czwartek, 6 kwietnia 2017

398. Hiszpania: perła w muszli i krab w kaloszach

Miasto położone na północy Hiszpanii, w Kraju Basków, nosi nazwę San Sebastián, a jednocześnie nazywane jest po baskijsku Donostia. Jest to piękna, malowniczo położona (nad Zatoką Biskajską na Oceanie Atlantyckim) miejscowość wypoczynkowa. Bywa nazywana „perłą północy”. Niegdyś wypoczywały tu nie tylko hiszpańskie, ale i światowe elity.
Historia San Sebastián rozpoczyna się w starożytności. Wtedy to powstała malutka wioska rybacka, skupiona wokół wzgórza Monte Urgull. Pierwsze wzmianki o mieście pochodzą z XI i XII w. W 1181 r. król Sancho VI Mądry nadał San Sebastián prawa miejskie. Na początku XIII w. u stóp wzgórza zaczęli osiedlać się koloniści gaskońscy. W tym samym czasie na wzniesieniu wybudowano zamek obronny (Castillo de Santa Cruz de la Mota), którego zleceniodawcą był król Sancho VII Mocny. Ponieważ San Sebastián leży bardzo blisko granicy z Francją, warownia pełniła przez wieki ważną rolę.
W 1489 miasto nawiedził pożar, po którym trzeba było je od podstaw odbudować. Podobnie w 1813 r. pożoga strawiła całe stare miasto. Ocalała jedna, jedyna ulica, wokół której odbudowano starówkę. Dziś nosi ona nazwę 31 de Agosto. W 1863 r. zburzono resztki murów obronnych, a przy rozbudowie wzorowano się gdzieniegdzie się na układzie urbanistycznym Paryża.
Architektura hiszpańska, nawet taka najzwyklejsza, jest przemiła dla oka, m.in. za sprawą ażurowych, ślicznych balkonów i balkoników. Moją uwagę przykuły zwłaszcza drzwi balkonowe w kształcie dziurek od klucza. Genialne!










Niebagatelne dla oka znaczenie ma roślinność, która w Hiszpanii ma jednak lepsze możliwości niż w naszym klimacie.





Pierwszym znaczącym obiektem, który wyrósł na naszej drodze, był pomnik hiszpańskiego admirała Antonia de Oquendo, bohatera bitwy na płyciźnie Downs w XVI w.



Minęliśmy śmiesznie ulokowany, jakby zwyczajnie wkomponowany w ciąg budynków kościół, o którym niewiele się dowiedziałam. Wewnątrz najciekawszym obiektem wydał mi się ołtarz za szkłem, jakby świątynia została wkomponowana w skałę czy kamień.










Nad rzeką Urumea zawieszony został 20 stycznia 1905 r. (w święto świętego Sebastiana, patrona miasta) most Marii Krystyny (Maria Kristina zubia). Na obu jego końcach umieszczono po dwa monumenty wzorowane na moście Aleksandra III w Paryżu.




Niezwykłym obiektem sakralnym jest siedziba diecezji San Sebastián – majestatyczna, neogotycka katedra Dobrego Pasterza (Catedral del Buen Pastor). Została wybudowana pod koniec XIX w. przez architekta Manuela de Echave. Jako materiał został wykorzystany piaskowiec i łupki. Poświęcenia kościoła dokonano w 1897 r., a w połowie XX w., wraz z utworzeniem diecezji, została mu nadana ranga katedry.










Kropielnica przy wejściu została zrobiona z gigantycznej, prawdziwej muszli!
W drodze na najpiękniejszą plażę San Sebastián minęliśmy Pałac Sprawiedliwości.




Plaża usytuowana w samym centrum miasta, leżąca nad zatoką o nazwie Bahia de la Concha (Zatoka Muszla), nosi nazwę Playa de la Concha (Plaża Muszla).








Szeroka na 40 m i długa na 1350 m, oddzielona została od miasta promenadą, z której roztacza się przepiękny widok na Zatokę.





Ten zegar pokazuje godziny...

...a ten cholera wie, co.




Pośrodku znajduje się wyspa św. Klary (Isla de Santa Clara), przypominająca kształtem żółwia. W XVI w. było to miejsce odosobnienia chorych na dżumę, dziś jest to wypoczynkowa wysepka z rajską florą i fauną, na której można zorganizować np. piknik. Znajduje się tam również restauracja i latarnia morska.


