niedziela, 2 października 2016

357. Strumień świadomości



dzień pierwszy

nie chce mi się kurwa jak mi się nie chce co z tego że trzy dni w Zakopanem i że do roboty nie trzeba iść w czwartek piątek że podwózka za darmo żarcie za darmo noclegi za darmo i co z tego że Zakopane jak dla mnie to żadna atrakcja żadna mi przyjemność trzy dni z setką obcych ludzi nie chcę ich poznawać chcę świętego spokoju dlaczego muszę się szkolić kurwa dwieście pięćdziesiąt kilometrów od domu jakby nie można było na miejscu ja pierdolę wesoły autobus wykształceni ludzie podobno psia krew jeszcze z Rzeszowa nie wyjechaliśmy jak już na rogatkach zaczął się ochlaj wrzeszczą jak pastuchy na bydło a mnie chce się spać nie kurwa dziękuję nie będę z państwem piła z jednej szklanki prędzej się porzygam ja pierdolę tył drze japy śpiewając te wieśniackie gówna zaraz mnie szlag trafi szła dzieweczka do pieprzonego laseczka koło gospodyń wiejskich z przodu zawodzi palą się Ropczyce elity intelektualne kurwa mać na szkolenie jadą co godzinę postój półgodzinny ile to można szczać i pić kawę dekuję się na tyłach stacji benzynowej i rozmawiam przez telefon a jak nie ma z kim i o czym to udaję że z wielkim zaangażowaniem piszę esemesy słońce jebane daje w dupę szukam cienia nie mogę patrzeć na te głupie cipy zubierane jak na Syberię od ich rajtuz i buciorów jakich nawet w zimie bym nie założyła czuję jak zmieniam się w kupkę popiołu nie panie kolego nie napiję się z panem chociaż masz się pan za przystojniaka masz ślimaczy pysk nie piję z obcymi kurwa paranormalna baba przede mną już piątą godzinę czyta gazetę z horoskopami i innymi ezoterycznymi bredniami durne chłopy z tyłu drą się hej z góry jadą Mazury a mnie zastanawia z kim wyląduję w pokoju to jakieś zoo popieprzone chyba kurwa poproszę o barłóg ze słomy w piwnicy obok ziemniaków kierowca mówi że już Tatry no wielkie mecyje wszyscy się podniecają jakby było czym skrzeczące baby z przodu wrzeszczą oj dana dana ja pierdolę nie wytrzymam kolejna stacja benzynowa jakaś stara raszpla z napuszoną watą cukrową na głowie z czerwonymi plackami na pomarszczonej gębie brnie na tyły przez cały autokar znowu pierdzielony postój kierowca musi mieć pół godziny przerwy ich sehe es in schwarz dzidzia piernik z infantylnym głosikiem kurwa mać ta mnie zna tamta mnie zna ciekawe skąd co z tego że mam charakterystyczne nazwisko i każdy je zna wszyscy mnie tykają nie życzę sobie na jednym gównie się nie ślizgaliśmy ja tu nikogo nie znam i raczej nie chcę znać kurwa stoi to cielę z elektronicznym papierosem i ćmi tę chemię ostentacyjnie po dziesięć pierścionków na jednym paluchu nikomu nie zaimponujesz buractwem blond niedojdo z nóżkami do środka a ja patrzę na tę odlotową zieleń dookoła i tak bym się wytarzała w trawie przytuliła do drzewa do ukochanego świerku takie dziecko natury jestem uwięzione w jakiejś chujni z bandą nieokiełznanych idiotów poczytam książkę baba przede mną dzielnie pożera artykuł o duchach

