piątek, 16 czerwca 2017

413. …bo grzyby są dobre do ryby

Tego mi było potrzeba. Zrobiłam sobie Dni Higieny Psychicznej Frau Be. Z niebywałą przyjemnością powróciłam na chwilę do normalnego świata. Znalazłam go w starych filmach. Najpierw w tych z dzieciństwa. Na tapetę poszły mrożące krew w żyłach „Wakacje z duchami”, w których najstraszniejszą sceną był zawsze moment bezwiednego wzięcia przez Pikadora do ręki trupiej czaszki; po nich „Podróż za jeden uśmiech” z cudowną piosenką studentów idących w las:
„Na grzyby, idziemy na grzyby,
bo grzyby są dobre do ryby.
Gdy znajdziesz grzyb trujący,
do zupy go podrzuć niechcący,
a wtedy amator grzybka
niechcący wyciągnie kopytka.”
A potem jeszcze fantastyczne "Wojna domowa" i „Stawiam na Tolka Banana”, gdzie „trudna młodzież” w porównaniu z dzisiejszą przeciętną to szczyt inteligencji, kultury i moralności. I tak sobie z rozrzewnieniem myślę o nieodżałowanej pamięci czasie, w którym ze szklanych ekranów nie wylewały się hektolitrami krew i golizna, nie latały stadami wiązanki wulgaryzmów, nie wiało pustką intelektualną i brakiem jakiejkolwiek hierarchii wartości ogólnoludzkich.
Bez gołych brzuchów, bez ekspozycji cycków, bez makijaży, w których małoletnie dziewczynki wyglądają jak przechodzone lafiryndy, bez fury, skóry i komóry, bez przekleństw co drugie słowo, bez podtekstów seksualnych z wszelkimi odmianami odchyłów w tle, bez skoncentrowania wyłącznie na własnym wyglądzie i kolejnej diecie, bez tej pustki znamionującej ludzi płytkich, ograniczonych i bez zainteresowań, bez agresywnych dźwięków niewydarzonej „muzyki” – takie to było miłe, takie tchnące optymizmem i radością życia, lekkie, świeże, wdzięczne…
I jakże inne od współczesnych mózgotrzepów były „Kariera Nikodema Dyzmy”, "Czterdziestolatek" czy chociażby filmy Barei, które poszły na tapetę po młodzieżówce. Gdzie te czasy, gdy film miał treść, reżyser – zamysł, scenarzysta – mózg, a aktor – zamiast wyglądu – osobowość?...

124 komentarze:

  1. Te czasy są już przeszłością, ale... ja pracuję z młodymi. Oni znowu zaczynają czytać, oglądają kino europejskie. Nie chcę pytać, czy to już renesans, ale jest nadzieja Frau. Jest nadzieja.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale dlaczego? Są fajne i dobre filmy i w czasach obecnych, tylko że one niestety nie trafiają do kin. Jako że mieszkam za granicą, mam dostęp do rzeczy, których nie można zobaczyć w Polsce, bo każdy kraj ma swoją własną małą kinematografię. Tylko że nie wszystkie są aż tak zrozumiałe, ponieważ żeby zrozumieć dobrze humor i satyrę systemu, trzeba się w danych systemie wychować.
    Moje dzieci to nawet nie za bardzo rozumieją "Seksmisji", a co dopiero "Samych Swoich"!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widziałam nigdzie tych fajnych. Dlatego wyrzuciłam telewizor i nie chodzę do kina.

      Usuń
  3. Nie mogę skomentować tak jakbym chciał. Bo musiałbym wlać nieco spontanicznych słów uznanych za obelżywe. Jako akceptację takiego spędzania wolnego czasu. Sam uwielbiam polskie filmy i seriale. Te które przywołujesz i inne.
    Co nie oznacza, że nie oglądam klnących cycków :-)
    Pozdrawiam. Wciąż z gorącej Barcelony

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślisz, że słownictwo wyrażające akceptację może być jednocześnie obelżywe?
      Muszę to rozważyć.

      Usuń
    2. Może. Miałem zacząć od "ja pierdolę", ale stwierdziłem, że nie wypada. Skoro jednak ciągniesz ten wątek...

      Usuń
    3. Zaczyna się robić interesująco! :)

      Usuń
    4. Czemu. To zwrot , którym można rozpocząć zdanie pełne uznania.
      Dobra. Spadam na lotnisko. Żeby z hiszpańskiej Barcelony dolecieć do polskiej Warszawy norweskim samolotem.