Wyspa św. Klary
Latarnia morska na wyspie św. Klary
Po prawej stronie, patrząc od lądu, na niewielkim cyplu wznosi się Monte Urgull. Na wzgórzu znajdują się pozostałości średniowiecznego zamku Castillo de Santa Cruz de la Mota, zabytkowe działa oraz 30-metrowa figura Chrystusa (Sagrado Corazón de Jesús), którą umieszczono tam w 1950 roku. Jej autorem jest rzeźbiarz Federico Coullaut-Valera.



Wędrując promenadą, minęliśmy przeuroczy pomnik don Kichota i jego wiernego giermka, Sancho Pansy.



W miejscu, gdzie kończy się plaża, usytuowany jest ratusz miejski. Okazały ten budynek nie od razu pełnił tę funkcję, co dziś. Wybudowany został w 1887 r. jako kasyno. Gdy w 1924 r. wprowadzono zakaz uprawiania hazardu, zamieniono je na hotel. Dopiero w 1945 r. przeniosły się tutaj ze starej siedziby władze miasta.





Nieopodal ratusza znajduje się dodająca miejscu specyficznego uroku karuzela.



Ważnym zabytkiem San Sebastián jest barokowa bazylika Santa María del Coro z 1774 roku. Mieści się ona na Starym Mieście. Dotarliśmy do niej ciasną uliczką o urokliwej nazwie Kale Nagusia, w której akurat kończono gasić pożar. 



W zwartym labiryncie wąziutkich zaułków o nieszczęście nietrudno. Po drodze moją uwagę przykuła urocza wystawa sklepowa. Nie mogłam się oprzeć chęci uwiecznienia krabów – tego w kaloszach i tego mniejszego, z mlecznego szkła, i tych kraciastych.




Bazylika była zamknięta, ale już to, co na zewnątrz, wystarczyło, żeby się zachłysnąć potężną dawką rozszalałego baroku. Patronką bazyliki jest Virgen del Coro – tutejsza Czarna Madonna, patronka miasta.




Nad głównym wejściem świątyni umieszczone zostały symbole papieskie (znak statusu bazyliki), powyżej figura św. Sebastiana przedstawionego w tradycyjny sposób, tj. przeszytego strzałami, a na samej górze herb miasta.





Najstarszą świątynią w San Sebastián jest kościół pw. św. Wincentego (Iglesia de San Vincente). Wybudowali go w XVI w. architekci Miguel de Santa Celay i Juan de Urrutia w stylu gotyku baskijskiego.








Piękna, stara kamienna chrzcielnica

Urokliwa, omszała studzienka przy kościele
Miejscem reprezentacyjnym jest malowniczy Plac Konstytucji (Plaza de la Constitución). Dawniej odbywały się tutaj corridy, dlatego w budynkach wokół znajdują się numerowane loże.





Co roku w tym miejscu, w nocy z 19 na 20 stycznia, rozpoczyna się La Tomborrada (po baskijsku Donostiako Danborrada) – baskijski festiwal związany z dniem św. Sebastiana. Burmistrz miasta punktualnie o północy wciąga flagę miasta na maszt i rozpoczyna się 24-godzinne święto. Towarzyszy mu bębnienie (tzw. „budzenie św. Sebastiana”), parada mieszkańców przebranych za kucharzy i żołnierzy w strojach z epoki napoleońskiej, pokazy sztucznych ogni. Zwyczaj ten ma korzenie w wojnach napoleońskich. San Sebastián przeżyło długotrwałe oblężenie wojsk brytyjskich, francuskich, hiszpańskich i portugalskich. W końcu jego mieszkańcy zaczęli wyśmiewać nieudolnych żołnierzy i organizować prowokacyjne defilady ośmieszające ich. Z czasem przeobraziły się one w tradycję.
Nad zatoką, w kawiarence z widokiem na plażę, wypiłyśmy kawę, a przy okazji doszło do kłótni o napiwki (opisanej TU).






W drodze powrotnej minęliśmy jeszcze dobosza, który wygrywa Marsza San Sebastian – hymn Tomborrady – aby niebawem wyruszyć w stronę Bilbao.





