środa, 11 marca 2015

250. Piękna Ogrodniczka, czyli sukcesy Frau Be



Kto skończył przynajmniej podstawówkę, ten słyszał przynajmniej o Rafaelu Santim. Obraz zatytułowany Piękna Ogrodniczka też pewnie widział każdy, kto nie jest ociemniały. Albo prawie każdy. Na wszelki wypadek, dla przypomnienia, oto nasza rafaelicka piękność.


W niektórych podejrzliwych umysłach mogłoby zrodzić się pytanie, dlaczegóż to nagle Frau Be zebrało się na reminiscencje z historii sztuki? A otóż Frau Be ma skojarzenia. Na coraz to większej liczbie blogów obserwuje bowiem wykwity entuzjazmu, gejzery „ochów” i wytryski „achów” dyktowane nadejściem wiosny. Kto żyw, publikuje fotograficzne tegoż nadejścia dowody albo w rozmarzeniu snuje plany ogrodnicze na najbliższe dni. Tego rodzaju treści od razu wzbudzają we Frau Be trwożliwą myśl: „Znowu trzeba będzie przesadzić kwiatki…”. Myśl ta będzie dręczyć naszą ogrodniczkę (i tu nieodparcie nasuwa się skojarzenie: PIĘKNĄ ogrodniczkę!) przez kilka kolejnych miesięcy. Tak bowiem zacięcie Frau Be, jak i jej niepospolity talent do wszelkich prac ogrodniczych nie pozostawiają najmniejszych wątpliwości. Onegdaj opisane zostały one tutaj (klik!). Dziś pora zaprezentować efekty rozszalałych umiejętności Ogrodniczki Frau Be. Oto fiołek afrykański (Saintpaulia) w pełni rozkwitu i bluszcz pospolity (Hedera helix) w fazie nieokiełznanego rozrostu.
Reszta jest milczeniem.



50 komentarzy:

  1. Ten bluszcz to mi sie szczegolnie podoba, dasz sadzonke? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taż pewnie! Czego jak czego, ale bluszczu to mam - jak widać - pod dostatkiem. Klęska urodzaju, można powiedzieć :))))) Bierz, ile dusza zapragnie! Doniczkę dam gratis :)

      Usuń
    2. No wlasnie tom doniczkem kcem. Zmijowe jezyki tesciowej musze przesadzic. O wlasnie, takie sobie zasadz, ich podlewac nie trzeba, ja swoim wleje raz na pol roku z pol szklanki jak se przypomne i france nie chco zdechnonc :-))

      Usuń
    3. Taaaaaak...? Co Ty powiesz! Mnie się udało...
      A doniczkę bierz w cholerę, nie cierpię fioletowego koloru!

      Usuń
  2. Widocznie kfiatki się u Ciebie nie trzymają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko co...? Puszczają się?!
      Prawda jest taka, że taka ze mnie ogrodniczka jak z koziej dupy cygarniczka :) Nienawidzę grzebać w ziemi!

      Usuń
    2. Chyba się puszczają i odlatują do kwiatkowego raju ;) Co maja zrobić biedaki ;)

      Usuń
    3. Już niedużo mi ich zostało.

      Usuń
  3. Zua jezdes kobita, wiec emitujesz jakies francowate trujace fluidy, a roslinki sie ich bojom. Z roslinkom jak z dzieckiem, pogadac trza, poglaskac, popiescic, dac jesc i pic, a one sie odwdzieczajom. :)
    A robaki masz w domu, czy tez przed Tobom uciekli?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co to jest robak? :)))
      W życiu nie widziałam ani pół insekta :)))
      A tajemnica moich sukcesów ogrodniczych leży w tym, że nienawidzę grzebać w ziemi!

      Usuń
    2. Do robakuf zaliczamy komary, pajonki i inne podobne. Ziejesz siarkom, wiec nic dziwnego. :)))))))))

      Usuń
    3. Siarka jako preparat insektobójczy...?

      Usuń
  4. :D Mam taki fiołek na oknie w kuchni, ale on poległ, bo go kot podjada ) Zrobiłam rozsadę fiołkową, poprzesadzałam, kot dalej ogryza :) Trawki kociej nie chce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie, moje futrzane się nie hańbią zieleniną, Nawet Gruby Fiu :)

      Usuń
    2. A mój uwielbia kwiatki cięte. Ilekroć mam w domu bukiet zawsze wsadza w niego nos i próbuje. Do tego stopnia to go rajcuje, że muszę bukiety stawiać w drugim pokoju i zamykać drzwi, a i tak siedzi przy nich i mordę rwie, żeby mu otworzyć :)

      Usuń
    3. A!
      Jeśli chodzi o cięte, to Łajza gustuje w kolach róż. Li i jedynie w kolcach.

