sobota, 26 sierpnia 2017

423. Lloret de Mar

Na zakończenie hiszpańsko-portugalskiej przygody czekał nas wypoczynek w miejscowości Lloret de Mar, położonej w turystycznym regionie Hiszpanii Costa Brava (Dzikie Wybrzeże), w hotelu o zalotnej nazwie „Don Juan”.





Smakowita paella...

...i wesoły napój

Dawniej był to ośrodek handlu z kolonistami, dziś jest to przede wszystkim miejscowość wczasowa. Posiada piękną, piaszczystą plażę w centrum miasta (Playa Grande).







Oprócz kąpieli słonecznych (zdecydowanie nie dla mnie) i morskich (zdecydowanie dla mnie!) plaża oferuje rozmaite rozrywki wodne...





...oraz nietypową atrakcję, którą bez wątpienia są statki wycieczkowe pływające od miejscowości do miejscowości i zawijające wprost na plażę. Za pierwszym razem osłupiałam, widząc jednostkę pływającą kierującą się niemal prosto na mnie, a po chwili „parkującą” tuż obok, na piasku. Później się przyzwyczaiłam.




Na skraju Playa Grande stanął Pomnik Rybaczki poświęcony żonom rybaków.



Droga do niego została obwieszona kłódeczkami.








Patrząc z plaży w lewo, można dostrzec Castell d’en Plaja – neośredniowieczny zamek wybudowany w 1936 r. dla milionera z Barcelony, który miał taki kaprys. Budowla stała się niejako wizytówką Lloret de Mar, która widnieje niemal na każdej pocztówce.


środa, 23 sierpnia 2017

422. Co się polepszy, to się popieprzy

Polepszenia nie odnotowano, niestety.
Popieprzenie i owszem.
Kto da więcej?

piątek, 11 sierpnia 2017

421. Hiszpania: Czarnulka z Przepiłowanej Góry

Najważniejsze w Katalonii i drugie po Santiago de Compostela sanktuarium w Hiszpanii znajduje się na wysokości 1236 m n.p.m., na masywie górskim Montserrat, którego nazwę tłumaczy się jako „Przepiłowana Góra”. 




Ludowe podanie głosi, że miejsce to zostało przygotowane dla Madonny z Dzieciątkiem przez aniołów zbrojnych w złote piły. Około połowy I w. n.e. miał tutaj przybyć św. Piotr z figurką Matki Boskiej wyrzeźbioną przez św. Łukasza. Miejscowa ludność ukryła ją przed Maurami w miejscu nazwanym później Świętą Grotą (Santa Cova). W 880 r. kilkoro pastuszków, zaintrygowanych światłem i muzyką wydobywającymi się z groty, znalazło figurkę. Powiadomiony o tym fakcie biskup, który chciał przenieść ją w godniejsze miejsce, nie mógł tego zrobić, ponieważ z każdą próbą podniesienia jej stawała się coraz cięższa. Zrozumiano wówczas, że chce ona pozostać w tym miejscu, wybudowano więc kaplicę, a w X w. wzniesiono benedyktyński klasztor. Dziś jest to druga po Monte Cassino najważniejsza siedziba benedyktynów.







W XII w. zakonnicy wybudowali romański kościół, którego pozostałości (np. portal) stanowią część dzisiejszej świątyni. 







Głosili, że figurka czyni niezliczone cuda, co przyciągnęło nieprzeliczone rzesze pielgrzymów. Spowodowało to rozrośnięcie się klasztoru, który w XVI w. został przebudowany. W 1811 r. splądrowały go wojska napoleońskie. Źródła podają, że nie uczestniczyli w tym procederze Polacy, którzy ilekroć chodziło o niszczenie lub bezczeszczenie świątyń, odmawiali wykonywania rozkazów.
W odbudowanym klasztorze przechowywane są cenne dzieła literackie (ponad 300 000 egzemplarzy), kolekcje malarskie i przedmioty (w tym mumia) pochodzące ze starożytnego Egiptu. Wszystko to można oglądać w muzeum, jednak nie ono przyciąga pielgrzymów, a figurka Madonny z Montserrat nazywana oficjalnie Czarną Madonną, a pieszczotliwie „Czarnulką” (La Moreneta). Zyskała sobie to miano, ponieważ drewno, z którego została wykonana, poczerniało.


Nie jest to jednak oryginalna statuetka. Pierwsza prawdopodobnie uległa zniszczeniu, gdyż bez przerwy dotykali ją rozliczni wierni. Zastąpiła ją w XII lub XIII w. „Czarnulka”. Do figurki, umieszczonej w niszy nad ołtarzem ustawiają się długie kolejki wiernych, tłoczących się na wąskich schodach.