28 komentarzy:

  1. Gdyby nie ta wszechobecna i nachalna religijna pompatycznosc i megalomania, miasto bylaby z pewnoscia piekniejsze. Patrzac na te koscielne budowle czy rzezby, zaraz mysle, ilu glodnych mozna byloby nakarmic, ilu zakwaterowac w tanich socjalnych mieszkaniach. Ale widac ten ich bog ma w dupie potrzebujacych, za to sam chetnie przebywa w bizantyjskim przepychu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mam podobne odczucia, choć nie mogę się powstrzymać od zachwytu, bo jestem wyczulona na dzieła sztuki.
      Ci którzy tworzą ów przepych "na chwałę bożą", muszą być szurnięci, jeśli wierzą w niematerialnego boga, który potrzebuje materialnych dóbr.

      Usuń
    2. Otóż to!
      Gdzie ta skromność, ascetyzm w ozdobach? Targowisko próżności nie kościoły.
      Wiem, takie były czasy. Każdy fundator chciał "się pokazać". Tylko komu..... Bogu?

      Usuń
    3. Znowu przypomniał mi się Gaudi i jego kościół, Sagrada Familia. Wnętrze jest ascetyczne, w porównaniu do innych kościołów.

      Usuń
    4. Jakiemu bogu? Jeden przed drugim chciał się wystawić albo kupić sobie "życie po życiu" za pieniądze z wyzysku.

      Usuń
    5. O Gaudim też będzie, ale muszę do niego dojechać. Na razie jesteśmy w cudnym San Sebastian.

      Usuń
  2. No, koscioly to oni maja wypasione. Ale jak Ty, jestem wyczulona na dziela sztuki i choc mam swoje mysli, to dziela sztuki podziwiam. Co one winne, te koscioly, ze jakis oszolom wymyslil je na chwale boza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trafna uwaga. Do mnie przemawia geniusz ludzki...

      Usuń
  3. San Sebastian, kolejne cudo na Twojej mapie odwiedzanych miejsc, jesteś niesamowitym włóczykijem Frau Be :).
    Wspaniałości architektoniczne, wyzwalają we mnie nieodmiennie zachwyt, i to nawet nie głównie kościoły, ale inne budowle, w tym te niesamowite balkony.
    Historii nie zmienimy, nie możemy zatem zmienić też pobudek, dla których ktoś wznosił takie budowle sakralne. To i tak lepsze, niż święte wojny, choć element tej samej kultury...
    Miałam takie skojarzenie, że ciekawe, czy doczekamy się u Ciebie relacji z San Escobar :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W razie czego służę nawet relacją z Santo Subito! :)

      Usuń
    2. A ja w ciemno wyruszę z Tobą na tę wycieczkę! :)))

      Usuń
    3. Zrobię, co będzie w mojej mocy :))

      Usuń
  4. San Sebastián jest godne odwiedzenia, byle poza okresem letnim, bo hordy turystów moga obrzydzic miasto najwytrwalszemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja wiem?... Byłam w lipcu, jakichś przesadnych tłumów nie widziałam. Na południu było znacznie gorzej.

      Usuń
  5. Cudnie położone, wspaniała przyroda, piękna architektura.nie byle jaka historia. Ponoć jedzonko mają do tego wyśmienite. Czyli jest tam wszystko co lubię. ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I klimat nawet nie bardzo morderczy, bo to północ, nad Atlantykiem...

      Usuń
  6. To lepiej już być nie może 😄

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie byłam w Hiszpanii , ale może kiedyś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz za to ten komfort, że często bywasz we Włoszech :)

      Usuń
  8. Fajnie spędzony czas. Zadałaś sobie wiele trudu, żeby opisać nam swoją wycieczkę :)
    Mam nadzieję, że kiedyś będzie mi dane.
    Nie byłam jeszcze w Hiszpanii....

    Pozdrowienia ślę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie wszystko, to tylko mały fragmencik. Jedno miasto i po łebkach.

      Usuń
  9. Po takiej lekturze to chyba nie zasnę z nadmiaru wrażeń. Świetnie oddałaś klimat tej miejscowości. Kilka miejsc pewnie by mnie zatrzymało na dłużej. Marzę o Hiszpanii, ale to na pewno nie w tym roku. Na razie sobie oglądam.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, Hiszpania nie rzuciła mnie na kolana, ale kilka miejsc naprawdę warto zobaczyć.

      Usuń
    2. Po tych moich wycieczkach, trochę trudno jest zachwycać się wszystkim jak leci. Jedna jedyna rzecz, powaliła mnie na kolana. Sagrada Familia! To jest TO!

      Usuń
  10. Zdrowych, pogodnych Świąt Wielkanocnych! :-)

    Pozdrawiam,
    www.kosmetykiani.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A my się znamy, że mnie pozdrawiasz?

      Usuń