środa, 14 grudnia 2016

374. Litwa, Łotwa, Estonia: duchy i wehikuł czasu



Miasto określane mianem serca Estonii ze względu na centralne położenie, nazywa się Paide – po polsku Biały Kamień. Określenie to pochodzi od białego wapienia, z którego został wybudowany zamek w Paide. Pierwsze wzmianki o miejscowości pochodzą z 1265 r., w 1291 r. mistrz Zakonu Kawalerów Mieczowych Holt I von Hahenbach nadał jej prawa miejskie. Fundatorem warowni, która powstała w końcu XIII wieku, był prawdopodobnie mistrz Konrad von Mandern. Nazwał swoją siedzibę Weißenstein, co oznacza właśnie Biały Kamień. Zamek miał 30-metrową basztę zbudowaną na planie ośmiokąta i nowoczesne bastiony na narożnikach. Na jego terenie znajdował się m.in. budynek konwentu i kościół.


Czasy przymusowej chrystianizacji wywoływały bunty ludu przeciwko zakonowi. W 1343 r. miało tutaj miejsce powstanie. Wówczas to zaproszeni do zamku na pokojowe rozmowy czterej posłowie zostali podstępnie uwięzieni i zamordowani. Nazwano ich po tym wydarzeniu Czterema Królami Estończyków.
W 1573 r., gdy zamek zdobył Iwan IV Groźny, podczas oblężenia został śmiertelnie ranny jego przyjaciel, Maluta Skuratow, co tak rozwścieczyło monarchę, że spalił większą część domów, a ich mieszkańców wymordował. Cztery lata później, podczas toczących się wojen inflanckich, zamek odbili Szwedzi.



W czasie wojny polsko-szwedzkiej zamek w Paide został zdobyty w 1602 r. przez wojska polskie pod wodzą hetmana Jana Zamoyskiego, w 1604 r. natomiast na przedpolach Białego Kamienia Jan Karol Chodkiewicz zwyciężył Szwedów.


Współcześnie Paide jest spokojnym miasteczkiem, którego ludność skurczyła się do około 8 000 mieszkańców. Na terenie ruin średniowiecznego zamku odbywają się plenerowe wystawy malarstwa i rzeźby, ośmioboczna wieża zaś kryje w sobie niespodziankę.


W Białym Kamieniu znaleźliśmy się o upiornie porannej porze, w związku z czym krążyłyśmy niewyspane i niechętne wszystkiemu. Na hasło „zwiedzanie baszty” zareagowałyśmy protestem całego organizmu. Na szczęście bilety zostały zakupione, kości rzucone i nie było przeproś. Jak się okazało, w baszcie czekała nas przednia zabawa. Zorganizowano tam w oparciu o wykopaliska archeologiczne „Centrum Czasu” – stałą wystawę dotyczącą historii miasta i regionu, sięgającej do najodleglejszych czasów. Do przemieszczania się między kolejnymi piętrami służy swoisty wehikuł czasu – niby zwykła winda, a jednak jak ze science fiction.




Rozpoczynając od dołu, zwiedzający są prowadzeni od prehistorii do współczesności. Na każdej kondygnacji znajdujemy się w innej epoce i mamy do dyspozycji „zabawki”, które urozmaicają zwiedzanie. Tu trzeba coś przycisnąć, tam pociągnąć – i już spotyka nas jakaś niespodzianka.
Najniżej, w otoczeniu prehistorycznych dzikusów, pod granatowoczarnym, rozgwieżdżonym niebem obejrzeliśmy film o pradziejach ziem estońskich. Trochę nie mogłam się skupić, bo nieartykułowane dźwięki tłumaczył nam na rosyjski wściekle przystojny tubylec w moim typie, to znaczy jasnowłosy i błękitnooki przewodnik.




Na piętrze średniowiecznym zajrzałam nieopatrznie za tajemnicze drzwi i tak się wystraszyłam, że nawet o pstryknięciu fotki zapomniałam – w półmroku na prowizorycznym wychodku ujrzałam siedzącego jełopa (sądząc po latrynie, dość światłego jak na one czasy).


