niedziela, 12 czerwca 2016

341. Kiedy gówno staje się sztuką, to sztuka staje się gównem



Ponieważ przez dobrych kilka dni chodziłam rozdrażniona i wściekła z powodów wieloblogowych (wysyp chamstwa, głupoty, całkowitego braku empatii i szacunku dla czyjegoś nieszczęścia, betonowa odporność na wszelkie ludzkie uczucie, tchórzostwo, trollowanie i ordynarny hejt, czy jak mu tam), najpierw nosiłam się z zamiarem wyartykułowania swojego oburzenia na łamach postu złożonego z konkretnej dawki bluzgów i złorzeczeń, ale nie miałam na to czasu. Później miałam czas, więc zaczęłam od przemyśleń w trakcie dwu dziesięciokilometrowych spacerów, a w tym czasie moje wkurzenie przerodziło się w żywiołowy wstręt i aby nie zwieńczyć sprawy gigantycznym pawiem, postanowiłam diametralnie zmienić kategorię estetyczną i dać sobie upust w całkiem innej sprawie. Idzie mianowicie o sztukę, która już z definicji powinna być czymś więcej niż zwyczajnym rzemiosłem. Drogę temu słowu utorował w naszym języku niemiecki wyraz Meisterstück, oznaczający arcydzieło, a więc to, co zostało wykonane z niezwykłym, mistrzowskim kunsztem. Wiele razy już myślałam o tym, co chcę napisać poniżej, ale dopiero obejrzany (skądinąd doskonały) spektakl o Zdzisławie Beksińskim przypomniał mi o problemie i wyzwolił bodziec do jego sformułowania. Ogarnia mnie bowiem bolesny niesmak zawsze wtedy, gdy mam do czynienia z czymś, co nazywane jest sztuką (i to wielką!), a czemu bliżej jest do gigantycznego łajna niż do jakiegokolwiek kunsztu. Nie rozumiem tej cholernej, turpistycznej mody na wszystko, co brzydkie, paskudne, ohydne, rzygliwe i tak dalej. Szajna, Grotowski, Kantor, Beksiński (możecie mnie zamordować, ale Pendereckiego też tu zaliczam) – przecież od tej sztuki pochorować się można, wpaść w depresję, anoreksję, nerwicę seksualną, pierdolca i przedwczesny uwiąd! Cholera, artyści z dupy wzięci, spróbujcie malować jak Botticelli albo Vogel, rzeźbić jak Fidiasz albo Michał Anioł, komponować jak Mozart albo Bach i wtedy mówmy o sztuce!
Przypomniał mi się taki epizod z lat bez mała szczenięcych, to znaczy z okresu studiów. W holu budynku uczelnianego zorganizowano wystawę jakiegoś pseudoartysty pseudomalarza. Na ścianach i z sufitu zwieszały się płótna zamalowane na niebiesko, każde z jednym czerwonym półdupkiem w najrozmaitszych konfiguracjach: pośrodku, w prawym górnym rogu, w lewym górnym rogu, w prawym dolnym rogu, w lewym dolnym rogu, prosto, krzywo, do góry nogami… W obfitość czerwonych półdupków na niebieskim tle wdzierał się bazgroł oparty o schody, przedstawiający coś w rodzaju gigantycznej michy wypełnionej burymi flakami i okręconej rurą od odkurzacza o ponadnaturalnej długości. Wstrząs, jakiego doznałam, ma wiele wspólnego z moją niechęcią do szeroko pojętego współczesnego malarstwa. W późniejszym czasie wiele jeszcze takich wstrząsów miało mnie czekać, zwłaszcza w teatrze, który jest moją ulubioną dziedziną rozrywki. Wszelkie rekordy pobił Szajna – moja wytrzymałość skończyła się nieodwołalnie po dwóch spektaklach, w czasie których tylko cudem się – pardonnez moi l’expression – nie porzygałam.
No.
Trochę mi lepiej.

106 komentarzy:

  1. Mniej mnie brzydza takie arcydziela, niz ci, ktorzy wokol nich chodza, madrze kiwajac glowami i ktorym wydaje sie, ze rozumieja, co artysta mial na mysli, choc kazdy wie, ze nie mial zupelnie NIC i ze tego w ogole nie wolno nazywac sztuka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, pośród wymienionych przeze mnie nazwisk znajduje się takie, które nosi mój znajomy, bliski krewny artysty. Chłopina nie ma pojęcia o niczym, ale pochrząkiwać "mądrze" i robić "inteligentne" miny potrafił przed dziełami stryja jak nikt!