      Usuń
    5. Wysokich lotów, Leslie! Z wyrazami szczerej zazdrości - latawica Frau Be :)

      Usuń
    6. Dziś z naszej rodzimej Oławy ślę pozdrowienia.

      Usuń
    7. Odpozdrawiam z więzienia.

      Usuń
  4. Jakie czasy, tacy "gwiazdorzy". Znielubilam Linde po pierwsze za ublizanie mojej Lodzi (warszawista z Torunia od siedmiu bolesci) i za zwrot, ze "musi swiecic ryjem za Wajde, ktory smial umrzec przed premiera Powidokow.
    Ja tez tesknie do tamtych czasow, filmow, szkolnictwa i tego, ze przynajmniej klechy trzymaly mordy w koscielnych zakrystiach i nie mieszaly sie do zycia publicznego i polityki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lindę to ja znienawidziłam od pierwszego wejrzenia za sprawą "Psów". To był film, który mnie wtedy tak zszokował, że pożegnałam się z kinematografią. A za czasami tęsknię do nieprzytomności.

      Usuń
    2. Moze bylo i przasnie, ale co najmniej bezpieczniej, nikt dla kaprysu z roboty nie wyrzucal ani z mieszkania. Za to nauczanie na najwyzszym poziomie i kultura dla wszystkich i to prawie darmo. Ludzie tez byli inni...

      Usuń
    3. O, to, to, to, to! Pod każdą napisaną przez Ciebie literą podpisuje się czterema kończynami!

      Usuń
    4. Tez sie wszystkimi lapkami podpisuje pod Ania.
      BTW, a "co" to jest Linda?

      Usuń
    5. Linda to jest niejaki Bogusław, bożyszcze tłumów, do których się nie zaliczam :)

      Usuń
    6. Ja tam gościa nigdy nie lubiłam - tak go mi zaszufladkowali - jako odtwórce ostatnich chamideł.

      Usuń
    7. No własnie tak! A że pierwszy raz ujrzałam go w "Psach", to koniec, zraziłam się na amen.

      Usuń
    8. Początkowo o"Linda" to ja pomyślałam o wózku widłowym, ale tak potocznie mówimy, a prawidłowo linde' ;).

      Ostatnio katowałam "Bożą Podszewkę". Ja w sumie nie znam starych filmów i wstyd mi z tego powodu samej przed sobą.
      A Awans Zaorskiego znasz?

      Usuń
    9. Film na podstawie książki Redlińskiego. Redliński napisał również Konopielkę, która też jest (chyba) kultowym filmem. Uwielbiam groteskę w której jest dużo ziaren prawdy.

      Usuń
    10. "Konopielkę" znam, ale tylko książkę. Wolę książki od filmów.

      Usuń
    11. I "Awans", i "Konopielkę" znam, filmowo i literaturowo. Doskonałe obydwie wersje, co się nader rzadko zdarza w przypadku ekranizacji książek

      Usuń
    12. Zgadzam się! Bo zazwyczaj książka jest lepsza.
      Idę poczytać właśnie ;)

      Usuń
    13. Miłej lektury. Ja raczej posłucham, bo dysponuję audioksiążką :)

      Usuń
    14. Audio w ogóle mi nie wchodzi. Nie wiem, dlaczego.

      Usuń
    15. Zachłysnęłam się tą formą czytelniczą (?) bo mogę przy tym robić co innego, a robienie czego innego nie przeszkadza w słuchaniu. Pewnie, że nie latanie z odkurzaczem i wycieranie kurzy, ale takie wyszywajki czy dłubanie na drutach...

      Usuń
    16. Moja koleżanka akurat robi to, odkurzając i jeżdżąc motocyklem :)

      Usuń
    17. Kusi mnie, żeby spróbować jeszcze raz, bo już kiedyś próbowałam odkurzać i słuchać muzyki z walkmana, ale się nie dało :)

      Usuń
    18. Kurde! Może ja tego ustrojstwa spróbuję...?
      Czytałabym więcej, ale czasu mi brak lub zasypiam zmęczona :(

      Usuń
    19. Pytanie, czy to jeszcze czytanie :)

      Usuń
    20. Może walkman za słaby?

      Usuń
    21. To raczej odsłuchiwanie. Nie wiem jak to nazwać, by było dobrze. Ale cholera mnie bierze jak patrzę na książki, które zakupiłam a nie mam czasu czytać ;/

      Usuń
    22. Owszem, na to może cholera wziąć!