dzień drugi

na całe szczęście te dwie z którymi wylądowałam to pizdencje ale sympatyczne i niegroźne dobrze tu karmią jedzenie prawdziwe mniej chemiczne na śniadaniu okazało się że jest Gośka jechała drugim autokarem jak zwykle odpicowana na wysoki połysk ale szczegóły zdradzają pochodzenie zaczyna się szkolenie cały makabryczny dzień przed nami a tu taka piękna pogoda lazurowe niebo i złote słońce szkoda że góry zasłaniają widok no nic siedzę w wielkiej sali stuletniego budynku naprzeciw mnie galeria potworków z Parkinsonem i Alzheimerem nie wiem dlaczego nie są od stuleci na emeryturze trudno biorę się za słuchanie szychy z Łodzi szybciej zleci gdy się zaangażuję nie jednak szycha nudzi w takim razie biorę się za pisanie dwudziestego czwartego rozdziału powieści wymyśliłam go w całości wczoraj przed snem a pan pierdol sobie pierdol jeszcze ta uroczysta kolacja czyli obowiązkowa prezentacja strojów targowisko próżności i przymus odpierdzielenia potupajki z wiadrami wódy trudno odcierpię nie więcej niż to koniecznie i idę spać matko kochana ta ruda szkapa ode mnie z pokoju oderżnęła się jak na wesele ochujały baby przecież to tylko szkolenie do głowy by mi nie przyszło coś podobnego Jezu jaka wyżera do jutra tego nie przejemy w sto osób ale trzeba przyznać że się górale pokazali z najlepszej strony o matko jak się wyhulałam pot mi ciurkiem spływa spod włosów jacy ludzie są durni potrafią godzinami siedzieć za stołem z kwaśną miną albo kłapać dziobem i nie ruszyć dupy jak można tak nie umieć się bawić a mam to gdzieś nawet fajna ta potwornie chuda i brzydka Danka no dobra pierwsza mam dość idę spać reszta niech robi co chce

dzień trzeci

uuaa jak pięknie za oknem słońce złoci wszystko czarne wiewiórki z białymi brzuszkami stadami uganiają się po drzewach nawet te paskudne górzyska tak bardzo nie psują krajobrazu chociaż wiadomo co Bieszczady to Bieszczady ktoś powiedział że to za oknem to Giewont no i co z tego że Giewont góra jak góra dzisiaj mamy wolne już do obiadu idziemy spacerkiem do centrum nakupiłam oscypków różnego formatu wzoru koloru i wielkości siaty poobrywają mi ręce ale przecież cała rodzina już się oblizuje idziemy na mój ulubiony cmentarzyk na Pęksowym Brzyzku te dwie oczywiście wlazły do kościoła i się modlą jak wściekłe zajrzałam czy by nie zrobić zdjęcia ale tak śmierdzi stęchlizną że spierdzielam w podskokach zanim się porzygam idziemy na targ po skarpetki co oni wszyscy mają z tymi skarpetkami to tylko ja jedna jeszcze jestem żywa ciepła i mam krążenie wszyscy zubierani w kurtki szaliki i buciory jak w zimie a ja mam krótki rękaw i sandałki na bose stopy gorąco jest idziemy do domku do góry nogami oczywiście wszyscy chcieliby za darmo zrobić zdjęcia wtykając telefony za ogrodzenie i wracać żałosne gówno idźcie w cholerę jeszcze mnie stać na bilet ale fajnie w środku matko jak ekstra kręci się w głowie na górze czyli na dole rzuca człowiekiem o ściany jak podczas sztormu albo po litrze wódki rewelacja schodzę w końcu rzetelnie sponiewierana nogi pode mną drżą było bosko chcę zaliczyć wszystkie domki jakie w Polsce stoją do góry nogami wracamy na obiad kurwa dlaczego tu wszędzie jest pod górkę a gońcie się na wyścigi srał was pies ja mam czas gdybym była stworzona do biegania po górach miałabym cztery kopyta i rogi no jedziemy w końcu Gośka się przysiadła i gada a mnie się chce spać poszła wreszcie cholera postój całe to żarcie które zostało po wczorajszej balandze nam spakowali teraz prezeska zarządziła szwedzki stół na stacji benzynowej w dupie mam kiełbasę boczek i picie wódki z jednej szklanki obrzydliwe pakuję w siebie na całego bunc i oscypki pękam czuję błogość jedziemy nareszcie

28 komentarzy:

  1. :D:D:D Z racji prowadzonej przez nas działalności prelekcja Teda bywa czasem 'atrakcją' takiego szkolenia. Nigdzie indziej nie widziałam takiej kumulacji buractwa, prostactwa i braku hamulców. Na szczęście, jak ja się szkolę, to ja wybieram gdzie i u kogo, ufff :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, najlepiej być samemu sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Ale ja, niestety, jestem tylko wyrobnikiem, który nie bardzo ma wybór. Są jednak i pozytywne aspekty tego wyjazdu :)

