poniedziałek, 18 maja 2015

261. Biurwa ich mać!



Stworzenie dowolnego dokumentu wymaga skupienia, myślenia i określonej ilości czasu. Czyż nie? Jeżeli jest to dokument w pewnym sensie finansowy, to tym bardziej należy się przyłożyć i dokładnie wszystko posprawdzać, nieprawdaż?
Tak też zrobiłam. Dokument był ważny i na już. Pochłonęło to jakiś tam mój wkład pracy, wysiłku umysłowego, czasu.
Następnie musiałam wstać od komputera i pędzić, aby wykonać inną pracę. Za niecałą godzinę powróciłam do swojego dokumentu, podpisanego, a jakże, moim własnym imieniem i nazwiskiem. Pozostało go już tylko wydrukować, podpisać i oddać komu trzeba. Otworzyłam go więc… i w pierwszej chwili nie zrozumiałam, co widzę. W następnej dotarło do mnie, że moja szanowna koleżanka współpracownica NA MOIM DOKUMENCIE beztrosko wprowadziła swoje dane, niszcząc w ten sposób całą moją pracę. Żeby franca chociaż zapisała to jako oddzielny dokument albo skopiowała mój i zrobiła własny na kopii! Nie, oczywiście, że nie, bo po co aż tak się wysilać? Można przecież pójść po linii najmniejszego oporu i beztrosko spieprzyć coś, nad czym siedział ktoś inny!
Ryknęłam przy tym komputerze jak nautofon i rozdarłam się na kretynkę, jej reakcja zaś zwaliła mnie z nóg. Najpierw nie odezwała się wcale. Potem, przechodząc obok mnie do wc, zaczepiona przeze mnie, rzuciła mimochodem „sorry” i poszła, nawet nie zaszczyciwszy mnie spojrzeniem, nie zatrzymując się ani na chwilę. Żadnego poczucia winy, żadnej elementarnej przyzwoitości, żadnej skruchy – NIC!
Siedząca nieopodal Góralka popatrzyła na mnie wymownie i pokręciła głową. Co było robić? Zaczęłam mozolnie odtwarzać utraconą rzecz, przezornie zmieniając komputer i klnąc na czym świat stoi. I znowu, jeszcze raz od podstaw, stworzyłam ten sam dokument. Moje imię i nazwisko figurowały na nim i w nazwie jak byk. Zabrakło mi czasu na dwie ostatnie pozycje, bo musiałam znów pogonić do roboty, więc dokument pozostał bez opieki na około 50 kolejnych minut. I co? Ano to, że gdy wróciłam z zamiarem dokończenia, wydrukowania, podpisania i oddania komu trzeba, to… zastałam sytuację analogiczną do tej sprzed godziny! Tym razem manewr powtórzyła inna, pożal się Boże, koleżanka!
Szlag mnie trafił tak potężny, że musiało być słychać, jak się darłam, na całym Podkarpaciu, a może i po same granice świętokrzyskiego. Jaką to trzeba być tępą dzidą, jaką pindą niedorobioną, jakim dnem kompletnym i jakim jełopem bezdennym, żeby nie poradzić sobie z najprostszą rzeczą?!
Nie jestem świnią, jeśli się komuś nie chce albo czegoś nie umie, to pomogę, dam gotowca, wytłumaczę. Jeżeli ktoś chce skopiować coś mojego, żeby mu potem było łatwiej, bardzo proszę, przecież mi nie ubędzie. Ale brać na chama samemu i jeszcze do tego niszczyć?!
Nie udusiłam gołymi rękami, bo pluskwy poduszę, a za ludzi pójdę siedzieć (choć każdy sąd powinien mnie z miejsca uniewinnić), za to poprzysięgłam sobie od tego momentu wszystkie swoje dokumenty opatrywać hasłem. Z niekłamaną satysfakcją zahasłowałam wszystko, co do mnie należy. Hasło brzmi: POCAŁUJ MNIE W DUPĘ!

76 komentarzy:

  1. O, nie. Zatłuc to mało takie debilki bezmyslne. Tylko masz rację, pluskwę zatłuczesz, a za człowieka będa Cię sądzić.
    A jakbyś kiedyś podpuchę im zrobiła? Stwórz jakiś bzdurny dokument i niech sobie go amatorki cudzej własności skopiują i puszczą dalej w obieg ... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mhm... Może być trudno. Głupie to jak but, ale żeby aż tak...? Trudno mi sobie wyobrazić.

