niedziela, 11 grudnia 2016

373. Triumf przerostu formy nad treścią



Kuźwa, znowu mnie zesłali. Tym razem na dwa dni. Kolejne bezsensowne trwonienie czasu i pieniędzy. Na szczęście pieniądze nie moje, a czas w ramach pracy, ale i tak szkoda marnować je na takie gówno.
Wniosek z odbytego szkolenia nasuwa mi się jeden i po raz kolejny ten sam: ludzie są popierdoleni! I nie myślę tu o organizatorach, a o uczestnikach.
Pomijam sens prowadzenia bezsensownego dokształcania, które de facto niczego nowego do życia zawodowego nie wnosi. Fascynuje mnie sprawa inna: co mianowicie, u cholery, sprawia, że ludzie tak durnieją?
No bo tak. Od iluś tam lat (jakoś dziwnie kojarzy mi się to wszystko z momentem, w którym weszły w życie „normy unijne”) wszelkie szkolenia, kursy, warsztaty, konferencje i inne formy doskonalenia zawodowego przebiegają według utartego schematu, na który składają się słodkie pierdzenie o niczym oraz praca w grupach wyposażonych w płachty papieru zwane plakatami i kolorowe pisaki. Na płachtach „wypracowuje się” gówniane wybździny, które potem triumfalnie zawiesza się gdziekolwiek i odczytuje na głos. Opcjonalnie pojawiają się ozdobniki w postaci kretyńskich ćwiczeń, odgrywania debilnych scenek lub elementów wykładu polegających na odczytaniu przez prowadzącego ogólnych punktów ze slajdów. Dominuje ewidentny przerost formy nad treścią i najbardziej wartościowym momentem jest przerwa na kawę (w wersji wypasionej również na obiad).
Dla przykładu:
Dzień I mojego zesłania składał się z:
- 2 godzin wystąpień miejscowych notabli witających, dziękujących i zachwalających,
- kolejnych 2 godzin beznadziejnego przedstawiania się każdej ze stu osób uczestniczących w szkoleniu (imię, nazwisko, miejsce pracy, stanowisko i po cholerę tu przylazł),
- 1 godziny przeznaczonej na obiad, który można było zjeść w 20 minut,
- 2 godzin „warsztatów” w grupach, czyli bicia piany na temat, o którym nikt nie miał zielonego pojęcia (bo nikt jeszcze nie został przeszkolony) oraz zapisywania rozbryzgów tejże na cholernych plakacikach.
Koniec.
I 8 z 9 osób w mojej grupie (ta jedna pozostała to ja) o mało się nie zesrało z zaangażowania i przejęcia. Bezwartościowymi pierdołami, bzdetami, duperelami, co do których nie wiadomo, po cholerę produkujemy i wiadomo, że do niczego się nie przydadzą.
Dzień II:
- 2 godziny pierdolenia na temat fantastycznych „owoców” naszej wytężonej pracy zapisanych na pierdzielonych plakacikach oraz o tym, jak „cudowne” i „fenomenalne” jest to szkolenie,
- 2 godziny opowiadania o trudnościach napotkanych przy produkcji całego tego gówna, z czego w dalszym ciągu nic nie wynika,
- 2 godziny słuchania opowieści dziwnej treści człowieka znikąd, zuchmistrza, bieszczadnika i wilka morskiego w jednym, przeplatanych „śpiewankami harcerskimi” (ja pierdolę!), megadennymi filmikami z YouTube’a i żenującymi ćwiczeniami pantomimicznymi od czapy (chuj wie, po co),
- obiad.
I w tym właśnie momencie w mojej głowie rodzi się pełne szczerego zdumienia pytanie o to, co się ludziom dzieje z głowami. Czym, na litość boską, jara się ta setka podobno wykształconych osób, które przyszły po dokształcenie, klaszczących w łapki pod szarpidruta, z przejęciem podnoszących doniosłość tworzonych plakatowych bredni i ćwiczeniowej błazenady, podczas gdy ja siedzę w tej zimnej auli zakutana w zimowy płaszcz, mruczę w szalik „o ja pierdolę” i „co ja tu robię?” i dziwię się do wypęku?! Dlaczego ludzie godzą się na taką bździnę, na ten ekskrement intelektualny, na cały ten żałosny syf i brak szacunku dla siebie samych? Robią z siebie idiotów czy naprawdę nimi są? A jeśli robią, to w imię czego? Czy ja już jestem ostatnim dinozaurem na wymarciu ze swoim oczekiwaniem, że na szkoleniu otrzymam rzetelny przekaz konkretnej i użytecznej wiedzy, która przystaje do rzeczywistości i będzie przydatna w wykonywaniu zawodu? Jeśli tak, to faktycznie pora umierać.
Co mnie jeszcze wkurwia do białości, to fakt, że zgraja obcych sobie ludzi nagle zaczyna walić sobie na „ty”. Jak zwykle ja nie, bo nie wiem, dlaczego miałabym to robić. Na jednym gównie się nie ślizgaliśmy i nie życzę sobie spoufalania. Nie podoba mi się to, stoi w rażącej sprzeczności z moim poczuciem kultury osobistej i w ogóle pora umierać po raz drugi. Amen.

