poniedziałek, 7 grudnia 2015

306. Pozytywne zakocenie



ArysKOTracja

Przyszła na świat ponad 14 lat temu jako perska szylkretka z białym. Tak umaszczone rodzą się tylko samiczki.
W hodowli nadano jej idiotyczne imię: Mironka. W domu jest po prostu naszą ukochaną Kinią, a czasem Kiszką, Kiszeczką i Niunią.
Świadoma spoczywających w szufladzie „papierów”, nie spoufala się z byle kim. Jest posiadaczką bezwzględnego, królewsko-kociego charakterku. Majestatycznie i niepodzielnie króluje nad pozostałą Kociarnią i Różowymi Kleksami. Dumna, silna, niewzruszona i bezczelna na całego, ze stoickim spokojem olewa zarówno zataczający wokół niej kręgi groźny odkurzacz, jak i płaskie kocio-psio-ludzkie lizusostwo. Ma wybujałe poczucie godności osobistej, manifestowane pełnym wachlarzem min i czynów: od urażonych po obraźliwe dla adresata.
Robi tylko to, na co Ona ma ochotę i wyłącznie w czasie wyznaczonym przez Nią. Toleruje tylko tego, kogo upodoba sobie tolerować i tak długo, jak Ona sama zechce. Pozwala się głaskać jedynie wtedy, gdy odczuwa taką chęć i tylko tyle, na ile raczy pozwolić.
Ponad wszelkie smakołyki przedkłada wielkie, włochate, przyjemnie łaskoczące w przełyku ćmy. W ciągu dnia ucina Bardzo-Ważne-Drzemki w centralnym punkcie kwiatka na dywanie. Separując się od plebsu, ma w zwyczaju sypiać w łóżku z Letnią w osobnym, szczelnie zamkniętym pokoju.
Próby uczesania jej imponującego, zawsze pachnącego (jak ona to robi? Kradnie potajemnie moje perfumy?!) futra kończą się zazwyczaj zmywaniem ze ścian krwi. Mojej.
Jest naszą ukochaną Księżniczką.





Urodziwa niedojda

Czarno-biała persiczka Agatka ma 10,5 roku. Jest najpoczciwszą kocią duszyczką, jaka kiedykolwiek chodziła po tym padole. Wierna, słodka, przymilna, nigdy nikogo nawet nie zadrasnęła choćby najmniejszym pazurkiem, o ile w ogóle je posiada. Jej jedwabiste futerko z niewiadomych powodów zawsze pachnie cynamonem. Przy całej swej urodzie, z której najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy, jest największą fajtłapą świata. Jeżeli można gdzieś nie dobiec, skądś spaść, wejść komuś pod nogi, zachorować na cokolwiek lub źle obliczyć skok, to właśnie Ona wykorzysta każdą z tych możliwości.
Odczuwa niewysłowiony pociąg do działających urządzeń technicznych, z których najukochańszym wydaje się być drukarka. Najfajniej jest, kiedy można ją zaciąć w połowie drukowania poprzez upolowanie umykającej kartki papieru.
Wysoce denerwującym Jej zwyczajem jest poranne i wieczorne – obowiązkowo nie w porę! – łaskotanie wąsami po twarzy: albo, gdy właśnie zasypiam, albo o pogańskiej porze, gdy usiłuję uratować ostatnie minuty przed budzikiem. Z niewiadomych przyczyn również spanie na biurku i szeleszczenie papierami lub zrzucanie na podłogę książek w środku nocy sprawia jej cholerną frajdę. Ale nawet te nad wyraz irytujące maniery nie zmieniają faktu, że moja Agunieczka jest najmilszym i najpoczciwszym kocim serduszkiem wszechświata.





