niedziela, 28 sierpnia 2016

350. Od pierwszego wejrzenia



To jest tak. Patrzysz, widzisz pierwszy raz i już wiesz, że to będzie miłość dozgonna. Strzała Amora przeszywa szybciej, niż zdążysz pomyśleć. Macie tak?
Jakby tak się zastanowić, parę takich strzał utkwiło we mnie na dobre. Ciekawe, jakie strzały tkwią w Was?
Zakochać się od pierwszego wejrzenia można w człowieku, ale i w zwierzęciu, w roślinie, w przedmiocie, w zapachu, w miejscu, w zjawisku…
Tak pokochałam od pierwszej chwili na zawsze Króla Popu, gdy po raz pierwszy usłyszałam piosenkę „Say, Say, Say”, śpiewaną przez niego z Paulem McCartneyem.
Tak zakochałam się w Warszawie, Wrocławiu i Tallinnie, gdy po raz pierwszy postawiłam tam stopę.
Tak pokochałam moją Teściową, gdy po raz pierwszy powiedziałam jej „dzień dobry”.
Tak zakochałam się w zapachu Light Blue Dolce & Gabbana, gdy po raz pierwszy dotarła do mnie jego smużka.
Tak pokochałam Blondyna Mojego Życia… Niestety, wygląda na to, że dozgonnie.
Tak zakochałam się w Rutgerze Hauerze, gdy bardzo, bardzo dawno po raz pierwszy zobaczyłam go w „Ślepej furii”.
Tak pokochałam „Czwórkę” Chełmońskiego, gdy po raz pierwszy zobaczyłam, jak konie „wyskakują” na mnie ze ściany.
A Wasze miłości od pierwszego (do ostatniego) wejrzenia, którym jesteście wierni?

czwartek, 25 sierpnia 2016

349. Litwa, Łotwa, Estonia: przyjemna odmiana



Na horyzoncie zamajaczyły kraje nadbałtyckie. To była dla mojego organizmu, a co za tym idzie – całego jestestwa – przyjemna odmiana klimatyczna. W nieprzegrzanym ciele bowiem nieprzegrzany duch! Co prawda miesiące letnie w tym rejonie Europy to „pora deszczowa”, czego doświadczyliśmy na własnej skórze, ale nie jest to coś, co miałoby mnie zniechęcić. Co zobaczyłam, to moje, a poza tym ustaliłam, że moim faworytem pośród krajów do dobrowolnego zamieszkania jest Estonia, z dwóch powodów. Po pierwsze, bezgranicznie zachwycił mnie Tallin. Po drugie, cały kraj liczy chyba mniej mieszkańców niż Warszawa. Skutkuje to spokojem na ulicach miast, brakiem tłoku i znienawidzonego przeze mnie hałasu. Język, co prawda, mają tam potwornie ugrofiński, ale gdyby to miała być jedyna przeszkoda…
Atutem „Pribałtiki” jest przyroda, rozrzutnie szafująca zielenią lasów, szerokością czystych, piaszczystych plaż, błękitem nieba i jezior. Liczne zabytki powiązane są bezpośrednio z historią Polski, przynajmniej te na Litwie.
Pomijając detale, na które przyjdzie czas, trzeba powiedzieć, że są to kraje naprawdę piękne, ciekawe i chyba wciąż jeszcze zbyt niedoceniane jako alternatywa dla letniego wypoczynku. Dla mnie niewątpliwym atutem była także możliwość porozumiewania się po rosyjsku, który wciąż jeszcze znany jest pośród starszego i średniego pokolenia.

czwartek, 18 sierpnia 2016

348. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie...



Uwaga! Uwaga!

Achtung! Achtung!

Внимание! Внимание!

Attenzione! Attenzione!

Attention! Attention!

Pozor! Pozor!

Warning! Warning!

Poszukiwany: obraz.

Znaki szczególne: baby, trup, zielsko światło.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, proszony jest o podanie tytułu i autora!

* * *

Ujrzałam go kilkanaście lat temu na wystawie malarstwa młodopolskiego w krakowskich Sukiennicach i był drugim po Czwórce Chełmońskiego, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia, właśnie ze względu na to niepojęte światło. Z powodu zdumiewającej sklerozy nie mogę go odnaleźć w Internecie ani w ogóle nigdzie, bowiem nie pamiętam ani tytułu, ani autora.
S. O. S.!