środa, 2 sierpnia 2017

417. Hiszpania i Portugalia: kraina odkrywców

Wracając z Fatimy do Hiszpanii zahaczyliśmy jeszcze o Lizbonę. W drodze mijaliśmy liczne uprawy „portugalskiego złota” – dębu korkowego. Portugalia jest jego największym producentem. Dąb korkowy żyje około 200 lat i w tym czasie można zdejmować korę nawet do 18 razy – pierwszy raz po 25 latach, później co 10 lat. Każda kolejna warstwa jest gatunkowo lepsza od poprzedniej.



Lizbona (Lisboa) to najbardziej oddalona od Polski stolica europejska, największe miasto Portugalii położone na wzgórzach nad ujściem Tagu. Posiada swój własny, niepowtarzalny charakter. Między XV a XVII wiekiem wyruszyło stąd wiele wypraw morskich, które przyczyniły się do dokonania wielkich odkryć geograficznych, do rozwoju królestwa i jego stolicy.
Niesłabnącą atrakcją Lizbony są zabytkowe żółte tramwaje, dzielnie pokonujące strome ulice – jeden z symboli miasta.



Wjechaliśmy do stolicy od strony dzielnicy Belém, prosto na jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli stolicy – Torre de Belém. Jest to piękna, zabytkowa wieża obronna, wzniesiona z kamienia w latach 1515 – 1520 według projektu Fernanda de Arrudy. Należy do najpiękniejszych budowli militarnych za względu na niepowtarzalny, późnogotycki styl manueliński. Wzniesiona na polecenie króla Manuela I Szczęśliwego, pełniła najpierw rolę strażnicy portu lizbońskiego i punktu orientacyjnego dla powracających do domu żeglarzy. Później wykorzystywano ją jako więzienie, m.in. w 1833 r. przetrzymywano tu przez dwa miesiące generała Józefa Bema. Wyższe kondygnacje kryły w sobie sale przeznaczone dla króla i gubernatora oraz kaplicę. Od 1983 r. wieża figuruje na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO.



Dzielnica Belém umiejscowiona jest w okolicy dawnego portu Restelo. Stąd w okresie odkryć geograficznych odpływały statki konkwistadorów i odkrywców, w tym miejscu rozpoczął swą podróż Vasco da Gama – Portugalczyk, który przetarł morskie szlaki z Europy do Indii. Wielkich odkrywców upamiętnia Pomnik Odkryć Geograficznych (Padrão dos Descobrimentos). 52-metrowy monument w kształcie dziobu dawnego żaglowca stanowi kolejny symbol Lizbony. Jego twórcami byli architekt Cottinelli Telmo i rzeźbiarz Leopoldo de Almeida. Umieścili na nim postacie żeglarzy i konkwistadorów z księciem Henrykiem Żeglarzem (założycielem uniwersytetu w Lizbonie i patronem odkryć geograficznych) na czele. Trzyma on w rękach model karaweli oraz mapę świata. Pomnik wzniesiono w 1960 r. dla uczczenia 500 rocznicy śmierci Henryka Żeglarza.






Na wprost Padrão dos Descobrimentos, po drugiej stronie ulicy, otoczony rozległym terenem rekreacyjnym, mieści się kolejny cud architektury manuelińskiej – klasztor hieronimitów (Mosteiro dos Jerónimos) wraz z kościołem.





Jego inicjatorem i fundatorem był król Manuel I Szczęśliwy, który obrał na jego patrona św. Hieronima i powierzył klasztor hieronimitom, którzy opiekowali się nim do roku 1934, czyli do momentu kasaty zakonu w Portugalii. Budowa, zapoczątkowana w 1501 r., trwała przez całe stulecie. Pracowało przy niej kilku architektów (Diogo de Boitac, João de Castilho, Jerónimo de Ruão, Diogo de Torralva). Efekt ich pracy został zaliczony w poczet Siedmiu Cudów Portugalii i wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO.





W skład kompleksu klasztornego wchodzi kościół Najświętszej Marii Panny w Belém. Oszałamia zewnętrznym i wewnętrznym pięknem – widziałam wiele świątyń, ale żadna nie wywarła na mnie aż takiego wrażenia jak ta.











Tylu misternych detali, takich sklepień gwiaździstych, tak potężnych, zdobionych kolumn podtrzymujących sklepienie nigdzie nie widziałam.







Wnętrze kryje w sobie groby monarchów, ale moją uwagę przykuły dwa sarkofagi znajdujące się po prawej i po lewej stronie od wejścia. W jednym pochowano Luisa de Camõesa, najwybitniejszego pisarza portugalskiego, przedstawiciela renesansu i prekursora baroku, drugi zaś kryje szczątki Vasco da Gamy.


