poniedziałek, 13 lutego 2017

388. Do dupy z miłością!

Jak tak patrzę na tego okołowalentynkowego pierdolca, to zbiera mi się na rzyganie. Jak ktoś chce zobaczyć, jak wygląda miłość, powinien poznać Jej historię.
Skończyła szkołę, zakochała się, wyszła za mąż. On był pięć lat starszy, dojrzały, odpowiedzialny – Ona miała pracę i dom po dziadkach, z pięknym, dużym ogrodem. Byli szczęśliwi i Ona doszła do wniosku, że pora na dziecko. On nie chciał, dobrze im się żyło bez kłopotów i dodatkowych obowiązków. Gdy mimo to zaszła w ciążę, nie wydawał się przesadnie niezadowolony. Raczej obojętny.
Ono urodziło się bardzo, bardzo chore, nie do tego stopnia jednak, aby umrzeć. Nigdy nie chodziło, nie usiadło, nie wypowiedziało słowa „mama” ani żadnego innego. Ona zrezygnowała z pracy, aby czuwać nad Nim w dzień i w nocy, a gdy nie dawała rady, zastępowała ją matka. On był, pracował, utrzymywał, ale nie wspierał. Kara musiała być.
Ono, które przez dwadzieścia pięć lat nie wiedziało o bożym świecie, w końcu umarło, a oni znowu byli we dwoje. No, jeszcze plus pies. Ale czy rzeczywiście tylko we dwoje?
Ona z powrotem podjęła pracę i codziennie chodziła na grób Dziecka, jego dopadł kryzys wieku średniego, a może druga młodość. Zaczął nawiązywać internetowe znajomości, z których jedna przerodziła się w regularny romans. Ona zaczęła coś podejrzewać, On specjalnie tego nie ukrywał. Wiedział, że go kocha.
W końcu zaprosił Trzecią do domu, a że pochodzili z różnych miejscowości, została u nich na noc. Raz, drugi, trzeci…
Ona budziła się w nocy, gdy On wymykał się z ich wspólnej sypialni i szedł do pokoju Trzeciej. Daremnie błagała, żeby tego nie robił. Nie mogła spać już do rana. Później, gdy Trzecia przyjeżdżała coraz częściej i zostawała na coraz dłużej, uciekała z własnej sypialni, aby więcej nie wiedzieć, że On z niej wychodzi… Słyszała za to, jak Trzecia się tam wślizguje i zajmuje jej miejsce w łóżku. Nadal nie mogła spać do rana…
- Otwieram lodówkę – mówiła, podczas gdy patrzyłam na nią z niedowierzaniem i współczuciem – a tam Trzecia… Otwieram piekarnik, a tam też Trzecia…
Wyglądała jak ofiara przemocy domowej. Golf naciągnięty aż do połowy twarzy, dłonie ukryte w rękawach… Jakby chciała stać się niewidzialna.
- Dlaczego to znosisz? Dlaczego tkwisz w tym chorym układzie? Dlaczego dajesz się tak upokorzyć? Dlaczego go nie wyrzucisz? Dom jest twój, masz pracę, jesteś samowystarczalna…
- A bo wiesz… To nie jest takie proste.
- Ależ jest!
- Nie jest. Ja go kocham.
W takim razie niech szlag trafi miłość.

68 komentarzy:

  1. TAKĄ "miłość" rzeczywiście, masz rację, NIECH SZLAG TRAFI I NIECH KREW NAGŁA ZALEJE...Ja teraz też przyglądam się "takiej miłości" (Niedawno pisałam :)) . Oni pewnie św. Walentego uważają tylko i wyłącznie za patrona obłąkanych ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mniej więcej chciałam napisać. Ale może dopiszę coś od siebie: nie dorósł do MIŁOŚCI ten, kto myśli, że MIŁOŚĆ to zawsze motylki w brzuchu, wieczna wzajemna fascynacja (kiedy kończymy odkrywać się nawzajem, po prostu jest to kolejny eta, miłości - i tak - w pewnym momencie miłość ma wiele wspólnego ze wzajemnym przyzwyczajeniem się do siebie, ale samym przyzwyczajeniem być nie może, bo się skończy), tylko ćwierkające ptaszki na drzewach, częste wypady na zabawy, do kina, na kolacje...
      Miłość to uczucie wzajemne - jeśli z jednej strony gaśnie, to już nie jest to...

