wtorek, 27 października 2015

293. A tak właściwie to o co chodzi?


Nosiłam się niegdyś z zamiarem poruszenia tego tematu, ale zapomniałam. Teraz przypomniał mi o tym Leslie. Otóż lat temu dwa, rozkoszując się widokiem na morze, siedziałyśmy we cztery przy kawiarnianym stoliku, popijając kawę i podgrzane mleko. Posprzeczałyśmy się dopiero przy płaceniu rachunku. Poszło o napiwki.
Zdania były podzielone – dokładnie pół na pół. Dwie optowały za i dwie przeciw. Znalazłam się w tej drugiej dwójce, co – zważywszy na to, że ja zła kobieta jestem – nie powinno nikogo dziwić. Ostatnimi czasy da się zauważyć, że sprawa napiwków dotyczy nie tylko kelnerów. Niektórzy fryzjerzy i sprzedawcy bezczelnie wystawiają skarbonki z napisem „Napiwek”. Nie jestem w stanie pojąć, dlaczego miałabym płacić dodatkowy haracz za to, za co już zapłaciłam (najczęściej zresztą słono) i dlaczego akurat przedstawicielom tych, a nie innych profesji. W najmniejszym stopniu nie przekonuje mnie argumentacja jednej z koleżanek, która podnosiła, że ludzie ci pracują ciężko, a zarabiają mało. O ile mi wiadomo, takich ludzi, którzy leżą do góry podwoziem, a pieniądze spadają im z nieba, jest wyjątkowo niewielu. Pracuję równie ciężko i kokosów nie zarabiam, a mimo to nikomu do głowy nie przyjdzie dawać mi jakikolwiek napiwek. Podobnie ciężko i bez nie wiadomo jakich apanaży pracują kierowcy MPK, bibliotekarki, maszyniści, ratownicy, panie w dziekanatach, laboranci, policjanci, manicurzystki etc. Nikt nie daje im za to żadnych dodatkowych pieniędzy!
Nie rozumiem i nie popieram idei napiwków.

59 komentarzy:

  1. Jestem za, też tyram i nikt mi napiwków nie daje. A nie, napiwkiem to jest moja pensja, bo prawdziwą płacą trudno to nazwać. Z drugiej strony, jak już gdzieś się wypuszczę w wielki świat (znaczy, do knajpy), to skoro wszyscy dają to i babcia też. Jakoś do tej pory nie spotkałam nikogo, kto by przy okazji płacenia rachunku nic nie dał, za to potem niektórzy ochoczo gadają :) A propos, czy datek na tacę w kościele też jest napiwkiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jesteś w plecy o spotkanie mnie. Jeszcze nigdy nikomu i w żadnych okolicznościach nie dałam napiwku. W restauracji, u fryzjera i wszędzie rozliczam się skrupulatnie. Jeśli nie mam drobnych, żeby dać konkretną, wyliczoną sumę, to oczekuję reszty, choćby i 50 groszy.
      Kwesta na tacę to chyba nie napiwek, tylko nawinek :))))

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Nie dałam ani razu w życiu, nie przelewa mi się.

      Usuń
  3. Ja napiwków nie daję, ale cieszę się jak moje dzieci dostają w swoich pracach. Hipotrykta jestem, ot co!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Punkt widzenia zależy, zdaje się, od punktu siedzenia :)

      Usuń
  4. Ja sama swego czasu kelnerowalam tutaj, znam wiec sprawe z drugiej strony barykady. Napiwek nie jest zadnym przymusem, to jedynie wyraz uznania ze strony klienta za szczegolnie dobra obsluge. Sa jednak panstwa, gdzie napiwki sa obowiazkowe, ba, wliczane do rachunku, ale my nie o tym.
    Kelnerki, fryzjerki, taksowkarze to zawody bardzo malo platne i bazujace wlasnie na napiwkach. Ja napiwki daje zawsze, choc sama nie mam za duzo. Wyjatkiem jest nieprzyjemna obsluga, wtedy czekam na kazdy grosz reszty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmieciarz to jest zawód chyba też nisko płatny...

