niedziela, 5 marca 2017

391. Hiszpania: którędy do Hiszpanii? Przez Monako!



Dalej droga powiodła przez Alpy, w których liczba tuneli sięgnęła rozmiarów nieprzyzwoitych. W jednym ciągu naliczyliśmy ponad sto, a potem już mi się wszystko pomyliło.



W ten sposób dotarliśmy do Monako – drugiego po Watykanie najmniejszego niezależnego państwa w Europie, będącego enklawą. Księstwo należy do ONZ i Rady Europy, nie jest jednak zrzeszone w Unii Europejskiej. Z niegdysiejszego biednego państewka stało się jednym z najbardziej ekskluzywnych i bogatych miejsc na świecie, w którym żyją i do którego przyjeżdżają najsławniejsi i najbogatsi ludzie z całego świata: artyści, biznesmeni, sportowcy i w którym mają swoje siedziby banki i korporacje międzynarodowe. Należy do najchętniej odwiedzanych i najmodniejszych części Riwiery Francuskiej. Słynie z kasyna, rajdów samochodowych i wyścigów Formuły 1. Tutaj dobrobyt i luksus aż kipią, wspierane przepięknym, tarasowym położeniem na Lazurowym Wybrzeżu, na stoku górskim, nad brzegiem Morza Śródziemnego.





W Monako panuje monarchia konstytucyjna, od 1297 r. nieprzerwanie rządzi tu ród Grimaldich. Aktualnie głową państwa jest książę Albert II.
Najstarszą dzielnicą Monako jest Monaco Ville. Mieści się tam siedziba władz administracyjnych, Pałac Książęcy, malownicza starówka, Muzeum Oceanograficzne, egzotyczne ogrody, katedra, zabytkowa zabudowa.
Zachwycającą, osiemdziesięciometrową budowlą powstałą na skale nad morzem, jest otwarte w 1910 r. Muzeum Oceanograficzne (Musée Océanographique). Wzniesiono je ze 100 tys. ton kamienia. Stanowi niesłychaną atrakcję (zwłaszcza batyskaf do oglądania dnia morskiego), na której zwiedzanie potrzeba jednak sporej ilości czasu.






Wzdłuż wysokiego zbocza ciągnie się Ogród Egzotyczny (Jardin Exotique), w którym rośnie wiele różnorodnych gatunków roślin, w tym sukulentów. Niektóre z roślin mają już ponad sto lat.










Z ogrodów rozciągają się wspaniałe widoki.






Trzynawowa katedra pw. św. Mikołaja (Cathédrale de Monaco) została zbudowana w XIX wieku.







Jest miejscem pochówku członków rodu Grimaldich. Wewnątrz spoczywają m. in. prochy księżnej Grace Kelly i księcia Rainiera III Grimaldiego.




Na mnie wywarły wrażenie nowoczesne, niebiesko świecące organy. Nie widziałam wcześniej niczego podobnego.



Na Placu Pałacowym stoi prawie bajkowa twierdza obronna – Pałac Książęcy (Palais du Prince). Jest to siedziba rodu Grimaldich, sięgająca swą historią XIII w. Stanowi swoista mieszankę stylów, gdyż przeszedł liczne przebudowy i udoskonalenia.




Przed Bramą Monumentalną, będącą głównym wejściem do siedziby monarchy, trzymają wartę Karabinierzy Książęcy.




O bytności księcia w pałacu lub poza nim informuje książęca flaga. Jeżeli na szczycie Wieży Zegarowej (Tour de Horloge) jej nie ma, książę przebywa poza Monako. Gdy do niego powraca, flaga zostaje wciągnięta na maszt. W czasie, gdy znaleźliśmy się przed pałacem, książę w nim przebywał.
Z południowo-wschodniego narożnika pałacu rozpościera się piękna panorama z widokiem na port i dzielnicę Monte Carlo.






Na monakijskiej starówce życie toczy się zaskakująco leniwie – zatłoczone są zupełnie inne miejsca.