      Ale nie każda para ma szczęście, że wiedzie im się dobrze i godnie w sprawach tak przyziemnych jak płaca, utrzymanie, czy... zdrowe dziecko. Zauważyliście, że rodzi się coraz więcej chorych i naprawdę ciężko chorych dzieci? ale czy takim dzieckiem można "usprawiedliwiać", że z jednej strony miłość wygasa? W opisanej historii zabrakło ze strony męża zwykłego wsparcia... wiadomo - matka inaczej patrzy na dziecko, jest gotowa bardziej i więcej się poświęcić... Trudno tu być mądrym, samemu tego nie doświadczywszy. Brakło mi pomysłu typu - raz na jakiś czas, bez względu na wszystko mamy wieczór dla siebie; wychodzimy na miasto, na kolację, mamy czas tylko dla siebie wzajemnie...

      To wszystko trudne, bardzo trudne... Nie każdy jest w stanie pogodzić taką sytuację z MIŁOŚCIĄ... A nie z tą tanią miłością ze sklepu

      Usuń
    2. Jaga, ja jestem kobieta radykalną i uważam, że najlepsze są ostre cięcia. Dlatego tak się dziwiłam...

      Usuń
    3. Gosiu, On w ogóle nie chciał mieć dzieci, więc zdrowe też by pewnie odrzucił. Tak czy owak, nie rozumiem takiej miłości, która daje się zeszmacić.

      Usuń
    4. W takim razie to nie jest miłość. Ludzie, którzy nie mają pewnych wspólnych celów (a dziecko bywa jednym z nich w związku), nie będą razem i to nie będzie zdrowy związek. A ta kobieta była świadoma, że on nie chce dzieci od początku związku? Ona chciała? To co opisałaś to przykład związku toksycznego, a w takim nie ma miłości

      Usuń
    5. PS Nie miałam na myśli tego, że każdy związek musi koniecznie zaowocować dzieckiem - istotne jest, żeby obie strony to ustaliły na początku

      Usuń
    6. Radykalne cięcie też bym mu zrobiła na miejscu tej kobitki - zgadnij gdzie była by linia cięcia?? Jak można do wspólnego domu jakąś dupę przyprowadzać ? Co ona drugą Wisłocką chce zostać ??

      Usuń
    7. Gosiu, traktujesz miłość w kategorii "oboje myślimy i czujemy tak samo". A jeżeli kocha tylko jedna strona, to co? To nie jest miłość?

      Usuń
    8. Jaga, ja to wszystko wiem, sama cięłam bez namysłu i dobrze na tym wyszłam. ale my sobie możemy teoretyzować, a życie sobie...

      Usuń
    9. wiem...obserwuje staczanie się po równi pochyłej mojej koleżanki - dramat . Ona nie chce ciąć niczego a a ja bym mu chętnie obcięła jaja

      Usuń
    10. Przychylam się do cięcia.

      Usuń
  2. Ona go na pewno nie kocha, ona przez te lata zdazyla sie przyzwyczaic do jego stalej obecnosci i teraz nie wyobraza sobie jego odejscia. Jemu zas jest wygodnie, bo jesli z Trzecia nie wyjdzie, nie bedzie musial prosic zony o ponowne przyjecie w pielesze.
    To na pewno nie jest zadna milosc, ale zdradzana kobita musi znalezc sobie jakas wymowke, usprawiedliwienie dla wlasnej glupoty. Ona przy tym boi sie, ze gdyby go wyrzucila z domu, znalazlby sobie inne przytulisko, a tak... ma go w pewnym stopniu na oku i pod kontrola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pantero, ja też tak myślę, w większości wypadków właśnie tak. ale gdy patrzę na Nią, na te jej nieustające łzy, to sama mam wątpliwości...

      Usuń
    2. Gosiu, On kocha chyba tylko siebie.