      Usuń
  2. Coś się komuś musiało w życiu pojechać, żeby takie "wynaturzenie" nazwać sztuką. Ostatnio miałem możliwość podziwiania XVI-wiecznych figur drewnianych i kunszt z jakim zostały zrobione. To jest SZTUKA a nie obrzucanie się gooownem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wymienione przez Ciebie nazwiska kojarzę, ale jakoś nie ciagnie mnie do zgłębiania wytworów wyobraźni (??) tych panów. Bo takiej sztuki też nie rozumiem i zawsze mnie dziwi, jak mozna zachwycać się takimi choćby półdupkami na niebieskim tle. I jeszcze za to kupę kasy dostawać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Półdupki tak mną wstrząsnęły, że już prawie ćwierć wieku mnie trzyma i nie przechodzi!

      Usuń
    2. Może tym półdupkom nie było "do twarzy" na niebieskim?

      Usuń
    3. Czerwoniutkie były, ładnie wycyzelowane i umieszczone na tle dawnej wściekłej farbki do bielizny!

      Usuń
  4. A ja ogladam. Nawet mocz w sloiczku na postumencie, golodupne amorki, gowno w puszce po piwie, korone cierniowa i obraz na cala sciane o nazwie "Nic' ... i jajko pomalowane czarna farba, i sznurek nanizany szyszkami (albo odwrotnie), i obraz niebieski z wielka szrama po ciachnieciu jakims ostrym nozem, i Czarna Madonne, i takie tam. Ogladam, wyrabiam sobie sugestywne zdanie, odbieram to co potrafie, pozwalam sie zaskoczyc, zaszokowac ... i gdy artysta to osiagnal, wplynal na mnie i mnie poruszyl to znaczy, ze stwarzyl dzielo sztuki. Moze to nastapic rowniez w przedmiotach uzytecznych, wtedy je kupuje... Mam jeden warunek: to ma byc umowne, zrobione zpremedytacja dla pokazania widzowi, zawierac jakas idee...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, jeden lubi Beethovena, a drugi, jak mu skarpetki śmierdzą...

      Usuń
    2. Nie wiem, czy chciałabym być zaszokowywana "moczem lub gównem" - wszystko jedno w czym lub na czym byłyby eksponowane, bo moje mi się jednak bardziej podobają, a icxh nie eksponuję :-)

      Usuń
    3. Mnie tam ekskrementy nie szokują, spotykam się z nimi na co dzień od dnia narodzin :)

      Usuń
    4. Życiowo na pewno nie szokują, a artystycznie?

      Usuń
    5. Bo ja miałam na myśli szok artystyczny

      Usuń
    6. Nie szokują, ani cienia artyzmu w nich nie widzę!

      Usuń
    7. A mnie kupy szokuja gdy wynikaja z braku poczucia higieny czy dbalosci o estetyke. Te w puszce, zamkniete, daja do myslenia czy aby sa to kupy czy jakies inne gowna kaloryczne, energetyczne, chemiczne czy jakies super produkty.... Szokuje mnie tez, ze pomysle sobie czy aby artysta nie drwi z widza, ze mnie bo place za bilet, wstep do sztuki...
      Wielkie G. Zawsze mnie szokuje ale potrafie odgraniczyc sztuke od reszty. Znam dobrze te granice swane smakiem, gustem czy jeszcze czyms innym. Zwykle czytam co jest oferowane do ogladania ale mimo to eksperymentuje z forma przedstawienia tresci.

      Usuń
    8. Kupa-produkt fizjologiczny mnie nie szokuje. Co do sztuki, to jedna z jej funkcji jest wstrząsnąć odbiorcą, ale środki artystycznego wyrazu stały się co najmniej dyskusyjne.

      Usuń
    9. Bo tu chodzi o dialog. :)))
      Pozdrowienia i troche dialogu! :)

      Usuń
    10. Dialog z kupą łajna?! :))

      Usuń
    11. Wtedy to jest monolog. :)
      Dialog z tworca poprzez jego sztuke. Czasem moze sie to zatrzymac rowniez na monologu jednej ze stron.
      Z kupa bym raczej nie rozmawiala, bez sensu. Lajno jest nieme bez obwolania go sztuka.