76 komentarzy:

  1. Co do tego tykania, to jestem akurat odmiennego zdania, ale to akurat uwarunkowane jest miejscem, gdzie zyje. Dzieci wala doroslym na ty i nikt niczemu sie nie dziwi, bo to ogolnie przyjeta norma. Wszystkie sympatie moich corek tykaly mnie od pierwszego dnia (z wyjatkiem tych pochodzenia polskiego, ruskiego czy innego nie-niemieckiego). Z poczatku mnie to nieco deprymowalo, ale przyzwyczailam sie na tyle, ze teraz razi mnie polska nadetosc i wszechobecne "panowanie", tak do granic absurdu. Przyklad? Gada policjant przed kamerami: ... "pan oskarzony"... "pani prostytutka"... albo "ktos przejechal na skrzyzowaniu pania (zamiast kobiete)" i inne tego typu nadete wybzdziny.
    Co do szkolenia, to nie moglas wstac i glosno powiedziec, co myslisz, czy tez poskutkowaloby to natychmiastowym zwolnieniem dyscyplinarnym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Pan oskarżony" i "pani prostytutka" to przejaw kolejnej idiotycznej nowomowy, normalnie funkcjonowało i powinno funkcjonować "oskarżony" i "prostytutka". "Pani" przejechana na przejściu to zwykła nieznajomość własnego języka, ale czego wymagać od policjanta? :) Natomiast w mówieniu sobie "pan", "pani" przez dorosłe osoby nie ma niczego nadętego ani nienormalnego, taka była od wieków polska norma kulturowa i tyle. "Tykanie" to nieuzasadnione spoufalanie się. To, że skądś tam przyszła taka czy inna moda, nie oznacza, że jest dobra i że musi każdemu się podobać.
      Oczywiście, mogłam zrobić na szkoleniu wszystko. Pytanie tylko, z jakim skutkiem, bo nieuzyskanie certyfikatu mogłoby skutkować, jak sama napisałaś, dyscyplinarką (może niekoniecznie zwolnieniem, ale na pewno niczym przyjemnym". Nie należy zapominać, że tu jest Polska, jesteśmy niewolnikami, w przeciwnym razie zęby w ścianę.

      Usuń
    2. Cale to szkolenie jest wlasnie zywcem przejete z korporacyjnych wyjazdow integracyjnych, ktore niczemu nie sluza, a kaza glosno wyrazac entuzjazm wobec idiotyzmow. Tykanie jest tylko czescia scenariusza, bo jak wiadomo, w Ameryce, kolebce wyzysku korporacyjnego, wszyscy mowia sobie po imieniu.

      Usuń
    3. O. To, to, to, moja Anielciu!

