sobota, 29 października 2016

364. Litwa, Łotwa, Estonia: Gruba Małgorzata i miodowe piwo



Pewnie nie oddadzą tego zdjęcia, którym znowu przeszkodził deszcz, ale moje serce podbił Tallinn, stolica Estonii. Dla Estończyków to ważne, żeby przestrzegać pisowni przez dwa „n” na końcu – okropnie się złoszczą na uproszczenia. Nazwa ta oznacza „duńskie miasto” (taani linn) i pochodzi od zamku wybudowanego w XIII w. przez duńskiego króla Waldemara II. Podobno nie ma w tym mieście zabytku, którego nie ratowaliby polscy konserwatorzy.




Historia miasta jest długa i zawikłana. O bytności Estonów w tym miejscu wzmiankował już historyk rzymski Tacyt w Germanii w I w. n.e. Pierwsza osada, którą zamieszkiwały plemiona ugrofińskie w tym miejscu, istniała już prawdopodobnie 2,5 tysiąca lat temu. Ziemie te atakowali w VIII i IX w. Wikingowie, którzy pozostawali tam i mieszali się z rdzenną ludnością, a następnie stały się terenem ekspansji Duńczyków. W 1227 r. Tallinn znalazł się w rękach Zakonu Kawalerów Mieczowych, który nadał mu prawa miejskie. Duńczycy odbili swoją siedzibę i przyłączyli miasto do Hanzy, jednak ich potęga przygasła w XIV w. i dlatego król sprzedał miasto Zakonowi Inflanckiemu. Ekonomicznie Tallinn zyskał, jednak jego rodowici mieszkańcy zostali poddani krwawej chrystianizacji, rycerze wyzabijali estońską szlachtę, a pozostałych przy życiu zdegradowali do statusu chłopstwa, które nękali daninami i podatkami. W połowie XV w. ostatni mistrz zakonu poddał Inflanty Polce i Litwie (część południową) oraz Szwecji. Zapanował „złoty wiek” względnej swobody i dopiero w XVIII w. Inflanty dostały się w ręce Imperium Rosyjskiego. Rosja uczyniła z Tallinna trzecim co do wielkości portem i rozwinęła go gospodarczo.
W 1904 r. Estończycy rozpoczęli poszukiwanie rozwiązań, które umożliwiłyby im odzyskanie niepodległości. W 1917 r. w Tallinnie doszło do ogłoszenia pierwszej estońskiej konstytucji, a upragnioną wolność Estończycy uzyskali w 1918 r. Niestety, krótki rozkwit kultury i ekonomii przerwało podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow, który ponownie pozbawił Estonię suwerenności. W okresie włączenia do ZSRR Tallinn był oczkiem w głowie Kraju Rad.
Rezolucja przywracająca Estonii niezawisłość została uchwalona w Tallinie w 1991 r.
Nasza wędrówka po Tallinnie rozpoczęła się, oczywiście, w deszczu. Na szczęście nie zdołał on zupełnie zniweczyć naszych planów.
Przeszedłszy przez bramę miejską Viru, rozpoczęliśmy wędrówkę po średniowiecznym Starym Mieście, które w 1997 roku zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO.

Brama miejska Viru (jedna część)

Brama miejska Viru (druga część)
Ulica zwana Pasażem świętej Katarzyny (Katariina käik), biegnąca wzdłuż murów miejskich okalających Stare Miasto, zaprowadziła nas do niegdysiejszego zespołu klasztornego dominikanów (Dominiiklaste klooster), wybudowanego ku czci świętej Katarzyny.


Pasaż świętej Katarzyny


W średniowieczu był to największy kompleks klasztorny w mieście, posiadał nawet własny szpital i, oczywiście, browar.

Kościół św. Katarzyny

Pozostałości dawnego kościoła i klasztoru






Korytarz klasztorny
W Tallinnie znajduje się jedna z najważniejszych świątyń katolickich w Estonii – kościół świętych Piotra i Pawła. Jest to także polska parafia – msze niedzielne odprawiane są w niej po polsku.

