czwartek, 14 kwietnia 2016

323. Frau Be średniowieczna



Tak sobie myślę (ale to tylko moje zdanie, oczywiście), że współczesny pęd cywilizacyjny, a zwłaszcza jakaś chorobliwa gadżetomania, wsparta równie chorobliwą manią zaśmiecania języka anglicyzmami, musiałaby mnie nieuchronnie doprowadzić do niechybnego ocipienia z ochujeniem włącznie, gdybym się przed tym nie broniła rękami i nogami.
- Bo ty jesteś średniowieczna – powiedział Kufel.
I bardzo dobrze. Chcę być średniowieczna. Chcę mówić po polsku, chcę zachować zdrowy rozsądek, jako taką pamięć, umiejętność czytania i pisania oraz resztki godności.
Nie mam czegośtamfona, a jednak orientuję się we własnym cyklu miesiączkowym bez specjalnego programu; nie przywiązuję sobie czegoś tam do ręki, a jednak wiem, kiedy mam zadyszkę i powinnam przestać biec. Nie używam elektrycznego młynka, a i tak potrafię popieprzyć zupę i kanapki; nie posiadam GPS-a, a i tak trafiam do domu (a nawet do pracy).
Nie posiadam zmywarki i telewizora, nienawidzę słuchawek, tabletów, audiobooków, zakupy robię z listą napisaną ręcznie na skromnej karteczce, telefonu używam tylko do rozmów i pisania wiadomości tekstowych, w których na dodatek stosuję wszystkie polskie litery. Tak, wiem, jestem dziwna, ale cholernie mi z tym dobrze.

48 komentarzy:

  1. Ty, a to nie "snapchata, fanpage'a i feedbacka" mialo byc?

    OdpowiedzUsuń
  2. Każda epoka zaśmieca język innymi naleciałościami. Francuski wyszedł z mody, rosyjskiego nikt już nie narzuca. Teraz pora na angielski.
    Który będzie następny...?
    A może by tak zrobić coś polskiego, co rozejdzie z własną nazwą po świecie. Nie walczmy z obcymi nazwami obcych rzeczy (iPhone, itp.). Twórzmy swoje i je promujmy na świecie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wierzę już, że da się ten proces odwrócić.

      Usuń
    2. Zapewniam Was, że jest słowo po polsku, które każdy obcokrajowiec zna. Przy jego wymawianiu, nawet nacje, które "r" nigdy nie wymawiały potrafią wymówić je czysto i bez błędu. Kiedy na pytanie: skąd jesteś? odpowiadam, ze jestem Polką, każdy chce się popisać znajomością przynajmniej kilku słów po polsku. Na pierwszym miejscu zawsze jest k*a.

      Usuń
    3. Spożytkowałam to słowo jako... kompas :) W Rimini, szukając sklepu, usłyszałam to magiczne zaklęcie i już wiedziałam, gdzie są Polacy, których można spytać o drogę :)

      Usuń
    4. A ja to bym chętnie pobawiła się w spolszczanie pewnych nazw. Np. smartfon = sprytfon.
      Tak a propos - żadnych GPSów! Jak 6 lat temu jechałam ze znajomymi na ślub koleżanki ,to ich GPS pokazywał, że jesteśmy w szczerym polu, kiedy jechaliśmy szeroką, wygodną drogą. Wprawdzie posiadam część gadżetów, od których się odżegnujesz, ale nie robię z telefonu mojego "wszystko pamiętającego i organizującego mi życie" guru, pamiętam o polskich znakach, nie skracam w chory sposób słów w wiadomościach... Dopiero przed chwilą przeczytałam co to "snapchat". Nigdy nie rajcowało mnie "chatowanie" z chmarą przypadkowych ludzi (piszę to w odniesieniu do mojej koleżanki ze studiów, która już ok. 15 lat temu "czatowała na chłopaków" w chatroomach :P A jeśli czasem wysłucham audiobooka lub przeczytam e-booka na czytniku e-booków, to i tak najbardziej uwielbiam tradycyjne książki.
      Niejaki "ponglish" kojarzy mi się natomiast z osobami pokroju "blondynki" (również mężczyzna może być "blondynką:" bo to wg mnie typ osobowości). Zmywarę mamy, ale to nie była moja decyzja - także moja teściowa mówi, że "mogłoby jej nie być i jakoś by przeżyła". W kinie, tym bardziej multi, nie byłam od lat... Niech żyją "dziwni" :-)