środa, 9 sierpnia 2017

420. Kamień łupany

Albo mi się wydaje, albo jestem co najmniej pięćdziesiąt, o ile nie pięćset lat za Murzynami. Pomogła mi w uświadomieniu sobie tego faktu niejaka Anna, prezentując na swoim blogu „kilka drobiazgów”, o których istnieniu nawet nie miałam pojęcia, nie mówiąc o wiedzy na temat ich przeznaczenia i o stosowaniu.
W sklepach istnieją kilometry półek z nieprzeliczonymi pudełeczkami, tubkami, słoiczkami i buteleczkami, ale mijałam je do tej pory z tą samą obojętnością takim samym zainteresowaniem jak działy motoryzacyjny i ogrodniczy, w równym stopniu nie mając tam czego szukać.
A tu tymczasem, niejako za moimi plecami, kwitnie świat równoległy. Rozpościera ogromną sieć wymiany zdań na temat kremów i balsamów do ciała, serum ujędrniającego tudzież innych, wygładzającego żelu, kremów rozjaśniających, balsamów tlenowych, jedwabistych musów do mycia ciała, kosmetyków gęstych, lekkich i prawie płynnych, wyrównywania kolorytu… A ja, kurde, nietutejsza! Kiedyś, parę lat temu, inna blogerka tak mnie zastrzeliła informacją o kupnie płynu micelarnego, że z wrażenia aż zapamiętałam tę nazwę po dzień dzisiejszy.
Setki, tysiące, ba! – miliony kobiet swobodnie żonglują sprayami tonizującymi, multifunkcyjnymi suchymi olejkami, wyszczuplającymi mleczkami do ciała przeciw cellulitowi, serwetkami z enzymami spowalniającymi wzrost włosa po depilacji, serum regenerującym skórki wokół paznokci, masłem do ciała, kremami do zapobiegania i redukcji rozstępów…
Przykłady zaczerpnęłam z półek, którym postanowiłam jednorazowo – wybiórczo, oczywiście, żeby nie oszaleć z nadmiaru wrażeń – się przyjrzeć. Gdyby nie kartka i długopis, zginęłabym jak Mańka w Czechach.
Dla równowagi postanowiłam przyjrzeć się zasobom własnym i oto, co zdiagnozowałam w wyniku remanentu. Jestem otóż posiadaczką:
- kosmetyków kolorowych do twarzy i paznokci,
- zmywacza do paznokci,
- kremu do rąk,
- dezodorantu.
Kiedyś, skuszona zapachem, nabyłam droga kupna balsam do ciała. W efekcie balsam postał na półce (w lodówce, a jakże!) tyle, ile potrzeba, żeby się całkowicie zepsuł (a biorąc pod uwagę ilość zawartej w nim chemii, ze trzy lata musiało to potrwać). Otrzymanego w prezencie kremu do twarzy nie zmarnowałam – zużytkowałam go z pożytkiem na wsmarowanie w pęciny, gdzie bywa, że okresowo podsycha mi skóra.
O ile pamiętam, żeby to zrobić, kupuję od czasu do czasu mleczko do demakijażu twarzy, co zdarza się (trudno, pamięć już nie ta) pi razy oko raz na dwa lata.
Więcej grzechów nie pamiętam.
W obliczu powyższego zaczyna mi się wydawać, że ja już nawet średniowieczna nie jestem. Kłania się kamień łupany.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

419. Hiszpania: Barcelona, czyli piękno jest rzeczą względną

Drugie co do wielkości miasto Hiszpanii jest sercem Katalonii. Leży nad Morzem Śródziemnym. Trzeba dodać, że Autonomiczna Katalonia (Catalunya) posiada oddzielny rząd i własną konstytucję, a jej mieszkańcy z dumą manifestują narodową przynależność, starannie kultywując własne obyczaje i tradycje.
Barcelona słynie z niepowtarzalnej architektury, która lokuje ją w grupie najładniejszych miast Europy. Jej znakiem rozpoznawczym są, oczywiście, budowle Antonio Gaudiego, a wśród nich dzieło jego życia i najbardziej niezwykły kościół na świecie – Świątynia Pokutna Świętej Rodziny (Temple Expiatori de la Sagrada Familia).