      Usuń
    2. Nie jest to stricte uslugodawca.
      Zreszta powtarzam, napiwek to sprawa absolutnie dobrowolna, a praca kelnerki jest ciezka i niewdzieczna, uwierz mi. Ja ja dobrze znam i zawsze place napiwki z szacunku dla ich wysilku i koniecznosci uzerania sie z wymagajacymi klientami, z usmiechem na twarzy, choc gosc powinien zostac skopany.

      Usuń
    3. Z wdzięcznych zawodów to ja znam chyba tylko jeden: multimilioner.

      Usuń
  5. Popieram, zważywszy moje ostatnie spotkanie z fryzjerem, he he he. Również i mi nikt nie daje napiwków chociaż zapierniczam jak mrówka po mrowisku. Gorzej, że muszę się pilnować bo większość osób wydymała by mnie na czysto. Jednak jeleniem nie jestem i nie ma tak dobrze. Płacę tyle ile jest w cenniku. A'propos napiwków to ciekawe czy taka skarbonka jest uczciwie opodatkowana - zgłoszona jako dodatkowe źródło dochodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat! Taka zgłoszona, jak i taca w kościele :)

      Usuń
  6. Ja często daję napiwki. Nie jestem jakoś radykalna, jeśli o to chodzi. Szczerze mówiąc nie chciałoby mi się z kimkolwiek kłócić na temat dawania napiwków, bądź nie ;)
    Chcesz, to daj, nie chcesz, to nie. I tyle.
    Chociaż skarbonki wystawione na ladach działają na mnie odpychająco i nigdy tam nie wrzucam drobnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tamtej sytuacji byłam zmuszona się pokłócić :) To się działo w San Sebastian i nie znałyśmy języka, więc trudno było powiedzieć, że każda sobie sama zapłaci, dajcie nam oddzielne rachunki itp. No to zaczęłyśmy się, każda według swojego zamówienia, zrzucać na ten wspólny rachunek. Wtedy właśnie padły słowa o napiwku i jego wysokości, po ile mamy dać. Zaprotestowałam i dyskusja musiała zaistnieć.
      Usuń

      Usuń
  7. A ja popieram ideę napiwków. Bo tak! Sprawia mi to frajdę, jak mogę dodatkowo docenić kogoś, kto się wyjątkowo postarał. Nie daję, natomiast, napiwków "z urzędu".
    Z drugiej strony potrafię targować się, dosłownie, wszędzie o rabat. W sklepie, markecie, na targu, w banku, nawet kupując rzeczy mające ustalone, sztywne ceny. Najwyżej mi nie dadzą rabatu. Ale jak nie spytam to nie dostanę. Czasem musze trochę pomałpować. Ale traktuję to jako lekcję do następnych "razów". Czasem zamiast rabatu dostanę gratisy. Też dobrze.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O. To ja mam całkiem odwrotnie. Targować się ani nie lubię, ani nie umiem.

      Usuń
    2. Nie trzeba umieć. Trzeba spróbować. Głupia mina, proszące oczy... Mi się zdarza prawie mdleć po usłyszenu ceny. A emocjonalne IIIILEEEE???? wydobywa się ze mnie przy każdych zakupach. Za to czasem kilka procent zostaje w portfelu. Spróbuj.Dla wewnętrznej satysfakcji.

      Usuń
    3. Iiii tam... Takie emocje to się u mnie uzewnętrzniają przy każdych zakupach. A że na niewiele mnie stać, to i tak nie ma o co się targować. No bo jak mnie nie stać na 100, to i na 90 też nie.
      Sztukę targowania uprawiałam tylko w krajach arabskich, niejako z konieczności, żeby nie drażnić autochtonów nietargowaniem :)

      Usuń
    4. Jak 100 razy wytargujesz złotówkę to masz i brakującą stówę...

      Usuń
    5. A jak wytargować coś w Lidlu...?