Kościół świętych Piotra i Pawła
Tallińskie fortyfikacje należały w średniowieczu do największych w północnej Europie. Do dnia dzisiejszego zachowały się prawie dwa kilometry potężnych murów obronnych i 26 baszt. Od strony morza broniła miasta Gruba Małgorzata (Paks Margareeta). Ta imponująca baszta wzniesiona w 1510 roku ma średnicę 24 metrów, a jej ściany są grube na 4 metry.

Fragment Grubej Małgorzaty
Przylega do niej Wielka Brama Morska otwierająca ulicę Pikk, przy której znajduje się tablica pamiątkowa poświęcona polskiemu okrętowi podwodnemu ORP „Orzeł”, internowanemu tu który we wrześniu 1939 r. Jego bohaterskiej załodze udało się uciec.


Brama Morska
Ulica Pikk
Tablica poświęcona ORP "Orzeł"
Tak jak łotewska Ryga ma swoich Trzech Braci, tak estoński Tallin ma swoje Trzy Siostry (Kolm öde) – XV-wieczne kamienice kupieckie.



Perłą Tallinna jest Plac Ratuszowy (Raekoja plats) wraz z przepięknym, gotyckim ratuszem (Raekoda). Został on wybudowany w XIV w. z jasnego wapienia i jest jedyną budowlą w północnej Europie, która do dnia dzisiejszego przetrwała w niezmienionym kształcie. Postać na szczycie ratuszowej wieży to Stary Tomasz (Vana Toomas), legendarny średniowieczny obrońca Tallinna. Trzyma on w dłoni flagę narodową.

Kamieniczki na Placu Ratuszowym

Plac Ratuszowy

Plac Ratuszowy

Ratusz w Tallinnie

Śliczny rzygacz ratuszowy
Dzielny Stary Tomasz
W jednej z odchodzących od Placu Ratuszowego uliczek znajduje się cudnej urody lokalny browar połączony z karczmą, w której serwowane jest oryginalne, wyrabiane tam piwo w kilku smakach. Karczma jest duża, składa się z kilku pomieszczeń. Najbardziej spodobała mi się sala naśladująca miejską ulicę, wzdłuż której ustawione zostały domki – każdy inny. Wewnątrz znajdują się miejsca siedzące dla gości, a wystrój każdego domku jest inny. Co do mnie, rzuciłam się na piwo z prawdziwym miodem. Nie muszę dodawać, że rewelacyjne.

"Uliczka" w karczmie
"Domki" w karczmie
W tym domku na balkonie suszy się pranie, a poniżej kelner odbiera zamówienie
Zachwycił mnie ten gawron na kominie

Nad domkiem kowala wisi kowadło, a wewnątrz znajdują się kowalskie akcesoria
 

Rubaszne malowidło na ścianie
Super menu w kształcie kufli wypełnionych pienistym piwem


Na Starym Mieście znajduje się również pełna uroku, średniowieczna restauracja, w której potrawy serwowane są przez kobiety i mężczyzn w strojach z epoki. Spożywa się je … ze wspólnej miski rękami, do których mycia służy woda ze specjalnego dzbana czy czajnika, zawieszonego nad misą.





28 komentarzy:

  1. Faktycznie ten estonski ani troche nie kojarzy sie z rosyjskim, za to do zludzenia przypomina skandynawski. Karczma i jej wystroj to skonczone mistrzostwo swiata architektury wnetrzarskiej. Ale to jedzenie ze wspolnej miski i w dodatku palcyma jakos do mnie nie przemawia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Broń Boże nie jadłam. Jestem średniowieczna, ale nie do tego stopnia :) Piłam tylko lokalne piwo w mistrzowskiej karczmie.
      Estoński nie ma prawa mieć nic wspólnego z rosyjskim, należy do grupy języków ugrofińskich, toteż spokrewniony jest z fińskim.

      Usuń
    2. Nooo, to Echo by tam sie swietnie odnalazla z tym swoim haniebnie trudnym jezykiem :)))

      Usuń
    3. Na pewno tak!
      Ale bo ja wiem, czy to trudność haniebna? Mnie się podobają takie śmiechowe języki.

