piątek, 4 września 2015

282. Karaluchy i ja, czyli o tym, jak Frau Be samobójstwo popełniała



Kiedy się tak siedzi na tej głębokości 10 994 m ± 40 m p.p.m., to nie ma się za dużo do roboty i człowiek zaczyna kombinować, jak by tu ulec samozniszczeniu. A jak się kombinuje, to się wykombinuje. Zdołowana Frau Be postanowiła zatem uczynić samobójstwo i to w białych rękawiczkach, tak, aby w razie powodzenia nikt nie udowodnił jej morderstwa na samej sobie. Chytrze wybrawszy czas i miejsce, przystąpiła do dzieła. Pierwszym krokiem zdołowanej Frau Be było rozpoczęcie remontu łazienki 1,6 na 1,7 m w zamian za upojny wypoczynek na dowolnie wybranym boku, w cieniu dowolnie wybranej palmy, nad dowolnie wybranym akwenem. Niestety, sam żal za utraconymi wakacjami nie miał dostatecznej siły rażenia, żeby ją zabić. Nieco zaniepokojona przystąpiła do dalszych prób. W chwili, gdy z nieba lał się żar zmieniający wodę w akwarium w zupę rybną, Frau Be ociekając strugami potu patrzyła zachłannie na to, co hydraulicy robią z jej ścianami i podłogą, na wypadające w nich dziury jak pięści Goliata, na kawały gruzu zasypujące powoli podłogi, na metry sześcienne pyłu z piłowanego żeliwa mieszające się z wirującymi w powietrzu drobinkami cegieł, pokrywające metrową warstwą całe mieszkanie niczym miniaturowe Pompeje wraz z Herkulanum. Od samego patrzenia mógł człowieka szlag trafić. To już było coś, ale na jednostkę nad wyraz silną jak Frau Be wciąż nie działało ze skutkiem śmiertelnym. Co prawda w ciągu dwóch dni rozpłakała się osiem razy i dwa razy opierdoliła hydrauliczny tandem jak święty Michał diabła, a na deser zrobiła awanturę szefowi ekipy, ale wciąż jednak dawka morderczych czynników nie była wystarczająca, aby ją tak po prostu zabić. Pewną nadzieję przyniosły kolejne fale ukropu i piętrzące się trudności. A to zniknęło miejsce na wannę, a to drzwi nie dowieźli, a to płytki nie takie, jak miały być, a to problem z okienkiem rewizyjnym do wodomierzy, a to majster nawalił… Dla wzmocnienia efektu nie było ani gdzie się, z przeproszeniem, wysikać, ani zdefekować, ani się umyć. Skazana na sławojki i mycie się po kawałku w kuchennym zlewozmywaku, na niewyspanie, uduszenie wrzącym powietrzem, na dwudziestocentymetrowy kawałeczek podłogi, na którym można było postawić nogę, bo reszta zastawiona była narzędziami i materiałami budowlanymi, wreszcie na trafienie szlagiem najjaśniejszym, Frau Be, zawzięte babsko, powiedziała sobie, że byle co nie będzie jej pluło w twarz i stawało okoniem na drodze do samounicestwienia. Rozwiązała wór z czynnikami zabójczymi na dobre. W chwili, gdy na wszystkich termometrach w okolicy brakło skali, a remont osiągnął apogeum upierdliwości, rozłożyła się z przetworami i to takimi, które koniecznie należało pasteryzować, podnosząc jeszcze temperaturę w kuchni, co wydawało się wyczynem zgoła niemożliwym do uskutecznienia. W sukurs jej poczynaniom przyszły dyspozycje z pracy, które miały dobić usilnie pracującą na zgon skrytosamobójczynię ślęczeniem po nocach. Nic podobnego wszakże się nie stało. Niedoszła denatka nie dość, że przeżyła wszystkie mordercze zabiegi i okoliczności, to jeszcze na dodatek wyszła z nich w nadspodziewanie dobrej formie, co wzbudziło w niej niepokojące podejrzenie, że jednak jej przyjaciółka Prosiaczek mogła mieć rację, wygłaszając przed laty znamienną kwestię: „Ty jesteś nie do zajebania!”. Do tego stara mądrość ludowa głosząca, że złego diabli nie biorą potwierdziła, że Frau Be nader złą kobietą jest. A skoro tak, to nic jej nie ruszy. Przetrwa nawet wojnę nuklearną i na ziemi zostaną jako jedyne żywe organizmy ona i karaluchy.