      Usuń
    6. Ciężko. To jedyna odpowiedź jaka mi do głowy przychodzi. Ale zdarzało mi sie wytargowac w sieciiowych kasach jakieś zniżki. Przez "zmęczenie materiału" i blokowanie kolejki do kasy. Ja jestm, naprawdę, upierdliwym klientem. Nie chciałbym obsługiwać siebie jako sprzedawca.

      Usuń
    7. Wiesz, ja robię zakupów mało i tam, gdzie tanio. C'est la vie...

      Usuń
  8. Witam
    Dołączę się do dyskusji. Moja siostra jest kelnerką, gdy dostają napiwki wrzucają wszyscy do jednej skarbonki, inkasuje to szefowa, połowę zabiera, reszte dzieli między kelnerkami. Jaką mam pewność że docenienie przeze mnie obsługi kelnerki nie trafi w danym lokalu do szefowej, która już i tak na mnie zarobiła?
    Pozdrawiam
    Ps. Czytam od bardzo dawna z wielką przyjemnością:)

    OdpowiedzUsuń
  9. myślę podobnie. może gdybym zarabiała niewiadomojakąkasę to pewnie bym ją rozdawała na lewo i prawo. niestety, kiedy zdarza mi się skoczyć gdzieś na kawę, czy inny deser to i tak jestem zdegustowana wysokością rachunku. głupio się też czuję przy płaceniu, bo wiem, że kelner oczekuje napiwku, a ja taka sknera :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cierpię na tę samą chorobę chudego portfela. za to na głupie samopoczucie nie - to by było tak, jakby mi miało być głupio przed rabusiem, że tak mało mam.

      Usuń
  10. To co mają powiedzieć emeryci?
    Ich emerytura, to nawet nie napiwek. To jałmużna! Nie mówię o nowych emerytach, chociaż ich jest niewielu. Mówię o "starych emerytach". Kismet!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nowi" emeryci też nie opływają w dostatki...

      Usuń
    2. Jaki zusowski emeryt w nie opływa?

      Usuń
    3. Niezusowski też nie opływa.

      Usuń
    4. ...ale gdy chce dorobić taki emeryt, to pracę ma niemal z marszu...pracodawca wszak opłaci za niego tylko składkę na fundusz zdrowia...to tania siła robocza, przepraszam za wyrażenie i poszukiwana. Podobnie rencista. Sprzątają nam poszukującym zatrudnienia jakiegokolwiek robotę sprzed nosa. Bo takie są przepisy...prócz tego emeryt / rencista/ krusowiec prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą nie płaci całej składki ZUS czyli ponad 1000 zł tylko płaci niecałe 280 na NFZ...przywileje!!!
      Wy mieszkacie w większych miastach, może u was tego nie ma, albo nie widać, ale u nas niestety kwitnie zatrudnianie emerytów i rencistów...

      Usuń
    5. Być może nie widać, chociaż... Znam trzy osoby, które w ten sposób pracują. Biorą emeryturę + pensję i są to niemałe pieniądze...

      Usuń
    6. ...ja znam więcej niż trzy...i powodzi im, oj powodzi!

      Usuń
  11. A ja zastanawiam się na tym co by powiedział mój szef gdybym wystawiła koszyczek z napisem "napiwki"???
    Raczej pomyślałaby, że coś z moją równowagą umysłową jest nie ok. ... I kto miałby tam grosik wrzucić? Moi koledzy i koleżanki, którzy zarem ze mną pracują a nie leżą do góry brzuchem? ...

    OdpowiedzUsuń
  12. Kelnerzy - u nas - zatrudniani na umowę zlecenie, ze stawką godzinową 7 zł. brutto..10 godzin dziennie, 20 dni w miesiącu...policzcie jaką mają pensję...nic dziwnego, że liczą na napiwki, tym bardziej jeśli mają na utrzymaniu rodziny...ale ile tych napiwków zbiorą? Knajpki, kawiarenki straszą pustką, bo bida w mieście, że aż piszczy...

