poniedziałek, 13 kwietnia 2015

255. Dzień wolny od pracy, czyli niezłe ząbki, cooo?



Uległszy obezwładniającej przemocy wiosny, poddałam się zewowi natury. Pół niedzieli spędziłam w mojej rodzimej Amazonii. Tym razem ruszyliśmy z Blackiem (słusznie wychodząc z założenia, że co dwa aparaty to nie jeden) w górę prawym brzegiem Wisłoka, który od niepamiętnych czasów skandalicznie zaniedbywałam. Minąwszy tereny bardziej cywilizowane, kąpieliska, plażę, kijkarzy, rowerzystów, rolkowców, narciarzy na kółkach i całą masę innych dziwacznych stworów, zapuściliśmy się w nieco bardziej dziką część terenu. Na naszej drodze wyrosło w pewnym momencie takie coś, a nawet dwa takie cosie, które zarówno Black, jak i ja oglądaliśmy po raz pierwszy w życiu. Wyglądało toto jak kwitnący ananas in spe albo i czort wie, co. Ma ktoś, u licha, pojęcie, co to może być?!



Zaliczyliśmy również urzekający matecznik, w którego baśniowym, tajemniczym, świecie aż się chciało – nomen omen! – zanurzyć. A że chodzenie po bagnach wciąga, musiała mi wystarczyć jedynie wyobraźnia, wzmocniona snującymi się po głowie słowami jednego z moich najulubieńszych opisów Mickiewiczowskich:

Dalej co krok czyhają, niby wilcze doły,
Małe jeziorka, trawą zarosłe na poły,
Tak głębokie, że ludzie dna ich nie dośledzą
(Wielkie jest podobieństwo, że diabły tam siedzą).
Woda tych studni sklni się, plamista rdzą krwawą,
A z wnętrza ciągle dymi, zionąc woń plugawą,
Od której drzewa wkoło tracą liść i korę;
Łyse, skarłowaciałe, robaczliwe, chore,
Pochyliwszy konary mchem kołtunowate
I pnie garbiąc brzydkimi grzybami brodate,
Siedzą wokoło wody, jak czarownic kupa
Grzejąca się nad kotłem, w którym warzą trupa.







Zamierzony cel polowania osiągnęliśmy na samym końcu trasy, w sprytnie ukrytym, ale nie niedostępnym miejscu. Niestety, dopiero tam uświadomiliśmy sobie, że jest niedziela – dzień wolny od pracy. Robotnicy, których chcieliśmy spotkać, beztrosko porzucili pracę i ogłosili fajrant. Część pewnie udała się na ryby, inna grupa odsypiała pracowicie spędzony tydzień, a jeszcze inna oddawała się uciechom miłosnym, jak na wiosnę przystało. Pozostało jedynie udokumentować rozpapraną i porzuconą do poniedziałku robotę.















30 komentarzy:

  1. Były tam, małe pracusie :D a ananas jakis magiczny może? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były, ale pochowane w jamach - tupaliśmy im nad głowami :)

      Usuń
  2. Bobrusie :) A roślinka... Od góry prawie jak naparstnica, od dołu jak ananas... Może to jakieś owadożerne cudo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie zeżarło, na szczęście... :)

      Usuń
  3. Nie mam pojęcia co jest na Twoim zdjęciu (ten niby ananas). Ale są tzw. klucze do rozpoznawania roślin i kwiatów. Poszukaj w sieci. Nakłada się kilka cech i dostajesz odpowiedź, albo przynajmniej podpowiedź i łatwiej znaleźć właściwą nazwę.
    Ja, z kolei, byłem dziś w Ełku. Lało, wiało i generalnie pogoda do d4.
    Ale spotkałem się tam z gościem, który ma gdzieś pod Ełkiem działkę. Na działce jakiś staw czy stawy. I bobry uprzykrzają mu życie jak mogą. Głównie zatykają kanały odprowadzające wodę i generalnie robią szkody w drzewostanie. Ale są pod ochroną... chyba.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomęcz się trochę :-)
      http://www.atlas-roslin.pl/jaka-to-roslina.htm

      Usuń
    2. Leslie!
      Żebyś spuchł, a potem pękł! :)

      Usuń
    3. No dobra, wyjaśniam moją bulwersującą postawę:
      1. Wiem, co to są klucze do oznaczania roślin, jestem po biol.-chem. i planowałam studiować najpierw biologię, potem chemię (a w międzyczasie japonistykę) :)
      2. Nie chce mi się!!!

      Usuń
    4. Spuchłem. Dosłownie. Po zimie zostało mi dodatkowych 10 kg... Pękać nie zamierzam.
      Po biol-chemie to taki kwiatek powinnaś mieć "w małym palcu" :-)
      Pozdrawiam

      Usuń
    5. Ja Cię uświadamiam, że maturę zdawałam w 1987 roku...

      Usuń
  4. To Ty po biol-chem, jak ja. No to już wiem skont Ty to wszystko wiesz :-)
    Nigdy nie widziałam bobrowej roboty na żywo. Skurczebyki... Ciekawe co na to leśnicy bo te drzewka to jakoś mało spróchniałe były.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leśników nie ma, bo to środek miasta!

      Usuń
    2. Oesu! Bobry w środku miasta! Ale u mnie jest góra w środku miasta, to co się czepiam ;-)

      Usuń
    3. Kiedyś w nocy siedziały na chodniku na zaporze, ludzie zatrzymywali się, wysiadali z samochodów i robili im zdjęcia. nawet znak drogowy jest "uwaga na bobry". Górę, oczywiście, też posiadamy, to rezerwat przyrody.

      Usuń
  5. W tamtych czasach ananasów chyba nie było ;) za bardzo, o kwiatach nie wspomnę.
    Fajnie tak wyjść sobie i popodziwiać przyrodę. U nas w parku bobry też zaznaczają swoją obecność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W jakich, kurde, czasach? Moje ananasy wyrosły w niedzielę :)

      Usuń
  6. Fajna ta Twoja Amazonia. Jeszcze nigdy z bliska nie widziałam żeremi bobrów, więc Ci bardzo dziękuję za te zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolałabym bobry, ale trzeba wybrać się wieczorem...

      Usuń
  7. Jest jakieś takie coś, gunnera się nazywa i rośnie w Polsce.
    :)))

    OdpowiedzUsuń
  8. No co Ty, przecież to kompletnie nie takie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale podobne. Może ktoś coś przywlukł z innej części Świata?

      Usuń
    2. Tam nie było nic, żadnych liści. Tylko ten wyprztyk prosto z gleby.

      Usuń
  9. Na moje oko śmiem twierdzić, że znalazłaś kwiat lepiężnika:) U nas występują cztery gatunki tej roślinki, jest dość popularna nad rzekami i potokami. Jeszcze podpowiem, że jest to roślina lecznicza, skuteczna w walce z migreną w postaci wyciągów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to będzie to!!! Dzięki, jesteś wielka!

      Usuń
    2. http://www.wedkuje.pl/wedkarstwo-zdjecia,kwiat-szczupaka,34296

      Usuń