wtorek, 10 listopada 2015

299. Ukochani najbliżsi



Próbuję zrozumieć.
Nie potrafię.
Znałyśmy się dobrze. Nasze córki chodziły razem do podstawówki: Ola do jednej klasy z Nieletnią, Ania była rok starsza. Nieletnia nie znosiła Oli, choć nie umiała powiedzieć, dlaczego. Dziewczynka dobrze się uczyła, była uprzedzająco grzeczna. W jej zachowaniu jednak drażniło coś, co sprawiało, że Nieletniej same zaciskały się pięści i co kazało jej omijać Olę szerokim łukiem. Beznamiętna Ania była jej obojętna, tolerowały się.
Z Beatą, ich matką, zjadłam w pewnym okresie beczkę soli. Potem nasze drogi się rozeszły, choć czasem się spotykałyśmy. Córki Beaty poszły do „katola” słynącego w Polsce z bardzo wysokich wyników, a w kręgach bardziej zorientowanych – z wredoty zawiadujących szkołą siostrzyczek. Dwóch moich kolegów, którzy tam pracowali, odeszło na własne żądanie. Co wrażliwsza młodzież, nie umiejąca przystosować się do preferowanych tam metod pedagogicznych (np. z ustanawianiem w klasach szpiegów i donosicieli, ze skurwysyństwem wobec rówieśników popełnianym w białych rękawiczkach i z nabożną pieśnią na ustach), odchodzi do normalnych szkół. Zostają jedynie najsilniejsi: inteligentni obłudnicy z zadatkami na szuje i kanalie, którzy czują się w kłębowisku żmij jak ryby w wodzie. Ania i Ola, córki Beaty, rozwinęły w „katolu” – najpierw w gimnazjum, a potem w liceum – skrzydła.
W dniu, w którym Nieletnia w swojej, a Ola w swojej szkole przystępowały do matury, Beata wyszła na strych w bloku, w którym mieszkała i tam się powiesiła. Dopiero na drugi dzień znaleźli ją sąsiedzi.
Ania, która w tym czasie była już na pierwszym roku studiów poza miejscem zamieszkania, przyjechała na pogrzeb mamy głęboko urażona, że musiała się fatygować. W czasie pogrzebu była obojętna, wyniosła i znudzona. Ola śmiała się perliście nad grobem matki i rozgłaszała wszem i wobec, że się jej wstydzi po tym, co zrobiła. W następujące po pogrzebie dni chodziła na kolejne egzaminy w doskonałej kondycji psychicznej i dobrze się bawiła.
Przeżyłam szok, z którego do dzisiaj się nie otrząsnęłam. Pracowita, uczciwa, zawsze uśmiechnięta Beata zginęła straszną, przedwczesną śmiercią samobójczą, a jej pobożne córeczki, wzorowe uczennice „katola” udzielające się na co dzień w kościele, na pogrzebie własnej matki zachowywały się jak zimne, cyniczne sucze i nieomal tańczyły na jej grobie. Zbyt wiele w tym było zagadek…
Ta śmierć, gwałtowna i niespodziana (rozmawiałam z Beatą, jak zwykle uśmiechniętą, na krótko przed feralnym dniem), to ohydne zachowanie jej córek nie dawały mi spokoju. Zaczęłam gorączkowo szukać. I znalazłam odpowiedź w gronie tych, którzy także ją znali. Pod łagodnym uśmiechem Beata ukrywała straszny dramat. Zaszczuli ją jej najbliżsi. Mąż-wojskowy, obleśny knur i sadysta oraz ultrakatolickie córeczki-żmije, które wtórowały tatusiowi, bo to on obsypywał je pieniędzmi i pozwalał na wszystko (bronił nawet Oli, gdy przeżyła romans z narkotykami). Pracowita i uczciwa matka, która nie uchylała się od obowiązków, była uczynna wobec innych, a nade wszystko dbała o dzieci, była w ich oczach tylko głupia frajerką, która daje się okładać i szantażować.
Dziś panny studiują z rozmachem medycynę. Niech mnie Bóg broni od wizyty u takich lekarek, bo zapewne gotowe będą nakarmić pacjenta strychniną albo dać mu do wypicia formalinę i świetnie się przy tym bawić. Mogiła Beaty tymczasem milczy, ale słyszę w tej porażającej ciszy krzyk zza grobu – krzyk bezbrzeżnej krzywdy i niewyobrażalnego bólu.

62 komentarze:

  1. Życie pisze chyba najbardziej abstrakcyjne scenariusze. Nigdy nie przestanie mnie to zaskakiwać. A najgorsze jest to...że znam taką historię nie jedną... I nie dwie... Gdy kobiety na własnej piersi wychowały bestię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie potrafię tego sobie poukładać, pomieścić w głowie.

