poniedziałek, 9 lutego 2015

240. Tunezja: plaża



Mając do dyspozycji Morze Śródziemne, należało ten fakt wykorzystać z należytym pietyzmem.



Plaża należąca do hotelu jest ogromna, szeroka i w niczym nie przypomina brudnych, zatłoczonych i zaśmieconych plaż Kołobrzegu czy Władysławowa.



Woda, lazurowa i ciepła, też różni się na korzyść od burej, lodowatej cieczy Bałtyku.




Pojawił się za to problem innej natury. Na brzegu poniewierały się setki wyrzuconych przez fale krabów. Usiłując zignorować zjawisko, bohatersko postanowiłyśmy mimo wszystko zażyć kąpieli. Długo jednak nie wytrzymałam. Raz uruchomiona wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. W bezkresnej toni roiło się od podstępnych dziesięcionogów, które zdawały się tylko czyhać na dogodną okazję, aby mnie zaatakować, obsiąść, uszczypnąć…
- Aaaaa…!!!
W chwili, gdy przepływające obok coś otarło się o moją nogę, napięte nerwy nie wytrzymały. Wyskoczyłam z wody z przeraźliwym krzykiem. Nieletnia, acz dużo bardziej powściągliwa w wyrażaniu uczuć, również zdecydowała, że basen jest jakby wyjątkowo fajniejszy. Odtąd wykorzystywałyśmy plażę wyłącznie w celu zbierania ślicznych muszelek, którymi była usiana. Pewnego razu natknęłyśmy się na życzliwego autochtona, który pomógł nam w zbieraniu.
- Roszja? – zapytał, słysząc naszą rozmowę.
- Polska – sprostowałyśmy.
- Polska! – ucieszył się i klepnął się w rękę. – Reka! – oświadczył z dumą.
- Ręka – roześmiałyśmy się, a rozochocony tubylec zaczął klepać się po rozmaitych częściach ciała, z zapałem wykrzykując nazwy:
- Reka! Noga! Oko! Ocho! Popa!
Muszelek nawiozłyśmy dużo.



30 komentarzy:

  1. Wyglądaja pięknie te plaże :) Na kraby natknęłam się we Włoszech, nad Adriatykiem, ale nie wywoływały u mnie strachu ;) Musiałam na maksa wykorzystać słońce i ciepłe morze. Muszelek też dużo znalazłam wtedy :)
    Ehhh .....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na maksa wykorzystałam morze w Grecji. Kraby też były, ale w znikomej ilości, moja uwagę zaprzątały meduzy. Piękne i niebezpieczne! Z charakterem :)

      Usuń
  2. "Popa" mnie rozczuliła ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A skad ten tak dobrze anatomie opanowal? I to po polsku? :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne od turystów - ci zawsze są chętni do edukowania :))

      Usuń
  4. Skąd? Albo taki zdolny student, albo Polki maja spore uzdolnienia pedagogiczne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej od turystów. To był stary dziadek :)

      Usuń
    2. Teraz! Nie wiadomo kiedy rozpoczął naukę jęz.polskiego ?

      Usuń
    3. Myślę, że odkąd ruch turystyczny z Polski nastał :)

      Usuń
  5. Jak ja bylam to byly meduzy. Wole kraby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja wolę meduzy, mimo że w Grecji zrobiły mi kuku w biust :)

      Usuń
  6. Jak bym tam była, to bez turystycznej lodówki ani dudu. Jedzenie bym ze sobą miała i dzień w dzień, od świtu do nocy, na tym piaseczku, w ciepełku.... Teraz by się przydało, bo mam katar jak stąd do wieczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale po co? W ciepełku jeść się nie chce. A poza tym na terenie hotelu jak okiem sięgnąć, restauracje i bary, żarcia i picia skolko ugodno, po co to dźwigać?

      Usuń
    2. Po to, żeby mieć tylko tyle, ile potrzeba, a nie mieć pokusy :)

      Usuń
    3. Eeee tam. Gdy się siedzi w wodzie, nie chce się jeść.

      Usuń
    4. To akurat prawda. Ale jak się wyjdzie to pokusa czyha, bo woda "wyciąga" :)

      Usuń
    5. No. I wtedy idziesz do restauracji!

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Tam wszędzie jest blisko!

      Usuń
    2. Miałam na myśli restaurację blisko plaży, żeby za daleko nie chodzić. I jak sobie teraz popatrzyłam na morze i piasek to aż mnie w dołku tęsknota ścisnęła... :(

      Usuń
    3. Tak, wiem! I to właśnie miałam na myśli.

      Usuń
  8. Przestańcie, bo nabieram coraz większej ochoty na wyjazd!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nosi jak szlag. Ale co z tego? Ja sobie nie mogę pojechać, kiedy mi się podoba.

      Usuń
  9. Ja wspominam z rozrzewnieniem plaże w Algierii. W czasach studenckich spędziłem tam jednorazowo dwa miesiące (lipiec i sierpień). Nie był to kraj turystyczny. Plaże były puste (prawie puste). Pojedynczy plażowicze, w większości z Europy. Pracownicy na kontraktach budujących coś tam (rurociągi, kanały, akwedukty, itp.). I żadnych krabów nie spotkałem. Nie miałem basenowej alternatywy bo mieszkałem w drewnianym domku (ale z klimą). Woda była tylko w kranie (zimna tak samo ciepła jak "ciepła" bo rury biegły wierzchem i w morzu. Takie wakacje miałem raz w życiu. Zjeździłem wtedy Algierię w miarę możliwości (Algier, Oran, Mostaganem, i parę innych, których nazw nie pamiętam). I to zjeździłęm od zaplecza, bo tam niczego pod turystów nie było. Po prostu.
    A nawiązując do poprzedniego postu. Tam też piłem wspomniane napoje. Kawę, miętę ze świeżych listków słodką okropnie. Herbate w małych, smukłych szklaneczkach. I inne napoje, których czasem boję się wspomnieć (ze spirytusem aptecznym pomieszanym z sokiem grejpfrutowym na czele).
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Mój teść w tamtym (mniej więcej) czasie był przez trzy lata w Libii. Stamtąd robił rozmaite wypady i też się napatrzył.
      Nie wiem, czy dzisiaj byłoby to bezpieczne...

      Usuń
  10. Na tych plażach jeszcze nie byłam... może dotrę za jakiś czas. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy czas, podocieramy jeszcze tam, gdzie chcemy!

      Usuń