      Usuń
    2. No tak... oscypki w hurcie. I tego Ci trochę zazdroszczę :D

      Usuń
    3. Właśnie się nimi napycham :))

      Usuń
  2. Frau Be!
    Ja 'tysz' pierdole! Nie czytam, ino siesmieje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może najpierw przeczytaj, a potem się śmiej? :)

      Usuń
  3. Ale Ty tak na powaznie, czy moze tylko ksiazke piszesz o siermieznych czasach kursokonferencji w peerelu?
    Mnie to nawet nie rozsmieszylo, odzwyczailam sie od podrozy pekaesami "panie na lewo, panowie na prawo", a w nocy i tak wszyscy sie wymiksuja.
    Wspolczuje szkolenia, a oscypkow i tak nigdy nie lubilam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to nie książka - książkę piszę, ale nie taką. Toto powyżej, to strumień mojej świadomości z czwartku, piątku i soboty. Śmiesznie nie miało być, tylko tak, jak było.
      Pocieszające, że nie wszystko było do dupy.

      Usuń
  4. Zajebisty post. Zero interpunkcji!
    Leslie Warszawski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leslie, na tym polega technika strumienia świadomości, zapisujesz jak leci myśli, wrażenia... I ja je naprawdę zapisywałam w postaci luźnych uwag w notesie lub w telefonie :)

      Usuń
  5. Uśmiałam się, że hej... Pięć miesięcy temu też byłam w Zakopanem na szkoleniu, ale ludzie zjeżdżali się z całej Polski własnymi siłami, żarcia było do wypęku, wjechałam na Gubałówkę i generalnie było fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tam do śmiechu nie było, przynajmniej w pierwszy dzień. Potem stopniowo się odjeżałam :)

      Usuń
  6. Fajnie napisany tekst :) Rozśmieszyło mnie to ślizganie się na jednym gównie :)) A tak poza tym - przerąbane na całej linii. Prawie na całej.
    Jeździłam ongiś na wycieczki z pracy mojej byłej. I wyjazd następował o czwartej rano, drzwi autobusu się zamykały i jednocześnie otwierane były butelki, czy puszki z piwem ... Wykształcenie i elegancki ubiór, to często pozłotka, którą wystarczy poskrobać, żeby spod spodu wyłoniło się cuchnące łajno.
    PS. Maila wyślę Tobie dzisiaj, bądź czujna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prędzej maila znalazłam niż tutaj zajrzałam :) Odpisałam w trzech częściach - bądź czujna! :)

      Usuń
  7. Świetny tekst a wrażenia doskonale "oddane";)
    Współczuję Ci. Takie towarzystwo! No, no!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przeżyłam i nie było tak źle, jak myślałam w pierwszym dniu, że będzie.

      Usuń
    2. To dobra wiadomość!
      Osobiście, nie cierpię takich spędów. Kiedyś i ja musiałam się "poddać" pomysłom szefa.
      Jakieś targi, inne miasta i "dupa blada". Przepraszam za Takie słowa;( Nie lubię tego. Jeszcze musiałam się malować i wyglądać ślicznie! Wabikiem miałam być, czy jak?
      Szlag by to!
      Pa:)

      Usuń
    3. Niestety, kiedy idzie o pracę, nikt nas nie pyta o zdanie.

      Usuń
    4. Mam nawet pieprzone zdjęcia.
      Bo byłam, "śliczna, sympatyczna..."

      Usuń
    5. Wiesz, po jakimś czasie wspomnienia stają się fajne i śmieszne :)

      Usuń
  8. o żesz kurwa ja pierdolę wyję teraz jak porąbana ezoteryczna wróżka z wściekiem macicy normalnie ja jebię jak się uhahałam i kurwa na bank jeszcze se tu powrócę paczytać o tej intelektualnej porąbanej elicie aj lowju za ten text

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co? Im więcej razy go czytam, tym bardziej się do niego przywiązuję :)

      Usuń
  9. No tak mniej więcej się czułam jednego wieczoru na swoich wczasach. I kilku następnych. Aż postanowiłam że mam to w dupie. Ale takie same teksty chodziły mi po głowie. Wylęgarnia trupów kurna.

    OdpowiedzUsuń