Bezczelny typ

Nie wiadomo, gdzie i kiedy się urodził. Ktoś znalazł go pokiereszowanego przez samochód i tak trafił do schroniska. Wyleczony i zrehabilitowany po skomplikowanych operacjach, z krzywo zrośniętym ogonkiem, rozpaczliwie potrzebował miłości człowieka.
Dziś ma prawdopodobnie około 11 lat i wiedzie żywot zadowolonego, rozpieszczonego do granic możliwości kocura. W schronie nazwano go Pieszczochem, lecz w domu zyskał wdzięczne miana Baryły, Grubego Fiu i Niuniusia.
Typowy samiec po przejściach, roszczeniowy i wiecznie spragniony miziania, bezwzględnie egzekwuje je o dowolnej porze doby. Zaproszony do pieszczot, gotów jest na najwyższe poświęcenia, z oderwaniem się od obżerania włącznie. Najczęściej jednak to On jest tym, który wzywa, bezczelnie gwiżdżąc na Różowego Kleksa jak właściciel na psa. Opornego na przeciągłe „fiuuuuuuu...” dopada galopem mastodonta i wali się całym swym słodkim ciężarem na głowę, w splot słoneczny lub na mdlejące natychmiast ręce, z których z rozkoszą zwiesza się w charakterze amorficznego wora.
Wieczorem wyprzedza mnie w drodze do łóżka o krótki pysk i pcha się na poduszkę z mocą Panzerkampfwagen. Przytrzymując łapkami moją rękę (bez ręki spanie się nie liczy!), przytula się grubym tyłkiem do mojego policzka i rozpoczyna wzruszający, mruczany koncert miłości i wdzięczności, od którego gruba łza toczy się spod przymkniętej ludzkiej powieki i znika w burym futerku. Tak zasypiają: Pańcia i najwdzięczniejsze spośród stworzeń – szczęśliwy Niuniuś Kot.





48 komentarzy:

  1. Ale słodkości od rana :))) Niuniuś wzruszył mnie najbardziej :)Będzie chyba taki duży, jak Bonus ....
    Kiszka ma faktycznie arystokratyczny wyraz pyszczka, a Agatka jest słodka :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czesława Żbikova mojego brata waży 7 kg :)

      Usuń
    2. Fajne imiona macie :)

      Usuń
    3. Czesława Żbikova zawdzięcza swój przydomek skrzyżowaniu ze żbikiem. A druga kota była Agencja. Bo towarzyska.

      Usuń
  2. Widac na pierwszy rzut oka, kto tam rzadzi. A powiadajo, ze koty mimiki nie majo he he he.
    A, i z facetem, chocby kocim, zawsze latwiej sie samiczce, chocby ludzkiej - dogadac. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimiki nie mają! To jakiś niewąski idiota musi głosić!

      Usuń
  3. Ile kociszczy tyle charakterów...
    Nawet bez opisu możnaby się domyślić jakie są te Twoje kotodzieci, po samym wyrazie pyszczka :-) Cudowności!
    Mam tylko jedno zastrzeżenie. Ja nie lubię jak się personel nazywa Pańcia. Pańcia to może być dla psa, koty nie mają panów i pańć, sama wiesz. Moje koty to są moje dzieci, a ja jestem ich mamusia :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę to ani pańcie, ani mamusie. My ich nie mamy. To one mają nas - różowe kleksy do otwierania puszek.

      Usuń
    2. A ja jeśtem ich mamusia i ich tak baldzio kocham zie aś nie moge wycimać :-) Maleńśtfa moje kochane, buziuńki ślićne, kucikucikuci....

      Usuń
    3. Omatkoboskokochanojedyno...!

      Usuń
    4. Iwona ma slusznego! Ja tez jestem mamusia, a moj to tatus i Kira dokladnie wie, o kim mowa. A koty? Maja to w odwlokach. :)))

      Usuń
    5. Oczywiście, że mają w odwłokach! Jak różowy kleks nie masz wiele do gadania.