      Usuń
    3. Lubi wygodę , ale nie jet dorosły. Jeszcze nie. Dorosły facet, gdy chce zmienić kobietę, to zmienia również adres zamieszkania. Ten o którym piszesz, to wygodnicki leniuch. A tę jego żoną ktoś powinien potrząsnąć! Niech ona się w końcu obudzi, bo dojdzie do tego, że obca baba zabierze jej i dom!

      Usuń
    4. To już się chyba nie stanie, oboje są sporo starsi ode mnie. Jak do tej pory nie dorósł, to już nie dorośnie.

      Usuń
    5. Stary a ciągle odporny na wiedzę (nawet życiową).
      Bywa.

      Usuń
    6. Wiedza tu nie ma nic do rzeczy. Nie kocha jej i tyle, a żyć mu wygodnie. Żadna wielka filozofia.

      Usuń
    7. Prywatnie Ci powiem ,
      (hi, hi, hi, na blogu i prywatnie?)
      Mam okropny charakter. Czasem bywało i tak, że kara miała być dotkliwa. I była. Parę łez do poduszki wylałam, ale klasę zachowałam.
      :)))

      Usuń
    8. Prywatnie Ci powiem: też mam okropny charakter, chi, chi, chi :)

      Usuń
  3. Ona go nie kocha. Ona jest uzalezniona. I pewnie ma wpojone panujace przez pokolenia przekonanie ze sobie bez chlopa nie poradzi.
    Prawdziwa milosc nie boli, nie rani. Prawdziwa milosc dodaje skrzydel. Ament.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie amen przypadkiem? :P No chyba, że jakie amen(t) taka i miłość

      Usuń
    2. Iwona, ja ją znam. To nie jest wsiowa gęś z małomiasteczkowym wychowaniem. Ale i tak jej nie rozumiem. Może to rzeczywiście miłość? Nie bardzo potrafię sobie wyobrazić uzależnienie.

      Usuń
    3. Gosiu, może być nawet JamenT :)

      Usuń
    4. Gosia, nie poprawiaj mnie, ja polonistyke skonczylam :-p Ament ma byc i koniec.

      Usuń
    5. Iwono - polonistyka nie ma tu wiele do rzeczy - "amen" jest pochodzenia hebrajskiego :-) Pozdrawiam

      Usuń
    6. Ale "jament" jest polskie! "Ament" też :)))

      Usuń
    7. Niech będzie "Amant" ! Może tak być?

      Usuń
  4. Dziwny jest ten świat, że zacytuję.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z Iwoną A. Kobieta jest uzależniona. To nie jest miłość, bo miłość uskrzydla, napełnia energią, a nie robi krzywdę. O facecie nie powiem nic bo musiałabym rzucić językiem budowlanym a przecież nie klnę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeee, cosik to za proste by było...

      Usuń
  6. A no, do dupy! Ona go kocha. Tylko milosc moze byc slepa!!! A on? On jest chlop, co zywemu nie przepusci.
    Milych Walentynek na wieczor. (Walentynki tez sa do dupy!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, że są do dupy. Facet, którego kocham, nie kocha mnie, więc na jaki plaster mi takie święto zmarłych?

      Usuń
  7. Cały problem w tym, że ta miłość jest jednostronna.W takim przypadku wszystko jest o wiele trudniejsze. A Ten, ...ten jakiś oszust , życiowy nieudacznik, pomyłka Stwórcy, powinien, jak DOROSŁY I HONOROWY MĘŻCZYZNA wyprowadzić się i gdzieś tam wić swoje gniazdko. Byłą żonę zostawić w spokoju.
    Całe miasto powinno go wyśmiać jak nieudolne dziecko!
    Trafiła babka na wyjątkowego nieudacznika i niedojdę.
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Honorowy mężczyzna" to sprzeczność sama w sobie :)))

      Usuń
    2. Niestety często "męski honor" nie ma wiele wspólnego z "ludzkim honorem"... "Męski honor" ma więcej wspólnego z wyolbrzymionym męskim ego, choć OCZYWIŚCIE NIE ZAWSZE - sorry, ale nie będę obrażała wszystkim panów, bo pewien ich odsetek jest w porządku

      Usuń
    3. Tak. Tylko ten odsetek porządnych facetów jest tak chytrze porozstawiany, że niezwykle trudno na nich trafić.