Zakuta pała

Średniowieczny skryba
Przedstawiciel Inkwizycji puszczający z dymem czarownicę
XVII-wieczny bohater strony szwedzkiej
 Odległość między kondygnacjami pokonałyśmy pieszo wąską, krętą klatką schodową, do czego podkusił nas napis na drzwiach nakłaniający do ostrożności ze względu na duchy. Ku mojemu zdumieniu, duchy zaistniały w tym miejscu naprawdę. Co jakiś czas przelatywały nam nad głowami, wyjąc potępieńczo i znikając w ścianach. Cechą charakterystyczną owych bezcielesnych widziadeł były całkiem żywe, jak na zjawy, kolorki. Udało mi się nawet jednego ducha upolować.

Drzwi do klatki schodowej

Przelatujący duch
Na samej górze znajduje się restauracja i taras widokowy, a ekspozycja składa się z fantastycznych pojazdów przyszłości. Bardzo to wszystko było miłe w oglądaniu i senność mi przeszła. Zwłaszcza w zderzeniu z wstrząsającą urodą przewodnika.


Spóźniona dama wraca do domu

Strażnik, pociągnięty za prawą ręką, wołał, aby gasić światła, bo zapada już noc
Gdy przycisnęło się guziczek sprytnie ukryty obok popa, scenka nagle się obracała i wyłaniało się całkiem świeckie towarzystwo
 
Chyba właśnie wyszli z cerkwi

Ten osobnik dzwonił, aby oznajmić odjazd dyliżansu, zwracając się uprzejmie do "szanownych pasażerów"
Żeby przejść dalej, trzeba było wsiąść do dyliżansu (w którym za wirtualnymi oknami przesuwała się wirtualna droga) i wysiąść z drugiej strony
 
Ta dama ukrywa w szafie kochanka...
...bowiem wrócił mąż...
...a noga kochanka i przytrzaśnięty krawat widoczne są w dole szafy
Towarzysz sekretarz...
...i towarzyszka sekretarka (lub maszynistka)
Chyba pojazd przyszłości

I na koniec rzut oka z tarasu widokowego
 


22 komentarze:

  1. Ale mi sie spodobalo! Takie zwiedzanie, troche interaktywne i pelne humoru jest bardziej zajmujace niz sluchenie suchych faktow z ust chocby najprzystojniejszego przewodnika swiata. :)
    Dlaczego nie zrobilas mu zdjecia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo mi było głupio tak wprost, a ciągle (przypadkiem, oczywiście), znajdowałam się blisko niego. A to w windzie, a to tu, a to tam...

      Usuń
    2. Od kiedy Ty jestes taka fstydliwa?

      Usuń
    3. Gdy widzę jasnego blondyna z błękitnymi oczami (łezka w kroku!), tracę rezon i rozum :)

      Usuń
  2. Ale fajne takie szkolenie. :DDDD

    OdpowiedzUsuń
  3. Zabawne to muzeum.
    Ale baszta nieźle zachowana. Lubię takie miejsca:)
    Muzeum ciekawe, zwłaszcza to co po baszcie i reszcie zabudowań zostało.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko zabawne, bo też pouczające. Niesłychanie miło się oglądało ekspozycję.
      I przewodnika :))

      Usuń
    2. Pewnie był znacznie młodszy niż baszta?

      Usuń
    3. Zdecydowanie młodszy :)

      Usuń
  4. Bardzo ciekawie urządzona ta wieża, nic dziwnego, że spanie ci przeszło. Takie duchy każdego obudzą, o pięknym przewodniku nie wspominając :)
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaje się, że w tym wypadku przewodnik wygrywa z duchami :)

      Usuń
  5. Rewelacja! Chciałabym kiedyś zobaczyć to muzeum i oczywiście obejrzeć je z tym rasowym przewodnikiem :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie stoi na przeszkodzie...

      Usuń
    2. W tym roku w Estonii była moja córka, ale wtedy nie była jeszcze uwiązana kotem. Ja jestem uwiązana kotem i psem, więc póki co z turystyki trochę nici. Chyba, że Matulę uproszę, żeby na czas naszych wyjazdów tu zjechała na parę dni do opieki.

      Usuń
  6. Muszę tu.
    Skrzynka odbiorcza mi nie działa!
    Pa:)
    Ozon

    OdpowiedzUsuń
  7. Znowu jakiś problem z kompem!
    E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No przecież wszystko działa.

      Usuń
    2. Wiesz jak to jest. Trzeba czasu lub innego programu. Zobaczymy jak będzie dalej.
      :)))

      Usuń
    3. Dalej to wszyscy prędzej poumieramy ze starości niż coś się zmieni.

      Usuń