      Usuń
    12. Dialog z artystą poprzez sztukę równą kupie?! Nie podejmuję się!

      Usuń
    13. Sprowadzanie wszystkiego do wspolnego mianownika to nie sztuka, bardziej matematycznie obrachowana statystyka lub statyka... :(( Kazdemu wolno robic co mu sie tylko chce, nawet kal z wlasnych komorek. :))) Jak tylko potrafi i lubi!

      Usuń
    14. Ale nazywać to sztuką, to gruba przesada!

      Usuń
    15. I "kupa" stała się tematem dyskusji... ;)

      Usuń
    16. ...i Gombrowicz niech się schowa! :)

      Usuń
  5. infantylny zachwyt ,,sztuką" tylko dlatego że wypada, że modne , że na topie .Bez samodzielnego myślenia i wyrażania tego co czujemy.
    kiedyś opisywałam jak to będąc bardzo młodą niewiastą przyjaźniłam się z artystą malarzem .Owy był na topie i sam dokładnie nie wiedział dlaczego, ale trwał bo i zarobek onegdaj był przyzwoity z wystaw.Pewnego razu zadzwonił ( tel.stacjonarny) cobym jadąc do niego kupiła po drodze kilka piffff bo jest [posiadaczem kaca , a miał skończyć bochomazy do jutra na wystawę .
    Najpiękniejsze były na owej wystawie komentarze i zachwyty , a ja miałam ubaw ponieważ wszyscy wiedzieli co autor miał na myśli za wyjątkiem jego samego

    macham - Gryzmo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gryzmo, ubawiłaś mnie po pachy! :)) A poza tym, ile razy widzę, że żyjesz, tyle razy się cieszę :)

      Usuń
    2. No jesli byly to bohomazy przez CeHa to nic dziwnego, ze malo kto potrafil je rozkminic, z autorem na czele. :)))
      Gryzmolinda!!!

      Usuń
    3. jestem prawie żywa bowiem następuje kataralna utrata wzroku .Aaaa i zdarłam se i sobie skórę na fałdzie podocznej od targania po niej paluchem .
      bochomazy tylko przez CeHa inaczej obraz do luftu

      Usuń
    4. Oraz żeźba i śtóka teatralna :))

      Usuń
  6. się uśmiałam :))) chyba mnie to z ust wyjęłaś, no może nie jestem aż tak dosadna w swoich poglądach, ale muszę Ci przyznać rację. te półdupki to jeszcze nic, bo coś tam jednak było nabazgrane. ostatnio jakiś pseudoktoś zamalował na biało ścianę i postawił przed nią krzesło. wierz mi, że znaleźli się tacy, którzy się zachwycali i widzieli w tym COŚ. ja niestety nie wiem co i nie zauważyłam w tym żadnego artystycznego czegoś. sama nie wiem. czy to ja czy może oni sa artystycznymi półgłówkami i dyletantami? hmmmmm...........mam chyba poważny temat do przemyśleń ;DDDDDDDDDDD i również najbardziej sobie cenę to, co wydarzyło się w sztuce przed Picassem i następnymi dziwadłami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest. Początki XX wieku rozpoczynają degrengoladę.

      Usuń
    2. albo i nawet coś gorszego :)

      Usuń
  7. Doskonale Cię rozumiem. A wiesz co jeszcze mnie wnerwia? Że jak ja bym wyjechała publicznie z takim "beleczym", czy to literacko, czy malarsko (malować, rysować, szkicować, wycinać, wylepiać (...) nie umiem, bo nikt mnie tego nie nauczył, a jedynie w szkole wymagał umiejętności), to nie dość, że nikt by się tym nie zachwycił, to jeszcze by mnie wyśmiano. Wydaje mi się, że większość tych "wspaniałych ahrtystów" ma po prostu "plecowych znajomych lub rodzinę", którzy ich po prostu promują :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś wypłynęli taki Picasso, Braque czy Kandinsky, bo szokowali nowością, czymś, czego jeszcze nie było. Potem to ja już nie wiem, co w ludzi wstąpiło, pewnie pomroczność jasna. A dzisiaj to wiadomo: liczą się znajomości albo przekraczanie wszelkich granic dobrego smaku, etyki, estetyki itd.

