poniedziałek, 23 stycznia 2017

384. Litwa, Łotwa, Estonia: pędem



Górę Trzykrzyską (Trijų Kryžių kalnas), jeden z najbardziej znanych symboli Wilna, obejrzałam z dołu.


Nie wiadomo, skąd wzięła się tradycja stawiania na jej szczycie trzech krzyży, w każdym razie jest długa. Wieść gminna głosi, że jeszcze przed chrztem Litwy książę Olgierd wespół z wojewodą Gasztołdem sprowadzili do miasta franciszkanów, którzy jednak pod nieobecność władcy zostali zamordowani przez miejscową ludność. Siedmiu stracono przed ratuszem, czterech utopiono, a trzech ukrzyżowano na wzniesieniu, które zwano wówczas Górą Łysą albo Górą Krzywą.
Inna legenda mówi, że krzyże ustawiono na pamiątkę – z okazji lokacji miasta na prawie magdeburskim.
Tak czy owak, trzy krzyże stały tam od niepamiętnych czasów, aż zostały wymienione na nowe w 1740 roku. W 1869 r. zawaliły się ze starości, a władze Rosji aż do I wojny światowej nie wydały zezwolenia na postawienie nowych – ze względu na powstania narodowowyzwoleńcze. W 1916 r. ks. prałat Kazimierz Michałkiewicz przeprowadził wśród wilnian zbiórkę pieniędzy i postawiono nowe, żelbetonowe krzyże zaprojektowane przez Antoniego Wiwulskiego, które w 1950 r. zostały wysadzone przez władze ZSRR dynamitem. Szczątki zakopano. W 1989 r. zostały odbudowane, raz jeszcze według projektu Wiwulskiego, z tym, że postument został podwyższony o 1,8 m. W podstawę wmurowano pozostałości krzyży przedwojennych i wyryto napis: „1916 – 1950 – 1989”. Współcześnie upamiętniają one ofiary stalinizmu na Litwie.


Z Góry Trzykrzyskiej rozpościera się ponoć najpiękniejsza panorama miasta.
Cieszy mnie zawsze, gdy uda mi się dotrzeć do miejsca, które wcześniej wpadło mi w oko w jakimś przewodniku, a potem zrobić takie samo zdjęcie. Zapamiętałam sprzed wyjazdu fotografię porcelanowych czajniczków wmurowanych w zewnętrzną ścianę domu. No i trafiliśmy w okolicę Zaułka Bernardyńskiego – jednej z uroczych uliczek Wilna, zabudowanej kamienicami z XVI, XVII i XVIII w. i do moich czajniczków.




Idąc dalej, w stronę Ostrej Bramy, przeszliśmy ulicą Wielką (Didžioji gatvè) – jedną z głównych ulic Starego Miasta w Wilnie, przebiegającej m.in. przez Plac Ratuszowy, czyli rynek.
Po drodze minęliśmy cerkiew św. Mikołaja...



...kościół św. Kazimierza...




...i dawny dom profesora nauk medycznych Józefa Franka oraz chemika i działacza oświeceniowego, Jędrzeja Śniadeckiego, w którym w 1812 r. kwaterował również słynny pisarz francuski, Henri Beyle (Stendhal), w czasie kampanii napoleońskiej.



Doszliśmy do ratusza, który w XVIII w. został przebudowany jako klasycystyczny według projektu Wawrzyńca Gucewicza...

Ratusz

Plac Ratuszowy (widok od strony ratusza)
...a także do kamienicy, w której mieszkał skazany na osiedlenie w Wilnie pod dozorem policyjnym Józef Ignacy Kraszewski.


Z bólem serca znowu odnotowałam fakt, że gdy czas nagli i trzeba dokonywać wyborów, to polską specjalnością jest – zamiast postawić na naukę i kulturę – wybór zataczania się od kościoła do kościoła. Dlatego też popędzono nas w kierunku Ostrej Bramy, po to, żeby zmitrężyć tam dobrze ponad godzinę oraz do cerkwi Św. Ducha, której nawet nie chciało mi się fotografować, a w której gwóźdź programu miały stanowić mumie trzech prawosławnych świętych. Tymczasem nie dotarliśmy ani do mieszkania Adama Mickiewicza, w którym poeta pracował nad Dziadami (cz. II i IV) i Grażyną, ani do klasztoru bazylianów, przerobionego w okresie przedpowstaniowym na więzienie ze słynną „celą Konrada” opisaną w Dziadów cz. III. Musiałam obejść się smakiem, fotografując w biegu jedynie bramę prowadzącą na bazyliańskie podwórze, tzw. Wrota Bazyliańskie.


Piękny ten obiekt, pochodzący z 1749 roku, to rokokowe dzieło polskiego architekta, Jana Krzysztofa Glaubitza. Trzykondygnacyjna, falująca fasada symbolizuje Trójcę Świętą, wyobrażoną w górnej części.


20 komentarzy:

  1. Wilnianie dobrze wiedzieli, czym pachnie wprowadzenie do miasta jakichs mnichow, to i wytlukli. Dobrze zrobili, nie ma nad kim plakac. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz tu gdzieś płaczących?
      Niestety, wytłuczenie nie na długo pomogło.

      Usuń
    2. Ktos sie bardzo oburzyl i przekleil na moj blog ten komentarz i Twoja odpowiedz. Usunelam oczywiscie.

      Usuń
  2. Czajniczki są cacane. I Wilno piękne. Tak blisko, a tak daleko... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komu blisko, temu blisko :) Wiesz, tych czajniczków była dalej cała ściana, ale pęd był taki, że fizycznie nie było jak zrobić satysfakcjonującej liczby zdjęć. A mogłabym tak czajniczek po czajniczku... Boskie są!

      Usuń
    2. Ja swego czasu byłam tak pędzana po Pradze, a tam i tygodnia mało.

      Usuń
    3. Pędzenie wynikło z tego, że Wilno było nieplanowane. Zboczyliśmy z drogi po prostu.

      Usuń
    4. To akurat ładne zboczenie :)

      Usuń
    5. Każde zboczenie... yyy... z trasy jest ładne :)

      Usuń
  3. Pęd, to jest powód dla którego nie uczestniczę w zorganizowanych eskapadach. Ale czajniczki cudne, uwielbiam takie klimaty ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyczyną pędu był fakt, że Wilna w ogóle nie było w planach.

      Usuń
  4. Pęd, pędem, ale chociaż liznęliście Wilno ;) A Ostra Brama musi być, co tam jakiś Mickiewicz i jego Dziady ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lidka, Bój się Boga - Ostra Brama to też Mickiewicz! :) No i będzie, będzie, tylko w oddzielnym poście.

      Usuń
  5. Klimat, że tak powiem, wileński jest: ) pięknie tam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest to akurat mój ulubiony klimat, ale bez wątpienia - jest pięknie.

      Usuń
  6. Ale jaki piękny ten pęd 😊

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam dziwne wrażenie, że już i Świat wyrobił sobie o Polakach niezbyt pochlebną opinię mimo wielu, niezaprzeczalnych zasług i dorobku kulturalnego tychże!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się światu nie dziwię. Dorobek dorobkiem, ale i grzechów na polskim sumieniu mamy co niemiara.

      Usuń