poniedziałek, 19 grudnia 2016

376. Litwa, Łotwa, Estonia: Miasto Pozytywnych Myśli



Mianem Miasta Pozytywnych Myśli mieszkańcy Estonii określają drugie co do wielkości miasto w kraju (100 000 mieszkańców). Życie toczy się tam spokojnym rytmem, wyzwalając dobrą energię.
W bogatej historii Tartu odnajdujemy także polskie akcenty. Początkowo istniał tu gród o nazwie Tarpatu, który w 1030 r. został zdobyty przez kijowskiego księcia Jarosława Mądrego i nazwany Juriewem. Gdy Estonia znalazła się w Inflantach, miasto zostało przemianowane na Dorpat. Do połowy XVI w. było głównym ośrodkiem gospodarczym regionu, m.in. jako jedno z niewielu biło własną monetę. W 1582 r. na mocy rozejmu w Jamnie Zapolskim Dorpat przeszedł pod władanie Rzeczypospolitej. Stefan Batory utworzył w nim ośrodek jezuicki, przekształcony później w kolegium, a oprócz tego seminarium i gimnazjum. Polski król nadał miastu oficjalne barwy: białą i czerwoną, które zostały zachowane po dzień dzisiejszy. W 1629 r. Dorpat przeszedł w ręce Szwedów. Wówczas to król Gustaw II Adolf powołał do życia uniwersytet. Ukończyli go m.in. sławni Polacy: lekarz Tytus Chałubiński, etnograf Bronisław Malinowski, filozof Wincenty Lutosławski. Na początku XVIII wieku miasto zostało zrównane z ziemią przez cara Piotra I, epidemie i pożary. W ciągu zaledwie kilkunastu lat liczba mieszkańców spadła do niespełna 100. Odbudowa nastąpiła dopiero na przełomie XVIII i XIX w. Dopiero dwudziestolecie międzywojenne przyniosło powrót do estońskiej nazwy Tartu.
Dziś jest to przede wszystkim ośrodek uniwersytecki. Jego centrum stanowi Plac Ratuszowy z ratuszem i charakterystyczną, urokliwą fontanną – rzeźbą przedstawiającą parę całującą się pod parasolem.



Ponieważ Tartu zostało zbudowane na bagnach, część dawnych budynków zapadła się bądź przekrzywiła. Zachowała się kamienica zwana Tartuską Krzywą Wieżą, która opiera się z jednej strony na murach miejskich, a z drugiej na drewnianych palach, które się osunęły.

Tartuska Krzywa Wieża to widoczna na zdjęciu pierwsza kamienica z prawej
Wizytówką miasta jest neoklasycystyczny gmach Uniwersytetu Tartuskiego.





Ciekawostką są umieszczone na sąsiednim budynku wizerunki uniwersyteckiej kadry naukowej.



XIV-wieczny kościół św. Jana (Jaawi kirik) to trójnawowa bazylika wyróżniająca się ponad tysiącem oryginalnych, dobrze zachowanych figurek z terakoty rozmieszczonych na murach kościoła.












Ogrody Botaniczne Uniwersytetu w Tartu liczą ponad 6500 gatunków roślin z całego świata, a należąca do nich oranżeria jest największa w krajach bałtyckich. Nawet w deszczu udało się zrobić parę zdjęć obrazujących to bogactwo.

Palma z doniczek
 




















W alejach parkowych miasta znajduje się mnóstwo rzeźb z brązu. Jedną z najciekawszych jest ta złożona z dwóch postaci: mężczyzny i małego chłopca, pozwalająca zaobserwować charakterystyczne proporcje ciała.



Przez Tartu przepływa rzeka Emajögi, dlatego miasto posiada wiele mostów.



Na temat tego, który zlokalizowany jest na wprost ratusza, krąży studencka legenda, że przejście po jego łuku gwarantuje zaliczenie sesji. Na moje oko wygląda to raczej na gwarancję ciężkiego kalectwa, a w najlepszym razie śmierci na miejscu.



Pamiątką z Tartu jest mój ulubiony talerzyk z kotem.


Piękna kamienica tartuska
 

 
Ciekawe malowidło na starym domu

Świetny pomysł na zakaz wjazdu

36 komentarzy:

  1. Calkiem ciekawy ten kosciol Jana, a ogrod botaniczny wrecz zachwycajacy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zachwyca fakt, że te terakotowe figurki przetrwały w tak wielkiej liczbie do dziś. A ogród cudny, zwłaszcza cieszy oko o tej porze roku.

      Usuń
    2. Mhm... Nie wpadło mi do głowy porównywać. Trzeba by przeprowadzić prace badawcze.