      Usuń
  8. Ja zawsze powiadam ze tej nowoczesnej sztuki nie pojmuje, nie dlatego ze glupia jestem tylko ta sztuka to do dupy jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do dupy jest, z dupy zresztą też :)

      Usuń
  9. Qrde...
    A ja studiowałam sto lat temu nazad animację teatralną we Wr. i miałam ciekawe zajątka z jednym z wymienionych powyżej panów. ;-)))

    A na FB byłam w takiej grupie poetyckiej, że jak nie pisałaś o gównie, chuju i spermie używając wulgaryzmów, to nie byłaś "połetkoM". ;-))

    Sztuka dla sztuki i bez sztuki.
    O Beksińskich pisałam w sumie smutno...

    Dobrego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, niestety. Są sprawy, których nie przeskoczysz :) w moim wypadku jest to niechęć do wszystkiego, co wyraża się poprzez ohydę.

      Usuń
  10. Odbieram patrząc/słuchając/czytając sztukę i jeśli czuję coś nastrój jakowyś, to nazywam sztuką. Dawno dałam sobie spokój z współczesną "sztuką" nie rozumiem i tyle bo tworzący nic nie mają do dania do przekazania.
    Przypomniało mi się dawno temu w Chinach gdy byli wielcy malarze, książę sponsor postanowił zakpić z nadwornych artystów, pod wpływem wina będąc, napełnił misę tuszem rozłożył na podłodze papier ryżowy dupę owym tuszem wysmarował i na papierze odbitki robił, wyszły piękne melony z ogonkiem :). Nadworni nie mogli się nadziwić śmiałości maźnięcia pędzla cmokali z zachwytem, aż książę ze śmiechem opowiedział jak owe melony powstały. Nie uwierzyli, więc książę na oczach ich całą procedurę powstawania powtórzył i co?
    Mimo wielu prób na papierze pozostawały tylko ślady techniki której raczył użyć, śmiałość maźnięcia nieomylność rysunku zniknęła. I tak książę pokazał że tylko mając co dać patrzącemu, można tworzyć sztukę, w przypadku księcia była to kpina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Razem z księciem trafiliście w samo sedno :)

      Usuń
  11. Popieram Małgorzatę! Ma rację.
    Do tego wszystkiego, trzeba mieć też znajomości. Bez znajomości , nawet najlepszy artysta, nie utrzyma się na rynku.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i to też jest nieporozumienie, bo sztuka z rynkiem nie powinna mieć wiele wspólnego, przynajmniej w dzisiejszym rozumieniu.

      Usuń
    2. Teoretycznie masz rację. Ale, kto się utrzyma z "mania racji"?

      Usuń
    3. Lub z "uprawiania" sztuki?

      Usuń
    4. Z mania racji nikt. Ze sztuki też nikt. Moja koleżanka jest malarką, jej mąż jest malarzem, a oboje pracują, bo z malowania nie wyżyje - zwłaszcza przy tak drogich materiałach.

      Usuń
    5. No chyba, że jest się Chopinem albo innym Buonarrotim, wtedy jest szansa na godziwe życie.

      Usuń
  12. Nawet nie zadaję sobie trudu zrozumienia tak zwanej sztuki współczesnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarza się i taka, którą da się zrozumieć, tylko że to wciąż jest ohyda, a nie sztuka.

      Usuń
  13. O dziwo im jestem starsza tym odważniej moje nastawienie do tych twórców, o których piszesz, nabiera konkretnego niechętnego stosunku. No nie cierpię brzydoty i obrazków, które mają wzbudzić mój lęk i odrazę, i promowanie tego nie jest mi w życiu za bardzo do niczego potrzebne. Mimo że mogę uznać, że oddanie ze szwajcarską dokładnością pokiereszowanych flaków wymaga jednak jakichś umiejętności.... Penderecki - mam podobny stosunek, do szału mnie doprowadza i nie chciałabym się zmuszać do słuchania muzyki, która mnie denerwuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie muzyka, to jakaś kakofonia i obraza boska! :)

      Usuń
  14. Zniknęły mi adresy blogerów i nie wiem jak mam je przywrócić !!!!!!!!!!!!!!1 na pomoc!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale skąd Ci zniknęły?

