niedziela, 25 stycznia 2015

236. Kotowie, Śledziowie i inni



Dom bez zwierzą to nie dom. A już na pewno nie dom bez kota!
Odkąd sięgam pamięcią i jeszcze dalej, bo od czasów pradawnych, których pamiętać nie mogę, w mojej rodzinie – tak po mieczu, jak po kądzieli – zawsze były zwierzęta wszelkiej maści. Kochane, rozpieszczane, chronione i opłakiwane na równi z pozostałymi członkami rodziny, po prostu się nimi stają natychmiast po przekroczeniu progu domu albo jeszcze wcześniej. Babcia pozwalała czarnej kotce Zmorze kocić się, gdzie jej pasowało, nawet jeśli był to stos świeżutkiej bielizny w szafie, a dziadek, klęcząc przed dorodnym okazem owczarka podhalańskiego, karmił go łyżeczką, zachwalając nasz własny krupnik: „Zjedz, Bartuś, zjedz… dobrą zupkę pan ugotował…”. Mój tato osobiście skonstruował dla kotka „solarium” na oparciu sofy, żeby „lalusia” miała gdzie wygrzewać się w zimie, a zerwawszy się raz o 200 w nocy z głębokiego snu, wdrapywał się na taboret, aby w pocie czoła rozkręcić abażur i wyjąć zeń ćmę, której właśnie zapragnął ukochany „syncio”. Mama z takim pietyzmem niosła oburącz miseczkę ze smakołykami, aby osobiście podstawić je pod nos wylegującemu się hrabiemu, że potknęła się o dywan i skończyła w szpitalu z roztrzaskanym barkiem. Mój brat podejrzewa nawet, że rodzice wydziedziczą nas w końcu na rzecz kota. Sam zresztą bez zwierzyńca żyć by pewnie nie umiał.
Jako i ja.

Kotowie moi:

Gruby Fiu

Złe

Łajza

Śledziowie (wybiórczo):

Edward Pedward - prawy profil

Edzio Pedzio - lewy profil

Gloria Gruba Berta - lewy profil

Gloria Gruba Berta - prawy profil

Neony Leony

Ryszard I Wielki od rufy

Ryszard I Wielki z profilu oraz Ziuta od rufy

Ryszardy II Małe
Zgryźliwce:

Guziczek

Milord

102 komentarze:

  1. Te koty wszystkie obecne, czy z przestrzeni dziejow? Eee, chyba obecne... bo te z przestrzeni nie zmiescilyby sie w jednym poscie.
    Zle mi sie podoba, imie adekwatne do wygladu i tej groznej miny.
    Rypki tez kiedys u nas byly, ale bo to pogadasz z takom zimnom? Jedna z corek chciala gadanie przetestowac i stale rypkie wyjmowala i calowala. Ta miala tak dosyc karesow, ze popelnila samobojstwo wyskakujac z akwarium na dywan. Kiedysmy ja znalezli, byla juz sucha. R.I.P. :( Pogrzeb nawet miala i krzyz z patyczkow na grobie.
    Byli u nas i chomiki, i szczury. Drobiu zesmy nie mieli, zadnych papuguf i kanarkuf, bo to halasliwe i smierdzi. Ale psy byly zawsze, a koty od niedawna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, nie, nie - to stan li i jedynie aktualny. Nie wiem, dlaczego zbluźniłaś przeciw drobiowi, ten także posiadalim (i to dynastycznie), jednak kotowie i drobiowie pod jednym dachem tak jakby nieco się wykluczają. Muszą wystarczyć mi Kevinowie za oknem. jedzą mi z ręki i srają na potęgę :)

      Usuń
  2. Przeurocze wszystkie :) Widać, że każde ma własny charakter :) U mnie też w rodzinie z dawien dawna czworonogi były... Psy i koty :) Ja takoż miałem w wieku 16 lat 2 żółwie wodno-lądowe... Terrarium na biurku było, jedzonko i stosy książek o pielęgnacji :D

    Niestety szybko odeszły, bo były chore... Ale zdążyłem się zżyć. I ciężko tę śmierć...