      Usuń
  2. Dobrze pamiętałam, że był kiedyś bardzo dobry koń wyścigowy Dorpat. A ogród - cacunia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skądżeś Ty tego konia wydarła?!
      Ogródeczek owszem, miodziusiowy. Nawet w czasie deszczu.

      Usuń
    2. Z pamięci i ze Służewca :) Przecież mam fioła na tym punkcie :)

      Usuń
    3. A, zapomniałam, że fioła. Druga Chmielewska normalnie! Nawet o tych szorach mnie uświadamiałaś onegdaj...

      Usuń
    4. ooo - Ktoś tu o Chmielewskiej ???? mogę czytać po kilka razy i tak się śmieję za każdym razem

      Usuń
    5. Owszem, na Chmielewskiej jestem chowana od dziecka i też mogę w kółko.

      Usuń
    6. Zakładamy. Ja chcę być skarbnikiem i zbierać składki na wódkę!

      Usuń
    7. Nie ma sprawy. Ktoś jeszcze chętny?

      Usuń
    8. Chmielewska i wódka!

      Chętnam!


      Lubię takie wirtualne wycieczki:).

      Usuń
    9. O! Ty! Nalewkowo-wódczana!

      Usuń
    10. Miałam na myśli chętnych do klubu, ale do wódki-nalewki też można :)

      Usuń
    11. Właśnie dostałam dwie nalewki z Podlasia i jeden likier truskawkowy od Dzieciątka. Normalnie nie wiem, od czego zacząć :D

      Usuń
    12. Od początku, znaczy kieliszka i odkręcenia korka. Smacznego! A z czegoż one?

      Usuń
    13. Miodowa na bimbrze :) i jagodowa :) dobre, ale mocne jak cholera!

      Usuń
  3. ciekawa jestem, czy to efekt zdjęcia, czy rzeczywiście niektóre figurki i kształtki terakotowe mają kolor pomarańczowy ? tak widzę na monitorze, część cegieł też jest w tym kolorze, ciekawe, może glina z jakiegoś charakterystycznego złoża ? a może te pomarańczowe są nowsze, w ten sposób zaznaczono że odtworzone w trakcie konserwacji ? zaciekawiło mnie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malino, widzę to samo, ale trudno mi miarodajnie na to pytanie odpowiedzieć. Ustawienia monitorów są różne, to na pewno i możemy mieć w tej materii przekłamania. Jednak to widoczne gołym okiem, że poszczególne figurki mają różne kolory. Niektóre też są bardziej poczerniałe. Przyszło mi do głowy to samo, co Tobie - że jest to efekt prac konserwatorskich.

      Usuń
  4. Jestem zachwycona figurkami, tam gdzie są i mogę je fotografować, wszędzie włażę i robię zdjęcia. :) No i ogród no i dzięki Tobie poznałam miasto i jego dzieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Elko - na spadzisty dach byś raczej nie wlazła :)

      Usuń
  5. Informuję przeczytała dwa poprzednie posty, ten z wieżą wspaniała opowieść, jestem zachwycona że ktoś może tak urozmaić smętne zwiedzanie że aż chce się poznać to miejsce. A tęsknota, z mojego dzieciństwa pamiętam takie choinki, rodzinne świętowanie, śpiewanie wujków i cioć i granie na cytrze, bądź mandolinie ojcowe. Nie tęsknię jednak za tym czasem, nie był łatwy. Tobie dziękuję za to czym się dzielisz, swoimi opowieściami zdjęciami i podróżami. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smętne zwiedzanie? O, nie! To nie nasza specjalność :)

      Usuń
  6. Sama już tracę cierpliwość do siebie!
    Byłam , widziałam i poszłam ... ???
    Gdzie ja mam głowę, nie wspominając o jej zawartości?
    Podoba mi się to co widzę. Bardzo przypomina inne miejsca byłego ZSRR.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dlatego że ZSRR, tylko ze BYŁE !
      :)))

      Usuń
    2. Na przykład te głowy. Coś podobnego już widziałam i nie było tam dwóch jednakowych! W Rydze? Nie pamiętam gdzie to było!
      :)))

      Usuń
    3. Mnie się to kojarzy tymi główkami na sufitach kasetonowych na Wawelu.

      Usuń
  7. Jakby to ująć. Dwa komentarze zniknęły...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...i nie zdążyłam ich zobaczyć.

      Usuń
    2. Jeden dotyczył palmy z doniczek. Ciekawy pomysł.
      Kolejny był poszukiwaniem pierwszego...
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Leslie, jako żywo - nie mam z tym nic wspólnego! A palma z doniczek też mi się spodobała. To chyba studenci tak się zmóżdżyli.

      Usuń