Luis de Camões

Symbol poety

Vasco da Gama

Symbol podróżnika
Opuściwszy kompleks klasztorny, udaliśmy się do pobliskiej cukierni o nazwie Casa de Pasteis de Belém, działającej nieprzerwanie od 1837 roku, trudniącej się wyrobem najsłynniejszego portugalskiego przysmaku – pastel de nata. Zapamiętanie tej nazwy nie wydawało mi się możliwe, toteż utrwaliłam sobie szybko skojarzenie: „pasztet z denata”. Tradycja wypieku tego delikatesu pochodzi właśnie od hieronimitów, którzy wypiekali je i sprzedawali w okresie Bożego Narodzenia. Jest to coś w rodzaju babeczek o ściankach cieniutkich jak papier, wypełnionych półpłynną, gorącą masą podobną do budyniu.



Spożywa się je, posypując cynamonem, który dodawany jest w saszetkach. Kolejki po „pasztet z denata” wychodzą zazwyczaj z cukierni aż na chodnik, ale na szczęście dość szybko się posuwają. Lokal, którego ściany wyłożone są słynnymi portugalskimi azulejos, jest nadzwyczaj urokliwy.




Prosto stamtąd przenieśliśmy się na plac Rossio poświęcony portugalskiemu królowi Pedro IV. Ze względu na marmurową kostkę, którą ułożono na kształt morskich fal, nazywany jest też „falującym placem”. W przeszłości odbywały się tu walki byków, publiczne egzekucje, płonęły stosy inkwizycji. Dziś w centralnej części placu stoi 23-metrowa kolumna z posągiem przedstawiającym Pedra IV.




Ulice wokół placu także zostały wyłożone marmurową kostką układająca się w rozmaite wzory, bardzo śliską, o czym osobiście się przekonałam. Gdy w pewnym momencie stopa podjechała mi do przodu w sposób niekontrolowany, rozcięłam ją sobie o ostry kant krawężnika. Popłakałam się z bólu, ale nie żałowałam przechadzki po śliskim bruku – stało się to w drodze do obiektu, który wszystko mi wynagrodził i, prawdę powiedziawszy, zachwycił mnie najbardziej. Podczas gdy pozostała część grupy pognała w kierunku kolejnego kościoła, do którego trzeba było dymać pod jakąś straszliwą górę, zbuntowałyśmy się we trzy i zamiast się męczyć razem z nimi, zafundowałyśmy sobie przejażdżkę windą świętej Justyny (Elevador de Santa Justa). Jest to niezwykła stalowa konstrukcja z 1902 r., nazywana „portugalską wieżą Eiffla” – neogotyckie cacko wyrastające pośród wąskich uliczek na 45 metrów w górę. Jej konstruktorem był uczeń Eiffla, pracownik tego samego biura projektów, Raoul Mésnier du Ponsard. Wewnątrz wieży kursują dwie duże, drewniane windy, mieszczące po 24 osoby każda. W obu pracują windziarze. Na początku napędzane były parą.





Na samym szczycie znajduje się taras widokowy, z którego rozpościera się piękny widok. Winda pełniła kiedyś funkcję transportową, łącząc położone na różnych poziomach dzielnice. Dziś także ją pełni, stanowiąc przy okazji ogromną atrakcję. Spędziłyśmy tam czas naprawdę miło, ku rozpaczy tych, którzy wybrali się na podbój kościoła – zastali go zamkniętym.



Widok z wieży na plac Rossio z budynkiem Teatru Narodowego


Na wzgórzu widoczny zamek św. Jerzego



Winda św. Justyny łączy ze sobą położone na różnych poziomach dzielnice: Dolne Miasto (Baixa) i Górne Miasto (Bairro Alto). Z placu Rossio widać wkomponowaną w zabudowę ruinę. Są to pozostałości po średniowiecznym zespole klasztornym karmelitów, zniszczonym podczas trzęsienia ziemi, które nawiedziło Lizbonę 1 listopada 1755 roku. Widoczna z dołu część to zrujnowany kościół Igreja do Carmo.




W czasie katastrofy zginęły setki ludzi, na których runął dach świątyni, a od świec płonących z okazji Wszystkich Świętych rozpoczął się pożar, który rozprzestrzeniał się przez wiele dni. Z tarasu windy św. Justyny prowadzi tam stalowa kładka. Przeszłyśmy parę kroków w tamtą stronę, ale na dalsze zwiedzanie nie było już czasu.