80 komentarzy:

  1. Ja piernicze! Od samego czytania poczulam sie, jakby mnie zanurzyli we wrzatku pelnym pylu ceglanego i gruzu. Baaardzo sugestywnie przedstawilas proby samobojcze, powinnas to wstawic do internetu na forum "Jak sie zabic, bez gwarancji, ze nie bedzie bolalo".

    OdpowiedzUsuń
  2. Przynajmniej z rowu wylazłaś ;)
    A remoncik skonczony już?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skończony i nie. Teraz czeka nas kolejne pomieszczenie - pokój dzieciątka, bo wyrosło z dziecinnych mebelków i w ogóle drzwi trzeba przenieść w inne miejsce, więc będzie kolejna rozwałka. Nie wiem jeszcze, kiedy.

      Usuń
  3. A ja myslalm ze ro na duszy Ci zle...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo tak właśnie było (i do końca jeszcze dobrze nie jest). Reszta (remont, upały, przetwory) to tylko próby samobójcze...

      Usuń
  4. to na duszy mialo byc. Po meczu jeste, wybaczcie panstwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to nie ja, to Polska z Niemcami grala :-)

      Usuń
    2. O matko. Skąd Ty wiesz takie rzeczy?!

      Usuń
  5. To jest nas dwie. Mam podobne usposobienie w chwilach takich jak opisana przez Ciebie!
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
  6. No, nareszcie.... A Prosiaczek ma rację. Spoko, co Cię nie zabiło to Cię wzmocni, jak mawia porzekadło :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo głupie porzekadło i nieadekwatne do rzeczywistości. Trudności nie wzmacniają. Z każdej wychodzimy coraz słabsi, coraz bardziej pokiereszowani.

      Usuń
    2. A, to jest ta druga strona medalu. Ale ta pierwsza świeci zawsze jakby trochę jaśniej...

      Usuń
    3. Ale tę pierwszą można tylko między bajki włożyć...

      Usuń
    4. W bajkach zawsze jest ziarno prawdy :)

      Usuń
    5. W takim razie w sracz! TOI TOI najlepiej. O.

      Usuń
    6. No, nie między bajki, tylko do TOI TOI-a.

      Usuń
    7. A. Może i tak, zgodnie z tym, że miało być tak dobrze, a wyszło jak zwykle.

      Usuń
    8. Odnoszę wrażenie, że w życiu zawsze wychodzi jak zwykle :(

      Usuń
    9. Ja słyszałam inne porzekadło:
      "Co cię nie zabije to cię wkurwi"
      Dobrym pomysłem na popełnienie samobójstwa jest na przykład skręcanie mebla z ikei...

      Usuń
    10. Kuźwa, Ikei nie mamy...

      Usuń
    11. No to ja już nie wiem jak Ci pomóc...
      ;)

      Usuń
    12. Jakoś dam radę może :)

      Usuń
  7. Remont łazienki! Trafił mi się kiedyś fachowiec,który przez cały czas śpiewał.Chociaż nie ,to nie był śpiew to było wycie-wycie zgłodniałego stada wilków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może trzeba było go nakarmić...?

      Usuń
    2. Karmiłam.Śpiewał wtedy jeszcze głośniej

      Usuń
    3. To może w takim razie trzeba było cholerę głodem wziąć?!

      Usuń
    4. Głodem?Łazienki by nie doremontował

      Usuń
    5. Też prawda. Tak źle i tak niedobrze... Co za gangrena!

