niedziela, 28 czerwca 2015

274. Włochy: droga do Tarvisio



„Droga do Tarvisio” to tytuł powieści, z którą moja podróż nie miała nic wspólnego, ponieważ w głównej mierze ją przespałam. Jak to ja.


Do Tarvisio dotarliśmy wieczorem i tylko na nocleg.





Sądząc po tym, co ujrzeliśmy na miejscu, a zwłaszcza po widoku przez okno, który ukazał się naszym oczom o poranku, warto zatrzymać się tam na dłużej.



Miasto położone jest na granicy trzech kultur: austriackiej, słoweńskiej i włoskiej, w regionie Friuli-Wenecja Julijska, w prowincji Udine. Jego korzenie sięgają starożytnych czasów rzymskich. Przez ponad 700 lat należało do imperium Habsburgów i dopiero od 1918 roku jest częścią Włoch. Od dawna było ważnym ośrodkiem handlowym, górniczym i wojskowym, jednak współcześnie najważniejszą gałęzią ekonomii Tarvisio jest turystyka. Miasto jest jednym z najważniejszych ośrodków narciarskich położonym w Alpach Julijskich, bogatym w piękne lasy, w których żyje bogactwo gatunków zwierzyny i ptactwa.





Tarvisio jest również celem pielgrzymek, ponieważ znajduje się w nim sanktuarium Matki Bożej z Góry Lussari. Monte Lussari to święta góra, na której – według tradycji – owce znalazły figurę Madonny z Dzieciątkiem.



20 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Nic podobnego... niestety. Raczej tylko przypominam sobie, jak odpoczywałam.

      Usuń
  2. Fajne miejsca zwiedzilas:) czekam na ciag dalszy, tam nie bylam, a blogi to skarbnica wiedzy wszelakiej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kawal swiata zwiedzilas, wiele pieknych miejsc widzialas, Frau Be.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie taki znowu kawał... Kawałeczek może.

      Usuń
    2. Ale ile jeszcze przede mną...
      Za to Ty mieszkasz w normalnym kraju!

      Usuń
  4. Piękne widoki!
    Tylko to nie dla mnie. Nie piszę tego na odczepnego, tylko takie faktycznie są.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, są piękne. Tyle, że bezużyteczne, bo co tam robić?

      Usuń
    2. ...pozachwycać się nimi i ruszyć dalej :)

      Usuń
    3. No właśnie. Nie byłoby tam dla mnie zajęcia - poza zwiedzeniem sanktuarium.

      Usuń
    4. ...no, to nie całkiem bezużyteczne :)

      Usuń
    5. Mam na myśli te górzyska...

      Usuń
  5. widoki cudne .. fajnie mieć wspomnienia ... nie mam włoskich wspomnień, no chyba te z lektoratu ze studenckich czasów ...
    eeech - do tych wspomnień to się szeroko uśmiecham

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama chętnie uśmiecham się do wspomnień - teraz czas na moje dziecko.

      Usuń
  6. Uwielbiam wspominki z takich wyjazdów, szkoda, że było ich w mojej historii przez ostatnie lata dość mało.
    Dążę do tego, żeby stopniowo przywracać równowagę, czyli skończyć remontowanie i urządzanie, a zacząć życie i wyjazdy.
    Czekam na c.d. Włoch!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero się rozkręcam - niestety, nic się samo nie chce napisać, a zapieprz taki, że tylko głową o ściany tłuc.

      Usuń