      Usuń
    5. Gosia...?
      To TY?
      Mam nadzieję, że tak, nie dalej jak wczoraj myślałam o tym, że bardzo mi Ciebie brakuje i tych Twoich... no, wiesz...

      Usuń
    6. Tak, to ja , TA ja :-)

      Usuń
    7. Ooochchch!...
      Wiesz, jak mi Ciebie brakowało i jaka byłam bezsilna?! Wszystko zniknęło, Twój adres mailowy też, zero kontaktu...

      Usuń
    8. Hej, produkuję się nadal, ale mam coraz większe wątpliwości co do sensu tego wszystkiego; dodatkowo musiałam podjąć kroki celem uniknięcia takiej jednej osoby, która nie rozumie, ze nie życzę sobie z nią kontaktów

      Usuń
    9. A Twoje produkcje literackie?! Byłam od nich uzależniona!

      Usuń
    10. Gdzieś tam są, ale przecież znasz je wszystkie. Mogę Ci zmontować zzipowaną paczkę i rzucić na e-mail do Twojej prywatnej biblioteczki

      Usuń
    11. Nic już nie dopisałaś? Nie odkurzyłaś niczego nowego? Nie próbowałaś wydać?
      Kurczę, borykam się z pisaniem powieści, od czasu do czasu piszę jakiś wiersz, chciałabym móc kiedyś coś z tym zrobić...

      Usuń
    12. Od dwóch at mam jakiś impas twórczy (2014 - 8 opowiadań, 2015 - jeszcze mniej, 2016 - do dnia dzisiejszego 0). O wydawaniu nawet nie myślę (nigdy nie pisałam z zamiarem wydania), bo dziś niestety wydanie musi się opłacać wydawnictwu, a jak nie, to sama bym musiała wybulić, a mnie nie stać. Wierszy (poważnych) pisać nie umiem, czasem bardziej żartobliwą rymowankę mogę strzelić, ale trudno oczekiwać, że ktoś wyda np. 100 limeryków lub 100 fraszek kogoś zupełnie nieznanego...

      Usuń
    13. Psia kość. Gasisz we mnie ducha :)

      Usuń
    14. Każdy pisze z innego powodu. Przestać pisać, bo ktoś inny przestał (bo nie ma weny), to nie jest dobra droga:-)

      Usuń
    15. Ach, nie, ja nie o tym. Pisać, póki co, nie zamierzam przestawać. Myślałam o tym ewentualnym wydaniu czegoś.

      Usuń
    16. Wiesz, to że ja piszę coś, co dzisiaj nie ma szans na wydanie drukiem, nie oznacza, że Ty jesteś w podobnej sytuacji

      Usuń
    17. A mnie się wydaje, że to w ogóle nie chodzi o to, kto i jak, tylko właśnie o kasę. I reklamę, czyli również kasę.
      A tam, pierniczę to - pisać i tak nie przestanę.

      Usuń
    18. I o to chodzi! Wydanie, powszechne czytanie itd. to miły dodatek do samego (miłego komuś) pisania :-)

      Usuń
    19. Kocham pisać. A gdyby coś kiedyś udało mi się wydać, to caluteńka przyjemność po mojej stronie.

      Usuń
  3. ...o mnie mówią, że jestem z innej epoki...:) Z wymienionych przez Ciebie rzeczy mam tylko telewizor, reszta jak u Ciebie :) A, i ja również piszę wiadomości, choć bardzo rzadko, używając tylko polskich znaków :)

    Bardzo denerwują mnie te protezy językowe, skoro mamy polskie słowo po co wstawiać obce....nie rozumiem tego i nie sądzę, że zrozumiem...

