sobota, 18 kwietnia 2015

256. Jak Frau Be zadowoloną kurwą została



Miesiąc dobiegał końca. Pogoda nie zachęcała do spacerów. Wysiadłszy z autobusu w połowie drogi do pracy, skierowałam kroki ku przejściu dla pieszych. Musiałam zakupić w punkcie sprzedaży MPK bilet na następny miesiąc.
Z naprzeciwka nadchodził przeciętnie wyglądający facet w jeansowym wdzianku. To, co stało się w następnej chwili, z lekka mnie zaskoczyło.
- Nooo?! – ryknął znienacka mijając mnie, dokładnie się ze mną zrównawszy. – Zadowolona jesteś z siebie, kurwo?!!!
Zdębiałam.
Ryk zabrzmiał, jakby był skierowany do mnie, ale w mojej opinii było to niemożliwe. Ani nie znałam rozwścieczonego epuzera, ani nie czułam się jakąś przesadną ladacznicą. Z ciekawością rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu domniemanej wszetecznicy, ale ani koło mnie, ani poza mną nie tylko nie było żadnej kobiety, ale i zgoła żywego ducha. Jednostki zlokalizowane najbliżej mnie pozostały skupione na przystanku i przy kiosku. Gdyby nie to, że żadną miarą nie poczuwałam się do bycia adresatką oskarżycielskiego pytania, przysięgłabym, że było skierowane do mnie. Rzeczony facet minął mnie, a ja przeszłam spokojnie kolejne dwa przejścia i przy budce z biletami zapomniałam o zajściu.
Kolejny wybuch męskich emocji nad moją schyloną głową w momencie, gdy przy okienku chowałam bilety i pieniądze do torebki, zabrzmiał jak wystrzał armatni. – No??!!! – grzmiał gniewny, acz pobrzmiewający nutą żalu głos tego samego typka w jeansowym wdzianku.
- Zadowolona???!
Oddalił się, pozostawiając mnie w osłupieniu. Najwyraźniej chodziło jednak o mnie! Facet, wmieszawszy się w grupkę ludzi stojących na pobliskim przystanku, zapałał nagle gwałtowną potrzebą zwierzeń. Na powierników wybrał młodego mężczyznę i osoby stojące najbliżej niego.
- Ta! – oskarżycielskim gestem wycelował we mnie wskazującym palcem. – Ona!
Odpowiedziało mu podwójne milczenie: zaskoczonych słuchaczy i moje – nabrzmiałe grozą. Najwyraźniej wziął je za dobrą monetę.
- Ta kurwa – kontynuował z palcem wciąż wyciągniętym w moją stronę – jest podobna do mojej żony. Taka sama! – zakończył z mocą. Oczy wszystkich ludzi stojących na przystanku zwróciły się na mnie. Nie zapadłam się pod ziemię. Ciekawe, dlaczego. Odczułam nawet coś na kształt ulgi.

68 komentarzy:

  1. Że ta, no... kobieta podejrzanej konduity - jakoś jeszcze potrafię zrozumieć. Ale dlaczego zadowolona???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie wiem! Ale ów facet wyraźnie mi to imputował.

      Usuń
  2. O matko ...... co za debil zakompleksiony ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo do jego żony podobna jesteś. A dlaczego z żoną tego bezpośrednio nie załatwiał, to tego nie wie nikt. Może go olała, trudno zresztą gdybać.
      Musiałby mieć od razu gębę obitą za bezpodstawne obrażanie ludzi na ulicy.

      Usuń
    2. Cóż, minęły już czasy muszkieterów, którzy broniliby zbezczeszczonej czci damy :)

      Usuń
  3. Wyjątkowe coś, bo ktosiem tego nie nazwę. Burakiem zresztą też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, zaraz... Widać, nieszczęśliwy i rozczarowany musiał być, trzeba zrozumieć ludzkie uczucia :)

      Usuń
    2. Niechby kurwami nie rzucał! Nawet jeśli jesteś podobna, to mógł spojrzeć z obrzydzeniem w oczach albo splunąć Ci pod nogi, odwrócić się i odejść z godnośćią :)

      Usuń
    3. Ale gdyby spojrzał na mnie z obrzydzeniem, to bym doszła do wniosku, że jestem tak brzydka, że natychmiast muszę rzucić się w odmęty Wisłoka!