      Usuń
  2. No i masz, a czemu Ty tego sama nie zapisalas? Drugie przykazanie biurowe brzmi: "Nie zostawiaj komputera bez zachowania dokumentow swych" :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No oczywiście, że zapisałam! ale co z tego? Otworzyć i napisać na tym co innego, a potem zapisać raz jeszcze każdy może.

      Usuń
    2. A no tak. Gupie pindy.

      Usuń
    3. I owszem. Pindziarska ich mać!

      Usuń
  3. Ja zrobiłabym co innego.Wypełniłabym dokument błędnie. Dalej...nie Twoja rzecz.Niech się bujają!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie on był potrzebny dobry, a nie błędny, w końcu to kwestia kasy!

      Usuń
    2. Ten komputerowy dla tych kradziejek!
      Dla siebie taki jak trzeba:)

      Usuń
    3. O, nie chciałoby mi się. Na to potrzeba czasu, a ja nie zamierzam go marnować na idiotki. Wystarczą mi ich głupie miny na widok komunikatu "wpisz hasło".

      Usuń
    4. Jakiego czasu? Umiejętnie zmieniasz liczby i już;
      :)))

      Usuń
    5. Takiego czasu, że dokument jest czasochłonny. A zmiana liczb i tak nic nie da, bo każdy wprowadza swoje - inne.

      Usuń
  4. Ja bym pindom podrzucila smierdzaca krewetke ( http://www.popularnie.pl/zemsta-porzuconej-zony/ ) w postaci wzorca z bledami i idiotyzmami, niech sobie sciagaja. Cala reszte zahaslowalabym tak, zeby nikt nie mial szans na dostep.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzorzec, niestety, jest jeden. Cały figiel polega na mozole. Ale jakby taką krewetkę... dosłownie? To jest dopiero myśl! Do torebki na przykład :)))))))

      Usuń
    2. Nie, za szybko by znalazla. Ale idz do niej z wizyta i w domu schowaj tak, zeby nigdy nie znalazla. Moze w karniszu? :)))

      Usuń
    3. Li i jedynie w karniszu!

      Usuń
    4. Szybko, nie szybko, ale torebka do wyrzucenia.
      :)))

      Usuń
    5. Bardzo słuszna uwaga! Firmowa, za całą moją pensję. Bardzo dobry pomysł, Ozonku!

      Usuń
  5. Z całym szacunkiem, u nas aż takich jełopów to nie ma...
    Hasło to jest to! Na podyplomówce nam kładł w głowę facet od bezpieczeństwa danych, żeby hasłować, co się da, od wygaszacza ekranu poczynając, bo nigdy nie wiadomo co komu do durnego łba przyjdzie. Nawet kiedy loguję się do systemu, a ktoś za mną stoi, to zasłaniam (na ile to możliwe) klawiaturę. Może i paranoja... A nie możesz zrobić dokumentu i zapisać go na pendrive? Wtedy naskoczyć Ci mogą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z zasady nie pcham swojego pendrive'a do służbowych komputerów, bo są notorycznie zawirusowane. Poza tym nie sporządzamy dokumentacji mrożącej krew w żyłach, lata mi koło gwizdka, czy ktoś je zobaczy, czy nie. Na bezmiar głupoty wszakże reaguję alergicznie i neurotycznie.

      Usuń
    2. Bezmiar głupoty zawsze tak działa, na mnie też. Jednak osobiste dokumenty, finansowe zwłaszcza, wolę mieć pod swoją kontrolą, żeby coś takiego miejsca nie miało. I co robią wasi informatycy, że wirusy żyć nie dają?

      Usuń
    3. Ty nie mów przy mnie "nasz informatyk"!!!

      Usuń
    4. Poczytałam sobie. Zemsta, nie dość że słodka, bywa i śmierdzącą :) Trzeba zapamiętać. może się przydać :)

      Usuń
    5. Już to kiedyś czytałam, dość dawno zresztą (o ile masz na myśli krewetki).

      Usuń
    6. Mam. Można zresztą nie tylko krewetki, smrodliwych rzeczy jest multum...

      Usuń
    7. Ale pecunia non olet!

      Usuń
    8. A i mojego delikatnego powonienia nie obraża...

      Usuń
    9. To jest jedyny smród, który wdycha się z przyjemnością. Szkoda, że tak rzadko...

      Usuń
    10. Nie smród (bo non olet!), jeno zapach najprzedniejszy... :)

      Usuń
    11. Smród to też zapach :) Właśnie, czy mówi się, że pieniądze pachną? Chyba nie ma takiego powiedzenia czy sentencji...