    Teraz od wielu lat marzę o psie...może kiedyś będzie mi dany :)

    Pozdrawiam i zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ufam ludziom, którzy nie lubią zwierząt!
      Żółw też nam się marzy (najchętniej zamieszkałabym z ZOO), nawet wiem, jak miałby na imię: Stefan.
      Cóż, nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa :)

      Usuń
    2. Moje dwa miały na imię Leonardo (po jednym z Żółwi Ninja) i Ferdek (po Kiepskim) :D

      Usuń
    3. Pamiętam Żółwie Ninja! Turtlesy :))

      Usuń
  3. Najpierw był chomik Kacperek, potem równolegle Tygrys (Rudy, Rude Kocisko), potem Kacperka zabrakło, a Rudy jest. Właśnie przebiegł mi przed monitorem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie jego prawo. Wracając do tematu, kiedyś na wycieraczce znalazłam jednego malutkiego Rybowego w woreczku foliowym i biegiem, znaczy autem, odwiozłam do koleżanki akwaryjnie zabezpieczonej, co by się znalezionemu krzywda nie stała. A w dzieciństwie zwierzątek u Babci było sporo, jak to na wsi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko kochana...!!! Jak można komuś podrzucić śledzia na wycieraczkę?! To prawie jak mafia... ryba bez głowy w łóżku itp. :)

      Usuń
    2. W łóżku to był koński łeb pozbawiony tułowia :) A o podrzucenie rybki posądzam dzieci sąsiadów, które chciały widać podzielić się majątkiem.

      Usuń
    3. "Dzieci"...!
      Taz to nie zadne dzieci, panocku, to zwycajne skurwysyny! (cyt. z dowcipu o bacy).

      Usuń
    4. Niechze i tak bedzie :) Ale lepsze to, niż by spuścili żywinę w kanały :)

      Usuń
    5. No, zdecydowanie. Niech im ziemia lekką będzie.
      A może tak nieudolnie chcieli Cię do akwarystyki zachęcić?

      Usuń
    6. Raczej nie... To nie moja działka.

      Usuń
    7. Działka mi się z kreską skojarzyła :))

      Usuń
    8. A nie z rolnictwem? Chociaż, uprawa tego, co się na działki wydziela z rolnictwem coś wspólnego ma.
      Czy miska jest mała czy zawartość duża?

      Usuń
    9. Mnie nie, bo wiesz, jaki ze mnie rolnik i ogrodnik w jednym :)
      Miska duża, a zawartość jeszcze większa!

      Usuń
    10. Zasadniczo to nawet nie miska, tylko duża, ciężka, starodawna makutra :)

      Usuń
    11. Do mojej makutry Rudy by się nie zmieścił. Za mała. Za to lubi umywalkę.

      Usuń
    12. A ja nie mam umywalki :(

      Usuń
    13. Ale będziesz miała. Ja Ci to mówię.

      Usuń
    14. Podejrzewam, że w porywach możesz mieć rację :)

      Usuń
    15. E... poważnie tak myślisz?!

      Usuń
  5. W moim rodzinnym domu najpierw byly chomiki, potem psy. Potem papugi, jakos ze psami im sie symbioza ukladala, a Kubus Pierwszy to nawet potrafil Sabuni ktora owczarkom niemieckom byla, na glowie jezdzic.
    W mojem wlasnem domu to najpierw byla rzeczona Sabunia, potem szczurek Pipi ale mu sie zmarlo po dwoch latach. Wiec sie na rypki przerzucilim. A pitem trzeba bylo to cale talatajstwo oddac bo wyjechalim i tyle tego. W chwili obecnej mam dwa futra mialczace i Henka w kuchni, Henek siedzi na suficie i zjada muchy. W porywie mam tymczasowo rozne mniejsze i wieksze gryzonie i ptaszki, bardziej lub mniej zywe, zalezy w jakim stanie koty do chalupy doniosom...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i to rozumiem! Tylko zacznij tego Heńka jakoś uczciwie dożywiać, mucha też człowiek i pożyć by chciała, a nie w Heńkowych trzewiach ginąć :)

      Usuń
    2. No, niestety szczurki żyją plus minus dwa lata :(

      Usuń
    3. Wszystkie małe gryzonie chyba. Na pewno chomiki.