      Usuń
    23. Albo odkurzacz za głośny :) To było mocno daaaawno temu, to i sprzęt nie był jak dziś :)

      Usuń
  5. Ja bym tu jeszcze dorzuciła "Karino" z miłości do koni, nieśmiertelnych "Pancernych z psem" (jednym, ale jakim!). Wszystko jakoś kiedyś było jakby lepsze, ludzie milsi i bezpieczniejsi dla siebie, a teraz... Szkoda gadać. Odczułam to na własnej skórze kilka dni temu i długo jeszcze będzie bolało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. "Przygody psa Cywila" bym dorzuciła... A ludzie po prostu zdziczeli, coraz więcej mostów palę...

      Usuń
    2. Jeden już spaliłam. Na amen i na wsiegda :)

      Usuń
    3. Jeden? Uuu... marniutko...

      Usuń
    4. Drugi poszedł na emeryturę, a trzeci zmienił pracę, więc to się nie liczy do spalenia. Samo się urwało.

      Usuń
    5. Mało!
      Może masz więcej szczęścia do ludzi...

      Usuń
    6. Czy ja wiem... Może to się odsiało na zasadzie niedźwiedziego przysłowia o przyjaciołach poznanych
      w biedzie...

      Usuń
    7. U mnie na pewno tak. I jeszcze inaczej też :)

      Usuń
    8. Przyjaciel? A kto to taki...?

      Usuń
    9. Przyjaciel?
      To Tobołkowa.
      To Prosiaczek.
      To Kulka.
      To Miluś.

      Usuń
    10. Przyjaciel?
      To też ja.

      Usuń
  6. No masz, to lubimy te same filmy i seriale! dziś właśnie ze znajomymi spod Poznania wspominaliśmy wszystkie hity tv czarno-białej - Bonanza w niedziele, teatr sensacji i Kobra w czwartki, a mój mąż ogląda namiętnie każda powtórkę Stawki, Czterech pancernych i Trylogii.
    Pozdrawiam filmowo:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z "Trylogią" jest trochę problem. Akceptuję właściwie jedynie "Potop". "Ogniem i mieczem" (najpiękniejsza część Trylogii!) jest zbyt współczesną "dokrętką", naznaczoną komercja i ogólną kichą. A "Przygód pana Michała" nie lubię, bo... nie lubię samego pana Michała :))

      Usuń
    2. Ja lubię Baśkę i Zagłobę:-)

      Usuń
    3. Niezrównany Wichniarz... To był Zagłoba jak się patrzy!

      Usuń
    4. Bo nie "Przygody Pana Michała" tylko "Pan Wołodyjowski" czyli wersja długometrażowa, wielbiona przeze mnie na równi z "Potopem". "Ogniem i mieczem" w ogóle tu nie przystaje.

      Usuń
    5. Bez znaczenia! Nie cierpię tego kurdupla!

      Usuń
    6. Bo ja wielbię ten film jako całość artystyczną, a nie kurdupla. Generalnie nie lubiłam Łomnickiego, ale na ten czas to był jedyny do tej roli aktor. I zrobił to jak należy.

      Usuń
    7. W tym wypadku nawet do całości jakoś wyjątkowo nie mogę się przełamać.

      Usuń
    8. Tylko Łomnicki się sprawdził w tej roli, niestety. Zamachowski robił, co mógł, ale porażka...a nie podobał Ci się element romansowy?

      Usuń
    9. Frau!
      Którego kurdupla? Wołodyjowskiego, czy odtwórców tej postaci? Nie trawię żadnego z nich, poza postacią literacką.

      Usuń
    10. Łomnickiego nie lubię, literackiego Wołodyjowskiego nie lubię, Zamachowski to co najwyżej na błazna się nadaje... Kurdupli nie lubię!

      Usuń
    11. Ozon, ja nawet postaci literackiej nie lubię.

      Usuń
    12. Toleruję literacką bo nie muszę jej oglądać. Wyobraźnię to ja mam i sama sobie Wołodyjowskiego wymyśliłam. W mojej wyobraźnie nie jest wysoki ale nie ma też wzrostu siedzącego psa.

      Usuń
    13. "Wyobraźni" miało być:)

      Usuń
    14. Dla mnie to, że kudrupel, to nie wszystko. On jest taki... cacany do urzygu. A ja takich bohaterów nigdy nie lubiłam.

      Usuń
    15. Takich śmiertelnie pozytywnych.

      Usuń
    16. Nie pamiętam czy w książce też taki jest, czy tylko w filmie? Reszta postaci jest z krwi i kości on...nie wiem z czego?
      (Chciałam tu wrzucić niecenzuralne słowo ale nie mam pewności, czy rzeczywiście odzwierciedliłoby ono tę postać!).

      Usuń
    17. W powieści jest takim samym picusiem-glancusiem.