      Usuń
    12. Nic podobnego!
      Smród to smród, a zapach to zapach. Są konkretnie wartościujące.

      Usuń
    13. Słusznie. Pozytywnie i negatywnie.

      Usuń
    14. Myślę, że pieniądze mogą pachnieć, w tym sensie, co i inne rzeczy:
      "Wakacje jej pachną! Nic z tego, najpierw się trzeba trochę pomęczyć".

      Usuń
    15. Ja się namęczyłam, to i sanatorium mi pachnie :)

      Usuń
    16. A mnie pachnie zupa cebulowa, którą dzieciątko ugotowało z okazji zakończenia matury :)

      Usuń
    17. I matura już z głowy i zupa ugotowana. No, no, no, zdolne masz dziecko:)))

      Usuń
    18. Ano właśnie, dziecię zadowolone, że o maci nie wspomnę?

      Usuń
    19. Zupa to nawet zjedzona, nie tylko ugotowana :)

      Usuń
    20. Mać zadowolona, a nać nie, bo ambicje miała na 100% pozdawać, a nie udało się. I chodzi zła jakbym jej matkę zabiła.

      Usuń
    21. Raczej tak. I każda co innego :)

      Usuń
    22. Tak najlepiej. Urozmaicenie gwarantowane.

      Usuń
    23. Muszę Ci coś wyznać.

      Usuń
    24. Bez Ciebie jak bez dupy!!!
      (Będzie).

      Usuń
    25. Oj, znajdę tam jakiś sprzęt :)

      Usuń
    26. Yyy, komputer tudzież telefon.

      Usuń
    27. Aaa, odkurzacz zamiast miotły, bom wiedźma?

      Usuń
    28. Nie, nie że wiedźma, tylko sprzęt mi się tak jakoś kojarzy, w pierwszej kolejności z AGD.

      Usuń
    29. Równie dobrze mógłby to być malakser albo lodówka :)

      Usuń
    30. Niektórzy mawiają, że latać można na wszystkim, byle powietrze było :)

      Usuń
    31. Ooo, już to MacGyver udowodnił, że ze sznurówki i pudełka zapałek da się zrobić helikopter!

      Usuń
    32. Ciekawe, co w temacie wymyślił Chuck Norris. O, może to: Kiedyś Chuck Norris kopnął kogoś z półobrotu tak mocno, że jego stopa nabrała prędkości światła, cofnęła się w czasie i zabiła Amelie Earhart gdy leciała nad Pacyfikiem.

      Usuń
    33. No tak. Ale nie zapominaj, że Chuck Norris policzył do nieskończoności. Dwa razy!
      Łóżko mi pachnie... Tak oszałamiająco, że aż w głowie mi się kręci i z krzesła spadam. Uratować mnie może li i jedynie pozycja horyzontalna.

      Usuń
    34. Bo liczył od minus nieskończoności :) Śpij spokojnie :)

      Usuń
    35. Spałam! Jak zwykle spokojnie - i jak zwykle za krótko.

      Usuń
    36. Zdecydowanie za szybko...

      Usuń
  6. Tak to jest jak się dokumenty bez opieki zostawia ;) Teraz tylko żeby hasło z pamięci nie uleciało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TAKIE hasło nie uleci :))

      Usuń
    2. a ja bym do powyższego hasła dodała: "ale przez cytrynkę, żeby Ci za słodko nie było" :P

      Usuń
    3. Bardzo ładnie, tylko zrobi się za długo :)

      Usuń
  7. Lepszego hasła bym nie wymyślił!!!
    A koleżanki był potraktował napalmem.
    Ukłony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napalm. To doskonały pomysł!
      Jesteś genialny, Leslie!

      Usuń
    2. Do usług.
      Jak nie masz napalmu (są trudności z zapewnieniem ciągłości dostaw) to może... na pal nabic kretynki. Tylko na taki z nieheblowanego, sękatego drewna, coby przyjemności nie miały...
      Ja się powinienem, chyba, katem urodzić...

      Usuń
    3. Napalm wydaje mi się jakiś... bardziej estetyczny :)

      Usuń
    4. Czasem pal licho estetykę :P

      Usuń
    5. Tak, po estetyce napalmowej to ani chirurgia estetyczna już nie pomoże :)))

      Usuń
  8. Średniowiecze! Jak nic!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, myślę, że wręcz przeciwnie - znak czasów: galopujące tumaństwo.

      Usuń