      Usuń
    4. Te Henek, wygląda mi na gekona. Bo kto może zjeść cokolwiek z sufitu?

      Usuń
  6. Przed chwilą upewniłam się, mieliśmy kota 18 lat. Właściwie kotkę. Bardzo długo po jej odejściu, miałam wrażenie , że mości mi się na nogach, jak to miała we zwyczaju robić w nocy.
    Pa:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naturalne. Gdy jestem u kogoś, w domu, gdzie nie ma kotów, to i tak bez przerwy uważam, jak chodzę i mam wrażenie, że zaraz ktoś wskoczy mi na kolana.

      Usuń
    2. Wyobrażasz sobie, nie wyjeżdżać nigdzie przez 18 lat? To ja.Chłopinę bez przerwy gdzieś wywiewało. Teraz nadrabiam zaległości.
      :)

      Usuń
    3. Nie wyobrażam sobie, bo ja zawsze wyjeżdżam. Kwestia organizacji. Jeśli dałaś się uziemić na 18 lat, to wyłącznie Twoja wina. Mógł on, to mogłaś i Ty i nie ma co zwalać na kota.

      Usuń
    4. Nie kwestia organizacji, tylko brak innych możliwości. Jeśli są dwie osoby, to ktoś ze zwierzyną zostać musi. "Kulka", to było jej imię:)

      Usuń
    5. Ale on nie wyjechał na zawsze, można się było zmieniać.

      Usuń
    6. Niemożliwe. Teoretycznie , tak. Życie jednak chciało inaczej.

      Usuń
    7. Jak ja Cię znam, to wykończyło Cię własne niechciejstwo! Amen :)

      Usuń
    8. Miałam jechać w głuszę bez chłopa? Ekskluzywne wczasiki, to i owszem. Niestety, takie się nie trafiały. Niby można, ale nie do końca.

      Usuń
  7. I u mnie zawsze coś żywego, przeważnie futerkowego, było i jest nadal. Choć rybki też miałam. Nie wyobrażam sobie życia bez zwierzaków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! I dlaczego nic nie mówisz?! Ciągle tylko o dziecku i o chorobach... A tu takie atrakcje!!!

      Usuń
    2. Bo ja wiem, czemu nie wspomniałam...

      Usuń
    3. No wiesz?! To skandaliczne niedopatrzenie!

      Usuń
  8. U mnie w domu były koty. Przeszliśmy też fazę rybek, na krótki czas i chomik się znalazł ;) Tylko teraz nie mam żadnych futer w domu :(
    Bardzo się mi imię Łajza podoba :) I ona sama też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo poważne niedopatrzenie!
      Futra, łuski, pióra, ogony, kły i pazury decydują o jakości życia różowego kleksa do otwierania puszek...

      Usuń
  9. ZŁE wstrząsnęło mną na śmichowatość - nie gderam i nie wystawiam na piedestał ZŁE faworyzuję .
    A makutrę i moje kotowate wielbiły w sensie sikały , byłam zmuszona im ją wyrwać z życia toaletowego

    wieczorowo Gryzmo do Frau

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie sikać by mogły, makutry nie używam :)

      Usuń
    2. i ja generalnie ciasta w niej nie wyrabiam , ale służy mi jako pomieszczenie kwietne a nie jako kuweta .Jak im zabrałam , wielce obrażone się stały

      Usuń
    3. Zachowałaś się skandalicznie i kotowie święte prawo do obrazy mieli!

