd się wzięła ta nowa, chamsko-protekcjonalna moda na spoufalanie?!

62 komentarze:

  1. Ze zgniłego Zachodu się wzięła i Hameryki. Ciekawe, że głównie negatywne rzeczy się u nas stamtąd przyjmuja.
    Tez nie lubię takie spoufalania, bo to sztuczne, jak słodzik jest. Fuj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sztuczne, ale przede wszystkim świadczące nie o kulturze, a o jej braku!

      Usuń
  2. Ty mi lepiej powiedz, KTO te biurwy tak wyedukowal? One wykonuja tylko odgorne dyrektywy, same by na to nie wpadly, za glupie. Dla mnie takie "pani Besiu" brzmi nieco jak "moj dobry poczciwy czlowieku" i swiadczy o absolutnym braku szacunku do petenta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A takie same jełopy, jak ci ich podwładni! Zapewne noszą grzebień wystający z tylnej kieszeni spodni + szpiczaste buty z zadartym noskiem.

      Usuń
    2. O lusterku z Sophia Loren zapomnialas?

      Usuń
    3. To u mocno starszej generacji, a starzy dzisiaj nie w modzie.

      Usuń
  3. Też wolę uczciwe "Proszę pani..." Szczytem wszystkiego jest jednakowoż zwracanie się do kogoś w 3. osobie, czyli "niech weźmie".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to się praktycznie nie zdarza (a jak się zdarzy, wystarczy opieprzyć). Dlatego mnie tak nie wkurza jak ta szerząca się zaraz w postaci mody na protekcjonalizm.

      Usuń
  4. Ta nowa moda jest irytująca. Bardzo nie lubię tego pozornego przechodzenia na pół-ty i równie pozornego zbliżania się klienta. Tak, jestem klientem w tego typu miejscach i nie życzę sobie takich tanich półśrodków i mówię o tym. Cóż miło jest zobaczyć wyraz zdziwienia na twarzach sprzedawców - chyba ich "miękko" nie edukowano co robić w takich przypadkach :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie raczej tak nie traktują, chyba z racji wieku. No popatrz, czasem i to, może mieć swoje dobre strony. Imię mam też raczej nie do zdrobnień. Jak już jest, to zbyt familiarne.Nie wypada. Skąd się wzięła ta moda? Chyba z ogólnego ogłupienia wszystkich i z innych zjawisk społecznych. Np. łatwość uzyskania po studiach, pracy w mieście. Takiemu komuś, łatwo zasugerować coś przez zwierzchników. A ten zasugerowany, trzyma się twardo "wytycznych", z nerwami klienta nad sobą, z czego sobie nie zdaje sprawy. Nie znoszę tej formy! Drażni mnie bardzo.
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę nikt nie zwrócił się jeszcze do Ciebie per "Pani Ewo"? No to masz dużą kupę szczęścia. I wcale nie chodzi o zdrabnianie, ale o sam fakt posługiwania się imieniem przez obcą osobę, którą pierwszy raz w życiu widzisz. Może być "pani Hermenegildo", "pani Zofio" i "pani Aniu", jeden czort.

      Usuń
    2. Tylko tak. Jak zdrobnisz "Ewo", to będzie Ewuniu lub podobnie. Na to nikt się nie odważy!

      Usuń
    3. Ale to bez różnicy, jakie imię i czy zdrobnione! Istotny jest sam fakt.

      Usuń
    4. Przecież wiem. Raczej nikt obcy, nie mówi do mnie po imieniu. Czasem bywało. Jednak mój sposób traktowania takiego człowieka, pewnie go zniechęcał.
      ;)))

      Usuń
    5. W takim razie jesteś szczęściarą albo niczego sama nie załatwiasz.

      Usuń
    6. Prawie wszystko załatwiam ja! Połówek robi to tylko wtedy, kiedy bezwzględnie musi!

      Usuń
    7. W takim razie jesteś niesłychaną szczęściarą, bo obcy ludzie zwracają się do Ciebie wyłącznie per "proszę pani", bez wplątywania w to imienia ani nazwiska.

      Usuń
    8. Jak widać, pewnie tak. Ale wyjątki próbują bywać, oj próbują!
      :)))

      Usuń
    9. Na całe szczęście, bo już byłam gotowa palnąć sobie w łeb, że to tylko ja mam takie zezowate szczęście.

      Usuń
    10. A tam. Głupich nie sieją... Wiele razy spotykałam się i spotykam z tym zjawiskiem, ale jestem nieugięta. Sam sposób , mój, zwracania się do innych ludzi, raczej ich onieśmiela i nie sprzyja tej idiotycznej formie. Trzeba konsekwentnie i spokojnie robić swoje. W razie czego, zawsze mogę zwrócić komuś uwagę.
      :)))

      Usuń
    11. To właśnie robię.
      Nie mam łatwości przechodzenia na "ty", a co za tym idzie, nie jestem zwolenniczką spoufalania.

