sobota, 19 marca 2016

317. Skrzek pospolitości



Tak się jakoś rozmyłam w niebycie, a raczej w bycie, który owocuje niebytem wirtualnym. Blog porósł nieco pajęczynami, a mnie pochłonęła mania pisania. Powieść rozrasta się jak liczba głów Hydry lernejskiej, pomysły na rozdziały mnożą się jak wzorcowa katolicka rodzina dzieciorobna, a wena poetycka upomina się o swoje między wierszami.
„[…] tak by gdzieś het gnało, gnało,
tak by się nam serce śmiało
do ogromnych, wielkich rzeczy;
a tu pospolitość skrzeczy […]”.
Tym razem pospolitość zaskrzeczała mi nieprzyjemnym zgrzytem. Historia bowiem zatoczyła koło i wycięła Letniej ten sam numer, który wykręciła niegdyś mnie. Miałam wówczas o dwa lata mniej niż ona dzisiaj.
Od małego przyjaźniłam się ze Świeczką, którą znałam jeszcze wcześniej niż Tobołkową. Byłyśmy takie do siebie podobne! Jedynaczki, wychowane w cieplarnianych warunkach, prymuski idące łeb w łeb od zerówki, kochające się jak bliźniaczki – dwie dorodne dziewczynki z warkoczami. Warkocz Świeczki był trochę dłuższy i jaśniejszy, a mój – grubszy i ciemniejszy.
W drugiej klasie podstawówki, leżąc na porośniętej trawą górce obok domu Świeczki, ślubowałyśmy sobie, że jeśli będziemy miały córki, nazwiemy je naszymi imionami. To znaczy – ja dam dziecku imię Świeczki, a ona swojemu – moje.
Gdy byłyśmy w III klasie liceum, Świeczka zakochała się w naszym koledze z klasy, Rumcajsie. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie dwa fakty. Po pierwsze – zakochała się z wzajemnością, a po drugie – nie znosiłam Rumcajsa z siłą wodospadu, to znaczy dokładnie w tym samym stopniu, co on mnie. Jednak była to miłość Świeczki i jej chłopak, a ja, jako lojalna przyjaciółka, rozumiałam, że swoje anse powinnam odłożyć na bok. Odłożyłam. Niestety, Rumcajs to człowiek daleki od wszelkiej subtelności. Najpierw zawoalowanymi manewrami, a potem otwartym naciskiem na Świeczkę dążył do całkowitego wyeliminowania mnie z jej otoczenia. Zaborczy i tyranizujący, postawił jej w końcu ultimatum: „Wybieraj, ja albo ona”. Świeczka gryzła się okrutnie, a potem dokonała wyboru. Nie ukrywam, że zabolało jak cios nożem pod żebra. Klasa obserwowała bacznie i poddała tych dwoje ostracyzmowi, którego nie zawiesiła nawet po maturze. Nie chciałam tego, ale vox populi był mocniejszy. W takich oto okolicznościach straciłam pierwszą przyjaciółkę.
Było, minęło… Czasy to dość odległe, a jednak niemiłe ukłucie w okolicy trzewi odezwało się, gdy około miesiąca temu zamilkł niemilknący telefon Letniej. 90% połączeń i SMS-ów, które przychodziły każdego dnia, stanowiły rozmowy z Nornicą. Bez względu na porę dnia i nocy, w dni powszednie, niedziele i święta, słowem – na okrągły zegar były jak papużki nierozłączki. Jakiś rok czy dwa temu Nornica zapadła na wściek dupy pod tytułem „Nie mam chłopaka, chcę mieć chłopaka, koniecznie muszę mieć chłopaka!”. Coś tam próbowała namotać, ale pierwsza próba spaliła na panewce, a druga skończyła jako niewypał. W pewnym zniechęceniu do kolejnych prób przetrwała spokojnie kilka miesięcy i objawy wścieku powróciły. Tym razem chyba zaskoczyło. Pierwszym tego objawem był niespotykany w dziejach wyjazd Letniej na ferie zimowe – po raz pierwszy w historii świata Nornica z nią nie pojechała.
- Warzywko – powiedziała do mnie lakonicznie Letnia i od razu wiedziałam, o co chodzi. Warzywkiem nazywa ich wspólnego kolegę, z którym łączy ją, delikatnie mówiąc, żywiołowa niechęć.
- Zobaczymy, co będzie dalej – oświadczyła bez emocji i spokojnie wyjechała.
Dalej było nic, czyli to, co jest teraz. Warzywko skutecznie zawładnęło Nornicą, telefon milczy, dzwonek u drzwi nie dzwoni z charakterystycznym temperamentem, a Letnia konsekwentnie wzrusza ramionami, gdy zadaję pytania. Raz tylko przyszła do mnie o trzeciej w nocy, żeby się wypłakać.
Czy naprawdę musi być w życiu tak, że byle portki zasłaniają człowiekowi cały świat, jakby mu oczy chujem zarosły?

