sobota, 18 marca 2017

394. Prawdopodobnie jestem nienormalna



Miałam to napisać już ze trzy dni temu, ale tak się zapowietrzyłam po przeczytaniu postu Iw, że ogarnęła mnie umysłowa obstrukcja. A wszystko zaczęło się od stwierdzenia naszej współtowarzyszki w blogopisarstwie, że „weekendy są po to, żeby odpoczywać”. Nastąpił po nim barwny i piękny opis rowerowej katorgi okraszonej na dobicie galerami w ogrodzie. O spacerach z Piesiem nie wspominam, bo dla zwierzęcia sama stanęłabym na chubku czuja.
Na zaskakująco bulwersujące zestawienie wypoczynku z kaźnią ścierpła mi skóra na tyłku, a duszę przeniknął miecz bolesnego niesmaku. Iw, profesjonalistka w każdym calu, wsparła się – w odpowiedzi na mój pełen bólu komentarz – autorytetem specjalistów. Ba! Czyż ja nie wiem, co twierdzą specjaliści? Ależ wiem, jednak pokażcie mi takiego, który spróbuje wytłumaczyć to mojemu organizmowi! Kłopot w tym, że twierdzenia specjalistów rozbijają się o niego niczym morskie fale o niewzruszony klif.
Jako człowiek mniej więcej oświecony, absolutnie wierzę w naukę i jestem jej gorącą orędowniczką. Niestety, o moim organizmie nie mogę powiedzieć tego samego. Pod tym względem zachowuje się jak kompletny prymityw. Pozostając w konflikcie z rozumem, nijak nie przyjmuje do wiadomości twierdzeń wspomnianych już specjalistów. Wygląda więc na to, że albo specjaliści niewiele wiedzą, albo to ja jestem zwyczajnie nienormalna. Znając siebie, nie wykluczam tego ostatniego.
Specjaliści twierdzą na przykład, że istnieje coś takiego jak „aktywny wypoczynek”, czego mój nieznośny organizm zupełnie nie chce przyjąć do wiadomości, uważając już samo określenie za urągliwy oksymoron. Daje temu wyraz buntem w sytuacji, gdy w stanie zmęczenia usiłuję podjąć jakąkolwiek aktywność, manifestując ów bunt zmęczeniem pogłębionym i zwielokrotnionym.
Specjaliści twierdzą również, że wysiłek fizyczny wzmaga produkcję endorfin, dzięki czemu jednostce ludzkiej poprawia się humor. Ha! Powiedzcie to mojemu krnąbrnemu organizmowi, który reaguje zgoła inaczej, to jest gigantycznym wkurwieniem.
Przysięgam, nigdy nie byłam lepiej wypoczęta niż wtedy, gdy – jak tydzień temu – spałam przez dwa dni i dwie noce z przerwami na siku.
I nigdy nie byłam bardziej bliska zabicia człowieka niż wtedy, gdy niejaki Diabeł darł mnie na siłę za rękę na jakieś górsko w Bieszczadach. Ja nie chciałam, a on się uparł, że to tylko pagórek. Cud, że uszedł z tego z życiem… Potem kazał mi podziwiać widoki i być szczęśliwą, a we mnie tak się gotowało, że czerwoną mgłę miałam przed oczami i gotowa byłam zepchnąć w przepaść pierwszą osobę, która zbliżyłaby się do mnie na wyciągnięcie ręki.
No i co na to ci biedni specjaliści? Jakie to szczęście, że nie jestem jedną z nich… Dobrze jest być nienormalną. Wtedy można wszystko. Chi, chi.

52 komentarze:

  1. Właśnie się naodpoczywałam i idę spać. Albowiem gdyż mam dwa dni wolne i się wałkonię. Za bardzo się wyspałam w dzień... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój krnąbrny organizm nie zna pojęcia "za bardzo się wyspałam" :)

      Usuń
    2. Mój, jak widać, zna, bo dzisiaj podniosło mnie o 5, czyli jak w normalny dzień. I na razie spać mi się nie chce :)

      Usuń
    3. Niesłychany i godny najwyższego podziwu wyczyn :) Mnie się nie chciało spać ostatnim razem półtora tygodnia temu, po owych dwóch wspomnianych dniach i nocach.