      Usuń
    4. A, to racja. Nie, nie, nie rzucaj się :)

      Usuń
    5. No, teraz to już nie wiem... Widziałaś moje zdjęcia... a potem wysunęłaś supozycję, że może jednak powinien spojrzeć na mnie z obrzydzeniem...

      Usuń
    6. Przecież nie na Ciebie jako Ciebie, tylko na sobowtóra, skoro jesteś tak podobna :)
      Na Ciebie oryginalną patrzy się nader przyjemnie :)

      Usuń
    7. Ejże, a nie przyszło Ci do głowy, że sobowtór wygląda tak jak ja? :))

      Usuń
    8. No i mowę mi odebrało...

      Usuń
    9. Faktycznie, nie dowiemy się, co takiego wydarzyło się między tym osobnikiem, a jego żoną, że na widok opsoby tak do niej podobnej śmiał okroeślić tę ostatnią takimi epitetami. Już prędzej o żonie mógł tak powiedzieć... Albo cham albo pod wpływem czegoś był... albo to i to

      Usuń
    10. Dziewczko!
      Dzieweczkoooo!
      Hop, hooop!
      Powiedz coś!

      Usuń
    11. Maugosiu, najpewniej wszystkiego po trochę. Żona - lub była żona - w jakiś sposób dała popalić, chamstwo wyszło, a i nieco dziabnięty czymś mógł być.

      Usuń
    12. Mowa mi wróciła. Musiałam przespać problem i się.

      Usuń
    13. Ha! Od zawsze wiedziałam, że najgorszym wrogiem człowieka jest brak snu! I pożywienia.

      Usuń
  4. Trzeźwy to on nie był. W dodatku nie mógł się uporać z dwoistością postaci. Niby żona, ale nie żona, jednak taka sama. Chyba to było zbyt wiele jak na jednego faceta z zachwianą równowagą. No i coś z polszczyzną był/jest na bakier. Sama jakaś łacina mu wychodziła z otworu gębowego.
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie jestem przekonana co do tego, czy był nietrzeźwy. Jakoś przesadnie nie zionął...

      Usuń
    2. Niektórych specyfików nie czuć. Mógł być pod wpływem czegoś innego.
      Ale musiało to być silne i / albo w dodatku miał niezłą manię prześladowczą związaną ze swoją "żoną".

      Usuń
  5. Ja pierdolę...
    Jedyny komentarz jaki mi do głowy przyszedł.
    Leslie Warszawski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu nie? Bardzo przyjemny komentarzyk :))))))

      Usuń
  6. No wiesz?! To ja tu z Tobą znajomość zawieram, bo jestem przekonana, że Ty oryginalna i z nikim nie dzielisz podobieństwa wizualno-charakterno-moralno-emocjonalno-przekoaniowego (...), a Ty taka jesteś?!
    Prosze mi tu natychmiast przestać się wygłupiać!
    ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tej pory też byłam przekonana o swojej oryginalności! A tu obcy facet poddaje w wątpliwość moje prowadzenie się. Mój tato zaś doniósł mi kiedyś, że w którejś aptece na jakimś tam osiedlu jest farmaceutka identyczna wyglądem jak ja i najpierw myślał, że to ja. Skandal po prostu i ja się odwołam!

      Usuń
    2. Tak jest!!!!! Napisz odwołanie w 3 egzemplarzach, na papierze firmowym! I koniecznie dołącz 5 różnych zdjęć!

      Usuń
    3. Raczej odwołam się przez okno, bo nie mam papieru firmowego! Zdjęcia już prędzej.

      Usuń
    4. To poczekaj na cieplejszy dzień - wydzieranie się pdoczas zimna może skutkować anginą

      Usuń
    5. A gdzie Ty tu zimno widzisz?!