48 komentarzy:

  1. Musi!
    Zastanawialas sie, jak by to bylo, gdybys Ty albo Twoja corka popadla w milosc goraca i oslepiajaca? I gdyby ta Wasza milosc nie zyczyla sobie kontaktow z psiapsiolka? Wiem, wiem, ta milosc niewarta jest milosci, ale zaslepienie nie pozwolilo przemowic rozsadkowi.
    Blizsza cialu koszula, wiadomo. I tak to poswieca sie przyjazn w imie milosci, nie baczac, ze ta ostatnia moze przyniesc wiecej szkody niz ta pierwsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy że właśnie niekoniecznie musi. Gdy Tobołkowa zwąchała się z Baronem von Dupersztanglem (późniejszym pierwszym mężem), z którym również się nie znosiliśmy, oboje zawiesiliśmy broń i zaczęliśmy się tolerować. Trzeba było się zaprzyjaźnić, więc oboje - ze względu na bliską nam osobę - postaraliśmy się dać z siebie wszystko. Dało się? Dało.

      Usuń
  2. Ale to młode jeszcze są, życia nie znają. Przykro, to fakt... Moja młoda też ma psiapsiółkę, moją adoptowaną córkę zresztą co bym to ją wolała bardziej niż moją własną, każda ma chłopaka, owszem nie widują się tak często jak kiedyś bo studia, praca itd. ale żeby tak zamilknąć zupełnie to nie do pomyślenia by było...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Całkiem zniesmaczona jestem. I nic nie mówię, tylko patrzę, bo i co mam powiedzieć.

      Usuń
  3. Kochanie, Twoja Młoda dosyć późno przekonała się o jakości swoich przyjaźni. Moja Młoda pierwszy wstrząs zaliczyła w klasie 5 (za sprawą mamy, która wcięła się w przyjaźń), a potem w 3 gimnazjum (za sprawą kariery muzycznej, która zaowocowała jednym hitem na antenach ogólnopolskich, a potem nastała cisza). Kiedy we łzach opowiadała mi, że to nie fair, ja jej spokojnie tłumaczyłam, że te panny, to jej najlepsze przyjaciółki, dały jej lekcję gratis, jak być nie powinno. Teraz Młoda szuka przyjaciół pozbawionych cech 'przyjaciółek' i ma je w pamięci jako wzór. Obie próbowały odświeżyć znajomość, nawiasem mówiąc. Młoda zapamiętała lekcję, ICH cechy nie mieszczą się już w jej systemie wartości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co prawda, to prawda. A poza tym to, co lipne, musi się wcześniej wykruszyć, żeby mogło zostać tylko samo wartościowe.

      Usuń
    2. Młoda twierdzi, że te najfajniejsze przyjaźnie pojawiły się w liceum, ale te najbardziej wartościowe rodzą się teraz, na studiach. Z nią jest taki problem, że porusza się w świecie indywidualistów, ale ku swojemu zdziwieniu zauważyła, że potrafi tworzyć w zespole, jeżeli łączy ją z innymi członkami grupy to samo poczucie humoru i estetyki.

      Usuń
    3. Też mi się wydaje, że jeszcze przed nią to najwartościowsze. My też jesteśmy indywidualistki dwie, byle czego nie lubimy, to i w razie czego boli bardziej niż po barachle. Trudno, trzeba swoje w życiu odchorować.

      Usuń
  4. Olać z góry cienkim moczem, że wyrażę się zawodowo. I popieram (względny) spokój. Sprawdza się to, co powiedziałam córce sąsiadki; na najwartościowsze zawsze warto poczekać, choćby miało trwać chwilę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Ty to wiesz, ja to wiem... Ale my jesteśmy stare :) Letnia i tak nieźle się trzyma - może dlatego, że jest nad wyraz rozsądna. Ale co do tego, że czuje się ciulowo, nie mam wątpliwości. W tym wieku (a i chyba w żadnym) takie rzeczy nie przechodzą ulgowo.

      Usuń
    2. Nie da się ukryć :) Tylko nie stare! Dojrzałe, jak dobre wino. Albowiem kobieta jest jak dobre wino, czym starsza, tym lepsza. Tylko niektóre egzemplarze kwaśnieją :)

      Usuń
    3. Nie stare, tylko doświadczone, ale dla osób w wieku Letniej to już jest zgrzybiałość.
      "Dobre wino" to oksymoron! Zdecyduj się: albo dobre, albo wino!

      Usuń
    4. A może być koniak? Ewentualnie whisky?

      Usuń
    5. No daj spokój! To śmierdzi pluskwami!

      Usuń
    6. No przecie wiem, że ze wszystkich łakoci najbardziej lubisz piwo... To tylko tak dla porównania było.

      Usuń
    7. Już i wódka by była dobra :)

      Usuń
    8. O! Czysta, perlista :) Niezniszczalna, zawsze dobra. Znaczy, jak my!

      Usuń
    9. Nie wiem, czy jesteśmy niezniszczalne, ale podobno złego diabli nie biorą :) Na pewno dobra i perlista jak my (cokolwiek to znaczy) :)))

      Usuń
    10. "Kochać nie warto, całować nie warto,
      Marzyć nie warto, przebaczać nie warto.
      A jedno co warto, to upić się warto.
      Czystą, perlistą, zaprawić się na śmierć."
      Taki pastisz z Hemara :)

      Usuń
    11. Lubię Hemara (poniekąd). Tak wybiórczo.

