piątek, 5 czerwca 2015

268. Znajomi z Internetu



Do znajomości internetowych, zwłaszcza tych damsko-męskich, podchodzimy często z dużą dawką rezerwy – i słusznie. Rozczarowanie osobą, która znało się wcześniej tylko wirtualnie bywa najniższą ceną, jaką nieraz przychodzi człowiekowi zapłacić. Rzeczywistość obfituje w drobne nieuczciwości, grubsze oszustwa, a w skrajnych wypadkach w sytuacje dużo bardziej niebezpieczne, zagrażające zdrowiu, a nawet życiu (bywały i gwałty, i morderstwa, i uwikłania w związki z psychopatami). Mnie samą, odkąd „udzielam się” na blogu, spotkała taka sytuacja, na szczęście niegroźna, za to przykra i nadwerężająca o kolejny kawałeczek i tak już nadwątlone moje zaufanie do ludzi. Kibicowałam innej blogerce, która znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Starałam się podtrzymywać ją na duchu jak tylko umiałam. Jak się zresztą okazało, mieszka w tym samym mieście co ja. Pewnego razu znalazła się dość nagle i w sposób nieprzewidziany w szpitalu, bez środków na koncie. Każdemu może się zdarzyć. Nieśmiało poprosiła mnie o drobną przysługę – doładowanie telefonu kwotą 15 zł. Za kilka dni miała mi ją oddać. W opłakanej sytuacji, w której się znajdowała, nie chciałam być małostkowa i namolnie upominać się co dwie godziny o zwrot pożyczki. Wszak to tylko 15 zł… Nie miałam powodu, żeby jej nie ufać. Pieniądze jednak do mnie nie wróciły nigdy.
Nasza znajomość zakończyłam się definitywnie w momencie, gdy w odpowiedzi na otrzymanego SMS-a z prośbą o pożyczkę odmówiłam. Nigdy więcej się do mnie nie odezwała.
Na blogu nie pisze od kilku miesięcy, ale niektórzy wciąż mają ją jeszcze w linkach.

69 komentarzy:

  1. Chcesz stracić znajomego pożycz pieniądze,lub ewentualnie doładuj komórkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pojętna - wystarczy mi jedna lekcja.

      Usuń
  2. Ja pomogłam kiedyś kobiecie bo miała dramatyczną sytuację po rozwodzie, wpłaciłam jej na konto 150 złotych. A co, miałam to dałam. Nigdy nie usłyszałam dziękuję, a pani po tym zamilkła. Pieniędzy wydanych nie żałuję, ale nikomu już nie pomogę. No chyba że Skarpecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od kilku lat mam taką zasadę, że pomagam tylko zwierzętom (ewentualnie hospicjum dla dzieci). Jeśli od niej odstąpię choć kawałeczek, zawsze źle na tym wychodzę.

      Usuń
  3. Nie mieści mi się to w głowie, żeby kogoś, kogo zna się tylko z bloga poprosić o coś więcej, niż dobre słowo, bez względu na to w jakim g... się znalazła osoba pisząca.Nie znam człowieka, a to, co pisze może być totalnie z palca wyssane więc pozostajemy w relacji wirtualnej. 15 zeta kosztowała Cię kolejna lekcja Frau :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście szybko się uczę. 15 zł to mało jak na korki, przeżyję. Nazwijmy to... inwestycją w siebie.

      Usuń
    2. Wiem jedno: jak bym została przyciśnięta do muru, napiszę jasno i wyraźnie: potrzebuje kasy, nie wiem czy, kiedy i ile oddam, choć bardzo bym chciała móc oddać co do grosza" - i wtedy każdy sobie zdecyduje, czy idzie na takie coś

      Usuń
  4. Nie reaguje na wirtualne apele o pieniadze. Moge ewentualnie wyslac ciuchy, z ktorych "wyroslam". Za duzo cwaniakow sie narobilo.
    Skarpeta to co innego, bo dla zwierzat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie był wirtualny apel, tylko prośba prywatna. Wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze? To, że przez takie sytuacje cierpią potem ludzie uczciwi, którym warto by pomóc.

      Usuń
  5. Do mnie co jakiś czas ktoś pisze, żeby go wspomóc na zasadzie - mieszkasz za granicą, to na pewno opływasz w luksusy, więc możesz się podzielić z rodakiem w potrzebie. Najbardziej kuriozalnym był mail od kobiety, która prawie mdlejąc z głodu podała mi dość szczegółową listę na co są jej potrzebne pieniądze. M.in. na naprawę laptopa, bo stosownymi działaniami marketingowymi wspierała działalność swojego ukochanego. Mail jest dość długi , mogę Ci podesłać na priv w ramach ciekawostki socjologicznej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak. Za granicami Polski złoto pcha się ludziom drzwiami i oknami, wystarczy leżeć pod gruszą na dowolnie wybranym boku i kiwać palcem w bucie.

