wtorek, 28 kwietnia 2015

257. Czarny scenariusz



No i co?
Kiedy mówię, że nadmierna ruchliwość nie może być dla człowieka dobra, to chyba wiem, co mówię, no nie?
Zachciało się durnej babie szarżować, to i przeszarżowała, dzięki czemu ziazi w nóżkę pokazało, że mnie też może dotyczyć. Gdybym nie przesadzała ze spacerami, może siedziałoby cicho aż do emerytury. Ale mniejsza o szczegóły. Dość powiedzieć, że dobre ziazi nie jest złe, bo może człowieka całkiem legalnie unieruchomić w domu, a praca – umówmy się – nie jest tym, co stanowi sens życia Frau Be. Prawdę powiedziawszy, możliwość stałego leżenia i pachnienia całkowicie by mnie satysfakcjonowała.
Leżałam więc do góry dnem i pachniałam z całych sił przez dwa tygodnie, żeby się należeć i napachnieć na zapas, dysponując wiedzą, że stan ten nie potrwa wiecznie. Stos książek oczekujących na przeczytanie zmalał wydatnie i to do tego stopnia, że pozbawiona ulubionej rozrywki, z rozpaczy postanowiłam sama napisać coś do czytania. Najlepiej powieść. Nawet zaczęłam.
Stara prawda o tym, że wszystko, co dobre, szybko się kończy, położyła się cieniem na moim świetnym samopoczuciu psychicznym dokładnie wczoraj. Myśl o tym, że nazajutrz wracam na łono macierzystej placówki-żywicielki spędziła mi sen z powiek, pogodny wyraz z twarzy i wenę twórczą z mózgu. Krótko mówiąc, odnotowałam spadek nastroju.
- Matka – powiedziało dzieciątko stanowczo. – Idź ty do dziadka i powymieniajcie się czarnymi scenariuszami, co?
- Bo co?!
- Bo dziadek to mistrz katastrofizmu, a ty jesteś jego udana córeczka.
- Co udana, jakie udana? – zdenerwowałam się. – Masz coś do mojego tatusia? A w ogóle to ja jestem optymistką! – wykrzyknęłam oburzona. – Nawet na cmentarzu widzę same plusy…
- Tiaaa… – mruknęło dziecko. – Szczyt optymizmu osiągnęłaś właśnie dzisiaj. Nie wiem, czy wiesz, ale w ciągu kilku godzin zdążyłaś mi przepowiedzieć, że nie zdam matury, nie dostanę się na studia, nie znajdę sobie faceta, nie będę miała dzieci i umrę na raka.
- Jezus, Maria, matura za tydzień! – przypomniałam sobie i natychmiast się zdenerwowałam. – Chyba wypada już panikować, co?
- Ja zamierzam zdać – powiedział zimno wredny bachor. – A ty jak masz ochotę, to proszę bardzo, panikuj sobie. A najlepiej zmów różaniec, to ci przejdzie.
Ot i sobie człowiek wyhodował! Zagroziłam progeniturze, że jej jeszcze coś przepowiem i poszłam na zabiegi. I całe szczęście, bo to mnie dobrze usposabia. Dobrze, że je mam. Bo tak prawdę powiedziawszy, L4 przestało działać dzisiaj. A im bardziej przestało działać, tym bardziej musiałam udać się do miejsca pracy zarobkowej. A im bardziej się tam udałam, tym bardziej wpadłam od razu po uszy w gówno. Nawet w trzy czy cztery beczki gówna. I tylko zabiegi, chociaż na nóżkę, pozwoliły mi zrelaksować główkę.

38 komentarzy:

  1. Rozśmieszyły mnie te cmentarne plusy :) Optymistka z Ciebie jak ta lala! Dziecko zda, i maturę, i na studia, wyjdzie za mąż, będziesz babką (byle nie za szybko!) i będziecie obie żyły długo i szczęśliwie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wielce mi wesoły scenariusz, bycie babką!
      :))

      Usuń
    2. A nie. Przeciez wiesz, że ja nie lubię dzieci!

      Usuń
    3. Wiem. Z wiekiem się łagodnieje... :)

      Usuń
    4. To nie wiem, ile będę musiała mieć lat, żeby złagodnieć i polubić to tałatajstwo :)

      Usuń
    5. Niech sie tylko urodzi, a juz widze Twoje tiutianie nad kolyska i zachwyty nad naj....szym wnukiem na swiecie. Kazda babka tak ma i Ty nie bedziesz wyjatkiem.
      A w ogole, kto Ci kazal na starosc kankana wywijac? Gdyby kozka nie skakala...