      Usuń
  7. Frau! Co tam mosty!
    Jak nie most to będzie kładka, może mniej wygodna ale tak samo użyteczna jak wspomniane "przejście przez wodę".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chromolę mosty... Jeśli będzie warto, to do prawdziwego przyjaciela rzucę się wpław.

      Usuń
    2. "Prawdziwi przyjaciele", obecnie są chyba na wymarciu.
      Czy internetowi się liczą? Jeśli tak, to mam nadzieję, że ich mam. Przynajmniej jeną sztukę:)

      Usuń
    3. Nie wiem. Sama się nad tym kiedyś zastanawiałam.

      Usuń
  8. Pantera prawde rzekla :) W tych opluwanych czasach szkolnictwo bylo ok i kultury tez do woli. Moze ma na to patrzymy z odleglosci naszego wieku (lata swietlne) ale to co teraz widze, slysze i czuje wola o pomste do nieba (hmmmm... jest gdzies niebo???)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że prawdę! Pomsta by się przydała, ale na żadne niebo bym nie liczyła, to tylko para wodna i kosmos :)

      Usuń
  9. Jest dobre, przynajmniej dla mnie dobre, a laikiem jestem, kino polskie. "Do widzenia, do jutra" czyli...Zbyszek Cybulski :)
    Linda tylko w "Kobiecie samotnej", Boguś Kobiela w przygodach Piszczyka :) , Zapasiewicz w "Bez znieczulenia"...i wiele innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Laik zna tyle tytułów? Ja ani jednego :)

      Usuń
    2. ...he, he...zna więcej :)
      Lubię polskie kino, te dobre, bo jest naprawdę jest :)

      Usuń
    3. Ja tylko to dawniejsze, z lat naszego dzieciństwa.

      Usuń
    4. Teraz to już nawet telewizora nie mam.

      Usuń
  10. A co zapamiętałam z "Wojny domowej":

    "To nie książka,
    to LEKTURA"!

    ;-)

    Dużo gorzkiej prawdy w twoim poście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z przewagą "gorzkiej".

      Usuń
    2. No niestety.

      Ale!

      Mamy wakacje, nie wiem, jak Ty,
      ja wreszcie naczytam się do woli.
      I nadrobię zaległości w oglądaniu filmów. :))

      Dobrego czasu!

      Usuń
    3. Ja, niestety, jeszcze nie, a potem to też nie wiem.

      Usuń
  11. Hmm...coś w tym jest, choć dawniej filmy były też "na skróty" - łatwo, miło i przyjemnie, ale też ze sporym podtekstem naiwności, która choć choć sprawdzała się w filmie, w świecie realnym nie miałaby racji bytu ;)
    "Tolka Banana" nie lubiłam, ani "Psa Cywila", ani "Karino", choć filmy te nakręcono w latach, o których mówisz. Tolka bez przyczyny, a dwa pozostałe za to, że ekranowym zwierzakom działa się krzywda. Ot, taka schiza, która tkwiła we mnie od dzieciństwa - jeśli cierpiało zwierzę, wyłączałam TV ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do dzisiaj tak mam, z tego tez powodu żadnych westernów ani scen batalistycznych z udziałem zwierząt nie tolerowałam. Z tym, że nie mam już czego wyłączać.

      Usuń
    2. Nie masz już telewizora? :)

      Usuń
    3. Już dawno nie mam, od lat.

      Usuń
  12. Frau Be - te stare filmy opisują świat, który był kiedyś, a i on był podany w formie nieco naiwnej, na ulicach tak ludzie ze sobą jednak przeważnie nie rozmawiali. No chyba że weźmiemy Bareję, to bywało i tak i jeszcze gorzej/czy śmieszniej jak kto woli.
    Moim zdaniem w każdych czasach są leprze i gorsze rzeczy. Niestety nie da się cofnąć o ileś tam lat wstecz (chociaż nie raz marzyłam o tym w celach poniekąd badawczych) i tak sobie trochę pożyć. Chociaż może kiedyś ktoś wymyśli takie wakacje z duchami naprawdę, czyli że będzie można pojechać w przeszłość, wyposażonym w odpowiedni dla tamtych czasów strój itp. Chociaż myślę sobie, że wycieczki w tamte czasy ludzi współczesnych zepsułyby je również...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do mnie, najchętniej wykupiłabym bilet w jedną stronę.