      Usuń
  8. Czyli zamiast samobójstwa udowodniłaś sobie, że jesteś faktycznie nie do zajebania :). Gratuluję wyczynu. Czy już po remoncie i po przetworach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już dawno po, ale wciąż niezmordowanie kombinuję, czym by tu się dobić.

      Usuń
    2. Mam parę pomysłów: umyj okna, wyprasuj wszystko, poodkurzaj, zrób generalne porządki w piwnicy (moją mogę udostępnić!, jest co robić). Dla mnie by chyba wystarczyło. :))) Ale pomyślę i podpowiem, co by tu jeszcze, jak na coś wpadnę :)

      Usuń
    3. Kochana, mnie to zabije na pewno. Samo prasowanie stanowi dawkę śmiertelna, że o sprzątaniu nie wspomnę!
      Dzięki. Jakby co, nie mam żalu, że pomogłaś mi w samobójstwie :)

      Usuń
    4. Prasowanie też u mnie jest na samym szczycie listy - jakby co sama prosiłaś, ale i tak dziękuję za rozgrzeszenie i że Cię nie będę miała na sumieniu. :)

      Usuń
    5. "Jakby co", to tak. Ale pamiętaj, ja jestem "nie do zaj..." :)

      Usuń
    6. Nie wiem, co Wy kobitki macie z tym prasowaniem? Ja chłop od urodzenia, a prasować lubię

      Usuń
    7. Gdzie jesteś i czemu Cię nie ma? U Ciebie też jakaś awaria???? :)

      Usuń
    8. Owszem - jak napisałam u Ciebie, życie to jedna wielka awaria :)
      Ale zaraz zamierzam się pojawić.

      Usuń
    9. A co za chłop? I dlaczego się nie podpisał?

      Usuń
  9. Gratuluję przetrwania. Nie wiem jak u ciebie, ale w "stolycy" leje od wczorajszego wieczora i temperatura nie przekracza 15 stopni. Dziś nawet chyba 10...
    A co do dogrzewania mieszkania w upały pasteryzacją...
    Pamiętam jakiś czas temu powrót samochodem z wakacji. Upał. Auto bez klimatyzacji. Z uszkodzonym wentylatorem silnika. Wszystko działało jak najbardziej poprawnie w czasie jazdy. Ale nie jak samochód stał z włączonym silnikiem. Lub poruszał sie bardzo powoli. Czyli korek. Na trasie z Gdaśka do Warszawy, na wysokości Działdowa, dopadł nas korek. Jak się okazało na 2 godziny. minute stoisz, minutę poruszasz się w żółwim tempie. Strzałka temperatury niepokojąco zaczęła piąć się w kierunku czerwonego pola. Jedynym ratunkiem, żeby nie przegrzać silnika, jest... włączyć na maksa ogrzewanie w samochodzie. Odbierze część ciepła z silnika. Tylko maksymalne ogrzewanie wnętrz przy 30 stopniach na zewnątrz to szaleństwo. Mimo otwartych okien było jak w piekarniku.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A po serpentynach w Bieszczadach Syrena 103 pod górę grzałeś kiedykolwiek w kłębach pary wydobywającej się spod maski? To jest dopiero przeżycie! :)

      Usuń
    2. Nogdy nie miałem Syreny 103. To może być powód niedoświadczenia takich przygód jak Ty.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Żałuję. Jak cholera.
      Jedyne doświadczenia mam z syrenką 104. Ale po Warszawie i podwarszawskich lasach a nie po Bieszczadach. Kłębów pary tez nie pamiętam.
      Pozdrawiam

      Usuń
    4. Marnie. Serpentyny pod górę z zagotowaną wodą w chłodnicy - to jest to! No i 104 już nie miała drzwi otwieranych do przodu, kiepski model, bez bajerów :)))

      Usuń
    5. Miała drzwi "pod wiatr", jak 103. Istotną różnicą był silnik. W 103 był dwucylindrowy a w 104 3 cylindrowy.
      Dopiero 105 miała drzwi jak zwykłe auta.
      Pozdrawiam

      Usuń
    6. Naprawdę?!
      Matko, rozrzewniłam się...
      Ileż kilometrów przejechałam tą poczciwiną na rozłożona na tylnej kanapie jak królewna :)