      Usuń
    6. Zaraz kankana! Wiadomo powszechnie, że ja stateczna mieszczanka jestem!

      Usuń
  2. Skoro z ziazi plusy wyniknęły, to ok., ale ja i tak twierdzę, że dobry ruch nie jest zły :)))
    A dziecię Twe ma bardzo zdrowe podejście do matury. No przecież zda i juz :) I tego się czymmy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i sie czymamy :)
      Plusy z ziazi są, ale krótkotrwałe. Ziazi trwa, ja już w kieracie, a po kasie pojechało nieco. Ergo - ruch jest szkodliwy :)

      Usuń
  3. Zasada jest prosta, w domu maturzysty nie wymieniamy TEGO słowa na M. Oni zdadzą, a Wy, Rodzice, siejecie defetyzm. Kuźwa, jakim trzeba być 'orłem', żeby nie dociągnąć 30% odpowiedzi poprawnych? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A skąd ja, biedna nowicjuszka z obniżonym nastrojem, miałam wiedzieć, że się nie wymawia...? Pierwszy raz w życiu mam dziecko w tym wieku! :)

      Usuń
    2. Ja też maiłam jedno, ale pracuję z maturzystami i wiem, że rzeczownik matura, odmieniony przez wszystkie możliwe przypadki słyszą w szkole i w domu już od września wraz z czasownikiem 'zdać' w przeczeniu. Przecież to nie jest motywacja! Jak nie możemy motywować, milczmy, to działa :D

      Usuń
    3. Milczę jak zmurszały pień i grobowiec na dokładkę! :))

      Usuń
    4. Zaraz dostąpisz wdzięczności Latorośli :)

      Usuń
    5. Iiii tam, i tak mnie nie ma w domu :)

      Usuń
    6. Właśnie wczoraj usłyszałam, że teraźniejsza matura jest tak trudna, że ho,ho!

      Usuń
    7. Na dobrą sprawę nie wiem, jak ta dzisiejsza matura wygląda.

      Usuń
    8. A idź. Solidny kawał gówna.

      Usuń
    9. Żebyś wiedziała. A, jak wiem, wiesz. Poczytałam sobie to i owo na stronie CKE.

      Usuń
    10. Na CKE jest całe g...
      Trzeba wiedzieć w praktyce, do jakiego stopnia nie muszą nic umieć i jak bardzo jest to premiowane.

      Usuń
  4. Ja miałam w sylwestra z rana uraz kolana ,poślizgnęłam się na mokrych kafelkach podczas sprzątania,naderwałam wiązania ....i ogólnie wylądowałam na 3 miesięcznym L4.Wtedy zdawało mi się,że jestem w raju,normalnie coś pięknego!! Nigdy bym nie pomyślała,że po 25 latach pracy będę na l4 az tyle miesięcy :)
    dlatego-wiem co czujesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko... Znaczy, sprzątanie też jest groźne. A nie mówiłam? Nie cierpię prac fizycznych! :))
      Próbuję sobie wyobrazić te trzy miesiące na L4... Matuchno przenajukochańsza, taż raj przy tym wymięka!

      Usuń
  5. Trzy dni , jeszcze można wytrzymać. Dłużej, to tylko kara. Jest jeden wyjątek. Wolny czas wykorzystany na czytanie ulubionych powieści.
    Dziecię zda! Tego się trzymaj.
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie żadna kara. Mnie te dwa tygodnie przeleciały jak z bicza strzelił - o wiele za szybko. I za krótko trwały.

      Usuń
    2. Jak miałam uszkodzoną nogę, to nie wytrzymywałam w domu w dodatku w bezruchu prawie. Ile można?

      Usuń
    3. Ja mogę długo, bardzo długo. Problem polega na tym, że nie mam takiej możliwości.

      Usuń
    4. Nie.... do złego... to nie ja.

      Usuń
  6. No dobra, ale co to jest ziazi???
    To jest trzecia próba publikacji komentarza... Zaczynam się irytować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzecia, ale jakże udana! :)
      Ziazi to wszelki uraz. Moja mam zwykła mawiać o kimś, kogo uważa za głupka albo że coś mu odbiło "ziazi w główkę" :)

      Usuń
  7. Bardzo mi się to Twoje L4 spodobało, boś bardzo fajnego posta upichciła.
    Wprawdzie nie przepadam za czarnymi scenariuszami, ale riposta Twojego dziecka podpowiedziała mi, jak to ja sama wrednie się będę mogła przed moją macierzą z uwagami czasem wykręcić :)))
    Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, skończyło się El Dorado. Wróciłam do pracy i od razu chlup! - głową w gówno.

      Usuń