      Usuń
  10. Przed przeprowadzką przez dekadę przewinęło się przez mój dom kilka chomików syryjskich, szczurków, świnka morska i dwie koszatniczki.
    Teraz, wraz z "drugą połówką" otrzymałam duże psy, kilka kotów i nieco drobiu :-) A dookoła nieco dziczyzny pod każda postacią: goniącą, skaczącą, pływającą i latającą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać, masz zamiłowanie do gryzoni!
      Drób mnie martwi - pewnie jest mordowany.

      Usuń
    2. I jak tylko pogoda pozwala (patrz: nie ma śniegu i mrozu), biega za kurnikiem albo po podwórku :-)

      Usuń
    3. Byle mu tylko nikt krzywdy nie robił!

      Usuń
    4. Kochana, żeby tak wszystkie kury i kaczki / gęsi na świecie miewały choć w połowie... Jedzonko mają dobre, picie, jak tylko się da, są wypuszczane z kurnika (wiadomo w mrozy i jak śnieg spadnie, niestety się nie da), w kurniku się nie tłoczą, mają grzędy i inne odpowiednie miejsca do siedzenia (wiadomo, że kaczki na grzędę nie wejdą :D)...
      Piesków nie wiążemy - gonią po podwórku (podwórko zabezpieczone przed potencjalnymi ucieczkami) i śpią w domu. Kotki przychodzą na jedzenie rano i pod wieczór, a tak są typowo wolno chodzącymi, wiejskimi kotami :)

      Usuń
    5. PS Jak się składa, że całe towarzystwo spędza czas na podwórku, to nie ma kłótni, nikt nikogo nie goni - da się? Da się!

      Usuń
    6. Dobrze. Kontrola przebiegła prawidłowo :)

      Usuń
    7. Pewnie, że się da. Najwięcej niepokoju wprowadza człowiek.

      Usuń
  11. Po ostatnich perypetiach znowu są dwie koszatniczki. On i ona. Z tym, że on pozbawiony czegoś tam. Przyzwyczajają się od wczoraj do siebie. Na razie przez kraty. Pierwsza próba połączenia skończyła się małą bójką. Poza tym dwie białe szczurzyce.
    Dom wariatów.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przynajmniej... normalny dom wariatów :)

      Usuń
    2. Jeszcze tylko kota brakuje :)

      Usuń
    3. Trzy koty na dwa szczury i dwie koszatniczki to, jak nie patrzył, siła złego na jednego. Przewaga wagowa jest po stronie kociej, liczebna po tej drugiej.

      Usuń
    4. ...a ludzki czynnik ma najmniej do powiedzenia :))

      Usuń
  12. Od zawsze pamiętam w domu zwierzęta, najczęściej psy, ale od czasu, jak polubiła mnie alergia na kurz, musiałam odpuścić. Wiem, wiem, są psy, które nie mają sierści tylko włos, ale ja muszę mieć psa, rozmiaru psa, york nie wchodzi w grę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A sierść to nie włosy???

      Usuń
    2. York ma sierść o strukturze ludzkiego włosa i skoro nie uczula mnie moja czupryna, york też nie powinien, jak mówią mądrzy. Kiedyś miałam wyżła, york jest za mały :)

      Usuń
    3. Tak i wrzaskliwy, sąsiedzi mają. Jak wychodzą do pracy czuję się, jakby atakowało nas całe stado Indian Navaho. Nic z tego, duży, albo wcale, czyli wiadomo ;)

      Usuń
    4. Ze mną to jest tak, że też mam jakieś preferencje. Ale potem, jak trzeba przygarnąć, to nie patrzę, kogo.

      Usuń
  13. Musiałam pożegnać swoją ukochaną kotkę dwa miesiące temu, po 13 latach i ciągle nie mogę wyobrazić sobie, że w jej miejsce wezmę jakieś inne zwierzę.
    Codziennie sobie o niej przypominam i bardzo mi trudno, że już nie ma mojej kochanej kici.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba kwestia czasu... Są ludzie, którzy nie potrafią żyć bez zwierząt.