    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na moje zrozumienie też nie ma co liczyć.

      Usuń
  4. A, bo my powoli ..NIE nie MY, młode pokolenie nam to robi. Ale ktoś dawno temu powiedział: Polsko, Tyś narodów papugą. Czy jakoś tak. Historia się powtarza?
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Pawiem narodów byłaś i papugą
      A teraz jesteś służebnicą cudzą
      Grob Agamemnona Slowackiego.
      I nic sie od tego czasu nie zmienilo.
      Frau Be, polowy nie zrozumialam, bo nie umiem po amerykansku.

      Usuń
    2. Pawiem, a nawet pawianem :)))

      Usuń
    3. Ja też nie umiem po ichniemu i jakoś żyję bez tego.

      Usuń
  5. "Fleurissują ambry, drzewa,
    w czar wiosenny, luba, wgłęb się!
    Uazo za fnetrem śpiewa,
    szansonettę o pryntempsie!"

    - kiedyś makaronizmy, teraz bez inglisza nic nie wyczytasz. :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...espaniolę z ledisami parlowacąc sarmaceniem... :)

      Usuń
    2. Co to "parlowacąc"? Domyślam się, że o francuzczyznę chodzi. Sarmaceniam ... Rany Julek !

      Usuń
    3. Wiesz Frau, jakoś zaczynam się lepiej czuć. Dzięki Tobie, po przeczytani Twojej "tfurczości" zaczęłam oddychać;)))
      Jak dobrze:)
      Pa:)))

      Usuń
    4. Bingo, o francuszczyznę.

      Usuń
    5. Miło mi, chociaż nie wiem za bardzo, co moja radosna tfu-rczość ma do Twojego oddychania :))

      Usuń
    6. Jak to co? To nie wiesz jak ona, ta Twoja twórczość, na mnie działa?
      Stawia mnie na nogi psychicznie. To mało?
      Pa:)

      Usuń
    7. W takim razie, jeśli cię stawia, to będę tworzyć, ile wlezie :)

      Usuń
  6. chętnie pożyczę modlitwę i zacznę ja odmawiać regularnie ;D chociaż wontpiem, że to coś pomoże :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Posługuje się angielskim, ale nie wtryniam go wszędzie i zawsze. Telefonu używam do dzwonienia i wysyłania wiadomości, kiedy nie mogę rozmawiać, a jedyna aplikacja w telefonie, którą się posługuję, pomogła mi schudnąć, a teraz monitoruje mój potas i cholesterol. Bez innych rzeczy mogę żyć.

    OdpowiedzUsuń
  8. Średniowieczność fajna jest. Nie znoszę wszechobecnych anglicyzmów, co to za okropny język jest, naprawdę, szkoda gadać ;)
    Jestem trochę nowocześniejsza od Ciebie, bo używam młynka elektrycznego - od niedawna dopiero i mam zmywarkę :D z której cieszę sie za każdym razem, gdy wkładam do niej brudne naczynia, a wyjmuję czyste. Nie przeszło mi jeszcze po 7 latach naszej koegzystencji :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja Ci powiem w tajemnicy, że uwielbiam myć naczynia. Naprawdę.

      Usuń
    2. Zmywarka, to ew. w punktach "żywienia zbiorowego", ale w domu?

      Usuń
    3. Prawdą jest, że większość ludzi, których znam, ma zmywarkę.

      Usuń
    4. Przy dziesięcioosobowej rodzinie, tak. Sama wszystko myję. Co mi tam!

      Usuń
    5. Kiedy właśnie nie znam żadnej dziesięcioosobowej rodziny. Zmywarki zaczynają się od dwuosobowych :)
      A ja kocham myć naczynia (jedyną z prac domowych!).

      Usuń
    6. Ja też w sumie lubię myć :) Ale lubię też, kiedy zmywarka mnie wyręcza :) Ot taki paradoks :)))

      Usuń
    7. To nie paradoks, tylko wielość rozmaitych upodobań :)

      Usuń