      Usuń
  13. Tak mi się skojarzyło z tą piosenką
    https://www.youtube.com/watch?v=YZuFsI-bttM
    co do filmów, sporo racji, ba! nawet bardzo dużo, ale po całości się zgodzić się nie mogę. Ot tak jestem w stanie rzucić garść filmów dobrych nowych, lub nie aż tak starych, prawiących o rzeczach ważnych z przesłaniem, świetną muzyką, kapitalną grą aktorską, gdzie nie rzuca się mięsem na swoją matkę i nie zasłania sztucznymi cyckami ekranu. Po prostu trza omijać filmy komercyjne i puszczane w TV. Komedie bez kloacznych żartów również się znajdą, ale przyznaje z tym już trudniej, niestety Amerykanie zdominowali rynek.
    Tak w ogóle to dzień dobry:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma telewizora, nie chodzę do kina i mam święty spokój. Nie wiem, skąd skojarzenie z "Orkami z Majorki", ale to jedna z moich ulubionych piosenek :))

      Usuń
    2. Chyba kwestia tekstu, tak absurdalnego i prawdziwego zarazem ;)

      Usuń
    3. A ja Darwina lubię :)

      Usuń
  14. :) jakoś tak się złożyło że całe lata oglądałam filmy sporadycznie w liczbie jeden w roku - wychodziłam z założenia, że szkoda mi czasu i że znam ciekawsze zajęcia. Kina nienawidzę, to chyba pierwsza oznaka starości. Od 2 lat nadrabiam zaległości filmowe, w domowym zaciszu oczywiście. Ale stwierdzam jedną prawidłowość : im więcej film rozreklamowany, nagłośniony tym większe badziewko niewarte zawieszenia oka. A stare filmy lubię i owszem, ale do przesady uwielbia mój mąż i mam lekki przesyt. On może oglądać to do obrzygania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie ja już urodziłam się stara. Nigdy nie lubiłam chodzić do kina. No, może w dzieciństwie na Coralgola.

      Usuń
    2. też chodziłam, to były teleranki czy poranki....

      Usuń
    3. Poranki. W kinie "Mewa"! Pamiętasz, gdzie było?

      Usuń
    4. Pewwnie - stara jestem ale skleroza działa na bieżąco a nie wstecz. :))) Dąbrowskiego. Dziś budynek Instytutu Muzyki Uniwersytetu

      Usuń
    5. Oczywiście! Wtedy - Dom Kultury WSK :)

      Usuń
  15. No własnie gdzie te czasy, gdzie. Wojnę domową mordujemy od roku i tylko płyty zmieniamy. Słyszę coś o Daleko od szosy. Jednak pewnikiem zapadniemy w Alternatywach i Zmiennikach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już chyba całkiem zdziecinniałam.

      Usuń
  16. Mając ostatnio dużo wolnego czasu również oglądam dawne seriale. Mój repertuar to Janka, Karino i W Labiryncie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie się jakoś dziecięce lata zamarzyły.

      Usuń
  17. Krótko mówiąc. Mam wrażenie, że wielu sądzi iż ilość samoistnie przejdzie w jakość.
    Jakoś tego nie widzę i mam nadzieję, że nie zobaczę!
    ;)))

    OdpowiedzUsuń
  18. I żeby nie było. Nie oglądam PRAWIE żadnych seriali. Lubię naturę, przyrodę i to chcę oglądać!
    Pozdrówka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naturę to ja lubię oglądać... w naturze :)

      Usuń
    2. Las Bielański mam rzut beretem od siebie. Z okna go widzę. Gdyby było przejście, to w prostej linii mam z 50 m ?

      Usuń
    3. No, niechby 100. To co to za odległość?

      Usuń
    4. Bywasz w nim często czy oglądasz go w telewizji?

      Usuń
    5. Bywam czasem, najczęściej od wiosny do jesieni. Zimą raczej nie.

      Usuń
    6. Zimą to nawet niespecjalnie jest po co.

      Usuń
    7. Chyba sprawdzę jak ten las działa zimą? Że niespecjalnie, wiem. Może nie znam zimowych tajemnic lasu?

      Usuń
    8. Zimą lasy wyglądają najpiękniej, pod warunkiem, że jest śnieżna. Wtedy sprawiają baśniowe wrażenie.

      Usuń
  19. Obrazek z dawnych lat. Skąd ja to znam? Grzyby, ryby, obóz nad jeziorem, mycie w zimnej wodzie, a po deszczu świerkowymi gałązkami wymiatanie wody z namiotu. Ale to była radość. Przywołałaś szczęśliwy czas.
    Zasyłam sedeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czasy były szczęśliwe, choć ja raczej obozów "nie praktykowałam" - byłam bardziej jak Duduś :)

      Usuń