piątek, 23 października 2015

292. Facet z Internetu



Lat temu… dużo, gdy Tobołkowa nie była jeszcze Tobołkową, lecz Baronową von Dupersztangiel, jej małżeństwo z von Dupersztanglem sypało się na równi z tynkiem ze ścian w mojej łazience, a Szczur Spod Podłogi dawał do wiwatu ile wlazło. Przyszła Tobołkowa, bezrobotna i zdołowana, wyjechała na trzy tygodnie jako opiekunka kolonijna, żeby sobie dorobić na waciki. Po jej powrocie siedziałyśmy na balkonie Nory.
- I wiesz – opowiadała rozemocjonowana – wieczorami nie było co robić, to siedziałam przy komputerze. Weszłam jednej nocy na czat i poznałam takiego faceta, z którym potem codziennie gadałam. Przegadaliśmy wszystkie kolejne noce.
Z oczu Baronowej von Dupersztangiel bił niezwykły blask.
- Uważaj – powiedziałam ostrożnie. – Nie ekscytuj się tak. W twojej sytuacji łatwo się zakochać w kimkolwiek, kto tylko powie ci coś miłego.
- Wiem – westchnęła. – Ale on jest tak bardzo inny od wszystkich, naprawdę…
- Taaa… każdy jest „inny”.
Zrobiło mi się jej żal. Osamotniona w codziennej szarpaninie z rzeczywistością, z Dupersztanglem, ze Szczurem Spod Podłogi, z dwójką dzieci, z biedą i z depresją, uchwyciła się kurczowo złudnej nadziei, którą dał jej Internet. Obcy mężczyzna z wirtualnego świata mógł być Bóg wie kim i udawać nie wiadomo kogo, a ona, spragniona każdego dobrego słowa, łykała jak pelikan wszystkie piękne gadki.
- Proszę cię, zachowaj jakieś niezbędne minimum zdrowego rozsądku.
Nie mogła wytrzymać. Raz i drugi wyciągnęła mnie do kafejki internetowej, pokazała maile. Fakt, były niegłupie, ale to tym bardziej nakazywało ostrożność. Pisał je człowiek bardzo inteligentny. Mógł być psychopatą, oszustem, gwałcicielem, kimkolwiek.
- Posłuchaj – powiedziała pewnego dnia. – Postawiłam wszystko na jedną kartę. Jadę się z nim spotkać. Na neutralnym gruncie.
- Oszalałaś?!
- Umówiliśmy się na weekend w Solinie.
Chwyciłam się za głowę z niedowierzaniem, ale klamka zapadła. Zaczęłam się bać. Zdeterminowana Baronowa von Dupersztangiel przeprowadziła rozmowę z rodzicami, zostawiła im dane delikwenta (mogły być fałszywe!) i adres miejsca pobytu w Solinie, umówiła się na telefony o konkretnych porach. Drugą depozytariuszką wszystkich informacji zostałam ja.
- Jeśli nie odezwę się w terminie, to znaczy, że odrąbał mi łeb razem z płucami i zwłoki wrzucił do zalewu – powiedziała na odjezdnym. – Rodzice niech zawiadomią policję i prokuraturę, a ty wiesz, co masz robić.
- Wiem – pociągnęłam nosem. – Ale może jednak wrócisz…
Pojechała.

* * *

- Żyjesz! – po trzech dniach oczekiwania w napięciu padłam jej w ramiona na dworcu.
- Myślałam, że umrę od razu, gdy go zobaczyłam wysiadającego z tego autobusu – relacjonowała pół godziny później. – Brzydki jak nie wiem co, wymiętolony, ubrany jak ostatni wieśniak. Byłam tak zawiedziona, że chciało mi się ryczeć. Miałam ochotę odwrócić się na pięcie i uciec, nie potrafiłam sobie wyobrazić, co ja z nim będę przez te trzy dni robić. Do tego wciąż nie miałam pewności, czy nie psychopata i czy nie poderżnie mi gardła tępym scyzorykiem. Boże, jak ja chciałam do domu!
- Ale nie poderżnął…
- Nie poderżnął. Za to potwornie chrapał!
- I co teraz?
- Nic. Ale wiesz co?
- ?
- On jest cudowny.

