środa, 20 maja 2015

262. Tunezja: Chebika



Dojechawszy do niewielkiej oazy Midès położonej nad malowniczym wąwozem, zmieniliśmy środek lokomocji.



Wcześniej zdążyłam nabyć w niewielkim sklepiku dżem z owoców opuncji w puszkach. Zakupu dokonałam w ciemno, z ciekawości – okazał się bardzo trafny, bo dżem był pyszny, mimo że opakowanie wydawało się niezachęcające.




W dalszą podróż wyruszyliśmy jeepami. Być może ten środek lokomocji kojarzy się z czymś w rodzaju UAZ-ów i z dyskomfortem, jednak nic bardziej mylnego. Śliczna, nowiutka, klimatyzowana Toyota Land Cruiser powiozła nas w kierunku surowych, posępnych gór Atlasu. Droga wiodła przez kolejny szot – Chott el Gharsa.



Drogą, wybudowaną przez żołnierzy generała Rommla w latach 1942 – 1943, dotarliśmy do urokliwej oazy Chebika. W czasach starożytnych znajdował się w tym miejscu rzymski posterunek wojskowy o nazwie Ad Speculum.








Wąski wąwóz, miłosiernie ocieniony przez gaj palmowy, prowadzi aż do wodospadu, u stóp którego znajduje się jeziorko o zielonej barwie.








Wędrówka nie była łatwa, ale drogę należało przebyć szybko i sprawnie, zanim temperatura zaczęła rosnąć. Na Saharze dzieje się to w zawrotnym tempie. Nie sposób jednak było nie zatrzymać się na dłużej w tym urokliwym miejscu. Z trudem także szło opanować żądzę posiadania minerałów, skamielin i inkluzji sprzedawanych na straganach przez tubylców. Ostatecznie kilka okazów przywiozłyśmy jednak do domu.





Mimo starań nie udało nam się uniknąć konfrontacji ze słońcem. Było szybsze. Zanim udało nam się wrócić do samochodu, byłabym umarła z pragnienia, jak szanujący się wędrowiec po pustyni. Życie uratował mi stragan, na którym leżały poukładane w stosy pomarańcze: małe, brzydkie, parszywe. Na oko nie dałabym za nie złamanego szeląga – i bardzo niesłusznie. Świeżo wyciśnięty z tych z pozoru nieatrakcyjnych pomarańczek sok to nektar i ambrozja w jednym. Dojrzały na drzewie w naturalny sposób, wygrzany w słońcu, pełny soku owoc to coś zupełnie odmiennego od tego, co znamy.
Okolice Midès i Chebiki zasłynęły tym, że właśnie tam kręcone były sceny do melodramatu „Angielski pacjent” i do westernu „Fort Saganne”.

18 komentarzy:

  1. A w zyciu! Wspinaczka po skalach w temperaturze bliskiej wrzenia, to nie dla mnie, chocby nie wiem, jakie widoki mialy mnie oczekiwac.
    Natomiast takiego soku chetnie bym poprobowala... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz wspinaczka! Bez przesady, ja mam alergię na wspinaczki :)

      Usuń
  2. No co Ty, nie oceniam tej wedrowki na trudna, raczej wrecz przeciwnie. Ale ja troche wprawiona jestem wiec opinia subiektywna.
    A jeepem off road was tez zabral?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli coś wznosi się nawet na 2 cm do góry, to już jest pod górkę, czyli do dupy :)
      ale nie wiem, co to jest off road, może dałoby rade w jakimś mniej pogańskim języku? :)

      Usuń
  3. Nie wiem jaką mam tolerancję na wysokie temperatury. Staram się jednak ich unikać. Czy wiesz jakie są te inkluzje? Co tam w nich "siedzi" ?
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skorpion to nie inkluzja. Nie żartuj. Chciałabym wiedzieć:)
      :)))

      Usuń
    2. Oczywiście, że zdarzają się i skorpiony.

      Usuń
  4. Te naturalne pomarańcze czuć słońcem :) W zeszłym roku zjadłam taką z Grecji ..... do dziś pamiętam jej ciepły smak.
    Trochę tych kamieni nawiozłaś do domu ;) Za nadbagaż nie kazali Tobie płacić? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, zmieściłyśmy się swobodnie, bo jadąc do Tunezji miałyśmy prawie puste walizki - strój kąpielowy i kilka przeźroczystych szmatek. Żadnych ciężkich butów, żadnych okryć wierzchnich, żadnych spodni i dresów...

      Usuń
    2. I to była bardzo dobra koncepcja :) Po co w Tunezji latem ciężkie buciory, czy ciepłe polary ...

      Usuń
    3. Nawet nie wpadłabym na taki pomysł, ale znam takie niedogrzane, co to pod pierzyna śpią w 40 stopniach Celsjusza...

      Usuń
  5. Piękne okolice i piękne skamieliny, zwłaszcza ta niebieska :) Off road to mniej więcej coś terenowego, również samochód.

    OdpowiedzUsuń
  6. Takim jeepem to i ja bym się przejechała. Nigdy jeszcze nie byłam w krajach arabskich.
    No i tego maila mi miałaś napisać :)!
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już, moment... dopiero co do domu z pracy weszłam, muszę się ogarnąć :)

      Usuń