      Usuń
    2. nigdzie ich nie ma !!!!!!!!!!!!!!! ja to zawsze coś sobie kurwa poprawię

      Usuń
    3. Ale spokojnie. Pogrzeb w bebechach, tam, gdzie układ i zaznacz, żeby się wyświetlało.

      Usuń
  15. Ja wyznaję zasadę, że jeżeli ohizda ma swoje uzasadnienie, mogę ją zaakceptować, ale generalnie sztuka jednak powinna być... piękna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo przynajmniej nie przekraczać granic dobrego smaku.

      Usuń
    2. A muzyka pozostawać ogólnie pojętą harmonią.

      Usuń
  16. Późno trochę, żeby się rozpisywać.
    Ale jaka średnia społeczeństwa taka i dla tegoż społeczeństwa sztuka.
    Pozdrawiam z Cascais (wygooglasz sobie).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trafna uwaga.
      Pozdrawiam z domu (wygooglasz?...)

      Usuń
    2. Wygooglam. Oczywiście.
      Wczoraj leciałem z Warszawy do Lizbony. I taka grupa średniej krajowej leciała. Z 50-60 osób z Alianz Doradcy Kapitałowi. Bydło jak gimnazjum na zielonej szkole. Sztuką dla jednaj z gwiad wyjazdu było dojść do kibla, żeby nie narzygać na korytarz samolotu albo na ludzi. W końcówce lotu pawiowała do torebek, bo łażenie było już zabronione. Taka średnia krajowa.
      Jak już dotarłem do hotelu w Cascais było jakby późno. Stąd skróty myślowe. Wygooglowywanie nie było zaczepką, tylko oszczędnością mojego czasu.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Ależ Leslie, ani przez pół sekundy nie uważałam, że to zaczepka. Tylko mi się tak poczucie humoru wzmogło :)
      Bydło to w opisanej sytuacji doskonałe słowo. Niestety, w rożnych innych sytuacjach też. Średnia krajowa staje się zatrważająca.

      Usuń
    4. Staje się, bez dwóch zdań.
      A teraz siedzę na bardzo ważnej konferencji recyklingowej i słucham gadania leśnych dziadków o tym co to trzeba by jeszcze w tej kwestii zrobić.

      Usuń
    5. I po to trzeba było taki kawał świata lecieć?!

      Usuń
    6. A zobaczyć Cacsais to pies?
      Nigdy nie byłem nad Atlantykiem. Przy okazji podziwiam.

      Usuń
    7. Fakt, nie pies. W ogóle zobaczyć cokolwiek gdziekolwiek to frajda nieziemska.
      Rozejrzyj się tam za dębami korkowymi! I windę św. Justyny w Lizbonie polecam, to konstrukcja biura Eiffla. I pasztet z denata zjedz, pyszne to! Znaczy, pastel de nata to się chyba nazywa. Najlepsze są nieopodal klasztoru Hieronimitów (w kościele jest sarkofag Vasco da Gama).

      Usuń
    8. Za to Cię lubię. Oderwany od rzeczywistości optymizm :-)
      Od 9:00 do 21:00 jestem na konferencji. Poza tymi godzinami wolałbym odpocząć.
      Ale jeśli kiedykolwiek przyjadę tu prywatnie, Twoje sugestie wykorzystam jaki pierwsze.
      pozdrawiam

      Usuń
    9. Dobrze, że choć za to... :/
      Nie bój żaby, każde z nas ma inną perspektywę i mnie się czasem z kolei Twój optymizm (w innych sprawach) wydaje oderwany od rzeczywistości :) Ale jakby co, to te dęby korkowe rosną tak po drodze, Portugalia jest największym eksporterem korka. Można je zobaczyć prawie gdziekolwiek.

      Usuń
    10. Najlepsze wędki mają rękojeści z portugalskiego korka. Z niemielonych kawałków. Dobre wina tez zamyka się portugalskim korkiem. Rozejrzę się i może coś skubnę.

      Usuń
    11. Precz z wędkami!
      Precz z winem!
      (Precz z preczem!)?

      Usuń
    12. A czego nie rozumiesz? :)

      Usuń
    13. Dlaczego wszystko precz? W szczególności wędki i wino?