Gaudi, typ samotnika o niepospolitej wyobraźni, pogrążonego wiecznie we własnych myślach, zdobył uznanie w trakcie Wystawy Światowej w Paryżu w 1878 r. Poznał tam bogatego przemysłowca z Barcelony, Eusebiego Güella. Zaprzyjaźnili się i Güell do końca życia finansował projekty Gaudiego.
Architekt całkowicie poświęcił świątyni Sagrada Familia ostatnie 15 lat życia (zginął przedwcześnie, gdy zamyślony wpadł pod tramwaj), pod koniec nawet w niej zamieszkał, aby być na placu budowy dniem i nocą. Po śmierci został w niej pochowany. Nadał jej zupełnie indywidualny styl. 
Każdy detal jedynej i jednocześnie głównej fasady, która została ukończona za jego życia (wschodniej – Narodzenia), jest niepowtarzalny i był rzeźbiony oddzielnie. Odnajdujemy tam drzewo cyprysowe (symbol nieśmiertelności), historię dzieciństwa Jezusa, ślub Maryi i Józefa, wiele scen znanych z Biblii i przytłaczającą ilość ornamentów rzeźbiarskich, z owocami występującymi w Katalonii włącznie.


















Na ścianie znajduje się również wielokrotnie powtórzony napis sanctus („święty”).




Część fasady z wieżyczkami, które wieńczą kolorowe owoce, jest jasna, gdyż została już odnowiona.





Budowla ma 12 wież symbolizujących 12 apostołów, fasady zaprojektowano 3 (na wzór trzech etapów życia Chrystusa), do tego w planach są 4 wieże wewnętrzne (4 ewangelistów), 1 boczna (poświęcona Maryi) i 1 środkowa (Jezusowi).
Fasada zachodnia (Pasji), wybudowana już przez innego architekta (Josepa Marię Subirachsa), pomyślana została jako ponura i ascetyczna, stosownie do przestawianych scen z II etapu życia Chrystusa – męki i śmierci.











Świątynia wciąż jest w budowie, mozolnie zdążając do ostatecznego ukończenia. Niestety, plany Gaudiego zostały zniszczone w czasie wojny domowej. Sama budowla przetrwała, czemu niezmiernie dziwił się George Orwell, pisząc w swej książce W hołdzie Katalonii: „Poszedłem spojrzeć na katedrę (sic!), nowoczesną katedrę, jeden z najbardziej szkaradnych budynków na świecie. Ma cztery zakończone blankami iglice, dokładnie w kształcie butelek wina reńskiego. W przeciwieństwie do wielu kościołów w Barcelonie nie została zniszczona podczas Rewolucji – ocalała, jak mówią, ze względu na «wartość artystyczną». Uważam, że anarchiści wykazali się złym gustem, skoro nie zniszczyli jej, gdy była do tego stosowna okazja…”. Czego by nie powiedzieć o indywidualnym i niepowtarzalnym stylu Gaudiego oraz o oryginalności Sagrada Familia, moje odczucia bliższe są wrażeniom Orwella niż zachwytowi. Doceniam nowatorstwo konwencji, podobnie jak np. Beksińskiego, ale jednak niekoniecznie mi się ona podoba.
Drugim przedsięwzięciem Gaudiego zakrojonym na szeroką skalę była budowa Parku Güella (Parc Güell), czyli ogromnego ogrodu o powierzchni 20 ha, pomyślanego pierwotnie jako dzielnica mieszkalna.





Położony został na stoku góry. Ostatecznie powstały tylko dwa budynki mieszkalne – Gaudiego i Güella. Architekt mieszkał tam, zanim przeniósł się do Sagrada Familia. Dziś w jego domu mieści się poświęcone mu muzeum.














W 1922 r. władze miasta wykupiły teren i przekształciły go w park miejski. Poprzecinany on jest fantazyjnymi drogami wspartymi na kolumnach.















Duży plac, będący jednocześnie tarasem (Gran Plaça Circular), skąd rozpościera się widok na miasto, otoczony jest mozaikową, falistą, najdłuższą na świecie ławką (152 m).














Taras, wysypany piaskiem, wspiera się na kolumnach. Tworzą one Salę Stu Kolumn. Co ciekawe, Gaudi zaobserwował proste zjawisko: na rozkołysanym statku marynarz stoi pewniej na rozstawionych nogach niż na baczność. Stąd wyprowadził wniosek, że kolumny nachylone pod pewnym kątem są bardziej stabilne i wytrzymałe, dlatego żadna z nich nie stoi pod kątem prostym względem podłoża. Dodatkowo są one w środku częściowo puste, dla odprowadzania deszczówki z tarasu.






Sufit w Sali Stu Kolumn ozdobiony jest kolorową mozaiką.