 


Klimat panujący w Monako nie pozostawia złudzeń. Bliska zgonu, z jęzorem sięgającym asfaltu, patrzyłam zazdrosnym okiem na szczęśliwców beztrosko zażywających kąpieli w basenach, podczas gdy ja musiałam piąć się morderczo pod górę, do dzielnicy Monte Carlo (Góra Karola).




Jest to skupisko banków, biur, hoteli, luksusowych rezydencji, no i, oczywiście, miejsc hazardu.






Słynne Grand Casino widziane z dołu


Przy najbardziej reprezentacyjnym placu Monako – Place du Casino – skupiają się domy gry, w tym najsłynniejszy – Grand Casino de Monte, którego budowę zainicjował Karol III Grimaldi.

 

 


Uroczyście otwarte zostało w 1863 r. Głównym projektantem kasyna był architekt opery paryskiej, Jean-Louis Charles Garnier, mamy tu jednak i polski ślad – jednym z dekoratorów był polski rzeźbiarz, Cyprian Godebski.





Monte Carlo dało nam popalić. Z jednej strony nie wiadomo, gdzie oczy podziać: ruch, kasyna, hotele, drogie samochody, z drugiej – palące słońce, od którego oczywiście zrobiło mi się niedobrze.




 

W kasynie, aby wejść do sali gry, trzeba zostawić w szatni absolutnie wszystko. Nie zamierzałam ani na chwilę rozstać się z aparatem fotograficznym, więc zrezygnowałam z pobytu w jaskini hazardu. Na zewnątrz było ciekawiej, chociaż – niestety – wściekle gorąco. Moją uwagę przykuła fontanna z ogromnym lustrem, umiejscowiona naprzeciw Grand Casino.



W zwierciadle odbija się cały ten przepych, od którego kręci się w głowie.
Dobrze było zobaczyć to miejsce, ale opuszczałam je z ulgą.

36 komentarzy:

  1. Ale wspaniała secesja! Dobrze mają, co zbudują to stoi. Żadnych wojen, żyć nie umierać! Też chciałabym zobaczyć te cuda architektury:)
    Zazdroszczę Ci wrażeń!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż sama sobie zazdroszczę. Co prawda nie chciałabym tam mieszkać, ale zobaczyć naprawdę warto.

      Usuń
    2. A ja chętnie zamieszkam. Czemu nie? Ciepło cały rok... Dla Polaka to egzotyka.
      Pa:)

      Usuń
    3. Ciepło tak, ale za gorąco dziękuję! A już gorąco i tłumy - wykluczone. To już lepsza wyspa bezludna.
      Żadne Monako. No chyba, żebym księżną została i nie wychodziła z klimatyzowanego zamku.

      Usuń
  2. W takim tloku i goraczce tez nie chcialabym mieszkac, choc widoki z okien musza byc powalajace. Ale za duzo tam skal i betonu, a za malo przestrzennych zielonych panoram, lasow i wszystkiego tego, bez czego nie umialabym zyc.
    Ale i tak Ci zazdroszcze, bo zobaczyc bym chciala, tylko mnie nie stac. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie najważniejsza jest woda i tego mają tam pod dostatkiem. Tylko ludzi i stopni Celsjusza za dużo.

      Usuń
  3. Jak lubię upały, tak razem z Tobą zmęczyłam się w tym Monaco ;)
    Strasznie dużo budynków, ludzi, samochodów, spalin ... ratunku!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, spalin jakoś nie odnotowałam. Najgorsi ludzie :)

      Usuń
    2. Fakt. Spaliny się rozwieją, a ludzie niestety nie. Nie, żeby mi wszyscy przeszkadzali ;)

      Usuń
    3. Wszyscy to nie, ale w masie to kiepściutko.

      Usuń
    4. A słońce najgorsze!

      Usuń
    5. :)) to pooglądaj sobie u mnie kojąco zimne zdjęcia ;)

      Usuń
    6. Oglądam je codziennie :)

      Usuń
    7. Ciesz się, ciesz - już niedługo. Potem wszyscy będą się jarać spiekotą, jakby było czym...

      Usuń
    8. Wiesz, ja też lubię ciepełko :)

      Usuń
    9. Ciepełko to lubi każdy. Ale ciepełko, a nie jakiś skurwysyński skwar.