      Usuń
  2. Co za ludzie? Co za wredny Świat, zezwalający na takie rzeczy! Ojcu życzę trądu a córciom wszystkiego najgorszego. Ludzie i tak na nich się poznają i urządzą im "bal". Co do tej szkoły katolickiej. To teraz takie modne, inne, wspaniałe. Nikt jednak nie myśli o tym w taki sposób jak Ty czy ja. Przecież rządzą tam zakonnice! Już samo to powinno dać niektórym do myślenia.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trąd! Oto życzenie doskonałe.

      Usuń
    2. Niech im gnije i kawałkami odpada od kości!

      Usuń
    3. Znaczy , ciało nich im gnije.

      Usuń
    4. Ziemniaki w piwnicy też niech im zgniją!

      Usuń
    5. I zrobaczywieją jak i cała reszta!

      Usuń
    6. Niestety, my sobie możemy pozłorzeczyć, ale co z tego...

      Usuń
  3. Czasami też mam ochotę pójść na strych. Coraz częściej proszę o pomoc. Nikt się nie przejmuje. Ostatnio zapytałam córkę czy naprawdę chciałaby żebym po prostu ulotniła się i zniknęła, bo jestem na granicy którą w pewnym momencie mogę przeskoczyć. Odpowiedziała: "Tak, chciałabym żebyś zniknęła na jakiś miesiąc". Powiedziałam: "Nie na miesiąc, na zawsze..." Nie odpowiedziała.
    Uspokajam. Myśli samobójczych nie miałam od dawna. Ale coraz częściej nachodzi mnie myśl, zostawić wszystko i wyjechać gdzieś gdzie mnie nikt nie znajdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak patrzę i patrzę... czytam i czytam... i nie wiem, co myślę. Jakieś takie to wszystko dla mnie smutne i niezrozumiałe...

      Usuń
  4. Nie chce generalizowac, bo zdarzaja sie wyjatki, ale niedawno czytalam, ze dzieci z bardzo poboznych rodzin sa znacznie mniej empatyczne od innych. Jakby gleboka wiara lub, trafniej to ujmujac, wiara na pokaz - psula ludziom charakter. Dowodem na te teze niech bedzie zachowanie polskich politykow, im bardziej z prawa, im blizej kosciola, tym gorsze kanalie. Zreszta nie tylko politycy potwierdzaja te regule.
    Jestem zwolenniczka teorii, ze wszystko, co dajemy, predzej czy pozniej do nas wraca. Pociesza mnie to, ze te panienki tez kiedys beda mialy wlasne dzieci i wierze w to, ze one im odplaca za babcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bardzo wierzę w tę teorię, bo doświadczenie uczy, że skurwysynom powodzi się w życiu najlepiej i wcale nie przychodzi kryska na Matyska. ale nadzieja w wychowaniu - żmija raczej anioła nie popełni, więc niechaj im dzieci odpłacą z nawiązką!

      Usuń
    2. Oj, żeby tylko w ten sposób nie powstała linia hodowlana w podłym znaczeniu. Jeśli trafi swój na swego... Poza tym to słów brak. I jeszcze jedno, porzekadłowe: Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy.
      Nie ma tu błędu?

      Usuń
    3. Błędu nie ma.
      Tylko że ja już chyba przestaję wierzyć w tę sprawiedliwość - nawet nierychliwą...

      Usuń
    4. Ja też, ale ponoć nadzieja umiera ostatnia...

      Usuń
    5. Ale jeśli umrze na dobre, to już kaplica.

      Usuń
  5. To straszne, jak ludzie potrafią ranić się i to z definicji najbliżsi. To jakiś koszmar, którego nie pojmuję, a ostatnimi czasy nawet pojąć nie chcę, bo przekracza to moje wyobrażenia.
    Szkoda Twojej koleżanki, szkoda, że nikomu nie potrafiła zaufać na tyle, że pomógłby jej z tego wyjść.
    A jej "najbliżsi" - cóż, pewnie kiedyś dostaną to, na co sobie zasłużyli. Tylko pewnie nie będą wiedzieli dlaczego i dlaczego ten ich bóg się od nich odwrócił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, co to za bóg, w którego wierzą - na pewno nie chrześcijański.

      Usuń
  6. Gdzieś kiedyś przeczytałam śmieszny komentarz. Teraz będą domysły podobne do oryginału.
    "Wszystko co robimy jest jak bumerang. Wraca i wali nas w mordę".
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie trzeba wierzyć, że tak się stanie, tak zwyczajnie będzie

      Usuń
    2. Dreamu, a ja w to nie wierzę.

      Usuń
    3. Od wielu lat patrzę na to, jak skurwysynom się powodzi w życiu i jak pozostają bezkarni we wszystkich wymiarach.

