czwartek, 5 lutego 2015

238. Tunezja: jedzonko


Nie wiem, na czym to polega, ale jak nie jestem miłośniczką arabskiej kuchni, tak w Tunezji bardzo smakowało mi jedzenie. Może to kwestia ogromnego wyboru? Nie musiałam męczyć się z mięsem, owocami morza, wschodnimi przyprawami, których szczerze nie znoszę…


Ach, jakie tam było żarciuszko! Omijając zręcznie bary z potrawami mięsnymi, łapałam na talerz kilka ćwiartek cudownie pysznych, podłużnych ziemniaków o słodkawym smaku, a potem zagłębiałam się w niesłychane ilości ogromnych, fajansowych mis wypełnionych warzywami i sałatkami. Czego tam nie było! Czasem aż nie wiedziałam, od czego zacząć. Znosiłam do stołu gigantyczne pagóry kolorowego zielska (jakkolwiek to brzmi i o ile to nie oksymoron), zwieńczone solidnym kopczykiem kaparów. Właściwie to popadłam w coś na kształt nałogu, bo tych ostatnich dobierałam po kilka razy w ciągu jednego posiłku. Na ich rzecz porzuciłam nawet ukochane oliweczki. Widocznie w Tunezji przyrządza się kapary w zalewie, która jakoś wyjątkowo mi odpowiada.










Nieletnia używała na wielkich kawałach pieczonego tuńczyka i jadła generalnie nie to, co ja. Jak zwykle. Rozchodziłyśmy się w restauracji na cztery strony świata i schodziłyśmy się dopiero przy stole, na którym ustawiałyśmy swoje kombinacje.
Wzdłuż ścian ciągnęły się rzędy stoisk, przy których na bieżąco odbywało się smażenie i pieczenie.



Starannie omijając zbyt europejską i trywialną pizzę oraz zbyt wyczynowe góry przeróżnych skorupiaków, najchętniej szłam po jajecznicę-omlet ze śmieciami (kucharz wsypywał do rozbitych jajek wszystko, czego tylko dusza zapragnęła) oraz po trójkątne „takie cosie”. Nie mam pojęcia, co to takiego, wiem tylko, że było pyszne. Zawinięty w cieniuteńki jak papier farsz z warzyw smażył się błyskawicznie w głębokiej kąpieli. Takie cosie” wyglądały jak duże, trójkątne, wzdęte pierogi.


Tunezyjskie desery są nie do przeżycia. Oczy by jadły, ale zawartość cukru w cukrze dalece wykracza poza wytrzymałość przeciętnego Europejczyka. Kilogramy chałwy, metry kwadratowe ciast zatopionych w kubikach kremów o wszystkich kolorach tęczy, tysiące najrozmaitszych ciasteczek wykończyły nas zaraz pierwszego dnia. Później dało się jeść tylko owoce.




Kolacja w restauracji a’la carte nad brzegiem basenu nie bardzo mnie przekonała. Mięso wyeliminowałam a priori, ale kuskusem z warzywami i tak dałoby się obdzielić najmarniej ze trzy wielbłądy. O ile, oczywiście, wielbłądy jedzą kuskus.


20 komentarzy:

  1. Smaka mi zrobilas na te salatki! Chyba trza bedzie skoczyc do tej Tunezji, bo robic mi sie nie chce. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ćwiczenie czynie zobojętnienie - w kółko robię sałatki (bo to najbardziej lubię jeść) i już mnie nie boli.

      Usuń
  2. i takie śniadanie mi odpowiada , to co zobaczyłam to moje , popiję sokiem pomidorowym i finito .Wpadnę w porze obiadowej i na kolację

    macham zimowo - Gryzmo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo proszę. Wystarczy dla wszystkich! :)

      Usuń
  3. Z moich wojazy po Afryce Polnocnej ja rowniez wspominam tunezyjskie jedzenie jako najlepsze. Potwierdzam tez desery - nie da sie ich jesc :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, może się i da, ale tylko raz i w ilościach znikomych :)

      Usuń
  4. Szał ciał i zmysłów przy takim wyborze :)) Dla każdego coś dobrego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie taka kuchnia też odpowiada. Bywając tu i ówdzie, również wybierałam podobne potrawy. Mam przed oczami te ogromne półmichy wszystkiego. A kolory....
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolorów się nie je. Przydają się jedynie do fotografii.

      Usuń
  6. Wrażenia miałem podobne. Tylko preferencje nieco inne. Pochłąniałem baraninę w każdej postaci i owoce morza. "Kompost" zjadałem jako dodatek.
    Poza tym znakomicie wchodził tibarin (Thibarine). Wchodził lekko, działał mocno. Tylko potem lepiej nie wchodzić do morza ani basenu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Błeee...
    To do nieżywych baranów się odnosiło. Thibarine zaś to i owszem, ale w innych okolicznościach - nie w upał! Li jedynie zimne i od środka nie grzejące.

    OdpowiedzUsuń
  8. A co to są te różowe roladki? Czy paluszki może? Tuńczyk czy co? I zgłodniałam przez Ciebie, a pora nie jedzeniowa raczej... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda pora jest jedzeniowa, kiedy człowiek jest głodny.
      To różowe to plastry padliny zrolowane z serem. Do zdjęcia ładne.

      Usuń
  9. wstawaj kaffffa stygnie !!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze, ja nie piję niczego gorącego!

      Usuń
  10. Jak patrzę na te pyszności, to szybko bym tam od stołu nie odeszła. Szczególnie smakowite wydają się sałatki, kapary też uwielbiam. I rybki smażone.
    Mniammmmm!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toteż mi się nie śpieszyło i nigdzie od stołu nie pędziłam :)

      Usuń
  11. Klik dobry:)
    Trójkątne „takie cosie” to zapewne "Tunisian brik".

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, tak, to, to, to! Mniammmmm!!!

      Usuń