      Usuń
    12. https://www.youtube.com/watch?v=EcipyROBOeI

      Usuń
    13. Brrrr. To zupełnie nie moje klimaty, chociaż dwóch z tych czterech facetów lubię :)

      Usuń
  5. Nie wiem.
    Byle portki mam za nic.
    Jedne od 1986 (łomatkoniebosko!).
    A co będzie dalej - nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak. Łomatko! Taż to kazirodztwo już niemal :)

      Usuń
  6. No cóż. Miłość to bardziej intensywna forma bycia w związku, niż przyjaźń, chociaż obie opierają się na pewnej formie miłości.
    Nie da się jednak przeżyć życia tylko z przyjaciółką, za to da się z mężczyzną (często się nie da, ale to się wie dopiero na długo, długo później, a i tak każda z nas musi sama wypróbować i wypłakać swoje). Przykre to bardzo. Ja straciłam w podobny sposób w liceum dwoje przyjaciół. On - mój były chłopak z podstawówki, ale bardziej kumpel, ona moja przyjaciółka, i ja, trójka była nierozłączna spotykaliśmy się prawie codziennie. Potem on poczuł do mnie znowu miętę, ja jakoś nie, więc nie wyszło. No więc poczuł miętę do niej. I zajęli się sobą oboje tak skutecznie, że na moich oczach straciłam i przyjaciela, i przyjaciółkę.
    Bardzo to przeżyłam. Może taka tragedia jest po prostu wpisana w bycie młodym ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie o to chodzi, żeby przezywać życie z przyjaciółką. Ale nie chodzi również o to, żeby bez powodu palić mosty za lojalną przyjaźnią, bo to niesprawiedliwe i głupie.

      Usuń
  7. A co się stało z moim komentarzem? Jeszcze ze 2 godziny temu był...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leslie, też bym chciała wiedzieć! Widziałam go, będąc w pracy, były nawet dwa, to znaczy ten jeden zdublowany, ale nie miałam kiedy odpisać. A jak weszłam teraz, to nie ma ani jednego! Kto zeżarł?!
      Mam go tylko w poczcie.

      Usuń
    2. Nie tyle zdublowany ile z błędem, dlatego go usunąłem. Myślałem jednak, że trochę po bandzie pojechałem, szczególnie po moich dzisiejszych przeżyciach w Brukseli i okolicach. Może zbyt bezpośrednio napisałem?
      Dobra. Pozdrawiam, wciąż uziemiony na Charleroi.

      Usuń
    3. Nie, to nie ja. Leslie, ja go wciąż mam w poczcie i nawet się zastanawiałam, czy by go jakoś nie opublikować w Twoim imieniu.
      Czytałam u Ciebie - kiszka normalna. Trafiłeś jak kulą w płot z tym wyjazdem!

      Usuń
    4. Jeśli możesz to opublikuj.
      Wreszcie w domu.

      Usuń
    5. No i to najważniejsze!!! Cały i zdrowy, jak mniemam :)

      Usuń
    6. Cały, zdrowy i piekielnie niewyspany. W domu byłem koło północy a wstałem po 6.
      Jak żyć? Frau Be, jak żyć? Bez snu???

      Usuń
    7. Nie żyć.
      Nie żyć, Leslie!
      Bez snu się żyć nie da i kto jak kto, ale mój organizm i ja o tym wiemy najlepiej.

      Usuń
  8. Znowu niedobrzy, zaborczy faceci.
    A mnie silnie irytuje takie gadanie.
    Można równie dobrze napisać jako podsumowanie:
    Czy naprawdę musi być w życiu tak, że byle cycki zasłaniają człowiekowi cały świat, jakby mu oczy cipą zarosły?
    To samo, z męskiej perspektywy.
    Pozdrawiam kwitnąco

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leslie, nie tylko o zaborczych facetów chodziło, ale i o słabe przyjaciółki, które za "portki" sprzedałyby nawet duszę diabłu. Mam nadzieję, że to rozumiesz. W odwrotną stronę - tak jak napisałeś, też to działa, jak najbardziej, tylko że my akurat jesteśmy babki (Letnia i ja), więc miałyśmy do czynienia z taką, a nie inną płcią :)

      Usuń
    2. Wiem, że nie tylko o zaborczych facetów...
      Babkostwa Wam odmówić nie można, więc i perspektywa taka :-)
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Takie zdrowe, heteroseksualne Polki :)

      Usuń
  9. ...jestem idealistka, więc dla mnie taka przyjaźń, którą poróżniają "byle portki" to żadna przyjaźń...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam do tego identyczny stosunek. Rozczarowanie zawsze boli...

      Usuń
    2. ...boli, fakt, czasem całe życie...

      Usuń
    3. Najgorzej, jeśli przez całe. Na szczęście niektóre rany się goją. Im organizm młodszy, tym lepiej.

      Usuń
  10. Nic nie rozumiem. Ani pół mojego komentarza nie ma;(((

    OdpowiedzUsuń