      Usuń
    4. Chociaż, oczywiście, moje pobożne życzenie jest takie, żeby sprawiedliwości stawało się zadość.

      Usuń
  7. Ja pierdole co za dulszczyzna. Słów brak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy zwykła dulszczyzna jest aż tak groźna... ale pewnie tak, a w każdym razie może.

      Usuń
  8. Straszna historia i nie mam słów po prostu. Tak oto katolickie szkoły wychowują i umoralniają społeczeństwo... Strach się bać... PiS doszedł do władzy i teraz nam społeczeństwo jeszcze bardziej się zeszmaci, jeśli się poddamy jego katolickiej ideologii.
    Bardzo współczuję takiego życia Twojej koleżance. Córek-żmij i mężulka.
    Pozdrawiam,
    Shara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Beata wciąż stoi mi przed oczami z tym uśmiechem...

      Usuń
  9. Sama byłam ofiarą toksycznego związku i poniekąd jestem w stanie zrozumieć co czuła twoja znajoma. Mnie się udało, ją dobiły małe żmije...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też się udało, zapewne dzięki sile charakteru. Jestem radykalistką, pozbyłam się truciciela. Ale moje dziecko jest normalne, nie jak te kanalie...

      Usuń
    2. Zdążyłaś w porę!
      :)

      Usuń
    3. Nie - bo nie wyszłam z tego bez uszczerbku.

      Usuń
    4. Właśnie z tym uszczerbkiem jest problem - niby się człowiek uwolni a skaza pozostaje.

      Usuń
    5. Czasem nawet duża... zbyt duża.

      Usuń
  10. Córeczki to zimne,obślizłe żmije,takich żadne przeciwności losu nie ruszą.Są zahartowane.Myślę,że takie"dzieci"mają spod nóżek wszystko pozamiatane i rosną w przekonaniu swojej wspaniałości.Dla nich od innych wszystko ale od nich dla innych nic.I rośnie sobie taka gadzina na swoją chwałę i rozpacz matki.
    Ciekawam,czy ktoś zwrócił tym"pannicom"uwagę na niestosowne zachowanie a pewnie wszyscy podchodzili z kondolencjami.
    Przykre,bardzo przykre.W jakim stanie psychicznym musiała być Beata,że w ważnym dniu dla córki zdecydowała się na taki krok?
    A niech se połamią wszystkie nogi i ręce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie potrafię sobie wyobrazić, przez jakie piekło trzeba przechodzić i jak bardzo bezradnym trzeba się czuć, żeby zdobyć się na taki krok...

      Usuń
    2. To musiała być taka chwila. Mnie ciekawi jedno. Czy te córki , chociaż przez moment, poczuły żal?

      Usuń
    3. Wredne sucze. Wybaczcie słownictwo, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy. Ewentualnie jeszcze gorsze określenia.

      Usuń
    4. Mnie też tylko takie słowa cisną się na usta.

      Usuń
  11. ohyda! nic dodać, nic ująć. ciekawe jaką masakrę szykuje los dla córeczek i tatulka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz, że szykuje? Jestem realistką, a realiści są pesymistami.

      Usuń
    2. Jeszcze do niedawna wierzyłam w tzw. sprawiedliwość, w tzw. odbicie wyrządzonego zła...dziś uważam, że to tylko takie gadanie...

      Usuń
    3. Nie wierzę. Już dawno nie.

      Usuń
    4. spokojnie. może my tego nie zobaczymy, ale oni doświadczą na pewno :)

      Usuń
    5. Jestem spokojna. Nie wierzę.

      Usuń
  12. Ból zadany przez najbliższych, a raczej tych, którzy najbliższymi powinni być, jest chyba najgorszy do zniesienia. Ona widać nie miała poza nimi nikogo, albo przykro jej było się przyznać przed przyjaciółką taką jak Ty, co ją otacza. Boże mnie broń przed pójściem do takich lekarek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie byłam jej przyjaciółką, zaledwie koleżanką czy znajomą. Ale nasza wspólna koleżanka była jej przyjaciółką... i też nic nie wiedziała. Może trochę więcej niż ja, ale nie na tyle, by zacząć się bać o Beatę.
      Nie umiem sobie z tym poradzić.

      Usuń
  13. Już sobie wyobrażam je w gabinetach lekarskich. Zero współczucia dla pacjentów. NIC! Operacje będą robiły na żywca, bez znieczulenia.
    Tyle wstrętnych określeń ciśnie mi się .., wstyd nawet o tym napisać!
    Chociaż pewnie wszystkim cisną się na usta!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobie nie powinno być wstyd, tylko im. Zasłużyły sobie na te określenia w pełni.

      Usuń
    2. No to wobec tego, nie wstyd!

      Usuń
  14. Beata stała się ofiarą, i sama sobie katem...
    :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie może mi się to pomieścić w głowie.

      Usuń