środa, 7 października 2015

285. Napisz o mnie. Beza



Apetyczna jak ciasteczko z bitą śmietaną Beza patrzy przez okno ze łzami w oczach.
- Napisz o mnie – mówi.
Napiszę.

* * *

Beza nie miała lekkiego życia, ale też i nie najgorsze. Zawsze była osobą rzutką, energiczną, dla której nie było problemu nie do przeskoczenia, sprawy nie do załatwienia. Były tylko kolejne zadania do wykonania. O wyskokach jej męża-dziwkarza napisać by można tomy, gdyby tylko komuś chciało się zaprzątać nimi głowę. Beza koncertowo poradziła sobie z samotnym macierzyństwem i obłożeniem dodatkowymi pracami zarobkowymi, aby sprostać potrzebom swoim, syna i dostojnego kocura. Poradziła sobie. Wychowała syna, zapewniła mu wykształcenie, przyzwoity start w dorosłe życie. Melon (tak nazywała syna w ślad za jego przyjaciółmi) naturalną koleją losu rozpoczął własne życie. Skończył studia, znalazł dobrze płatną pracę, zaręczył się. Beza weszła w kolejny etap życia, w którym zresztą nie miała czasu na rozmyślania. Kolejne wyzwania wymagały od niej ciągłej gotowości do działania. W pracy awansowała na kierownicze stanowisko, a że była solidna i nie znosiła niedoróbek, nie szczędziła sił, aby dobrze wywiązywać się ze swoich obowiązków. Jej rodzice zestarzeli się i zaczęli chorować, Bezie przybywało więc dodatkowych zajęć. Pierwszy zmarł, po długotrwałym i przykrym okresie przykucia do łóżka, jej ojciec. Matka podążyła za nim bardzo szybko. Odszedł również ukochany, sędziwy kocur Bezy i tak została sama. Dopiero wtedy mogła wyhamować, odpocząć i zająć się sobą. Nie zdążyła odetchnąć, ponieważ w pracy pojawiła się nowa szefowa, która nie trawiła Bezy, bo była kompetentna, bardziej taktowana, po prostu lepsza od niej. Kąsała ją więc na każdym kroku jak wściekły pies. Po dwóch latach szarpaniny Bezę dopadły gwałtowne epizody depresyjne, jednocześnie pojawiły się dolegliwości neurologiczne, na koniec diagnoza: nowotwór. Świat Bezy runął i porozbijał się w kawałeczki, które pracowicie usiłowała zbierać i sklejać. Nigdy nie umiała siedzieć z założonymi rękami. Energicznie zabrała się za leczenie.
Kilka miesięcy później zwierzyła mi się radośnie, że wieloletni przyjaciel domu, któremu posypało się małżeństwo, wyznał jej, że przez całe dwadzieścia lat znajomości ją kochał. Nosił to uczucie w sobie, skrywając starannie przed całym światem, ale po odchowaniu dzieci i wyprowadzce od żony nic go już nie powstrzyma przed byciem z Bezą.
Patrzyłam, jak kobieta odżywa z dnia na dzień i rozkwita, jakby nigdy nie była poważnie chora i jakby w pracy zamiast kłód rzucano jej pod nogi płatki róż. Cieszyła się i powtarzała, że wszystko to zasługa jej ukochanego tatusia, który opiekuje się nią z nieba. Podesłał jej Michała, jak najlepszego anioł stróża.
Równo rok później ta sama Beza, skurczona, zszarzała na twarzy, złamana cierpieniem płakała, siedząc na tym samym krześle, na którym kiedyś dzieliła się ze mną swoim szczęściem. Owa cudowna podpora, anioł, a może nawet sam archanioł w osobie Michała okazał się zimnym, cynicznym skurwysynem, który wykorzystał bezbronną, poważnie chorą i mobbingowaną w pracy kobietę do swoich prywatnych rozgrywek. Z rozbrajającą szczerością wyznał, że nigdy nie przestał kochać żony, a związek z Bezą miał wzbudzić w niej zazdrość. Chytry plan wypalił, żona oszalała na punkcie prawie byłego małżonka do tego stopnia, że udała się do szefowej Bezy, aby donieść jej na podwładną, że jest zwykłą zdzirą zajmującą się uwodzeniem cudzych mężów i rozbijaniem małżeństw. Następnie wycofała pozew rozwodowy i w domu fagasa rozkwitła na powrót sielanka małżeńska.
Tylko Beza, oszukana i załamana, została sama na placu boju, ze swoim rakiem i nękającą ją wredną szefową.
Coraz mniej rozumiem ludzi.