Lizbona posiada dwa słynne mosty. Jeden z nich to Ponte 25 de Abril (most 25 Kwietnia) będący kopią Golden Gate z San Francisco. Jest to najdłuższy most wiszący w Europie.


Pod mostem

Na moście
W jego sąsiedztwie znajduje się 110-metrowy pomnik Chrystusa Zbawiciela wykonany na wzór brazylijskiego.




Drugi wielki most Lizbony to 17-kilometrowy, najdłuższy w Europie most Vasco da Gamy (Ponte Vasco da Gama).



40 komentarzy:

  1. No po prostu uraczyłam się, a po wzmiance o tych babeczkach to ślina leci mi na klawiaturę. Nie dziwota, że taki przysmak zakonnicy wymyślili, dziś też duchowni lubią sobie dogadzać...
    Mój brat był w Portugalii, ale inne fotki oglądałam, nie każdy musi byc wszędzie. Podziwiam ówczesnych architektów za te wszystkie detale i obliczenia, bo tyle stuleci to stoi i stać będzie :-)
    Pasztet z denata, świetne skojarzenie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, nie da się być wszędzie - a szkoda! Tyle jest pięknych miejsc na świecie do zobaczenia...

      Usuń
    2. To prawda, a życie takie krótkie, a droga tak daleka...

      Usuń
    3. ...a pieniędzy tak mało...

      Usuń
  2. A ile Ty bylas w tej Lizbonie? Az strach mnie bierze jak mysle o opisaniu moich wycieczek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Lizbonie tylko jeden dzień, bo generalnie były to 2 tygodnie w Hiszpanii. Nie wiem, czego się boisz - życia Ci wystarczy na pisanie, spokojnie...

      Usuń
    2. No bo ja w Petersburgu dwa dni bylam...
      ;-)

      Usuń
    3. Ten Petersburg śni mi się po nocach...

      Usuń
  3. Niezwykle ładne miejsca odwiedziłaś podczas wycieczki. Kościołem w Belem jestem zachwycony, oj długo by mnie nikt z niego nie wyciągnął. Świetne zdjęcia zapraszają do odwiedzenia.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, kościół i klasztor hieronimitów to po prostu cud architektury. Mną jeszcze wstrząsnęła winda św. Justyny.

      Usuń
  4. Ten kościół do złudzenia przypomina mi Katedrę w Toledo. Podobne detaliki, podobne wykonanie. Prawdopodobnie, oba te obiekty były budowane w podobnym okresie i tak samo długo ;)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, niekoniecznie. Owszem, to też gotyk, ale ta katedra w Toledo jest o wiele mniej "strojna".

      Usuń
  5. Pieknie, no pieknie! Za wyjatkiem tego wypasionego kosciola, nie lubie kosciolow i zaden, nawet najwieksze dzielo sztuki architektonicznej, nie bedzie w stanie mnie zachwycic. Przerost formy nad trescia i obraz pychy kleszej.
    Pomnik odkrywcow bardzo mi sie podoba, a wieza z windami jeszcze bardziej. Najbardziej na swiecie przypadl mi do gustu lokal z pasztetami z trupa. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to w 2/3 gust nam się pokrywa :)

      Usuń
  6. Nie ma to jak wsuwać pasztety z denata oglądają przy tym gilotynowanie, czy inne samozapłony. Jakby to powiedział Siara Siarzewskie "mają rozmach skurwisyny" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo, moja droga, powołałaś się na jeden z najwyższych moich autorytetów!

      Usuń
    2. Nie ma co się rozpisywać nad mistrzostwem Siary, wystarczy zobaczyć
      https://www.youtube.com/watch?v=gpZWMrYSJRo

      Usuń
    3. ♥ ♥ ♥ Siara ♥ ♥ ♥

      Usuń
  7. Hi, hi, przepraszam, ale nie moge sie oprzec - bolesnie poznalas to, z czego tubylcy sa tacy dumni, czyli "calçada portuguesa". Przy deszczu to gorsze niz lodowisko, nigdy nie wiesz w która stone pojedziesz. Od lat klne szpetnie na ten wymysl...
    Mosteiro de Jerónimos to zawsze obowiazkowy punkt i rzeczywiscie warty odwiedzenia, a recepta na "pasztet z denata" to jedna z najlepiej strzezonych tajemnic tego kraju :))).
    Z debami korkowymi w tym roku byla czarna rozpacz, bo z powodu suszy kora nie chciala odlazic, a teraz jest jeszcze gorzej :(((.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tragedia te chodniki po prostu - cud, że sobie nie odrąbałam palców od stopy. Ale reszta mnie zachwyciła. Byłam w tym roku na Maderze, niby Portugalia, niby nie, ale też wprawiła mnie w absolutny zachwyt. Taki totalny.