      Usuń
    4. Ponieważ to są nowe gatunki, więc będzie tak: Saintpaulia ionantha minimalis fraubenis i Hedera helix micronis fraubenis.

      Usuń
    5. Bardzo pięknie! ♥ Od razu widać (słychać i czuć) biegłego znawcę :)))

      Usuń
    6. No, no, no... nie będziemy przecież takie fałszywie skromne :)

      Usuń
    7. O,mam! Fiołek niewidek!

      Usuń
    8. To już tak ładnie nie brzmi jak po łacinie. Wiadomo. "Fraubenis" brzmi uczenie :)

      Usuń
  5. Mnie cholery nie chcą zdychać, to sama je usuwam, bo mało cierpliwa jestem. Kaktusy mogą sobie stać. Raz na kilka miesięcy podlać, żaden wysiłek.
    ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat! To prawie tak okropne jak chodzenie po górach! A grzebanie w ziemi...? Moja ty mamuńciu...

      Usuń
    2. Grzebię bo muszę. Mam kilka takich, pachną w czasie kwitnienia niesamowicie.
      Większości roślinek się pozbyłam, z powodu własnej głupoty, a raczej braku ostrożności. Robale mi się zalęgły. Gdyby nie moje wprawne oczy, zasiedliłyby całe mieszkanie.
      Przecinki to były, ale żywe i ruszające się.
      Teraz nie ma "przecinków" i nie ma o czym mówić.I dobrze.
      :)))

      Usuń
    3. Ale dlaczego musisz? Nie wiem, jak w stolicy, a le u nas, na prowincji, nie ma obowiązku trzymania w domu roślin doniczkowych ani grzebania w glebie :)

      Usuń
    4. Pisałam. Mam dwa kaktusy i dwa pachnące. Nie muszę, chcę!

      Usuń
    5. A co to są, te pachnące? Uwielbiam zapach kwiatów!

      Usuń
    6. Hoje brazylijskie! Pięknie pachną!

      Usuń
    7. Mam!
      Pachnie pięknie, ale rzadko :)

      Usuń
  6. Piękne roślinki. Ja się nie znam, ale to jakieś mikroskopijne odmiany. Przy moim wzroku słabo dostrzegam szczegóły. ale faceci się na roślinkach nie znają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Zwłaszcza ów rozrośnięty do nieprzytomności bluszcz należy do odmian zminimalizowanych do minimum :)

      Usuń
  7. Piękny to ja na pewno nie jestem, ale ogrodnikiem bywam. Mam już nawet na tegorocznym koncie cały dzień rycia i przesadzania. Ponieważ korzenie róż sięgają w okolice Perth, w tzw międzyczasie odpoczywając zinwentaryzowałem ryby (trzy grupy wielkości karasków występują) oraz żaby trawne (spis z natury na podstawie plusków, france płochliwe są). Celestyn żaba zielona jak dotąd się nie pokazał, podobnie jak zaskroniec Bolek. Muszę popytać koty, może one ich widziały. Za to w ramach bonusu większość nornic zasiedliła działkę sąsiada, pewnie dlatego że nie ma kotów a sam wstydzi się srać na kretowiska. Ogólnie miło jest teraz czekać, aż się zazieleni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd posiadasz tę pewność o niepiękności swej?
      I czy, gdyby przyszło co do czego, też wstydziłbyś się srać na kretowiska?

      Usuń
  8. Jestem skromny, a na kretowiska sram jak tylko koty nie widzą szanując ich terytorializm. Sranie w plenerze było udziałem ludzkości od niepamiętnych czasów, to niby czego miałbym się wstydzić? Zawsze mam ze sobą papier i saperkę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Łopian jest passe. Papier z makulatury ekologiczny a zarazem przyjemniejszy w użyciu, chociaż często jeszcze stosowany przez eko purystów. Ale oni nie srają na pochybel kretom, tylko w ramach (sic!) parcia na szkło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę czynisz to na pohybel kretom?!

      Usuń
    2. Przejrzałaś mnie - lubię być podglądany przez autochtonów, może wspomną o mnie podczas niedzielnego kazania?

      Usuń
    3. O! To brzmi wiarygodnie.

      Usuń
  10. AHAHAHA!! NIENAWIDZĘ DŁUBANIA W ZIEMI!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To całkiem, zupełnie i kompletnie tak jak ja!

      Usuń
  11. Niestety, ale moje sukcesy ogrodnicze wyglądają podobnie, jednakowoż się nie poddaję! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znaczy, że choć trochę to lubisz.

      Usuń