      Usuń
  10. hahaha a to się uśmiałam bo pierwszy raz spotykam sie z tego rodzajem próby popełnienia samobójswtwa. Powiem ci Frau że pomysł wcale nie jjest taki zły bo tok myślenia zdrowy :))
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Muszę ci powiedzieć że dziś sprzedałam twój pomysł na popełnienie samobójstwa.Koleżanka się zastanawia czy zrobić to raz i skutecznie czy zadawać sobie ból etapami :))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy, jaką robotę ma do wykonania :)))

      Usuń
  12. Mam paskudny charakter . Albo coś robię od początku do końca, albo wcale. Najczęściej występuje to drugie. Chociaż , w końcu i tak na mnie "spadnie".
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie boli głowa - też pewnie ma paskudny charakter...
      :)))))

      Usuń
  13. Szlag by to.... Znowu coś grzebią i wszystko mi ucieka. Teraz mi się wszystko poprzestawiało i cud, że odnalazłam odwiedzane blogi. O wielkości czcionki już nie napiszę!
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia, jak Ty to robisz, że bez przerwy Ci grzebią. Mnie nigdy nikt nie grzebie.

      Usuń
    2. Grzebią googlarze w ustawieniach komputera. Nie mojego, tylko u siebie. Wszystko mi się pogibało, reszta zniknęła. Nie mam adresów do blogów i mogę sobie ...wiesz co! Czcionka zrobiła się maleńka, paski zadań poznikały. Nie wiem. MOże wszystko wróci do normy? Nie wiem. Na razie muszę się wyłaczyć, bo mnie cos trafi!
      Pa:)

      Usuń
    3. No i tego właśnie nie rozumiem, jak to możliwe, że to grzebalnictwo wciąż dotyka Ciebie, a mnie czy innych nigdy.

      Usuń
    4. Nawet cos pisali, żeby przeczekać.

      Usuń
    5. To pewnie zależy od tego gdzie masz swój blog. Nie tylko mnie, niestety. Łażę gdzie się da, to widzę. Takie jakieś badziewie wybrałam na umieszczenie bloga. Tylko skąd wtedy mogłam wiedzieć, że to takie "cóś"!
      Pa:)

      Usuń
    6. Gadasz od rzeczy, przecież mam w tym samym miejscu - na blogspocie!

      Usuń
    7. Nie znam się na tym. Jakbym.. i.t.d.
      Pisali żeby nic nie robić, ale trochę za późno, bo już rozgrzebałam. Wprawdzie, ponownie sobie poustawiałam co trzeba i jak trzeba, ale nerwy cudem mi nie puściły. Zniknęła mi moja tapeta, musiałam ustawić nową. Powinni uprzedzać przed a nie w trakcie. No pewnie że blogi mamy w tym samym miejscu. Widzę to w ten sposób. Może, w czasie zmian, nie używałaś komputera i nawet o tym zamieszaniu nie wiesz. Ja w tym czasie przygotowywałam materiały do następnego posta i dlatego nie rozumiałam co się dzieje. Nie wiedziałam, że w ogóle się dzieje. Wszystko przypisywałam swojej niewiedzy, jak się okazało, niesłusznie.
      Pa:)

      Usuń
    8. Popowtarzało mi się, ale nie mam już siły .Idę spać:)
      :)))

      Usuń
    9. Codziennie używam komputera.

      Usuń
  14. Już! Chyba na dziś koniec!
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniec siedzenia przed komputerem.
      Wszystko jest OK, tylko tapeta nowa, niestety.
      Pa:)

      Usuń
    2. Tapetę w każdej chwili można zmienić, nie turbuj się :)

      Usuń
    3. Można i zmieniłam, ale starej nie mogę znaleźć!

      Usuń
    4. A może kiedyś się znajdzie...

      Usuń
  15. A ja jednak współczuje braku dostępu do prysznica i siusialni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I słusznie. Gdy sobie przypomnę, to... brrr!

      Usuń