Dwa bajkowe budynki przypominające domki z piernika mieszczą w sobie sklepik z pamiątkami i sanitariaty.






Ciekawostkę stanowi fakt, że praktycznie cały park został zbudowany z surowców znalezionych na jego terenie (np. wszechobecne mozaiki pochodzą ze stłuczki szklanej i ceramicznej).














Od 1984 r. cały kompleks figuruje na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.
Mniejsze, ale nie mniej efektowne dzieła Gaudiego rozsiane są po mieście. Należą do nich m.in. Casa Mila (Dom Mili) – kamienica zaprojektowana i wybudowana dla przedsiębiorcy Pera Mili, wzorowana na wzburzonym morzu (w 2005 r. wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO)…






…czy Casa Batlló (1904 – 1906) – dom przebudowany z najbardziej pospolitego i nieciekawego budynku dla producenta tekstyliów Josepa Batlló, przypominający smoka (od 2005 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO).






W centrum miasta znajduje się stara, średniowieczna Dzielnica Gotycka (Barri Gòtic). Jej najważniejszym placem jest Plac Świętego Jakuba (Plaça Sant Jaume), na którym dziś wznoszą się ratusz miejski (Casa de la Ciudad) z XIV – XV w.


oraz posadowiony naprzeciw niego Pałac Parlamentu (Palau de la Generalitat de Catalunya) z przełomu XV i XVI w.





Za najpiękniejszą z typowych, średniowiecznych uliczek Dzielnicy Gotyckiej uważana jest urokliwa Carrer del Bisbe.



Za Pałacem Parlamentu znajduje się wspaniała gotycka katedra pod wezwaniem św. Eulalii – patronki Barcelony. Świątynia, będąca najchlubniejszym przykładem architektury gotyckiej w Hiszpanii, powstawała od XIII do XV w.









W zaułkach starego miasta można spotkać figurki i kapliczki poświęcone tej 13-letniej męczennicy.




Niedaleko od tego miejsca znajdują się pozostałości po starożytnym mieście rzymskim, w tym zachowane cztery bramy miejskie i fragmenty akweduktu.





Na niewielkim placyku Świętego Filipa Nereusza znajduje się XVII-wieczny kościółek neoklasycystyczny pod wezwaniem św. Filipa Neri. Na jego fasadzie wciąż widać ślady po hiszpańskiej wojnie domowej. Przylega do niego szkoła, dlatego plac stanowi jednocześnie teren zabaw dzieci.











Na Placu Królewskim (Plaça Reial) w starej dzielnicy można podziwiać Fontannę Trzech Gracji (Tres Gràcies)






oraz najstarsze w Hiszpanii latarnie elektryczne, zaprojektowane przez Gaudiego.






Warto wspomnieć, że w podcieniach placu kręcono sceny do filmu Pachnidło.




Słynny, ruchliwy deptak w starym centrum Barcelony o nazwie La Rambla jest jednym z najpopularniejszych miejsc w mieście. Jego powodzenie powoduje, że dniem i nocą przelewają się tędy tłumy miejscowych i turystów. Jest to również raj dla kieszonkowców.















Kilometrowy deptak prowadzi bezpośrednio na nadbrzeże, gdzie na Plaça Portal de la Pau znajduje się 60-metrowa kolumna upamiętniająca triumfalny powrót Krzysztofa Kolumba z jego wyprawy (Mirador de Colom). Podobno właśnie tutaj w 1493 r. witali go królowa Izabela I Kastylijska z mężem, królem Ferdynandem II Aragońskim.





Nieopodal można dostrzec kursujące nad miastem wagoniki tramwaju linowego.



U kresu wędrówki po Barcelonie minęliśmy niepozorny monument upamiętniający bitwę pod Lepanto, która rozegrała się w 1571 r. między Ligą Świętą a Turcją. Zakończyła się zwycięstwem chrześcijan, co przypisywano znajdującym się na jednym ze statków relikwiom krzyża przywiezionym z Jerozolimy.





Centralnym placem Barcelony jest Plac Hiszpański (Plaça d’Espanya) z rzeźbioną fontanną i charakterystycznym zegarem zajmującym dwie kondygnacje budynku.







Znamiennym obiektem jest słynny barceloński „ogórek” – Torre Agbar. Jest to szklany biurowiec zdobny w mozaikę z kolorowego aluminium i system LED, które wykorzystywane są do nocnych iluminacji.



Gdzieś po drodze widzieliśmy jeszcze jakiś stadion, podobno słynny, a obok ćwiczących piłkarzy. Jednak do czegoś tak nieciekawego nie chciało mi się wyciągać aparatu.