      Usuń
    2. Hej, wiesz, "kolejne" zwierze nie ma zastąpić poprzedniego; ma być kolejnym towarzyszem i jednocześnie mieć dobry dom :-)

      Usuń
    3. Owszem! Niczego takiego nie napisałam.

      Usuń
  14. fajny blogasek , zostawiam komcia i zapraszam na swój blogasek - Gryzmolińcia vel Dosieńka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gryzmolińciu, zaraz wpadnę na Twojego słitaśnego blogaska i zostawię dizajnerskiego komcia :)

      Usuń
  15. Hm, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że od pewnego czasu ląduję w spamie albo innym czyśćcu. Ale co tam! Do pięciu razy sztuka i jeden raz dłużej.
    W domu bez zwierząt jest słabo, nawet ciężko mi to sobie wyobrazić. A rybki to masz tak w ogóle, czy jako pokarm dla kotków? Pytam, bo mam też ryby, tyle że w stawie, a kotki skurwle wyprowadzają co naiwniejsze karaski na spacer na trawkę i tam robią im survival - sprawdzają, czy taka rybka trafi sama do domu, gdyby ją wywlec 30m od wody i troszkę nadgryźć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślubuje uroczyście, że w moim spamie ani w niczym innym moim nie lądujesz!
      Rybki mam tak w ogóle, aczkolwiek zaobserwowałam tajemnicze znikanie gupików. Żadnego innego gatunku nie ubywa, tylko akurat tego. Traf chce, ze bytują w górnej warstwie zbiornika, tuż pod powierzchnią, bo tak lubią, a ja nie posiadam pokrywy, tylko zbiornik otwarty i belkę oświetleniową. Wyskoczonych egzemplarzy nie odnotowano. Przypadek...? Dla przykładu, wyskoczyły mi onegdaj dwa piskorki (jakieś popierdolone) i leżały - słowo honoru złej kobiety! - w misce kotowej. Nikt ich nie ruszył nawet nosem, nie zdążyły umrzeć, więc wrzuciłam je z powrotem i żyją po dzień dzisiejszy. Gupików zaś co dzień coraz mniej, a stado miałam pokaźne. Czary!

      Usuń
  16. Gupiki pewnie sublimują, też to miałem, pamiętam. Niestety moja populacja była żywym przykładem chowu wsobnego - same pokraki i mutole z krzywymi kręgosłupami. Ale odporne były na wszystko.
    Po analizie losu moich nieistniejących komentarzy do niniejszego bloga doszedłem do wniosku, że ich nieobecność jest spowodowana nieprzemyślanymi odpowiedziami na pytanie, czy jestem robotem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nawet robotem nie jesteś - robot poszedłby do spamu jak nic.
      Co do gupików, zastałam kilka razy Grubego Fiu stojącego na tylnych łapach i grzebiącego w wodzie. Na mój widok udawał pilnie, że mu mokre nie pasuje i że otrzepuje łapę z obrzydzeniem!

      Usuń
  17. to Ty masz cały łańcuch pokarmowy :)))) Ja poprzestałam na dwóch kotach, bałam się, ze nie upilnuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz, zaraz... czegoś mi do tego łańcucha brakuje. Robaczki mam zacząć hodować...?

      Usuń
  18. Ja tu się psem jednym cieszę a tu proszę całe zbiegowisko domowe :) pozazdrościć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee tam, gdzie tam... Do ideału bardzo mi daleko. Potrzebuję własnego domu, ot co...

      Usuń
    2. Jakiś Mikołaj by się zdał, może nie całkiem Święty?

      Usuń
    3. Owszem! Święty nie musi być, tylko kasiasty :)

      Usuń
  19. "Złe"? :D Fajne imię. Fajne miauczusie ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Kociambry Twe są świetne! I jakie imiona noszą :)))

    Pozdrawiam Ciebie i całą gromadkę :)

    OdpowiedzUsuń