środa, 8 lipca 2015

277. Włochy: kraina czterystu mostów


Pierwsze „prawdziwe” zetknięcie z Włochami dokonało się w malowniczej, owianej romantyczną sławą Wenecji. Nie jest to miasto, które można by zwiedzić w ciągu kilku dni, a tym bardziej w ciągu jednego, ale jak się nie ma, co się lubi…




Legenda głosi, że jej pierwsi mieszkańcy wyłonili się z mgły unoszącej się nad wodami Adriatyku i osiedlili się na bagnistych brzegach pobliskiej laguny. Prawda historyczna nie jest aż tak niezwykła: 118 wysp oddzielonych od lądu morzem i niebezpiecznymi mieliznami stało się w V wieku schronieniem dla uchodźców ze stałego lądu uciekających przed najazdami Hunów pod wodzą okrutnego Attyli oraz arian szukających spokoju od prześladowań religijnych.
W VII w. niezależne osady połączyły się i wybrały wspólnego władcę – dożę. Tak narodziło się niezależne miasto, którego głównymi źródłami dochodów były rybołówstwo i handel niewolnikami. Jego patronem był początkowo św. Teodor, z czasem uznano jednak, że to święty zbyt niskiej rangi. Kolejnym patronem obwołano ewangelistę Marka, którego szczątki zostały wykradzione z Aleksandrii i sprowadzone do Wenecji.
W XIV w. ogromnym zagrożeniem dla wciąż rosnącej potęgi miasta stało się starcie z Genueńczykami. Wenecjanie obronili się, a w ciągu kilkudziesięciu następnych lat ich wojska sięgnęły po Padwę, Rawennę, Weronę, a nawet Cypr. W 1571 r. flota wenecka pokonała Turków pod Lepanto. Bogata szlachta wenecka zaczęła stawiać kosztowne wille i zajmować się mecenatem sztuki, wtedy też popularne stały się rozpasane i pełne przepychu karnawały. Kres beztrosce położyło zdobycie Wenecji przez Napoleona w 1797 r. W 1866 r. upadła Republika Wenecka przyłączyła się do Królestwa Włoch. Szczęśliwie przetrwała II wojnę światową, ale od czasu wielkiej powodzi w 1966 r. bezcenne dziedzictwo kulturowe miasta wciąż staje przed kolejnymi zagrożeniami. Nadzieją na ratunek laguny połączonej ze stałym lądem czterokilometrowym mostem są wielkie, specjalistyczne inwestycje, mające powstrzymać niszczycielskie działanie wiatrów, ulewnych deszczy i morskich fal.
Główną, niejako rzucającą się w oczy atrakcją Wenecji jest wszechobecna woda zastępująca ulice. Wędrówka kolejnymi zaułkami, którymi przemykał niegdyś słynny Casanova, mostami i mostkami w liczbie około 400 jest zajęciem tyle zajmującym, co uciążliwym ze względu na dokuczliwy skwar. Kanały oddzielające od siebie domy, poprzeciągane nad nimi sznury z suszącym się praniem, gondole – wszystko było takie, jak sobie wyobrażałyśmy.



 






24 komentarze:

  1. Jesuuu, bylas w Wenecji! Moje dziecie tez bylo, ale do zachwytow bylo jej daleko, bo pobyt krotko skwitowala: smierdzialo! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie nie mogę przypomnieć sobie, żeby śmierdziało. Może skwar odebrał mi węch?

      Usuń
    2. O to miałam zapytać. O smrodek. Bo jak tam wszystko pod wodą, to powinno pachnieć inaczej. A powiadasz, że nie pachnie :) I pięknie tam jest...

      Usuń
    3. Nie wiem, czy nie pachnie - nie przypominam sobie jedynie, żeby śmierdziało :) Trudno powiedzieć, być może to kwestia pory roku, kwitnienia glonów, miejsca... Nie wiem.

      Usuń
    4. Jak ja byłam, to nie śmierdziało. A byłam dwa razy latem. I dwa razy tak mnie głowa tam rozbolała, jak rzadko kiedy takie bóle miewam. Dziwne to.
      Ale miasto coś w sobie ma i w wielu miastach np. w Czarnogórze, czy Chorwacji, można spotkac ślady ich potęgi i wpływów w postaci budynków np.
      Fajny pociąg sfociłaś :))

      Usuń
    5. To może latem nie śmierdzi? Bo ja też latem. A głowa rozbolała Nieletnią i to do tego stopnia, że aż jej niedobrze było. Ale to moja krew, pewnie załatwił ją upał.

      Usuń
    6. A na dokładkę Wenecja kojarzy mi się z trucizną, rozpustą i wszystkim tym, co zakazane, a przyjemne :)

      Usuń
    7. Trucizna jest zakazana i przyjemna...?

      Usuń
  2. Moja pierwsza myśl, chciałam zapytać, czy tam na prawdę śmierdzi;)
    Mieszkam niedaleko rzeki, i jak zaczyna kwitnąć nie da się okna otworzyć;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mieszkam niedaleko rzeki i też w czasie kwitnienia glonów nos zatykam. Ale w Wenecji jakoś śmierdzenia nie zarejestrowałam, może pora nieodpowiednia?

      Usuń
    2. Może dlatego, że miasto leży w lagunie? Woda i.t.d. ale coś w tym jest. Nie byłam w Wenecji, chociaż od wielu lat jest to moim marzeniem. Zobaczyć te rumaki! Lizypa! Rany Julek.....

      Usuń
  3. fajne miasto. obawiam się, że gdybym tam mieszkała, to bym cały czas chodziła w kamizelce ratunkowej :)))))))))))))
    acha, i ja już nie zapytam, czy śmierdziało ;DDDDDDDDDDDDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, dlaczego? Możesz śmiało pytać :)))

      Usuń
  4. ...Wenecja to prawdziwy cud na wodzie ...: te bogato zdobione zabytkowe budynki ukryte są pomiędzy malowniczymi kanałami, promienie słońca tworzące wspaniałe refleksy na wodzie...eh, zobaczyć ją...marzenie!
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiem, całkiem dobrze się czuję z tym, że ją zobaczyłam :)

      Usuń
    2. ...:)
      No, resztę opisów Włoch przeczytam w chłodniejsze dni...za oknem mam 35, w pokoju niewiele mniej, wysiadam....

      Usuń
    3. U mnie się sprawdza li i jedynie leżenie na golasa pod dwoma wiatrakami.

      Usuń
    4. ...widzisz, ja wprawdzie na golasa, ale tylko pod jednym wiatrakiem leżakuję, więc pewnie dlatego wysiadam bardziej :)

      Usuń
    5. Mogę wiatrakować pod dwoma tylko dlatego, że Letnia wyjechała i zakosiłam drugi wiatrak z jej pokoju :)

      Usuń
    6. ...a to Ty teraz słomiana matka jesteś :) Odpoczywasz :)

      Usuń
  5. To ja widzę, że mam sporo do doczytania, na spokojnie, po pracy, do wieczornego wypoczynku sobie usiądę i poczytam i pooglądam. Póki co pozdrawiam z mojej nadmorskiej krainy :)

    OdpowiedzUsuń