* * *

Kilka miesięcy później przyszła Baronowa von Dupersztangiel była już wolna od Nory, Dupersztangla i Szczura Spod Podłogi, za kilka następnych została Tobołkową. Minęło właśnie 10 lat od tamtego spotkania. Gdyby wówczas uciekła na widok wysiadającego z autobusu Tobołka, nigdy nie dowiedziałaby się, jak bardzo można być szczęśliwą, mając za sobą dobrych kilka lat… potwornego chrapania z widokiem na kolejne, równie szczęśliwe.

32 komentarze:

  1. Fajna historia, dająca nadzieję, że zawsze może zaświecić słońce. Nawet, jeśli ktoś tkwi w sytuacji prawie bez wyjścia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A poza tym przekonuje, że jednak nie sami złoczyńcy oblegają Internet :)

      Usuń
    2. Oczywiście, że nie. Sama mam męża z Internetu :))

      Usuń
    3. A więc ;) dawno, dawno temu, sama nie wiem, dlaczego, po kolejnym rozczarowaniu, zalogowałam się na randkach w Interii. Do dziś nie wiem, co mnie tam powiodło, bo do tamtego momentu nie wchodziłam na portale tego typu. Podobnie było z moim Chłopem. Że się tamże zalogował i po jakimś czasie to on mnie znalazł, napisał w wiadomości równoważnik zdania, składający się z dwóch wyrazów i czekał na mój ruch.
      Ja mu odpisałam jednym, pełnym zdaniem, a potem zaczęła się nasza kilkumiesięczna korespondencja.
      Mimo, że mieszkaliśmy w tym samym mieście, do spotkania doszło po chyba pół roku - Chłop się tak bardzo czaił i bał ;)
      I tak razem ciągniemy ten wózek zwany życiem :))

      Usuń
    4. Bardzo lakoniczna ta opowieść, ale podoba mi się! To takie... optymistyczne :)

      Usuń
    5. Zawarłam w niej same najważniejsze rzeczy :))
      Własnie, optymistyczne :)) Podobna do Twojej opowieści o Tobołkowej, mniej dramatyczna jeno ;)

      Usuń
    6. Nie miałaś depresji, Dupersztangla i Szczura Spod Podłogi :)

      Usuń
    7. Nie miałam nic z tych rzeczy, na szczęście :)
      Stan depresyjny jedynie, ale nie pierwszyzna w życiu mym, więc dałam radę.

      Usuń
    8. Najczarniejsza depresja to nic w porównaniu z Dupersztanglem!

      Usuń
  2. Nie szata zdobi czlowieka, jak to mowia. Ale rzeczywiscie, trzeba byc szczególnie ostroznym, a zwlaszcza na poczatku swoich przygod z internetowym randkowaniem, bo czlek zafascynowany wszystkim chlonie jak gabka. Fajie ze Tobolkowej wyszlo :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to bardzo wyszło - być może gdyby nie Tobołek, dzisiaj nosiłabym jej kwiatki na mogiłę.

      Usuń
  3. Super. Musiało skończyć się dobrze, bo działo się to w moich okolicach, jakby trochę po sąsiedzku. U nas nie mówi się do Soliny, tylko na Solinę. Wiem, wiem jak miejscowość to do.... ale tak już jest.
    Pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
  4. To 10 lat temu byl juz internet z jegorandkami w ciemno, czatami i psychopatami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był, ale we wszystkich domach to niekoniecznie - Tobołkowa po kafejkach internetowych mnie ciągała.

      Usuń
    2. Panterko, nawet więcej niż 10 lat temu był :) Z moim Chłopem poznaliśmy się w 2003 roku.

      Usuń
  5. Patrz jak to zamiana z Von na Tobołek też czasem dobrze robi na resztę życia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej to już wybitnie zrobiła. To złoty facet, bardzo dobry człowiek.

      Usuń
  6. Szczęściara!
    I niech się jej szczęści :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Każdemu trochę szczęścia się należy:)
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Należy się. A Tobołkowej należało się poczwórnie, bo co użyła z Dupersztanglem i Szczurem Spod Podłogi, to nie do opisania.

      Usuń
    2. Ale, jak pokazuje życie, żadna zmora nie trwa wiecznie.
      :)

      Usuń
    3. Na całe szczęście, bo inaczej szłoby zwariować.

      Usuń
  8. Cudowny Tobołek z internetu... Nie brzmi najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jednak są ze sobą od 10 lat i Tobołkowa po raz pierwszy w życiu (chyba od dzieciństwa) jest szczęśliwa, spokojna i zadowolona z życia.

      Usuń