      Usuń
    4. O kurczaczki!
      Wobec tego o czym wyżej, czuję się potwornie staro, jak sklerotyczna staruszka, pomarszczona i niekumata. Mózg protestuje zawzięcie, lustro też. Pocieszeniem jest fakt, że te opisane wyżej bzdety, wymyślają ludzie podobno wykształceni, na barkach których, spoczywa ciężar edukacji następnego pokolenia. Zastanawiam się, jeśli tak to wygląda... to jakiej jakości będzie to wykształcenie? Jaka jest ta EDUKACJA i w jakim kierunku zmierza?
      Czy pojawi się pokolenie nieszczęśliwych idiotów bez umiejętności samodzielnego myślenia?
      Nie dziwi mnie już wszechobecne zidiocenie większości absolwentów szkół.
      Umiejętność obsługi kalkulatora jest łatwiejsza niż "obsługa" własnych szarych komórek. Obawiam się, że ludzkość cofa się intelektualnie (popatrzcie na sposób kształcenia dzieci n.p. w Kanadzie czy USA!)
      Nic dodać, nic ująć!
      Pa:)

      Usuń
    5. Jest dokładnie tak, jak piszesz. Zdanie o kalkulatorze i szarych komórkach trafne do nieprzytomności. A zwolenników powszechnego zidiocenia jest coraz więcej...

      Usuń
    6. A to Polska właśnie...

      Usuń
    7. E, nie! Nic podobnego! To trend światowy.Są jeszcze resztki właściwego kształcenia.Tylko resztki. Wiesz jak wygląda kształcenie w USA czy Kanadzie? Odsiew następuje już na początku.Ten kto się stara i ma dobre oceny, jest kierowany do innej szkoły, głąby kształcą się w innych. Długo to ich kształcenie nie trwa, bo idą do pracy i pracują "dla dobra ojczyzny". Reszta idzie na studia, zarabia krocie, najczęściej na doskonałych i dobrze opłacanych stanowiskach!
      ;)))

      Usuń
    8. Trend światowy, mądry jednak trendami się nie przejmuje, jeśli są niewłaściwe, prawda?

      Usuń
  2. Ja pierdzielę, a już - obłędnie myślałam, że tylko ja jestem tym dinusiem i rzygam szkoleniami dla półkretynów...

    Dzięki za ten post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dinusiu,
      wymrzemy razem :)

      Usuń
    2. A ja sobie nie życzę! Nie wymierajcie. Jak będzie wyglądał Świat z milionami idiotów na nim? No jak? I czy w ogóle idioci będą umieli mądrze przetrwać? Wątpię!
      ;)

      Usuń
    3. To się nazywa selekcja naturalna :) Ale chyba nie zależy nam na tym, żeby przetrwali?

      Usuń
    4. Otóż to. Tylko żyć z tym trudno.

      Usuń
    5. Daj spokój. Czasem się zastanawiam, czy dobrze nauczono mnie języka polskiego? Mówię do kogoś a tu oczy w słup...

      Usuń
    6. Ciebie nauczono, tylko pewnie... z Chińczykami gadasz :)

      Usuń
    7. W/g niektórych, zapewne tak;(

      Usuń
    8. Chińczyk to Chińczyk, a Ty to Ty. Chrzanić to.

      Usuń
  3. A najlepsze jest to, że im większe g..., tym drożej kosztuje w materii szkoleń i konferencji - wiem, co piszę. Pracowałam niegdyś dla organizatorów takich konferencji. Wtedy takie wydarzenie wyglądało w ten sposób, że odczyty trwały od rana do wieczora z małymi przerwami; każdy odczyt trwał kilkanaście minut, czyli - powiedzmy sobie szczerze - niewiele można było w tym czasie powiedzieć, no chyba, że temat dotyczyłby okrągłego białego talerza. Ówczesny koszt uczestnictwa JEDNEJ osoby: od tysiąca zł w górę... (a firma pozyskiwała jeszcze sponsorów na wydarzenie, więc wpłaty uczestników to nie był jedyny "dochód"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy tam pracowałam jedno takie "wydarzenie" trwało 1-2 dni

      Usuń
    2. Gosiu, zwróciłaś uwagę na istotną rzecz - koszty. I jest tak, jak mówisz, są one olbrzymie. W życiu bym dobrowolnie za coś takiego nie zapłaciła, bo uważam, że nie po to kończyłam studia, żeby dzisiaj się uwsteczniać i jeszcze za to bulić bajońskie sumy. Ale płaci i wysyła dyrekcja, więc nie mam za wiele do powiedzenia.