      Usuń
    4. Fakt. Gdyby był honorowy i wystarczająco męski, to dawno znalazłby sobie własne lokum.

      Usuń
    5. Kiedyś mówiło się o kobietach, że to taki delikatny bluszcz i same sobie bez chłopa nie poradzą. A tu mamy okaz męski. No, no, no...

      Usuń
    6. I tutaj masz rację. Gdyby miał choć cień godności, odszedłby.

      Usuń
    7. I poradziłby sobie, to jest typ silny, ale po co ma sobie radzić, skoro w domu wygodniej? Po co się fatygować?

      Usuń
    8. Sam zbudował takie wygodnie, na pewno budował powoli, przesuwal granicę tego o mu wolno, na co ona mu pozwoli. I doszedł do punktu w jakim jest..i to mu się podoba. Zapanował i panuje...i nigdy się nie wyniesie, bo i po co? Męski raj ma!

      Usuń
    9. Tak to działa, niestety. Z damskim przyzwoleniem.

      Usuń
  8. To nie miłość, to uzależnienie, brak pewności siebie, brak poczucia własnej wartości. ..on, wygodny? Pewnie też, ale nade wszystko ma psychiczne odchylenie, to co robi to przemoc psychiczna, taka przemoc w białych rekawiczkach ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że nie wiesz, wie tylko bohaterka tego opowiadania...a ja się tylko domyślam jak może być...

      Usuń
    2. Ja ich znam oboje, ale nie umiem powiedzieć, jak to jest. Takie zachowanie nie jest w moim stylu, ja bym gościa pogoniła już sto razy.

      Usuń
    3. A ona tkwi w tym układzie, tkwi dlatego, że sama żyć nie umie, a raczej boi się, to jest uzależnienie, nie miłość. ..

      Usuń
    4. Może i tak? Słyszałam o uzależnieniu ofiary od kata. tutaj wydaje się to bardziej skomplikowane, aczkolwiek nie wiem, czy ta kwestia musi być skomplikowana. Zwyczajna miłość już nie wystarcza? Muszą być zaburzenia?

      Usuń
  9. Przyszło mi jeszcze do głowy, że dzisiaj coraz częściej ludzie mylą miłość z fascynacją, niezdrowym uzależnieniem od drugiej osoby, strachem przed samotnością (więc będę z tym facetem / z tą kobietą, bo lepsze to, niż samotność) itd...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To "dziś" w tym wypadku jest trochę średnie, to są ludzie dobrze po pięćdziesiątce.

      Usuń
    2. Więc napisałam: "dziś coraz częściej", a to oznacza, że takie rzeczy nie zdarzają się "od dziś" :)

      Usuń
    3. Tak.
      Taka desperacja nie mieści mi się w głowie. Sprzedać się w niewolę w imię nie wiadomo czego i w niej tkwić? Po cholerę sobie utrudniać życie?!

      Usuń
  10. Dupy szkoda na taką miłość...

    A swoją drogą co to jest ta miłość?
    Lata mijają a ja nie wiem czy jej doświadczyłam.
    Echhh....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kaszana z wątrobianą. Ja przynajmniej wiem, że doświadczyłam.

      Usuń
    2. A ja bym go wymeldowała, jeśli to możliwe.Nie wiem czy w ogóle jest tam zameldowany? Jeśli nie, to policja i za frak go i won!

      Usuń
    3. Ale ona tego nie zrobi, bo go kocha. Czytałaś. A ja sama słyszałam na własne uszy.

      Usuń
    4. Czytałam, czytałam. Niestety! Sama , na własne życzenie, znalazła się w takiej sytuacji.
      Zupełny brak instynktu samozachowawczego tu widzę. Rodzinę ma, ta niewłaściwie zakochana?

      Usuń
    5. Ma, ale co jej poradzi rodzina?

      Usuń
  11. Cóż,święty Walenty jest przede wszystkim patronem chorych psychicznie. Pani nie jest normalna, a pan tym bardziej. Proponując sobie wzajemnie tak chory układ zasługują na Walentego jako patrona. Ament :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nawet ładnie brzmi: święty Walenty - patron pierdolniętych. Ale nie czepiałabym się ani pani, ani pana - ja ich znam. To normalni ludzie, tylko uwikłani.

      Usuń