      Usuń
    4. Książka o tym była... Chyba "Noce i Dnie" się nazywała.

      Usuń
    5. Tak. O mnie to było i o boskim Toliboskim.

      Usuń
  2. Seks daje zadowolenie, relaks, endorfiny. Pomaga się zrelaksować i zrzucić nieco kalorii.
    Tylko seks!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest. Zawsze ceniłam sobie Twoje zdanie :)

      Usuń
    2. Ale wzruszeniu towarzyszy toczenie śloz z ócz!

      Usuń
  3. Dialog godny J.Chmielewskiej, no może być "trylog"? Jak trzy osoby rozmawiają to co to jet?
    ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Jest" miało być!

      Usuń
    2. A który właściwie masz na myśli?

      Usuń
    3. Ten na powyżej. Ty, Leslie i Dzieweczka:)

      Usuń
    4. No fakt, trylog jak nic :)))))))

      Usuń
  4. Powiem Ci, że w akurat ten jeden raz ze wszystkich moich aktywnych wypoczynków dał mi się we znaki, a dokładnie w d...ę, czyli w to miejsce, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę.
    Może nie do końca i nie tylko weekend i rower, ale całokształt ostatnich wielomiesięcznych czynności, włącznie z opieką nad chorym pieskiem, doprowadziły mnie do stanu takiego bólu pleców, że nie pomógł naprędce znaleziony fizjoterapeuta. Trafiłam więc we wtorek do szpitala, z którego wyszłam w piątek. Na szczęście silne środki przeciwbólowe i przeciwzapalne pomogły i zaczyna być lepiej. Ale i tak nadal jestem zdania, że ZŁY jest tylko niewłaściwy wysiłek, a nie każden jeden.
    Ten dobry, czyli ćwiczenia i spacery w granicach rozsądku, od dawna utrzymywały mnie w formie. Ten niedobry, czyli ostatnie miesiące dźwigania obciążeń ponad siły - niestety mnie wykończyły.
    Także teraz to i ja głównie wypoczywam leżąc pod kocem.
    Jak wypocznę i się wyrehabilituję, a moja końcówka dysku przestanie naciskać na nerw, co odblokuje mi cierpnącą stopę, zamierzam wrócić do wzmocnienia mięśni przy kręgosłupie, inaczej marny będzie mój los w przyszłości i takie historie mogą mi się przytrafiać częściej. Ale wszystko pod kierunkiem specjalisty(-ów).
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy, wszystkie podejmowane przez mój organizm wysiłki są złe :))

      Usuń
    2. Boli Cię coś?
      Jeśli jednak nie, to może znaczyć, że są dobre. Te wysiłki mam na myśli.

      Usuń
    3. Boli mnie ścięgno Achillesa. Naciągnęłam sobie to gówno.

      Usuń
    4. Widzę, że nie tylko ja cierpię na ucisk na nerw...ścięgno Achillesa przy tym to mały miki: )

      Usuń
  5. Wypoczynek to wypoczynek a nie bieganie z plecakiem po góreczkach niczym Golgota....No sory - siłownia i ćwiczenia, bieganie i owszem ale jakoś nie traktowałam tego jako WYPOCZYNEK. Lubię (bo musiałam polubić) ale wtedy nijak nie wypoczywam. Bo jak sama nazwa wskazuje po wypoczynku jesteśmy wypoczęci a ja po wizycie na siłowni po bieganiu czy zapierdzielaniu w ogródku jestem zajeżdżona niczym kobyła po Wielkiej Pardubickiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A endorfiny? Wesoło Ci po tym?

      Usuń
    2. Wesoło?? Taaaa,,,,wierz w to :((( Wesoło to mi jak wychodzę z siłowni albo że wróciłam z biegania. A najweselej jak do kawy czekoladę zjem... Wtedy mi wesoło

      Usuń
    3. No właśnie, jakoś mi się nie chce wierzyć :) Ale i tak sam fakt, że istnieje jakaś siła, która każe Ci chodzić na siłownię albo biegać, jest w moich oczach nader podejrzany!

      Usuń
    4. Powiem Ci osobiście co to takiego :) ale fakt - normalne to nie jest

      Usuń
    5. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, co by to mogło być, mimo że wyobraźnię mam wzorcowo zwyrodniałą!

      Usuń
  6. to prawda, nienormalnemu wszystko uchodzi na sucho ;DDD a prawda jest taka, że dla każdego, co innego i każdy wypoczywa, jak lubi :) spokojnych snów życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Polly. Jak mi się znowu nie przyśni, że jestem w ciąży, to będę spać spokojnie :)

      Usuń
  7. Każdy wypoczywa jak lubi, ale od leżenia na kanapie się gnuśnieje. Dla mnie wypoczynek musi się kojarzyć z satysfakcją, więc jak czuję satysfakcję wspinając się na cholerną górę, czy zdychając na rowerze, to tak, wiem że chociaż w tej chwili jestem strasznie cieleśnie zmęczona, to mój mózg się zresetował i jutro będzę szczęśliwa, choć może i obolała. Nie wyobrażam sobie leżenia na kanapie przez cały weekend po tygodniu siedzenia na dupie w biurze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojojoj... W życiu nie zdarzył się ani jeden raz, kiedy poczułabym satysfakcje z tego, że jestem zmęczona. Vide ---> przykład z górskiem. Na szczycie nie miałam żadnej satysfakcji, czułam tylko wkurwienie-gigant i dyszałam nienawiścią do całego świata :)

      Usuń
    2. Dlatego chyba odczuwasz wieczne wkurwienie :-) Organizm Ci sie buntuje bo mu nie kazesz nic robic i sie rozleniwil. Moj organizm ma mnie sluchac, a nie ja jego. Poza tym, ci ktorzy nic nie robia albo zyja krotko albo na starosc cierpia.

      Usuń
    3. Nie istnieje coś takiego. Nic nie robię, ale i tak robię. Oddycham, śpię, czytam, oglądam , słucham, piszę. Jakby było mało, wykonuję obowiązki domowe, bo talerze i gary nie lubią zastoju, znaczy zasychania w postaci nieumytej. I.t.d ;(

      Usuń
    4. Nie znam nikogo, kto by nic nie robił.

      Usuń
  8. Ciekawa jestem ilu "specjalistów" wypróbowało swoje teorie na sobie, a nie oparło ich jedynie na badaniach na innych... Ka uważam, że najlepiej się odpoczywa przy tym, co Ci przynosi niekłamaną satysfakcję i na co masz w danej chwili ochotę :-) Jednego dnia będzie to wywiercanie dziury w wygodnym fotelu, innym szalone truchtanie z górki na pazurki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to mi się zdecydowanie podoba! Robić to, na co ma się ochotę... Ja mam przeważnie ochotę na pisanie :)

      Usuń
  9. Oj tam, wszyscy jesteśmy na swój sposób nienormalni :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy!

      Usuń
    2. Wolisz mieć źle w głowie, czy być martwa?
      Osobiście wybieram wariant nr 1 ;)))

      Usuń
    3. Pozwól, że się jeszcze trochę zastanowię.

      Usuń
    4. ... u mnie żadne endorfiny się nie wydzielają. ..

      Usuń
    5. U mnie też nie. U mnie wydziela się wściekłość.

      Usuń
    6. U mnie zaś senność: )

      Usuń
    7. Senność to ja mam wpisaną na stałe w życiorys z powodu pracy...

      Usuń
  10. U mnie aktywny wypoczynek to mix biegania do utraty tchu
    i spania do południa, a czasem nawet dłużej - zależy, jak leży.

    Ale rozumiem Ciebie i Twój organizm. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bieganie to chyba "aktywny". Bo na pewno nie wypoczynek!

      Usuń
    2. Sporty ekstremalne: od biegania do totalnego lenistwa to dla mnie wypoczynek.
      Najaktywniejszy polega na zaszyciu się w wyrze
      z dobrą kawusią i książką. :)

      Usuń
    3. To ostatnie bardzo mi odpowiada i kwalifikuje się do kategorii "odpoczynek" :)

      Usuń