sobota, 10 stycznia 2015

233. Tunezja: last minute



W Tunezji znalazłam się szalonym przypadkiem, bez planowania i długotrwałych przygotowań. Gdy wróciłam z Rumunii, Nieletnia pojechała na kilka dni do dziadka i cioci, a ja pałętałam się po mieście z mglistym poczuciem niedosytu. Chciałam pojechać gdzieś jeszcze tego samego lata. Oglądałam oferty last minute w witrynach mijanych biur podróży, do niektórych wchodziłam po konkretne informacje. W Rynku, nieopodal ratusza, trafiłam na Tunezję, która mi się spodobała. Decyzję podjęłam praktycznie od ręki. Z biura wyszłam lekko skołowana: wylot pojutrze, Nieletnia 60 km od domu… Zadzwoniłam do Eksa, ten z kolei zajął się ściągnięciem dziecka do domu na drugi dzień. Zdążyli nawet jeszcze objechać kilka sklepów i zakupić malutką, poręczną kamerę nieomal mieszczącą się w dłoni.
W zaledwie dwa dni od zakupienia wczasów, po niespełna trzech godzinach lotu stanęłyśmy na upalnej ziemi afrykańskiej, w Monastirze. Stamtąd zawieziono nas prosto do miejscowości Gammarth, gdzie w malowniczym hotelu sieci Caribbean World spędziłyśmy jedne z najpiękniejszych wczasów w życiu.


32 komentarze:

  1. Czasem takie wyjazdy są najlepsze. Pełen spontan i luz ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bedzie dalszy ciag? Czy to juz koniec i pozostawisz nas tu w zazdrosnym niedosycie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spójrz w lewo. Tam jest odpowiedź :)

      Usuń
    2. Pacze i pacze, ale za bardzo Tunezji nie widze. ;)

      Usuń
    3. Ale wnioski wyciągaj z tego, co widzisz! :)

      Usuń
  3. Podobnie spontanicznie pojechałam i ja z moją Córką na wczasy w Grecji... Żałuję, że tylko raz.
    Może ona już i letnia, ale mam nadzieję, że jeszcze gdzieś razem wyjedziemy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja też letnia, a wcale nie zamierza rezygnować z wyjazdów ze mną i już planuje kolejne...

      Usuń
  4. Na spontanie zaliczyłam Chorwację... samochodem. Wariaci, dojechaliśmy do Dubrownika starą drogą nadmorską. Ale te najpiekniejsze wakacje jeszcze przed nami, mam nadzieję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpiękniejsze, Dreamu, zawsze jest przed nami :)

      Usuń
  5. Trochę Ci zazdroszczę. Moje podróże 'na koniec Świata' już się skończyły i nie wygląda, żebym miał w najbliższym czasie opuścić Europę.
    Zresztą najbardziej kocham Tybet. A tam jest coraz większy zamordyzm, żal patrzeć na umierającą kulturę.
    Preferuje podróże bez biura. Wtedy jest trudniej, trzeba wiele samemu zaplanować. Ale i zobaczyć więcej. - Choćby Kuba. - Moja Była Konkubina była tam parę lat temu. Turystom pokazuje się malutki fragment, odnowiony i sztuczny. Wycieczka samopas przynosi więcej wrażeń...
    Pozdrawiam. - KT.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nosz jasna cholera!! To ja z bloga Pantery mam się dowiadywać, że Ty bloga reaktywowałaś!!??? Ani w mojej sali lektur, ani w obserwowanych "nie włączył się". W sali lektur mam go, ale pod tytułem "Frau" i chyba po hiszpańsku. A uroczyście zawiadomić najwierniejszą fankę, czerwony dywan rozwinąć dla tej, która po sieci nawoływała, gdzie jest Frau Be? No choćby gołębia wysłać!

    Jak się cieszę :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To po co jakieś nieaktualne informacje trzymasz u siebie, hę?! A ja taka skromna (i piękna, i mądra)... Z transparentami po mieście nie biegam: "Ludzie, ludzie, ja piszę, czytajcie mnie!" :)

      Usuń
  7. W Tunezji byłem raz, ale planowo. W Sousse (tak się to chyba pisze). Trafiłem kiepsko (nie chodzi o sam wyjazd). W tym czasie dymi l wulkan na Islandii i nie było wiadomo czy wrócimy. Do tego spadł samolot w Smoleńsku. To wprowadziło trochę nerwowości w lot powrotny. Ale jakoś wróciłem.
    Za to był taki czas, że decyzje o wyjeździe podejmowałem kilka dni przed. Taka praca. I wszystkie te wakacje miały swój urok. Żaden jednak nie był wyjazdem zagranicznym. Wtedy, z reguły, wybierałem Mazury i nasze morze.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja przypadłość polega na tym, że dokąd pojadę, tam potem coś się dzieje. Ledwo wyjechałam z Grecji, zaczął szaleć w Atenach pożar-gigant. Wróciłam z Izraela - nasiliły się działania wojenne. Zaliczyłam Tunezję - wybuchła rewolucja. Kobieta-demolka...?

      Usuń
    2. A byłaś może w Doniecku? Strach pytać.

      Usuń
    3. :)))
      Nie byłam, może istnieje jeszcze jakaś femme fatale poza mną? :)

      Usuń
    4. Ale na Ukrainie byłaś ;)

      Usuń
    5. Byłam, nie da się ukryć! :))

      Usuń
  8. Wszystko przede mną. Chociaż, kto wie? Europy staram się nie opuszczać, bo bardzo źle znoszę ciepły klimat.
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie zlinczujesz mnie jeśli Ci napiszę, że zapraszam do zabawy?? :) (Liebster Blog Award)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zlinczować nie zlinczuję, ale serdecznie nie lubię takich zabaw.

      Usuń
  10. Taki spontan jest najlepszy...podążanie za impulsem :))) przyznaję że za dużo myslę i planuję a potem...różnie bywa...tak pod wpływem chwili najlepiej wychodzi...muszę nad tym popracować:))))
    ps. na lewo patrz- Tunezji niet - wnioskuję że będzie :))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze! Z wnioskowania - piątka :)

      Usuń
  11. A ja marzę o Holandii i Keukenhof...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wymyśliłam ostatnio, że zajrzę do każdego kraju w Europie. Biorąc pod uwagę moje możliwości finansowe i czasowe, może mi zejść na tym parę stuleci, ale przynajmniej mam marzenia do spełnienia :)

      Usuń
    2. Mnie to może wyjdzie dopiero za dwa lata, jak mi jubileuszówkę dadzą :)

      Usuń
    3. Neuschwanstein mi się marzy najbardziej... Musze policzyć, kiedy ta jubileuszówka, ale chyba za trzy lata dopiero...

      Usuń