      Usuń
    4. Echo bylo sto razy w Tallinnie!

      Usuń
    5. Wierzę, bo Echo ma rzut beretem, to znaczy dwie godzinki promem z Helsinek :) wyrazy zazdrości, co tu dużo gadać.

      Usuń
    6. No, a ja jestem szczesliwa, oddycham pelna para jak juz z promu sie wytaraskamy, smigniemy przez Tallinn i zasuwamy dalej.
      Nawet promy mi sie znudzily mimo krotkiej przejazdzki.

      Usuń
    7. I tak to jest na tym padole. Jeden ma za dużo, drugi za mało...

      Usuń
  2. Jak pięknie, bosko a ja bym potrawy spróbowała. :)Takie wędrówki są rozwijające ale tylko dla ludzi kochających piękno w każdej postaci. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękno da się tylko kochać, zwłaszcza w takiej postaci :)

      Usuń
    2. I pomyśleć że są ludzie którzy patrzą zwiedzają i nie dostrzegają piękna architektury obrazów czy przedmiotów ale znają historię i to podziwiają - starożytność przedmiotów, lub znane nazwiska malarzy, architektów czy rzeźbiarzy a nie samo piękno które było impulsem do tworzenia.

      Usuń
    3. Są i tacy, którzy niczym się nie interesują, na wszystko wzruszają ramionami i tylko drinki z palemką na brzegu basenu all inclisive im się podobają.
      Do mnie wielka historia i wielkie nazwiska też przemawiają, bo nie bez powodu stały się wielkie. Nie byłoby Kaplicy Sykstyńskiej bez Michała Anioła ani "Requiem" bez Mozarta.

      Usuń
  3. Nie umiem w tej chwili przeczytać całego posta z uwagą, ale obejrzałam na razie zdjęcia. Piękny reportaż, wrócę do niego. :)
    Uściski!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. ...o, jakie piękne średniowieczne miasto, otoczone murami miejskimi, a wśród nich pięknie odremontowane kamieniczki, brukowe ulice...mam wrażenie, że znalazłam się w epoce Średniowiecza! Nie jestem fanką odwiedzania knajpek, lecz ta mnie zachwyciła...wszystko w drewnie, dekoracyjne detale...i podobnie, klimat średniowiecza ma :)
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Tallinnie wszystko jest cudne, po prostu cudne!

      Usuń
  5. Wszystko piękne, ale... piwa nie piłam już 5 zakichanych lat z błogiego powodu celiakii. :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba pierwszy raz oglądam zdjęcia Tallinna. Spodobało mi się to miasto. Karczma też ma wyjątkowy wystrój, nie dziwi, że piwo smakuje wspaniale, toż to już lata tradycji.
    Piękny post, pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wkraju, jest jeszcze cudny górny Tallin, ale tak lało, że byłam bez szans...

      Usuń
  7. Trochę przypomina Rygę i nie... Jednak , wszystkie te nadbałtyckie miasta, powstawały mniej więcej w jednym czasie. Takie lubię:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. NIE RÓB MI TEGO WIĘCEJ!!!

    Pojawia mi się nowy post u Ciebie, wchodzę tu i o mało nie dostaję zawału, bo wyświetla mi się, że "strona o podanym adresie nie istnieje" i już się boję, że skasowałaś blog...

    Całe szczęście, skasowałaś zapewne tylko post...

    Ale co się strachu najadłam, to moje.

    Pozdrowienia z zimnego Bolesławca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A... Bo mi humor wysiadł i się rozmyśliłam.

      Usuń
    2. A, to rozumiem...

      Wczoraj miałam fatalny dzień, "siedzę teraz jak pod kościołem", że zacytuję Zalotnicę Niebieską...

      Usuń
    3. Jakaś taka passa mi się trafiła, że miałam kilka złych dni pod rząd. A może i więcej niż kilka dni... Może to już kilka lat... Próbuję ocieplać mój wewnętrzny klimat książkami - dziś "Trzema siostrami" Czechowa.

      Usuń