      Usuń
    3. Moje ostatnie zesłanie trwało właśnie dwa dni.

      Usuń
    4. Dlatego uważam, że dyrekcja powinna później zasięgać opinii pracowników, których wysłała na te atrakcje, właśnie o tych atrakcjach. Być może dyrekcja dysponuje po prostu specjalnymi środkami na szkolenia, które mu si wydać i już, nawet jeśli w ciągu roku kalendarzowego nie ma sensowych szkoleń. Albo inna możliwość - organizator szkolenia to jakaś firma współpracujaca z Twoją i wiesz - ręka rękę myje...

      Usuń
    5. Jeżeli dyrekcja jest tępa, to nie odróżni ziarna od plew, a poza tym nie oszukujmy się - w tej chwili funkcjonują właściwie same plewy. Taki trend.

      Usuń
    6. Może "Dyrekcja" otrzymuje specjalne środki na takie szkolenia? Może coś udaje się jej uszczknąć?
      Może lepiej "wypada" w rankingach? Czy czym tam?

      Usuń
    7. Nie. Tu akurat nie ma mowy o takich machlojkach. Po prostu tak to teraz wygląda i już, niezależnie od tego, kto organizuje szkolenie. Narobiło się dupnych firm i firemek do takich spraw i trzepią na tym kasę za bzdury.

      Usuń
    8. Tylko po diabła szkolnictwo stale narzeka, że na szkoły brakuje pieniędzy? Po co narzeka, że jest niedoinwestowane?

      Usuń
    9. Nie wiem, po co, ale wiem, dlaczego: bo JEST niedoinwestowanie. Szkoły nie mają nic wspólnego z organizowaniem szkoleń, robią to zewnętrzne firmy.

      Usuń
  4. Natychmiast zaczynam siebie podejrzewać o brak poczucia humoru, oni się bawią a ja patrzę na wszystko ze zdumieniem. Tak bym niestety zareagowała, znając siebie. Oczekiwania gdy pracowałam straciłam tak dokładnie, że nie mogę ich odnaleźć do dziś. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak samo reaguję ja, bo, prawdę powiedziawszy, ta zabawa i to poczucie humoru stoją (a raczej leżą) na poziomie sutereny.

      Usuń
  5. A u nas nikogo się nie wysyła, bo kasy nie ma. Samemu się wyszukuje i jeździ, samemu oczywiście płaci. Wysłuchuje się tych samych wykładów, ale to może jest metoda na zapamiętywanie? I chyba niewiele osób jest naprawdę zaangażowanych, z wypiekami na obliczu słuchających. I reszta jest tak samo jak u Ciebie, tylko na plakacikach nam mazać nie każą... Oraz melduje się drugi dinozaur.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli są jakieś wykłady do wysłuchania, to szacun. Problem polega na tym, że ja istnienia żadnych wykładów nie odnotowałam.

      Usuń
    2. Bywa, że w kółko te same... Kasa leci, to gadać trzeba. Pardon, czytać ze slajdów.

      Usuń
    3. Aaa... tak mi mów. To czytanie ze slajdów to porażka większa niż życie.