      Usuń
    2. A ja myslalam ze na ulicy lezy :-)))

      Usuń
    3. Gdyby leżało na ulicy, trzeba by było się schylić. Za dużo wysiłku.

      Usuń
  6. Mnie się raz udało poznać kogoś najpierw wirtualnie, potem w realu i to było to najlepsze, co mnie w życiu spotkało. Cuda się zdarzają... A wracając do tematu, gdzieś słyszałam, że jeśli chcesz kogoś lepiej poznać to pożycz mu pieniądze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam też i pozytywne przykłady, napiszę kiedyś.

      Usuń
    2. Ja "mojego" poznałam przez sieć... Ale różnie się zdarza... Znam jeszcze jedną osobę /osobiście/, która też poznała swojego dzisiejszego męża w ten sam sposób, więc nie ma co sieci demonizować. choć - wiem to jeszcze od innej osoby i co mogę sprawdzać, bo ta osoba pokazuje mi wpisy panów - czasem wydaje się, że świat zwariował, ale chyba o tym napiszę notkę. Rozwiązłość, szukanie jelenia /niezależnie od płci/, polowanie na czyjeś dane osobowe /to dziś chodliwy towar/ - świat się wali :P

      Usuń
    3. Pozytywny przykład też mam w zanadrzu.

      Usuń
    4. Ale coś w tym jest: są osoby, które znają się przez internet i telefon i im to tak pasuje, że obiecują sobie po drugiej osobie nie wiadomo co. Ta sama koleżanka, która poznała męża przez Internet, miała wcześniej takiego "przyjaciela" właśnie sieciowo-telefonicznego. Uwielbiała z nim gadać i w końcu zdecydowali się spotkać. I na tym pierwszym spotkaniu twarzą w twarz kobietę od razu od niego odrzuciło, już jak wysiadał z pociągu - chemia odpychająca :D On się do niej kleił, plany na wspólną przyszłość snuł, a ona siedziała i modliła się, żeby to spotkanie już się skończyło

      Usuń
    5. Nigdy nic nie wiadomo.

      Usuń
    6. Ja tez mojego meza poznalam w sieci, jestesmy juz 10 lat malzenstwem i osobiscie uwazam, ze trafilam Jackpot w loterii zycia.
      A w ogole to dzien dobry:)))

      Usuń
    7. Bardzo dobry! Wreszcie się wyspałam :)

      Usuń
  7. Przykre, że taka sytuacja Cię spotkała i tacy, jak Twoja była znajoma ludzie żerują na dobroci innych. Negatywnych przykładów można znaleźc e necie ful. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W necie, rzecz jasna ;)
      Chociaż pozytywnych przykładów też cala masa jest. I to jest budujące.

      Usuń
    2. Pewnie nie tylko w necie...

      Usuń
    3. Zaplanowałam jeszcze drugi post na ten temat - tym razem (ku pokrzepieniu serc) niesłychanie pozytywny.

      Usuń
  8. To trochę jak z tym wpisem u mnie u wykonywaniu usług i przysług dla znajomych i rodziny i niedomówieniu wszystkiego do końca... A tu człowiek chce pomóc,w dodatku słyszy, że to ma być POŻYCZKA /coś, co się oddaje - tak mnie uczono/ i takie coś? A ta "pani" zdecydowanie obiecała Ci zwrot?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, oczywiście, że obiecała.

      Usuń
    2. No to pięknie po prostu. Ludzie dzisiaj niewiele sobie robią, że wykorzystują tego, kto im chce pomóc

      Usuń
    3. Trudno. w ten sposób coraz mniej ludzi ma szansę na otrzymanie pomocy.

      Usuń
  9. Jakiś czas temu mój mąż podżyrował koledze z pracy nieduży
    kredyt. Po niedługim czasie kolega zapadł się pod ziemię i spłata
    przeszła na męża. Sąd, komornik, odsetki zrobiły swoje i ja musiałam
    wziąć nowy kredyt, aby tamten spłacić - kosztowało nas to 10,500 zł,
    przepłaciłam to zdrowiem. Dziś nawet 1 zeta nie dam nikomu.
    Życie mnie nauczyło. Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo to smutne. Liczba osób, do których nie można mieć zaufania, rośnie w zastraszającym tempie.

