wtorek, 27 grudnia 2016

378. Pirgiel i rewolucja



Słowo daję, ja się nie nadaję. Tak konkretnie, to do prac fizycznych, a już do sprzątania zwłaszcza. Szczerze tego nienawidzę i nie ma systemu, który byłby w stanie to zmienić. Tymczasem skazana jestem na niegodziwe męki, a wszystko to wina społecznych rewolucji i innych przewrotów.
W domach moich babć były kucharki, służba i nianie do dzieci. Zachowała się z tamtych czasów na przykład anegdota o tym, jak w czasie przyjęcia służąca zapytała przy gościach: „Proszę pani, kucharka pyta, kiedy ten pirgiel ma być”, to znaczy purée ziemniaczane. Słowo „pirgiel” pozostało w mojej rodzinie pewnie już na wieki. Chyba na pocieszenie takim jak ja albo moja mama, bo o 12.00 śniadanko do łóżka by nam pasowało, a nie do pracy popierdzielać o pogańskiej porze i myć ciągle te gary i podłogi, psia krew…
Anegdoty o głuchym hrabim Rościszewskim nie przytoczę, bo nie na temat.
Słowem – jestem zdegustowana własnym losem i proszę mnie nie przekonywać, że nie powinnam, tylko ładnie mnie pocieszyć.
Uwaga: wypowiedzi w rodzaju „inni mają jeszcze gorzej” wcale nie są pocieszające.
Foch!

poniedziałek, 19 grudnia 2016

376. Litwa, Łotwa, Estonia: Miasto Pozytywnych Myśli



Mianem Miasta Pozytywnych Myśli mieszkańcy Estonii określają drugie co do wielkości miasto w kraju (100 000 mieszkańców). Życie toczy się tam spokojnym rytmem, wyzwalając dobrą energię.
W bogatej historii Tartu odnajdujemy także polskie akcenty. Początkowo istniał tu gród o nazwie Tarpatu, który w 1030 r. został zdobyty przez kijowskiego księcia Jarosława Mądrego i nazwany Juriewem. Gdy Estonia znalazła się w Inflantach, miasto zostało przemianowane na Dorpat. Do połowy XVI w. było głównym ośrodkiem gospodarczym regionu, m.in. jako jedno z niewielu biło własną monetę. W 1582 r. na mocy rozejmu w Jamnie Zapolskim Dorpat przeszedł pod władanie Rzeczypospolitej. Stefan Batory utworzył w nim ośrodek jezuicki, przekształcony później w kolegium, a oprócz tego seminarium i gimnazjum. Polski król nadał miastu oficjalne barwy: białą i czerwoną, które zostały zachowane po dzień dzisiejszy. W 1629 r. Dorpat przeszedł w ręce Szwedów. Wówczas to król Gustaw II Adolf powołał do życia uniwersytet. Ukończyli go m.in. sławni Polacy: lekarz Tytus Chałubiński, etnograf Bronisław Malinowski, filozof Wincenty Lutosławski. Na początku XVIII wieku miasto zostało zrównane z ziemią przez cara Piotra I, epidemie i pożary. W ciągu zaledwie kilkunastu lat liczba mieszkańców spadła do niespełna 100. Odbudowa nastąpiła dopiero na przełomie XVIII i XIX w. Dopiero dwudziestolecie międzywojenne przyniosło powrót do estońskiej nazwy Tartu.
Dziś jest to przede wszystkim ośrodek uniwersytecki. Jego centrum stanowi Plac Ratuszowy z ratuszem i charakterystyczną, urokliwą fontanną – rzeźbą przedstawiającą parę całującą się pod parasolem.



Ponieważ Tartu zostało zbudowane na bagnach, część dawnych budynków zapadła się bądź przekrzywiła. Zachowała się kamienica zwana Tartuską Krzywą Wieżą, która opiera się z jednej strony na murach miejskich, a z drugiej na drewnianych palach, które się osunęły.

Tartuska Krzywa Wieża to widoczna na zdjęciu pierwsza kamienica z prawej
Wizytówką miasta jest neoklasycystyczny gmach Uniwersytetu Tartuskiego.





Ciekawostką są umieszczone na sąsiednim budynku wizerunki uniwersyteckiej kadry naukowej.



XIV-wieczny kościół św. Jana (Jaawi kirik) to trójnawowa bazylika wyróżniająca się ponad tysiącem oryginalnych, dobrze zachowanych figurek z terakoty rozmieszczonych na murach kościoła.












Ogrody Botaniczne Uniwersytetu w Tartu liczą ponad 6500 gatunków roślin z całego świata, a należąca do nich oranżeria jest największa w krajach bałtyckich. Nawet w deszczu udało się zrobić parę zdjęć obrazujących to bogactwo.

Palma z doniczek
 




















W alejach parkowych miasta znajduje się mnóstwo rzeźb z brązu. Jedną z najciekawszych jest ta złożona z dwóch postaci: mężczyzny i małego chłopca, pozwalająca zaobserwować charakterystyczne proporcje ciała.



Przez Tartu przepływa rzeka Emajögi, dlatego miasto posiada wiele mostów.



Na temat tego, który zlokalizowany jest na wprost ratusza, krąży studencka legenda, że przejście po jego łuku gwarantuje zaliczenie sesji. Na moje oko wygląda to raczej na gwarancję ciężkiego kalectwa, a w najlepszym razie śmierci na miejscu.



Pamiątką z Tartu jest mój ulubiony talerzyk z kotem.


Piękna kamienica tartuska
 

 
Ciekawe malowidło na starym domu

Świetny pomysł na zakaz wjazdu