    Gdybym korzystała u nas z gastronomi, dałabym jakąś "górkę", bo wiem jak jest...

    Pa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko kelnerzy nie są jedyną grupą zawodową, która ledwo przędzie. Taka praca, jak każda inna. Dlaczego nie dawać napiwków - poza normalną zapłatą - kioskarzom, szewcom albo krawcowym? Albo dlaczego dawać komukolwiek?

      Usuń
    2. no nie są, oczywiście, ale jakoś tak zwyczajowo przyjęły się te napiwki dla kelnerów. W USA, miałam tam koleżankę, do rachunku w knajpach doliczane jest 15%, jest to standard, takie podziękowanie dla kelnera...nie wiem jak to wygląda pod względem podatkowym, ale pewnie podatek od tego jest odprowadzany,oni tam tego zobowiązania wobec państwa pilnują i to bardzo..

      Aby nie dawać komukolwiek musi się zmienić podejście...wątpię jednak czy takie czasy nadejdą...

      Usuń
    3. Moje podejście jest od zawsze niezmienne :)

      Usuń
  13. ja tez nie popieram bo w cenie produktu ( uslugi) powinna byc wliczona obsluga :) wiem natomiast ze wielu pracodawcow "liczy" na napiwki, bo ma gdzies godziwa zaplate pracownikowi i niestety jedyna zaplata za prace, dla najczesciej mlodego czlowieka, to wlasnie jest ten napiwek :( . W Szwecji mamy doliczony procent do rachunku jako napiwek ale niestety coraz czesciej mimo doliczenia na rachunku zostawia sie extara napiwek...a mnie zaczyna sie "ulewac" napiwkami ....

    OdpowiedzUsuń
  14. Przy tych cenach w punktach gastronomicznych, "napiwkowe" powinno być już w cenie i to w tej chwili, bez podwyższania obecnych cen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A po cholerę? Przecież ludzie biorą pensje za swoją pracę!

      Usuń
    2. Nie zmienisz tego, że tzw. napiwek lub coś co wynika z "reszty nie trzeba", jest charakterystyczne dla pewnych zawodów, odkąd one istnieją, czyli dłużej niż Ty i ja. A co powiesz na pracę (także w instytucjach państwowych), gdzie jest podstawa pensji i premia? Bo niby za co ta premia? Za stukanie w klawiaturę? To każdy głupi potrafi... :P

      Usuń
    3. Nie zmienię, ale płacić podwójnie nie zamierzam i nie płacę. Na resztę oczekuje skrupulatnie. A jeśli kogoś na to stać, to niech nawet topi pieniądze w wc.
      Jeśli coś jest tradycją, to nie znaczy, że nie jest głupie, więc istnienie pewnych zawodów "dłużej niż ja" nie jest żadnym argumentem.
      Co do premii zaś, to nie posiadam takiego składnika wynagrodzenia.

      Usuń
    4. Posłuchaj, widzę, że wnerwiają Cię pewne rzeczy. ale ciekawa jestem, czy jesteś w stanie postawić się w sytuacji tego człowieka, którego to dotyczy. To po pierwsze. Po drugie: nie popierasz, jesteś przeciw, ale po co się tak unosić, że coś jest głupie i bez sensu, bo akurat Ty tego nie popierasz?

      Usuń
    5. PS Nie chodzi o to, by nie pisać o tym, co nas denerwuje, tylko o sposób, bo z Twojej notki można wywnioskować, że coś jest niesłuszne, bo Tobie się nie podoba

      Usuń
    6. A to coś JEST słuszne?
      I dlaczego mam się stawiać w sytuacji kelnera albo fryzjera?! Nie widzę powodu. Kelnerzy lub fryzjerzy na pewno nie stawiają się w mojej.

      Usuń
    7. Ciekawe, dlaczego miałoby być mądre i sensowne wyciąganie ręki po nienależną, drugą zapłatę za coś, za co już się zapłaciło.