      Usuń
    4. Czytanie ze slajdów jest już chyba normą dzisiaj, niestety. Mnie to zadziwia, ale inni przyjęli to za pewnik i już. Kurna.
      Tykanie - no cóż, wśród normalnych ludzi jest ok., nie mam nic naprzeciwko, w grupie mej studenckiej obecnie na ten przykład. I ja też na ty wszystkim mowię.
      Ale na takich wyjazdach, pajacowanie, udawanie, że się człek świetnie bawi ,robi w majty z podniecenia na widok wybździn z tak zwanych warsztatów .... niekoniecznie, dla samej zasady choćby.
      Współczuję Ci takich wyjazdów, Frau Be ...

      Usuń
    5. Co innego, jeśli sama decyduję się na przejście z kimś na "ty", a co innego, jak ktoś mnie od razu "tyka". Dostaję białej gorączki.

      Usuń
  6. Tykania nie znoszę..,mówię wprost,że sobie nie życzę.Ale i tak dobrze,że nie trzeba mówić wszystkim co chwilę "kocham cię":)
    W Ameryce tak muszą:)
    Pozdrawiam,
    Anja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholera! No jak kocham, jak nie kocham?!

      Usuń
    2. a jak kochasz wściekle to co ???

      Usuń
  7. Kiedy zbierze sie grupa np dziesieciu osob i dziewiec z nich dobrze sie rozumie, wspolpracuje, bawi, tworzy, rzuca pomyslami a jedna nie to mysle, ze ta jedna jest dziwna i aspoleczna. Najczesciej pomijam jej wymogi a zajmuje sie pozostalymi. :))) O tej jednej mowi sie bardzo, bardzo brzydko jako o "zgnilym jaju" w grupie.
    Zaczekam na reakcje komentatorow i pani Frau Be, bo wpasowywuje sie w role takiego jaja. O! ('Ja', tylko 'ja' jestem najmadrzejsza, reszta to do kupki gubki).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Fakt, iż jakiś pogląd jest szeroko rozpowszechniony, nie stanowi żadnego dowodu na to, że nie jest on całkowicie absurdalny. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że większość ludzkości jest zwyczajnie głupia, należy oczekiwać z dużym prawdopodobieństwem, iż powszechnie panujące przekonania będą raczej idiotyczne niż rozsądne."
      (Bertrand Russell)

      Usuń
    2. Nareszcie! I tak grzeczną gospodynią bloga jesteś, Frau.
      A temu "ja", napiszę tak. Uważasz, że jednostki inteligentne powinny się zniżać do poziomu "mądrych inaczej"? Mnie zwyczajne się nie chce.
      Nie pozdrawiam.

      Usuń
    3. Gdy oczekuję od kogoś konkretnej wiedzy, po którą przyszłam, to nie zniżę się do przyklaskiwania głupocie. Co o tym myśli zwolennik ogłupiania, jest mi najdoskonalej obojętne.

      Usuń
    4. Frau Be, czy nie nalezy porozmawiac o poziomie szkolenia z pracodawca placacym za szkolenie?
      Czy po zakonczeniu szkolenia nie daja do wypelnienia ankiety, w ktorej mozna wyrazic swoje zdanie na temat szkoleniowca i szkolenia?
      Czy szkolenie jest przymusowe czy dobrowolne. Przy zgodzie na udzial w szoleniu, uczestnik zgadza sie na uczestniczenie w tym co proponuja i ostatecznie wyciagnac wlasne wnioski czy tego typu szkolenie cos mu dalo? Jesli nie dalo nic... to zapisuje sie na nastepne, i na nastepne... Hrehrehre.
      A pan Bernard to nie lubi gatunku ludzkiego... Czy jego mysli zawieraja taka sama konkluzje przy zalozeniu, ze wiekszosc spoleczenstwa jest tak madra jak warunki na to pozwalaja... Eh!