      Usuń
    14. Ponieważ wędki są narzędziami zbrodni, a wino to skisła, śmierdząca i niepijalna ciecz :)

      Usuń
    15. Hę...?
      Oba stwierdzenia są nieprawdziwe. I piszę tak chociaż sam za winem nie przepadam.

      Usuń
    16. E tam... Wędkarze torturują ryby (i czasem ptactwo wodne) haczykami, a potem je zabijają. A co do skisłości - rzecz jest pewna :)

      Usuń
    17. Jako wędkarz wiem swoje. Wędkarze (prawdziwi) są jedynymi, którzy będąc nad wodą są w stanie zareagować na kłusownictwo, zanieczyszczenie wody i temu podobne zjawiska. A, że przy okazji CZASEM złowią rybę. Spora część wypuszcza co złowi. Postaw po jednej stronie korzyści a po drugiej, ewentualne, straty. Bilans jest oczywisty.
      Pa

      Usuń
    18. Wcale nie taki oczywisty! Dla ryb bilans = 100% życia :)

      Usuń
    19. Z pokaleczonym otworem gębowym?

      Usuń
  17. ...anegdotką, prawdziwą skomentuję. Jest u nas artysta rzeźbiarz, tworzy z odpadów, kiedyś wystawił te swoje dzieła w miejscu publicznym, chodzę między nimi i chodzę ...tu popatrzę, to tam zerknę...podchodzi do mnie rzeczony artysta i pyta...i jak, podoba się? A ja, prosto z mostu...Panie A. a co to jest? On na to..."cokolwiek sobie wymyślisz"...ot, taka to "sztuka" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam kiedyś zrobione ze starych opon zwierzęta: koty, małpy itp. To przynajmniej miało sens :)

      Usuń
    2. ...no chyba, że ekologiczny sens miały, nie pomyślałam :) Szczerze, owa "sztuka" to ohyda była i tyle...

      Usuń
    3. W to akurat nie wątpię! Nazywanie krowiego placka fiołkiem nie zmienia jego właściwości :)

      Usuń
    4. Kiedyś tam już o tym pisałam...

      Usuń
  18. Ja się na sztuce nie znam, ale wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach wszystko jest sztuką. A im większe dziwactwo, im brzydsze, tym większa ta sztuka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie i mnie się wydaje...

      Usuń
  19. Bo sztuką najogromniejszą jest... zrobić paskudne wielkie, przeogromne gówno. Wtedy, przed tym cudem "stworzenia", cały Świat(no może światek artystyczny)padnie z hukiem na swoje kanciaste kolana! Howgh!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech pada, ja na szczęście nie należę do łatwo zginających kolana i grzbiet przed byle czym :)

      Usuń
  20. Dlaczego ten cholernik nie robi odstępów?

    OdpowiedzUsuń
  21. Żyjemy w pokręconych czasach. Kiedyś widziałam w "ZAiKS"ie, jedyną abstrakcję, która mi się podobała! JEDYNĄ!!!
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem istnieją wyjątki od reguł.

      Usuń
    2. Ale wiesz... jedna na tyle lat? Na ile...nie powiem;)

      Usuń
  22. Qrde, ale dyskusja. :)

    W życiu nie miałam tylu komentarzy.

    A tak a propos sztuki to Pablo P., innowator, o którym wspomniałaś, powiedział kiedyś:

    "Nie zrozumiecie sztuki dopóki, dopóty nie zrozumiecie, że w sztuce 1 plus 1 może dać każdą liczbę za wyjątkiem 2."

    No i ja wciąż o tym myślę. ;-)))

    Dobrego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumienie sztuki zależy od możliwości interpretacyjnych odbiorcy (tak myślę), natomiast uważam, że aby tworzyć sztukę, trzeba mieć do tego specjalny talent. Bohomaz, byle co albo dowolny zlepek słów nie są, w mojej opinii, sztuką, tylko wytworami bylejakości.

      Usuń
  23. hmmm - wmówienie w ogół, że rzeczona sztuka, to sztuka, to dopiero sztuka ...
    ------------
    z przyjemnością czytam dyskusję i pozdrawiam dyskutujących

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dyskutujący odpozdrawiają! Wprawdzie późno, ale lepiej tak niż wcale :)

      Usuń