      Usuń
  6. W takich miejscach moim zdaniem nadal powinno obowiązywać stare, poczciwe proszę oani.
    Ale aż tak strasznie mnie to nie razi, jeśli reszta obsługi jest w porządku. No taka moda, nic mi to nie odbiera, ani godności, ani poczucia własnej wartości. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miało być proszę Pani

      Usuń
    2. A mnie wkurza, bo to jest zwyczajny brak kultury! Razi mnie to galopujące schamienie zataczające coraz szersze kręgi.

      Usuń
    3. Wiem, wiem ;) Oko i tak, mimo błędu, odbiera wyraz jako całość tak jak trzeba :).

      Usuń
    4. Kiedy niedajbuk jestem w gorszej formie, to mam ochotę takie panienki przez kolano i zawsze powiem im coś złośliwego na dodatek, też nie zawsze taka grzeczna i pełna zrozumienia jestem.
      Poza tym masz rację, to jest spoufalanie mające na celu manipulację, a ta z kolei ma zmniejszyć dystans do klienta, żeby łatwiej mu było coś sprzedać, na co on w ogóle nie ma ochoty.
      I to mnie w tym najbardziej wku....rza.
      Buźka!

      Usuń
    5. Na mnie wszelkie próby "zmniejszania dystansu" działają jak płachta na byka, więc efekt jest odwrotny od zamierzonego.

      Usuń
    6. Powiem tak: od dłuższego czasu nie tracę energii na zbyteczne wnerwianie się drobiazgami. Na takie manipulacje jestem odporna całkowicie, może dlatego reaguję silniej tylko, jeśli ktoś jest wyjątkowo bezczelny, w przeciwnym razie szybko jednym słowem lub zdaniem "nie jestem zainteresowana" kończę rozmowę.
      Ot obojętnieję z wiekiem chyba :)

      p.s. ale ciasto marchewkowe zrobić umiem! :) (to a propos Twojego omdlenia na wiadomość o moich pierogowoych pierwszych próbach)

      Usuń
    7. "Nie jestem zainteresowana" to moja ulubiona kwestia :)
      Ciasto marchewkowe jadłam, na kolana mnie nie rzuciło, to i nie zawracam sobie nim głowy. Ale żeby tak do warzywnego kompletu było - tort ziemniaczany jadłaś kiedykolwiek? Od razu zaznaczam, że nie o jakąś paciarę z ziemniaków, cebuli i padliny chodzi, lecz o prawdziwą słodkość.

      Usuń
  7. U nas sie mowi "Pani X" gdzie X to nazwisko. Oczywiscie zawsze pytaja czy moga do mnie mowic po imieniu bo imie przynajmniej potrafia wymowic, wiec pozwalam :-) Ale w Polsce to rzeczywiscie, wole po nazwisku jesli juz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest przyjęte w naszej kulturze i już. Jeśli komuś się wydaje, że spoufalając się, jest sympatyczny i dobrze wychowany, to grubo się myli.

      Usuń
  8. Na twoje pytania nie odpowiem, ale... już wiem skąd się wzięła moja awersja do załatwiania czegokolwiek w biurach osobiście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po głębszym jednak zastanowieniu się, śmiem twierdzić, że co wrażliwszy organizm tego typu spoufalanie się odbiera jak sygnał, że ktoś nas chce wyrolować, że coś jest nie tak.
      Poza tym to takie włażenie do tyłka bez wazeliny.

      Usuń
    2. Przede wszystkim jest to całkowicie niestosowne i nie na miejscu stawianie się w tym samym szeregu osoby obsługującej z obsługiwaną.

      Usuń
  9. A skąd niby, zła kobieto, taki granatem od pługa oderwany co sroce spod ogona wypadł ma czerpać wzorce? Ze szkoły? Z domu? Nawet gdyby rodzice chcieli, to nie mają czasu, ochoty, albo poczucia konieczności. To biorą, za przeproszeniem, z cudzej dupy.
    Też mnie to wkurza maksymalnie, zwłaszcza jak rozmawiam z kimś młodszym ode mnie (czyli prawie ze wszystkimi). Dodatkowo, jak dotąd ten ton był zarezerwowany dla policjantów kasujących mnie za przekroczenie prędkości (raz za niemanie świateł :) ). Skojarzenie pozostaje.
    Łącząc się w bólu pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci z całego mojego złego serca. Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!