      Usuń
    5. Pracodawca kieruje pracowników na szkolenia przymusowo i uważa, że są one właściwe, bo sam w nich nie uczestniczy (zresztą, jeśli jest tępym młotkiem, to nawet gdy uczestniczy, uważa je za dobre). Taki właśnie przypadek zachodzi u mnie. A pan Bernard wie, co robi. Ja też mizantropka :)

      Usuń
    6. Iles tam lat temu, zakupilam sobie kamere aby uwieczniac rodzinne wydarzenia. Pelna entuzjazmu robilam filmy jak i Indii ale nie wszystkim (w rodzinie sie tak podobaly jak mnie) wiec po kilku uwagach (fochach), wynalazlam sobie, dobrowolnie, za wlasne pieniadze i wlasny czas, kurs filmowania. Kurs skladal sie z 3 dni... w pierwszym grupa (ok. 15 posiadaczy kamer, czesto krzyku mody i postepu technicznego) w milczeniu wysluchala wyklady o tym jak wybrac kamere, gdzie ja kupic itp. Drugiego dnia byla praktyka na starej jakiejs kamerze jak ja ladowac, zmieniac kasety (wtedy byly juz nowsze modele), na trzeci dzien puszczono nas w plener aby nakrecic maly filmik. Braklo juz czasu nawet na omowienie tego co powyczynialismy... Trzelilam fochem jak to wrodzinie bylo zwyczajem...
      Chcialam robic cudne misy gliniane... kurs trwal miesiac (raz w tygodniu), na kolo weszlam raz i glina mi swislo przy obrocie... Niech swieci garnki lepia.
      Poszlam na kurs szycia. Nie doczytalam, ze tam ucza szyc stroje ludowe. Mialam wiec raz na ludowo!
      No to poszlam na kurs amatorskiego aktorstwo... i wypisuje chetniej niz wystepuje na scenie, bo mi wtedy refrektor prosto w oczy...
      Wtedy przypomnialo mi sie stare powiedzenie: lekarzu, lecz sie sam. Posukalam tylko analogi i dalam sobie spokoj z mysla, ze szkolenei, kurs, doksztalcanie cos mnie wzbogaci.
      W pracy nas nikt nie przymuszal, wrecz przeciwnie, nalezalo sie wyklocac o prawo uczestniczenia w szkoleniu...

      Usuń
    7. Echo, Ty jesteś jak zdrowie po prostu... Popłakałam się ze śmiechu przy kole garncarskim i glinie, a potem przy kursie szycia strojów ludowych :))))))

      Usuń
    8. No i mam jeszcze jedno spostrzezenie. W szkoleniu biora udzial rozni pracownicy z cala gama wyksztalcenia (np humanisci i inni), kazdy pracownik moze prezentowac inny charakter sposobu przyswajania sobie wiedzy ( moze wymagac slowa mowionego (bo sluchowiec), moze potrzebowac wsparcia wizualnego ( dla niego nawoczesna tablica w postaci Power Pointa) lub lubi uczyc sie przez dzialanie ( bo jest kinostatykiem czy jakos tak, nie wiem jak to po polsku sie mowi poprawnie). Prowadzacy szkolenie musi to wziasc pod uwage i tu szkolenie sie przedluza bo jedna spawe walkuje sie na trzy sposoby (czasem sie da polaczyc w jedno, czasem nie). Szkoleniowiec spotyka raz (albo dwa razy: pierwszy i ostatni raz) grupe i nie ma pojecia o nastawieniu ani zaawansowaniu w temacie jej czlonkow, wiec na wszelki wypadek zaczyna od zera... Zdarzyc sie moze szkoleniowiec, ktory potrafi wykorzystac techniki szkolenia poprzez prace w grupach, krzyzuje te prace itp, nie miejsce tu na szkolenie o szkoleniach :))).
      "Dinozaury" czekaja na wiedze od szkoleniowca ale szkoleniowiec to fachowiec i nie przekazuje wiedzy jak autorytet ale organizuje wymiane wiedzy, ktora juz w grupie istnieje u danych jednostek (dlatego na szkoleniach moga byc przedstawiciele roznych organow, rzeczoznawcy czy grupa szkolenia tymi rzeczoznawcami wlasnie jest na tym szkoleniu. :))))
      Z doswiadczenia wiem, ze krytyczne podejscie do szkolenia jako calosci to dobry krok w strone uczenia sie niekonwencjonalnie i nowoczesnie. Nastepnym etapem moze byc szkolenie za posrednictwem sieci i wtedy jest ona prawdziwym wyzwaniem dla szkolonego itp czaty, forum'y.... itp.
      I jeszcze jedno. Najlepiej wspominam pewne szkolenie w... ciemni, uczestnicy ubrani w kamizelki, lasery w rekach, podzial na grupy i ganianie sie po labiryncie - nigdy w zyciu wczesniej ani pozniej nie dalam tyle z siebie dla zwyciestwa grupy jak wtedy. Pot sie z nas lal ciurkiem ale warto bylo poznac wspolpracownikow/kolegow z pracy.
      Frau Be, proponuje pomyslec nad nastepnym wpisem i opowiedziec nam co jednak zyskalas lun moglas zyskac z odbytego szkolenia. Mysle, ze bedzie to rowne tej krytyce. Pomysl.