      Usuń
  4. Jaki cudowny, pełny miłości spis z natury! A kciaki są niezwykłe :) Każdy w swoim rodzaju.
    Pomiziaj je koniecznie ode mnie :) od nas.
    Tylko nie zrozumiałam, co oznacza Różowy Kleks?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różowy kleks to Ty, ja... Taka bezkształtna, kleksowata plazma. Różowe kleksy służą do otwierania puszeczek z jedzonkiem :))

      Usuń
  5. Myślałam że tylko mnie ma Kot. :)) Najcudowniejszy, najsłodszy rozumny i najukochańszy i ... :)) Pięknie z miłością napisany post a one są wszystkie absolutnie ciepłe i kochane.
    Mam pytanie, czy czasem zapalasz świeczkę w domu, małą dużą wszystko jedno w czym? Czy Twoje kotki gaszą świeczki? Mam z tym problem, bo przenoszę świeczkę tam gdzie idę, do kuchni do pokoju by pilnować łap gaszacza świeczek. :))
    Dawne wierzenia nakazywały w czasie gdy Słońca mało, oj tam się rozpisywać nie będę, więc palę świeczkę i za chwilę małe sześciokilogramowe wpada biegiem i najpierw się uważnie przygląda, potem macha łapką, ot tak sobie dla wprawy i nagle szybkie machnięcie i świeczka gaśnie, wszystkie świeczki gasi. Gorzej gdy są w głębokim lichtarzowym pojemniku, tu sobie łapkę poparzył, nie zniechęciło go to do gaszenia wcale. Wiec gaszą świeczki mniejszy lub większe czy tylko nasz kocurek ma taka potrzebę? :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię świeczki - jak to mój tato określił, u mnie w domu jak na cmentarzu :)))) Niestety, w tej chwili w ogóle ich nie odpalam, bo mi się towarzystwo do nich jak ćmy zlatuje i w ramach świetnej zabawy podpalają sobie futerka.

      Usuń
    2. O, to mi ulżyło też lubię świeczki :))

      Usuń
    3. Człowiek, bydlę pierwotnie, ciągnie do ognia :)

      Usuń
  6. Bezczelny typ jest moim typem, ciągnie swój do swego? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy co, typ śmietnikowca jesteś? :)))

      Usuń
    2. Może trochę. Mam specyficzny gust i nie jadam kawioru, wolę (wolałam, bo mi teraz nie wolno)kaszankę :D

      Usuń
    3. Specyficzny gust to trzeba mieć, żeby jadać kawior :))

      Usuń
  7. A bezczelny typ bardzo przypomina wyglądem i zachowaniem naszego kocurka. :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Czysta, bezinteresowna miłość. Czyżbym przegapiła Dzień Kota? Ale mój Rudy ma go jak rok długi, więc czuję się usprawiedliwiona. Właśnie obmruczał mnie, bo później niż zwykle wróciłam do domu. Pokajałam się przy pomocy puszeczki :) I miziania :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, co Ty? Dzień Kota jest w lutym.

      Usuń
  9. Miałam kociznę. Była zeszła kilka lat temu. No i charakterek miała. Oj, miała. Bywało, że ręce miałam jak po walce z tygrysem. Ale mruczała cudownie.
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy kotowie są najcudowniejsi pod słońcem!

      Usuń
    2. Był to niby dachowiec ale marmurkowy. Piękne umaszczenie:)

      Usuń
    3. O! Niczego nie muszę tłumaczyć.
      :)))

      Usuń
  10. Bezczelny typ jest zdecydowanie moim faworytem, chyba dlatego, że w dzieciństwie miałam bardzo podobnego typa w domu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Górą bezczelność :)

      Usuń
    2. A widziałyście koty "czelne"??? Wszystkie są samowolne, dostojne i kapryśne. To nie kot należy do człowieka, tylko człowiek do kota! O!

      Usuń
    3. Widziałam - tylko raz w życiu ale zawsze coś... Mój pierwszy w życiu kot był jedyny w swoim rodzaju i przeczył wszystkiemu co się o kotach mówi :)

      Usuń
    4. To pewnie był spokrewniony z psem :)

      Usuń
    5. Całkiem możliwe, chociaż wyglądał jak rasowy dachowiec ;)

      Usuń
    6. Rasowy dachowiec to najlepsza rasa :)

      Usuń
  11. niezła gromadka, każdy okaz charakterny na maksa....jak Pańcia ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. Boziu, cudne masz te kociska!
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń