wtorek, 21 marca 2017

395. Hiszpania: którędy do Hiszpanii? Przez Lourdes!


Nieoczekiwanego zwrotu w podróży do Hiszpanii nie było, chociaż Lourdes nie było w planach. Udawaliśmy się na północ, po drodze mijając Carcassonne – niestety, tylko z daleka.

Carcassonne
Udało mi się zrobić zdjęcie tej wspaniałości, przy okazji ciesząc się jeszcze jedną zdobyczą: cykady to moje ulubienice.


A to kwitnący akant.



Lourdes niejako samo położyło się na naszej trasie.



Miasteczko, położone u stóp Pirenejów nad rzeką Gave de Pau, słynie z jednego z największych sanktuariów świata. Od lutego do lipca 1858 r. miały mieć tu miejsce objawienia Matki Boskiej, którą widziała tylko 14-letnia Bernadetta Soubirous, sprawiająca wrażenie, jakby była w ekstazie. Dziewczynka odgrzebała własnymi rękami źródełko z wodą, która podobno ma właściwości uzdrawiające. Patrząc na tłumy chorych, przywożonych tu na wózkach inwalidzkich, na rikszach i na łóżkach szpitalnych, przelewające się bez chwili przerwy przez Lourdes, można odnieść wrażenie, że bardzo kiepska ta woda.
Patrząc na sanktuarium od strony wejścia na jego teren, nie można oprzeć się wrażeniu, że to jakiś kolejny Disneyland.



Całość składa się z trzech świątyń. Wybudowano je jedna na drugiej. Na poziomie Placu Różańcowego, czyli równo z terenem, na którym stoi, znajduje się Bazylika Różańcowa, nazwana tak od 15 kaplic z mozaikami wyobrażającymi tajemnice różańca.










Wieńczy ją kopuła ze złoconą koroną, której położenie z kolei wypada na placu przed Bazyliką Górną.



Stąd m.in. wchodzi się do krypty, w której złożone zostały relikwie św. Bernadetty. Wybudowano ją bezpośrednio na skale objawień.

Bazylika Górna
 

Wejście do Bazyliki Górnej
Krypta św. Bernadetty

Relikwiarz ze szczątkami św. Bernadetty



W Bazylice Górnej z nieznanej mi przyczyny okrutnie śmierdzi stęchlizną, dlatego zdjęcia cyknęłam w biegu i czym prędzej zwiałam stamtąd w podskokach.






Trzeci poziom, bazylika poświęcona Piusowi X, mieści się w podziemiach i tam już nie schodziłam. To taki rodzaj hangaru, który ma pomieścić nie mieszczących się na górze pielgrzymów.
Na zewnątrz znajduje się grota objawień. Bernadetta widziała Matkę Boską w owalnej niszy, gdzie w 1874 r. umieszczono figurę wykonaną z białego marmuru.


Poniżej, w głębi groty Masabielle, wytryskuje źródło, którego woda rozprowadzana jest rurkami do kranów przeznaczonych dla pielgrzymów. Przed grotą ustawiono ołtarz z gigantycznym świecznikiem, gdzie bez przerwy odbywają się nabożeństwa, a przez grotę płynie nieustający sznur pątników.





Od strony groty mija sanktuarium rzeka, za którą wybudowano w 1996 r. coś w rodzaju domu pielgrzyma połączonego ze szpitalem, przeznaczonego dla przybywających do Lourdes chorych (Accueil Notre Dame). Ciągną stamtąd niezliczone wózki inwalidzkie, pchane przez wolontariuszy i biało ubrane zakonnice.


Na Placu Różańcowym przed bazyliką stoi figura Ukoronowanej Dziewicy Maryi z brązu, pomalowana na biało-niebiesko. Statua ma 2,5 metra. W jej ogrodzenie nawtykane jest mnóstwo kwiatów.



Patrząc z Bazyliki Górnej w dół, widziałam niekończącą się kolejkę chorych. Nie wiem, jakich liczb sięgają dzienne, miesięczne, roczne statystyki, ale spodziewam się po tym, co widziałam (nawet chorych przywożonych na szpitalnych łóżkach, oplątanych skomplikowanymi sieciami kroplówek), że niemałych.



W tym miejscu nasunęła mi się bardzo smutna refleksja. Tylu jest na świecie ludzi cierpiących, chorych, nieszczęśliwych, przerażonych… Dla wielu z nich to miejsce jest pewnie ostatnią nadzieją, ostatnią szansą na uzdrowienie, w którą usilnie chcą wierzyć. Czy to moralne, okłamywać zrozpaczonych, terminalnie chorych i kalekich, dawać im próżną nadzieję? Czy to wszystko, ten cały przemysł łez, cierpienia i ułudy, toczy się w imię pozostawianych tam pieniędzy? Obawiam się, że tak i to jest potwornie smutne.

34 komentarze:

  1. Jest smutne. Wielu innych uwag tu nie umieszczę. Jest jednak coś, jedna "rzecz". Zdarzają się czasem "samo uzdrowienia". Coś, co powoduje, że człowiek, o własnych siłach wychodzi z choroby. Musi tylko bardzo chcieć. I nie jest to zasługa sił wyższych, tylko zwykła rzecz.
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co na to statystyki?

      Usuń
    2. ...gdyby "bardzo chcę " działało, smigalabym jak sarenka. ..

      Usuń
    3. Właśnie. Podobnie jak rozwiązałyby się moje problemy zupełnie innej natury.

      Usuń
    4. Otóż to...
      Szkoda, że Carcassonne nie zwiedzilas. ..

      Usuń
    5. Bardzo szkoda, ale jednak trzeba by było sporo zboczyć z trasy. Wolałabym to od Lourdes, bez dwóch zdań.

      Usuń
    6. Gdybym miała wybierać to również wybrałbym Carcassonne:)

      Usuń
    7. to tak jak ja, tylko że nie miałam wyboru. Trudno, Lourdes też godne zobaczenia, jak wszystko na świecie.

      Usuń
  2. Złapać cykadę na fotce to mistrzostwo - jakoś mało mi pasują na domowego mruczka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już druga gwiazda fotografii - pierwszą złapałam o północy w Atenach po całym dniu polowania.
      http://fraube2.blogspot.com/2012/01/12-grecja-miasto-bogini.html
      Kocham te ślicznotki!

      Usuń
    2. Byłam widziałam (i w Grecji i na Twoim blogu )

      Usuń
    3. Wiem. Byłam i widziałam :)

      Usuń
  3. Jakos musza klechy zarobic na kolejne warstwy kosciola. Tak, to jest smutne. No ale jak ktos wierzy...

    OdpowiedzUsuń
  4. Cykada na zdjęciu i to na ręce - super!
    A Lourdes - na mnie sanktuarium robi wrażenie jako obiekt architektoniczny, co do mocy uzdrawiających, pewnie zawsze takie miejsca będą, a ludzie nie przestaną wierzyć w ich magiczną moc.
    Czy pod egidą kościoła, czy innych magów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie w desperacji czepiają się wszystkiego, każdej nadziei - i ja to rozumiem. To naturalne. dlatego tym bardziej godni potępienia są ci, którzy na tym żerują.

      Usuń
  5. Takie jakieś przygnębienie z Twoich zdjęć płynie ... nie byłam w Lourdes i się tam nie wybieram. Ciężkie energie, nie ma co się tam ładować dobrowolnie ;)
    Fajna cykada :) Lubię je. Słuchać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że dobrze jest zobaczyć kawałek świata, w którym nas jeszcze nie było, ale na pewno nie jest to miejsce, do którego chciałoby mi się wracać.

      Usuń
    2. A jest takie miejsce gdzie Cię jeszcze nie było?

      Usuń
    3. Jest potwornie dużo takich miejsc i to jest smutne :(

      Usuń
  6. Nie byłem, nie wiem, czy kiedyś będę. Stąd z ciekawością obejrzałem Twoją relację. Myślę, że dobrze oddałaś klimat tego miejsca. Co do wiary i nadziei. Wiara czasem potrafi uzdrowić, nadzieja pozwala żyć.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze przy Tobie popadam w kompleksy :)

      Usuń
  7. Nie byłam i chyba nie chcę.
    Choć zapewne warto zobaczyć.

    Resztę przemilczę... taktownie. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysię, że zobaczyć warto wszystko, tylko nie wszędzie warto wracać.

      Usuń
    2. Ech, a skąd ja Ci wezmę dobry dzień?

      Usuń
    3. Kiedyś weźmiesz!
      Pełnymi garściami.

      Usuń
    4. Nie sądzę. Już nie.

      Usuń
  8. Gdy zwiedzałem nasze rodzime miejsca kultu, to zawsze jedno mnie uderzało: wspaniała architektura, wraz z wnętrzami, w zetknięciu z całym świętojebliwym okazjonalnym biznesem, a to już domena najgorszej tandety.
    Od razu narzuca mi się nowotestamentowa przypowieśc o Jezusie i kupcach w świątyni...
    Ale kto by sitym przejmował?!
    kłaniam się i niezmiennie zapraszam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pardon, lapsus; powinno być: "(...) się tym..."

      Usuń
    2. Kościoły zawsze były skarbnicami arcydzieł, nie tylko architektury (może też warto by przy okazji zastanowić się, dlaczego...). Nie przeszkadza to w zaspokajaniu potrzeb ciemnego ludu, który żywi się głównie sakrokiczem.

      Usuń
    3. Lapsusami zaś się nie przejmuj, klawiatury też lubią płatać figle.

      Usuń
  9. Witaj!

    Przybywam z bloga Andrzeja (Klateracje), gdzie mam przyjemność swój gościnny wpis prezentować.

    Polityka, szczególnie nasza wewnętrzna faktycznie bywa nudna i prowadzi do niemiłych odruchów nawet. Jednak już ta globalna w niektórych aspektach może budzić zainteresowanie. Ten mój tekst to połączenie obydwu i mam nadzieję, że wyszło mi całkiem udanie.

    Pamiętam program pana Cejrowskiego jak był w Lourdes i pokazywał sklepy, ba hipermarket z dewocjonaliami. Nie mówiąc o możliwości zakupu woskowych wyobrażeń chorych organów, by podziękować Stwórcy za powrót do zdrowia. Co do samej tematyki sprawa jest ciężka. Faktycznie człowiek chory poważnie będzie próbował wszystkiego. Ja osobiście nie do końca rozumiem jak to jest z tymi cudownymi uzdrowieniami, nie zaprzeczam im, ale też nie uznaję za pewnik. Wynika to pewnie z mojego agnostycznego podejścia do spraw religii. Ogólnie wydaje mi się, że to temat niemal rzeka.

    Pozdrawiam!
    Mozaika Rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotrze, bardzo mi miło, że pofatygowałeś się do mnie :) Nie gniewaj się, ale naprawdę nie jestem w stanie ocenić Twojego tekstu ani nawet się do niego ustosunkować. Przyznam Ci się po cichu, że tylko go pobieżnie przeleciałam wzrokiem. Ja w domu od paru lat nawet nie mam telewizora, bo tam przeważały tylko polityka i programy dla inteligentnych inaczej, szkoda było pieniędzy, prądu i miejsca, żeby to utrzymywać. Jedyny aspekt polityki, jaki może mnie interesować, to jakie ja, przeciętny, szary obywatel, mam warunki życia pod tymi czy tamtymi rządami. Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że jednakowo źle mi się wiodło pod poprzednimi, jak i aktualnymi, w związku z czym jest mi dokładnie wszystko jedno. Nawet chodzenie na wybory stało się stratą czasu, bo kiedy przykładnie interesowałam się losami ojczyzny, to i tak nigdy potem nie było lepiej.

      Usuń