      Usuń
    8. Wiesz, mi nie chodzi o słuszność czy nie Twoich poglądów - są Twoje, masz do nich święte prawo. Masz prawo wyliczać należność co do połowy złamanego grosza i czekać na resztę w postaci 1 gr - każdy ma prawo. Zarobiłaś swoją kasę i Ty decydujesz, co z nią zrobić (chodzi o nadwyżkę z tego, co Ci zostało po zapłaceniu rachunków i odłożeniu na podstawowe potrzeby życiowe). Jednak to nie powód, żeby aż tak się przejmować tym, że istnieją napiwki i że ktoś inny - może jakiś Twój bliski znajomy uznaje ich dawanie. Ty uważasz, że to nie słuszne, a inni Iksińscy, że tak - jest z czego robić takie halo? I wiesz co? Umiejętność postawienia się w sytuacji innego człowieka bardzo się przydaje, ale oczywiście TY nie musisz...

      PS Idziesz do teatru / filharmonii, płacisz za bilet, to po co jeszcze klaszczesz na końcu? Powiesz: "uznanie"... ale sorry - zapłaciłaś za bilet, to po co się jeszcze fizycznie wysilasz? Napiwek to też jest uznanie, tylko bardziej materialne

      Usuń
    9. A może nie klaszczę - skąd wiesz, że tak?
      A może lubię klaskać - skąd wiesz, że nie?
      I wreszcie - piszę o tym, o czym w danym momencie mam ochotę napisać i nie potrzebuję się z tego tłumaczyć.

      Usuń
    10. Wciąż nie zrozumiałaś - dwa razy pisałam, że masz prawo myśleć i pisać co chcesz, chodzi o to, że uważasz swoje zdanie za jedyne słuszne OBIEKTYWNIE i wnerwia, nie wręcz WK......A Cię, że ktoś myśli inaczej i zaciekle broni swojego zdania. Piszesz niezahasłowany blog, umożliwiasz komentowanie, bądź przygotowana, że nie wszyscy będą Ci przyklaskiwać. Przecież i bliscy przyjaciele mają prawo mieć odmienne zdania, a może lepiej ich z tego powodu wywalić z kręgu znajomych, przynajmniej tych najbliższych?
      Czasem robisz z igły widły... ale OK, masz prawo

      Usuń
    11. No właśnie, mam prawo. To o co chodzi?

      Usuń
    12. Ty czytasz te komentarze w całości? Przecież Ci już napisałam, o co mi chodzi - uważasz swoje zdanie za OBIEKTYWNIE słuszne i jesteś zła, jeśli ktoś się z Tobą nie zgadza, a robisz z igły widły. Przejrzałam Twój blog i wydajesz się osobą interesującą, inteligentną, oczytaną, z notek wynika, że dużo podróżujesz i nie pasuje mi do takiej osoby takie podejście do odmienności zdań i rozwodzenie się nad takimi drobiazgami. Ale jak widać, takie "coś" się zdarza... Jesteś też przewrażliwiona, jeśli ktoś walczy o swoje odmienne zdanie na Twoim blogu. Zaraz robi się "niemiło". To, że Ty uważasz coś za bezzasadne i bez sensu, bo tak to wygląda z Twojego punktu widzenia, nie oznacza, że wszyscy się mają z Tobą zgadzać i nie stanąć po drodze tych wszystkich kelnerów, fryzjerów itp. Są osoby, które dostają za swoją pracę ordery i medale po iluś latach świadczenia pracy (jeśli nie jesteś w tej grupie, trudno); a kelnerzy i fryzjerzy mają prawo do takiego małego uznania. Nie chcesz? Nie dawaj, bez łaski. Nikt Ci za to nie zostawi gumy doi żucia we włosach przy następnym strzyżeniu, ani nie napluje do kawy przy kolejnej wizycie w kawiarni, ale z kolei z Twojej strony to nieładnie, że Ty nie próbujesz zaakceptować tylko tego, że ktoś ma od Ciebie odmienne zdanie na ten temat.

      Usuń