56 komentarzy:

  1. Mnie się kiedyś, w zamierzchłej przeszłości, też tak wydawało. Rodzina mówiła mi, że jestem taka "Szczera Kasia", że kiedyś za dobre serce zapłacę. Bardzo szybko przejrzałam na oczy i do tej pory to robię. Co przeszłam w pracy , to ja wiem. Ale co tam. "Bezie" współczuję, bo ją doskonale rozumiem. I to jak! Mam tu na myśli tylko pracę. Nie ten dobry, co dobry, ale ten ,który robi sobie reklamę i pogrąża innych. Zakichane czasem to życie! Mam nadzieję, że i ona poradzi sobie ze wszystkim, nawet z chorobą. Życzę Bezie dużo siły i odporności psychicznej. Jest takie powiedzenie "Nic w naturze nie ginie". Ci, którzy ją skrzywdzili, na pewno za tę krzywdę zapłacą! Głowa do góry:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, to i ja mam taką nadzieję.

      Usuń
    2. Nie bój nic! Zapłacą!

      Usuń
    3. Czasem obawiam się, że to są tylko nasze pobożne życzenia. Że sprawiedliwość nie istnieje. Doświadczenie uczy, że kanaliom wiedzie się najlepiej.

      Usuń
    4. Skądeś to znam. Życz jej ode mnie wszelkiej pomyślności...

      Usuń
    5. Wiesz jak to jest. Nie bez powodu mówi się, że złe uczynki wracają rykoszetem i walą prosto w mordę ich autora.
      Pa:)
      P.S. Rykoszet jest przenośnią;)

      Usuń
    6. Wiem jak jest - i dlatego właśnie nie wierzę w to, że zło zostanie ukarane.

      Usuń
    7. Z autopsji znam. Pracowej, nie chorobowej. A i chłop podlec by się znalazł. Kiedyś, zanim Młody przyszedł na świat.

      Usuń
    8. I wszystko jasne!
      Podlec i padalec.

      Usuń
  2. Mam nadzieję, że Beza stanie na nogi w końcu. Szkoda, że tak się jej życie potoczyło ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona mówi, że tak widocznie jej pisane (użerać się z życiem w pojedynkę) i próbuje się z tym godzić, ale widzę, że nijak jej nie idzie. Ból jest podwójny, bo facet ją oszukał i wykorzystał, a do tego ta gestapówka w pracy...

      Usuń
    2. Nie można dać "gestapówce' w mordę? Po cichu, tak, żeby nikt nie widział?

      Usuń
    3. Bardzo dobra koncepcja - z tym daniem w mordę. Cicho i dyskretnie ;)

      Usuń
    4. "Cicho i dyskretnie" brzmi jak reklama środka na przeczyszczenie :)))

      Usuń
    5. Może danie w mordę zadziała tak i tak. Byłoby cudownie. "S.....a" co chwilę przyjemniaczka i plociuch w jednej osobie? Kara za podłość musi być!

      Usuń
    6. Tylko że tak to nie działa.

      Usuń
  3. Biednemu zawsze wiatr w oczy. Chciałabym wierzyć, że dobro powraca, ale nie wierzę. Szczerze życzę zdrowia i szczęscia Bezie bo zasługuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ powraca:) Wiem to. Sama doświadczyłam. Świat nie jest taki zły....
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Elabio, ja też w to nie wierzę. I ta niewiara jest solidnie podbudowana doświadczeniem życiowym. Podobnie ci, którzy wyrządzają zło, unikają kary, zło do nich nie wraca.

      Usuń
    3. Ozon, nie mam pojęcia, jakim cudem jeszcze w to wierzysz.
      A tu masz mój post na ten temat:
      http://fraube2.blogspot.com/2012/01/11-dobro-powraca-niekoniecznie.html

      Usuń
    4. Żeby żyć? Mieć nadzieję. W tym co piszę jest też i prawda.
      Obie z siostrą mamy podobne doświadczenia . Jeśli chodzi o pracę, to również takie jak Beza, tyle, że może (bo tego nie wiem), bez wycieczek osobistych i oczernianiem na tym tle. Ale "jak ktoś chce psa uderzyć, to kij znajdzie" !
      Pa:)

      Usuń
    5. Żeby żyć, trzeba mieć... motywację.

      Usuń
    6. Fakt , siłę i chęć, też! Ale człowiek jet twardy. Beza da sobie radę, tylko poziom goryczy wzrośnie. Mam nadzieję, że nie na długo.
      :)

      Usuń
    7. Wiesz, ona musi znaleźć jeszcze siłę i chęć do walki z chorobą...

      Usuń
    8. Wiem i ciągle to uwzględniam w swoich wypowiedziach.

      Usuń
    9. No to daj jej Boże, amen.

      Usuń
  4. Według waszej teorii, dziewczyny, jeżeli zło powraca do rozdającego, to Beza musiała tego zła sporo rozrzucić po świecie.