      Usuń
    9. Proszę bardzo, oto korzyści, jakie wyniosłam z tego szkolenia:
      - dwa darmowe obiady (niezbyt smaczne, ale głodna nie byłam)
      - darmowa kawa,
      - darmowe ciastka do kawy (obrzydliwe).
      Nie wyniosłam z tych dwóch dni żadnej wiedzy, żadnych umiejętności, bo niczego nas nie uczono i niczego nie przekazano. Dostałam dwa plakaty, z którymi nie ma co zrobić, więc Letnia zużyje je z odwrotnej strony na notatki na brudno. Trochę mało jak na dwa dni straconego czasu i pieniędzy.

      Usuń
    10. Zawsze to jednak cos, a ze nie COS?
      Trudno dyskutuwac, jak ja nawet nie wiem czego szkolenie dotyczylo (nie, nie chce wiedziec) ani w jakim resorcie pracujesz (tego tez nie mam potrzeby wiedziec). :DDD
      Przygotuj sie wiec porzadnie na nastepne szkolenie (moze ciastko wez swoje do kawy). :))))
      Wez Ty troche mniej powaznie:
      Wesolych Swiat Frau Be!!!! :DDDD

      Usuń
    11. Dzięki, chociaż wątpię, aby miały być wesołe.

      Usuń
    12. To zrob z nich wesole! Spal kilka pierniczkow ale lukier zrob do tych niedopieczonych. Postaw w kacie lysa choinke z bankami i szpicem pukiem na czubku :). Powydzieraj sie koledami az do chrypki... Swieta sa takie, jakimi je uczynimy. Szkolenia tez. :))) Tip-tap-tip-tap (mam linka wyslac?)

      Usuń
    13. Nie zrobię pierniczków, choinki i kolędowania, nie mam na to najmniejszej ochoty. Życie mi niemiłe do odwołania.

      Usuń
  8. Mojego wqrva dzisiejszego nie przebijesz. Nawet mi sie komentowac nie chce...

    OdpowiedzUsuń
  9. o Matuniu czytam i czytam i nic nie wiem, błagam, ja tu prawie nowa jestem in nie orientuję się w sytuacji ... powiedz mi proszę z jakiej dziedziny ten kurs,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty się już lepiej nie orientuj, będziesz zdrowsza. A dziedzina nie ma znaczenia, teraz wszystkie tak wyglądają