      Usuń
    2. Najgorsze jest to, że znaliśmy się kupę lat.
      Ania

      Usuń
    3. No, w takich sytuacjach jest jeszcze gorzej.

      Usuń
  10. Jest takie powiedzenie : Dobry zwyczaj nie pożyczaj ! Czasem można odstąpić od tego, tylko w wyjątkowym przypadku i po długim zastanowieniu.
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, ludzie sprawdzają się w takich sytuacjach. Sprawdziłam się ja, sprawdziła się i ona...

      Usuń
  11. Miałem na studiach znajomych (parę a później małżeństwo), któży z "pożyczek" zrobili sobie styl życia. Pożyczali małe kwoty, bo "zabrakło na kawę", bo "zabrakło na kanapkę w bufecie", itp. Kwoty były naprawdę małe, po kilka złotych. Ale nigdy ich nie oddawali. Ktoś kiedyś zwrócił się do nich o oddanie. Popatrzyli zdziwieni, padłow "weź przestań", ale w końcu oddali, obrażając się śmiertelnie, że ktoś śmiał poprosić o zwrot pożyczki.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szalenie praktyczna rzecz, życie na czyjś koszt!

      Usuń
    2. Chyba po raz pierwszy od czasów baaardzo wczesnej podstawówki napisąłem KTÓŻY zamiast KTÓRZY. Ale obciach...

      Usuń
    3. Mechanizm jest taki, że szybciej się myśli niż pisze, a Ty już myślałeś o kolejnym słowie - "pożyczek". Toteż nie jest to żaden obciach, tylko błąd mechaniczny.

      Usuń
    4. Z tym szybszym pisaniem niż myśleniem możesz mieć rację. Coraz mniej piszę ręcznie a coraz więcej (prawie wyłącznie) na komputerze i widzę mnóstwo literówek. Szybciej palce się zmieniają niż nad nimi mogę zapnować. Czasem korekta zajmuje więcej czasu niż samo pisanie.
      Pozdrawiam

      Usuń
    5. Dobrze,że zajrzałam i poczytałam o sobie. Nie mam zastrzeżeń bo słuszne wszystko, poza przypuszczeniem,że chciałam wycyganić 15 zł na doładowanie telefonu. Marne usprawiedliwienie ale zaabsorbowana problemami z bardzo chorym dzieckiem po moim wyjściu ze szpitala po prostu mi umknęło. Jeśli możesz to wyślij do mnie sms-a po zmianie aparatu nie poradziłam sobie z przeniesieniem kontaktów i nie mam do Ciebie numeru. To jak również fakt, że do końca kwietnia moja córka była non stop w szpitalu spowodowało "zerwanie kontaktu". I w tym czasie nie utrzymałam z nikim żadnych relacji po prostu nawet o tym nie myślałam, żeby kontaktować się z Tobą np. przez stronę bloga, dziś zajrzałam na niego drugi raz . Tyle tytułem wyjaśnienia. Bardzo Cię przepraszam i jak będę mieć Twój numer natychmiast się skontaktuję i oddam pieniądze za doładowanie telefonu. I nigdy nie zapomnę rozmowy gdy dzwoniłaś do mnie do szpitala i podtrzymałaś mnie na duchu gdy byłam w totalnej rozsypce. M.

      Usuń
    6. Dobrze, że się odezwałaś. Nie lubię niewyjaśnionych sytuacji, niedokończonych rozmów, niedopowiedzianych relacji.
      Jak widzisz, skoro do dziś ta sytuacja mnie żre do tego stopnia, że o niej napisałam, to znaczy, że bardzo zaangażowałam się emocjonalnie. Współczułam Ci do nieprzytomności i przejmowałam się Twoją sytuacją dzień po dniu.
      A teraz spróbuj postawić się w mojej sytuacji. Zapewne wiesz dobrze, że nie o 15 zł rzecz się rozbija. Co mogłam myśleć po Twoim nagłym zniknięciu z mojego życia? Zmieniłaś telefon, ale mogłaś napisać maila (chociaż trzy słowa, jak jest dalej, co się dzieje - na pewno na temat głupich 15 zł milczałabym nadal jak grób, bo w takich okolicznościach nie jestem małostkowa) albo odezwać się na blogu. Zaniechałaś tego wszystkiego - co można w takiej sytuacji sobie wyobrażać?
      Dziś nagle odzywasz się na blogu - wiesz, jak to wygląda? A przecież mogłaś odezwać wcześniej, nie byłoby dziś tego wszystkiego...
      Jeżeli posądziłam Cię niesłusznie, wybacz. Weź pod uwagę, że było i jest (dziś jeszcze bardziej) mi cholernie przykro. Cholernie. Do łez.