    W Bezie jest coś, co przyciąga złych ludzi. Jakaś słabość, która mówi - można we mnie uderzyć i nie ponieść konsekwencji. Jeżeli Beza chciałaby o siebie zawalczyć, dobrze by było, by odkryła, co to jest. Przy pomocy przyjaciół, psychologa, może jakiegoś terapeuty. Albo niech podniesie głowę i zacznie gryźć i kopać. Na samej dobroci nie da się przejechać swojej drogi życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, właśnie, Różo. Dzięki za wsparcie. Ja już taką idealistką nie jestem, a poza tym właśnie: Beza. Musiałaby być wyjątkową suczą, gdyby działał tak prosty rachunek.

      Usuń
    2. Daj Boże, żeby pewne cechy, których nie ma Beza BYŁY zaraźliwe i żeby ona nimi się zaraziła. Choćby na trochę, po to, żeby się rozprawić z kilkoma K....mi, tymi babami strasznymi, które postanowiły sobie zrobić z Bezy głupią babę i schody do kariery i nie wiem co jeszcze.
      Trzymaj się dziewczyno i nareszcie tupnij nogą! Mocno i tak, żeby zagrzmiało w całym mieście. Albo idź do waszej gazety plotkarskiej i wszystko opowiedz. Gorzej już nie będzie. To co masz do stracenia?
      :)))

      Usuń
    3. Do stracenia ma jeszcze trochę zdrowia. Do odzyskania - więcej zdrowia.

      Usuń
  5. A to squrvysyn... Ja naprawdę nie mam słów jak można być takim gnojem. A ta jego żona tez nie lepsza, jakby się facet ode mnie wyprowadził to niech spierdala już na zawsze i nie wraca. Ale do tego też musiałam dojść metodą prób i błędów. I przy pomocy terapii. Biedna Beza... Życzę jej żeby się podniosła, silniejsza i zdrowa. I wtedy niech pokaże faka każdemu kto ma jej cokolwiek do zarzucenia. To moja dewiza ostatnio. Nie podoba się coś? To spierdalaj. I fak ci na droge.
    Ja też nie wierzę że zło powraca. Źli ludzie mają to w dupie. Trzeba się nauczyć po prostu być złym chyba...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy tego da się nauczyć. Tak czy owak posunięcia i zagrywki niektórych ludzi wprawiają mnie w osłupienie. Ta flądra poszła nawet do pracy, do naszej szefowej, nadawać na Bezę!!! Mnie by było wstyd...

      Usuń
    2. Nie, nie da się tak po prostu nauczyć być złym człowiekiem. Ale można stwardnieć, okrzepnąć, włączyć więcej racjonalnego myślenia w swoje postępowanie. Tylko trzeba w sobie znaleźć do tego "narzędzia". Nikt i nic nie ochroni Bezy, choćby nie wiem, jak bardzo chciał. To ona musi wytworzyć dookoła siebie taką tarczę. Jeżeli chce żyć.

      Usuń
    3. Pytanie, czy jeszcze chce żyć. Jeśli chce, to jestem o nią spokojna, znajdzie siły do walki.

      Usuń
    4. Samemu też się nieźle żyje. Mnie tam "podpórki" nie są potrzebne. Ale ja mam inny charakter.

      Usuń
    5. Taaaak? Nie jest Ci potrzebna podpórka? To może przypomnę Ci treść pewnej naszej korespondencji...? Nie tutaj, oczywiście.

      Usuń
    6. Oj Frau, czepiasz się! Ozon pewnie o seksie mówiła, a Ty od razu o uczuciach :-))))

      Usuń
    7. Korespondencja, korespondencją. Ale gdyby tak się złożyło, że musiałabym być sama, to dałabym radę. Majsterkowicz jestem z zamiłowania i chłop do takich spraw nie jest mi potrzebny. Ten którego mam, też wszystkie tego typu rzeczy scedował na mnie. Jestem w tym dobra.
      :)))

      Usuń
    8. Tyle, że siły ma więcej w rękach niż ja. Ale od czego są sąsiedzi?

      Usuń
    9. Ja Ci chyba jednak coś przypomnę.

      Usuń
    10. Nie denerwuj mnie, bo nie lubię, kiedy ktoś co innego robi, a co innego mówi.

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Yyyyy... Whiskas...? Chappi...? Pedigree...?

      Usuń
    2. O, właśnie, to mi przypomniało, że muszę kupić karmę dla śledzi! Marki Tropical :)

      Usuń
    3. Widzicie jaka jestem pomocna ;D

      Usuń
    4. Bardzo. Śledzie zawdzięczają Ci życie, bo została mi dla nich ostatnia porcja żarełka - na jutrzejsze śniadanie. A żarełko owo zostało już wpisane na listę jutrzejszych porannych zakupów :)

      Usuń
  7. Ludzie to kurwy... Tyle w temacie... Czasem pozostaje tylko bluzgiem rzucić... Za dużo na świecie jest kobiet, które mogłoby zamiast Bezy wstawić swoje imię...

    OdpowiedzUsuń