      Usuń
  10. pytam, bo ja tylko raz w życiu byłam na kursie, niestety zapłacić sama musiałam. to było przeszło 20 lat temu komputery zaczęły dopiero wchodzić do szerszego użytku, kupiliśmy w pracy taki "cud" i trzeba było się nauczyć. Pechowo, bo udział brali sami studenci wydziału mechanicznego i my dwoje, dwie odstające od studentów lebiody. Mówiliśmy też wszyscy na ty, ale byłam wtedy jeszcze młoda. Ilość wiedzy, którą nam na pierwszych zajęciach przekazano była imponująca, jak na mnie nawet zbyt imponująca , bo się podłamałam. Po wykładach były "warsztaty" - zapytano nas, czy rozumiemy, a potem, parami posadzono przy komputerach. zadano pierwsze ćwiczenie, pół godziny zajęło omówienie ćwiczenia i mieliśmy wykonać. Noooo, studenci ruszyli z kopyta, a my ... pan podszedł do nas i pyta - zrozumieli państwo co mówiłem (wykładowcy nie "tykali") taaaak, to czego państwo nie wiedzą ? nie wiemy jak włączyć komputer... dzisiaj to śmieszne ale muszę Ci powiedzieć, że ten kurs w rezultacie bardzo dużo nam dał, tak na prawdę, po prostu był potrzebny i miał na prawdę sens. Dzisiaj nie wiem , jak to jest na kursach. Jestem czasem na zawodowych szkoleniach, bo Izba organizuje, są dowolne, ale korzystam ,bo dużo nowego się dowiaduję, też są jakieś tam obiadki, ale same prezentacje to fajna rzecz, podają na talerzu(w sensie wiedzy) co bym musiała sobie godzinami szukać, zwłaszcza szkolenia z dziedziny prawa, czy przepisów, człowiek po omacku błądzi, a co urząd to inna interpretacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 20 lat temu chyba nie wszystko jeszcze było tak spieprzone jak dziś... Jestem, jak najbardziej, za sensownymi szkoleniami, bo po to są, żeby czegoś nowego się na nich nauczyć. Ale jeśli idziesz po wiedzę i umiejętności, a dostajesz chałę i jeszcze masz się z tego cieszyć, to ja wysiadam.

      Usuń
    2. Malino M! Mowisz, ze bylyscie we dwie, ktore mialy problem jak wlaczyc komputer. To jeszcze nic. Ja na jakims kursie spotkalam tez dwie takie. Usadowily sie w ostatnim rzedzie stanowisk kopmuterowych i na haslo: przystepujemy do praktyki/cwiczen, na zmiane wyciagaly raczki z umalowanymi pazurkami z myszka i usilowaly uruchomic program jak pilotem w telewizorze. Byly bardzo rozczarowane, gdy im wytlumaczono, ze tu chodzi o cos innego z ta myszka. Teraz to pewnie przy tankowaniu paliwa glaszcza dystrybutor z nadzieja, ze trafia na ekranik.
      Dawniej to bylo weselej, teraz wszyscy, wszystko 'umia' ale nic to, szkoda tylko, ze musza uczestniczyc jeszcze w szkoleniach. :DDD

      Usuń
    3. Po czym poznać, że blondynka używała komputera? - Po śladach korektora na monitorze.

      Usuń
    4. I po drobinkach sera, którymi chciała nakarmić myszkę :)

      Usuń
  11. A wygarnęłaś tym, którzy Cię na to szkolenie wysłali i organizatorom to co tu na blogu :-)
    Pa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co by to dało? Wyrzucenie ze szkolenia i z pracy?

      Usuń
    2. Wolność. Złam zasady i uwolnij się.
      Bierz przykład z postaci z kreskówki. Zwą go koleś Git. https://www.youtube.com/watch?v=n3P3H9j4zQk
      Popatrz sobie co robi z zasadami.
      Pozdrawiam wieczorowo

      Usuń
    3. A ten koleś jest samotną matką, która z czegoś musi utrzymać siebie i dziecko w dobie bezrobocia?

      Usuń
    4. Nie sądzę.
      Ale przyznasz, że łatwiej uzewnętrznić swoje pretensje tu, na blogu, niż w miejscu, gdzie mogłoby to przynieść jakiś skutek. Może są jacyś myślący ludzie, którzy przyjmą taką uwagę jako konstruktywną krytykę i wyciągną wnioski.
      Doba bezrobocia... czyżby tzw. "dobra zmiana" nie zniosła go jeszcze?
      Pozdrawiam

      Usuń
    5. Żarty się Ciebie trzymają! Figlarzu :)

      Usuń