      Usuń
    7. Dziewczyny, wiecie co? Najgorsze są właśnie niedomówienia. Powody bywają różne, ale wynik zawsze taki sam :(

      Usuń
    8. Cóż, jestem bezradna.

      Usuń
    9. Ja chyba też.

      Usuń
    10. Ja. Bo faktycznie czuję się bezradna.Przeprosilam. Wyjaśniłam powody mojego "zniknięcia ". Do długu 15 zł się poczuwam i chcę oddać. I wciąż się tłumaczę z totalnego doła w jakim byłam z kilku konkretnych przyczyn. Nie pisałam maili nie czytałam blogów. Wielu rzeczy nie robiłam. Możliwe że słusznie mnie obsmarowano nie pytając o przyczyny takiego stanu rzeczy. Pewnie słusznie. Nie wiem co więcej mogę powiedzieć.

      Usuń
    11. Nikt już nic nie może. Wszystko zostało wyjaśnione. Nie ma powodu, żeby sto razy w kółko przepraszać i wyjaśniać.

      Usuń
    12. Tak, to prawda. Już zdecydowanie wystarczy. Jednej rzeczy tylko nie rozumiem ale w tej nieświadomości muszę już pozostać. Dobranoc i wszystkiego dobrego Frau Be.

      Usuń
    13. Nie wiem, czy musisz.
      Dobranoc.

      Usuń
  12. Ja również byłem w różnych sytuacjach, jeśli chodzi o znajomych z netu...a czasami to było nawet coś więcej niż znajomość...

    Kilka razy zbyt mocno się zaangażowałem i potem zostałem z niczym. Teraz jestem już dużo ostrożniejszy, ale nie przestałem wierzyć w ludzką uczciwość i dobroć...bo ogólnie więcej w życiu (i w necie) zaznałem dobrego niż złego :)

    I taka mam naturę...nie umiem długo chować urazy. Ktoś musiałby mi naprawdę mocno zaleźć za skórę...a to udało się dotąd tylko 3-4 osobom. Trzeba sobie wybaczać (a przynajmniej spróbować wybaczać), chociaż czasami wydaje się to wręcz niemożliwe...

    Pozdrawiam gorąco i życzę naprawy relacji z przyjaciółką :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Przepraszam jeszcze raz. Stan w jakim byłam przez te wszystkie miesiące to jakby paraliż emocjonalny, zamknęłam się na wszystko i nie myślałam o kontaktach z ludźmi chociażby najżyczliwszymi. Nie mogłam nie umiałam i byłam dziko zmęczona. Teraz zaczynam funkcjonować.Tak jak pisałam w ramach powrotu do życia drugi raz zajrzałam na Twojego bloga,zobaczyć co u Ciebie bo z pisaniem moim pewnie byłby jeszcze problem, gdyby nie to ,że przeczytałam o sobie. I wiem,że nie chodzi o 15 zł.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiem, kiedyś ja martwiłam się o Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego to wszystko, cała ta sytuacja, była bardzo niepotrzebna.

      Usuń
  15. Owszem. Dlatego tak jak napisałam jest mi przykro i przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też jest przykro. na tyle, że się poryczałam jak głupia krowa.

      Usuń
  16. No i dobrze. Wyjaśniło się.

    OdpowiedzUsuń
  17. Do Celta!
    Już o tym troszkę napisałeś ale jeszcze powtórzę.
    Potrzebna jest i właściwie niezbędna ogromna ostrożność w tego typu sprawach.
    Nareszcie wyrosłam z naiwności i dobrze!
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mnie na szczęście nie spotkało jeszcze blogowe rozczarowanie...ale zaskoczyłaś mnie faktem jak perfidni potrafię być ludzie...przecież prowadząc bloga nie jesteśmy tak do końca anonimowi, a Internet nie jest aż taki duży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam w zwyczaju śledzić ludzi z Internetu. Lubię, gdy jest normalnie.

      Usuń
    2. Nie mówię o śledzeniu, ale czasem tak łatwo na kogoś znowu wpaść, a potem pozostaje niesmak. Ale w komentarzach wyżej zauważyłam, że sprawa się wyjaśniła. Życzę Ci miłego dnia.

      Usuń
    3. Dzięki :) i nawzajem :)

      Usuń
  19. Mimo bagażu doświadczeń ludzie mnie wciąż zaskakują i to nie tylko pozytywnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie już naprawdę trudno pozytywnie zaskoczyć...

      Usuń