      Usuń
  10. po pierwsze: czy kombinacja słów "Frau B" i "grzeczna" to jakaś podpucha??
    po drugie: kiedyś zadzwoniła do mnie pani z prośbą o dotację dla jakiegoś przedszkola i już już miałam im kupić klocki, globusy i wc pikera kiedy ta rzekła do mnie "pani Mijeczko"
    po trzecie: mogę mówić do Ciebie Frusiu? ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieprawdaż?
      Do grzecznej dziewczynki pasuje... w sam raz :)

      Usuń
  11. Dzień dobry Szanownej Pani Be
    Mnie również silnie irytują (żeby nie pisać wkurwiają) panienki i panienkowie zaczynający rozmowę (nawet telefoniczną) od Panie Leslie, mamy dla Pana świetna ofertę. Niech się z nią spiesznie oddalą.
    A tak bardziej serio. Pretensje nie do nich tylko do ich skretyniałych szefów, którzy tak ich właśnie uczą.
    Dziękuję za uwagę.
    Z poważaniem
    Leslie Warszawski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Warszawski!
      Kretyńskie szkolenia to jedno, ale brak własnego rozumu (lub wychowania) to drugie.
      Z poważaniem
      Szanowna Frau Be :)

      Usuń
    2. Z jednej strony masz rację, ale z drugiej postaw się ich położeniu. Dostali jasne wytyczne jak mają traktowac klienta i to jest część ich regulaminu pracy. Jak nie to po premii albo na bruczek.
      To i są potem tacy słodko upierdliwi.

      Usuń
    3. Przecież nikt nie siedzi z nimi przy biurkach i nie słucha.
      Zresztą... może to będzie brutalne, co powiem, ale... co mnie to obchodzi? Nie życzę sobie i już! Można wiele zachowań tłumaczyć "taką pracą", choćby wciskanie reklam i ulotek, "telemarketing" itp. Niestety, ale jeżeli mam do wyboru litowanie się nad wszystkimi pracującymi miast i wsi albo własne zdrowie psychiczne, to jednak wybieram siebie.

      Usuń
    4. Właśnie o tym wciskaniu niewłaściwej wiedzy młodym, pisałam. Sam guzik wie i młodych w taki sam sposób ogłupia. A gdzie dobre wychowanie?
      Zaraz mi odpiszesz, że czego ja się spodziewam... No, właśnie dobrych manier.
      :)))

      Usuń
    5. No właśnie... Czego Ty się spodziewałaś?! :))
      Jak Ty mnie znasz! :))))

      Usuń
  12. Skąd się wzięła ta moda, pytasz? Może z powodu znanej zasady i sloganu równocześnie - "Frontem do klienta?"

    I szczerzę powiem, że nie do końca tu Twoje oburzenie. Niektórzy wolą zdrobnienia, niektórzy pełne formy. Ja należe do tych pierwszych...używanie zawsze i wszędzie pełnych form imienia brzmi dla mnie przynajmniej zbyt sztywno. Oczywiście wiem, że są sytuacje kiedy nie da się inaczej...ale uważam żew TAKIEJ akurat poufałości nie ma nic złego. Są pewne granice rzecz jasna, ale w opisanym przez Ciebie przypadku, dyrekcja Zakładu chyba usiłowała tylko załagodzić surowe, urzędnicze wrażenia takich miejsc...

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu wcale nie chodzi o zdrabnianie imienia, ale o sam fakt jego używania, w dowolnej formie. Jest to spoufalanie się, w wypadku osób obcych niekulturalne i nieuzasadnione.

      Usuń
  13. Pani Biesiu, tak więc uśmiałam się z Twojego wpisu, choć w sumie on poważny. Też nie lubię takiego spoufalania, a już zwłaszcza, jak dzwonią do mnie z jakiegoś banku i nagle jestem dla nich, poza najlepszą klientką oczywiście, panią Hanią. Mnie jednakowoż coś innego ostanio w supermarkecie ostro zirytowało, za każdym razem się pytają, czy zakupy się udały... Nawet jak jedno masło u mnie czeka do kasy... To w ramach historii ostro słodko-pierdzących ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz bym zapytała, czy ma mnie za debilkę, która nie umie kupić kostki masła!

      Usuń
  14. Przypomniało mi się - niedawno ktoś powiedział do mnie: "wiesz pani, to miało być tak i tak". I nienawidzę jak się do mnie mówi po nazwisku. Z dwojga złego wolę "pani Anno".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, co to, to nie!
      A my mamy taką sekretarkę, która mówi "weź pani", "podpisz pani". To jest zwyczajny przypadek baby ze wsi i z dwojga złego wolę ją, bo jest naturalna, a nie wyuczona na chamciura.

      Usuń
  15. Jak idę coś załatwić do urzędu lub instytucji czy firmy, nie lubię, jak osoba, z którą rozmawiam zwraca się do pnie "Pani +imię w Wołaczu" lub "Pani +nazwisko". "Proszę Pani / Proszę Panią" jak najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Proszę pani" tak, ale "proszę panią" już nie, bo niepoprawnie. Chyba, że "proszę panią o okazanie dowodu osobistego".

      Usuń
    2. Lub o rękę!!!
      :))))))))))))))

      Usuń