      Usuń
    6. U nas szału z wysoką temperaturą nie ma :P Ale jeśli "u Wos" lepiej, to gites majonez :)

      Usuń
    7. No ba! W końcu mieszka się na tym gorącym południu :))

      Usuń
  7. Jeśli ta farmaceutka jest aż tak podobna do Ciebie, to może faktycznie masz sobowtóra?
    Widać, dla faceta dwie takie same baby , to było zbyt wiele;)
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwie takie same, a na dodatek TAKIEJ jakości! :)))))))

      Usuń
    2. Sądząc po jego "jakości", na pewno tak.

      Usuń
    3. Po MOJEJ jakości należy sądzić, psia kość! :)

      Usuń
    4. Też!!! Jego jakość sam określił na wstępie "występów".
      Zupełnie jak :"Żądz moc móc zmóc".
      :)

      Usuń
    5. Frau - my znamy Twoją jakość i nie ma się czego doczepić:) A dla takich oszołomów może przydałby się jakiś certyfikat ją potwierdzajacy?

      Usuń
    6. Ozon, co to za ćwiczenia ortograficzne mi tu uprawiasz? :))))

      Usuń
    7. Maugosiu, on też - na swój sposób - tę wartość poznał :)))

      Usuń
  8. Tak wyszło. Widać babka mu zaszła nie tylko za skórę;)

    OdpowiedzUsuń
  9. eee, tylko podobna jesteś?? ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Tylko"?! A co, jeśli ktoś uznał, że podobna w kurewstwie...??? :(

      Usuń
    2. nie mów, że Cię to obchodzi?? ;)

      Usuń
    3. Masz rację. Raczej mnie to zdumiało i rozbawiło :)

      Usuń
  10. Nieeee no!!!! Sorry, ale się uśmiałam :)))
    A na Twoim miejscu pokazałabym mu jaką "kurwą" jestem i zdzieliłabym go kilkakrotnie torebką w ten niewyparzony pysk.
    Żonie byłej, czy obecnej pewnie nie fiknie, to sobie na obcej kobiecie ulżył.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! i bardzo dobrze! Przyznam, że pisząc ten post, liczyłam na taką reakcję. Mam do siebie dystans i raczej śmieszą mnie takie rzeczy niż oburzają :)

      Usuń
    2. Bo cóż można pomyśleć o facecie, który nie ma ani jaj ani honoru, ani rozumu... Nic tylko parsknąć śmiechem :)

      Usuń
    3. Mnie w ogóle śmieszą takie sytuacje, wyobrażam sobie, jak to wygląda z boku i chce mi się śmiać.

      Usuń
    4. Sprzedaj pomysł na skecz jakiemuś kabaretowi :-)

      Usuń
    5. Niestety, prawa autorskie dzierży ów jełop :)

      Usuń
  11. Trafiłam do Ciebie zanęcona tytułem, który się w propozycjach u kogoś wyświetlił... Mistrz puenty!!! :)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie ma to jak teleturniej wolnych skojarzeń na przystanku czy w przejściu dla pieszych :))).
    Ależ się ubawiłam!
    Domyślam się, że Ty też, jak już ulgę odczułaś, że mu matki patelnią nie ubiłaś! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do mnie, bawiłam się świetnie :) Autentycznie, po wszystkim, wracając na swój przystanek, parsknęłam śmiechem.

      Usuń
  13. I zowu! ZNOWU KOMPUTER ZAPLUŁAM! ;) Myślę- mój TATUŚ?TATUSIA spotkała?On taki porywczy był...Ale przecież...Jego nie ma już wśrod nas...
    Dodam,że i mój ,któremu żem poślubiona,parskał jak Mu czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to drugie wcielenie Tatusia? :)

      Usuń
    2. Chyba trzecie,drugim jestem JA! ;)

      Usuń
    3. Co prawda, to prawda. Nie będę się kłócić, bo masz rację :)

      Usuń
  14. hahahaha
    dobre sobie :) fajna opowieść:)
    a pan albo był pod wpływem....albo zaburzenia psychiczne,albo jedno i drugie :)

    OdpowiedzUsuń