      Usuń
  4. Wyjdzie na to, że zaglądam tu i wyłącznie się czepiam.
    Zwizualizuj sobie jednak 100 ton kamienia. To będą 4 (słownie cztery) duże wywrotki. Ilościowo nie powala (jak na budowę muzeum).
    Zdjęcia kuszą. Ale język jakiś taki... Po francusku nie nauczyłem się zbyt wiele i dogadywanie się z Francuzami (i mieszkańcami Monako ma się rozumieć) może być dla mnie kłopotliwe. Przy zdecydowanej niechęci tych nacji do nauki choćby angielskiego.
    Pa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w uzupełnieniu cytat z "Lesia" Chmielewskiej (z pamięci)
      "Mój dziad fortunę w Monte Carlo...!" W zasadzie nie pamiętam co ten dziad z fortuną w Monte Carlo zrobił, ale mam wrażenie, że łatwiej ją tu stracić niż zyskać.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Lesio też nie pamiętał, co jego dziad z tą fortuną :) Uwierz mi, myślałam o Lesiu, gdy pisałam o Monte Carlo, bo to jeden z moich ukochanych bohaterów literackich :)))

      Usuń
    3. A co do kamienia, to "tys." mi się zjadło, dzięki :) Języki francuski jest zdecydowanie piękny, a każdy jeden - lepszy od angielskiego!

      Usuń
    4. Kiedyś miałem do wyboru francuski lub arabski. Spędzałem 2 miesiące w Algierii. Z dwojga złego francuski okazał się łatwiejszy. Ale do dziś niewiele mi zostało w głowie.
      Co do angielskiego, to bez względu na sympatie czy antypatie, to jedyny język, w którym można porozumieć się praktycznie wszędzie. I to jego atut. Jest kilka odpornych nacji. W tym Francuzi.
      Pozdrawiam

      Usuń
    5. Porozumiałam się w Afryce po niemiecku i po rosyjsku, to i będzie dość. Jak Francuzom wolno nie chcieć uczyć się angielskiego, to i mnie. O! :)

      Usuń
    6. "Dukam" po angielsku i niemiecku, do porozumiewania się w innych krajach, wystarczy. Rosyjski jest u mnie w znacznie lepszej kondycji, ale gdzie go użyć?
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    7. Z powodzeniem używałam go w Afryce i wielu krajach Europy.

      Usuń
  5. Ja Ci powiem tylko jedno: mnie po prostu FASCYNUJĄ te kraje właśnie z powodu przyjemnego ciepełka, które w nich panuje.
    Ogrody boskie! Pewnie bym ugrzęzła w nich na dłużej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Przyjemne ciepełko"? Taż to jet skurwysyński skwar!

      Usuń
    2. Mówisz? Ja tam wolę sto razy się spocić, niż raz zmarznąć ;) A muszę Ci powiedzieć, że rzadko marznę. Należę do osób, którym praktycznie zawsze jest ciepło....

      Usuń
    3. A mnie jest zawsze gorąco, ZA gorąco i sto razy wolę zmarznąć. Gdy się zmarznie, można się przynajmniej rozgrzać. A gdy się jest przegrzanym, to już ni chu chu...

      Usuń
  6. No to zimy tam nie uświadczysz...

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie! Widoki i architektura zachęcają, ale...skwar skutecznie odstrasza, ją też z tych co nie są gorącolubni.: )
    Przejazd tunelem mnie przeraża. ..nie lubię zamkniętych przestrzeni...




    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo. Zmusiłam się do otwarcia oczu, żeby zrobić zdjęcie, ale większość tuneli przebywam z zaciśniętymi powiekami. Wyobraź sobie, tutaj było ich ponad sto...

      Usuń
    2. No tak, tylko zamknięcie oczu ratuje w takiej sytuacji...

      Usuń
    3. Mam to od dziecka. Kurczowo zaciskam powieki przejeżdżając pod mostami, w tunelach itd. I nie mogę spać w łóżku od ściany, zaczynam dusić się i wpadać w panikę.

      Usuń