      Usuń
    2. A jak Ci sie ladowalo na Maderze? Przy niewielkim wietrzyku to raczej hardkorowe przezycie... :).

      Usuń
    3. Wiem :) Nasi znajomi w ubiegłym roku zostali po 2 podejściach odesłani na Teneryfę. Nam się udało wylądować bez przeszkód, za to pobyt wypadł nam nieco dłużej, bo lotnisko w dniu wylotu było zamknięte i nie przyjmowało samolotów, więc odlecieć też nie było czym. Podobało mi się :) W ogóle to jest najpiękniejsze miejsce na ziemi, jakie w życiu widziałam. Ale ja nie o tym chciałam. Wyjaśnij mi zagadkę życia. Co to jest, taki typowy portugalski deser, który podają i na stałym lądzie i na wyspie. W konsystencji lekkie i ślimakowate, w kolorze żółte, a po wierzchu polane rzadkim sosikiem karmelowym. Generalnie ludzie tym plują, a mnie to smakuje jak sto choler, mogłabym zeżreć tego wagon.

      Usuń
    4. Hmmm, trudno powiedzic. Musiala bym zobaczyc fotke. Prawdopodobnie masz na mysli "pudim flan", bo to typowo podlane karmelowym sosikiem.

      Usuń
    5. Sprawdziłam w Internecie tę nazwę - tak, to jest TO! Cudownie pyszny glut!

      Usuń
    6. Podejrzewam, ze to co jadlas to gotowiec. Tutaj to cos jak budyn w Polsce - wiekszosc kupuje proszek, dodaje mleko, cukier i gotuje. Domowy wychodzi zupelnie inny.

      Usuń
    7. z takiego gotowca:
      https://www.recheio.pt/catalogo/produtos/mercearia/sobremesas-e-preparados/pudim-el-mandarim-flan-conj-4.html

      Usuń
    8. Sklad: skrobia kukurydziana, E407 i E410, barwniki (E-102* i E-129*), wanilina. Wlos sie jezy, ale wchodzi dobrze :)))

      Usuń
    9. Nie wiem, jak to jest w zbiorowym żywieniu. Zawsze było to w restauracji. W sumie wszystko mi jedno, co jadłam, w każdym razie było zajebiaszcze!

      Usuń
  8. O róznych cudach nie będę sie rozpisywac, cudne i już, Natomiast szalenie podoba mi się imię jednego króla, o którym wspomniałas: Manuel I Szczęśliwy....to jest coś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I może funkcjonować również w wersji żeńskiej. Pomyśl tylko, jak to byłoby się nazywać: Manuela I Szczęśliwa. Miodzio!

      Usuń
  9. Уважаемая Frau Be.
    Wiesz jak Cię lubię.
    Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że konsekwencji w Tobie tyle co w pisklaku.
    Z jednej strony zaliczasz zgon z powodu upału.
    Z drugiej strony opisujesz wyjazdy do krajów, w których średnie temperatury są wyższe, lub znacznie wyższe niż w Polsce.
    Logiczne byłoby, w Twoim przypadku, zwiedzanie Islandii, Grenlandii, Spitsbergenu lub Antarktydy.
    Ale cóż. Kto zrozumie kobiecą logikę...?
    С уважением
    Leslie Warszawski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Leslie, Leslie, jak Ty nic o życiu... znaczy... o upałach nie wiesz. Klimat klimatowi nierówny, nie wszędzie - mimo wysokich temperatur - jest taka sauna i duchota jak w naszym kraju, to raz. A dwa - ja jestem zwierzę, na które nie działa perswazja, groźba, kij - ale marchewka już tak. Potęga motywacji, mój drogi! Wysokie temperatury odbierają mi chęć i zdolność do życia, ale nie ma takiego upału, który odebrałby mi chęć zobaczenia nowego kawałeczka świata!

      Usuń
    2. Myślę, że wiem i o życiu i o upałach. Choć te ostatnie nie wpływają na mnie tak źle.
      Dla swoich ulubionych zajęć jestem w stanie znieść wiele. Dla windurfingu czy wędkowania popylam co weekend na Mazury. Wiele też zniosę dla dobrej kuchni i dobrego seksu.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Bo dobry seks nie jest zły! W przeciwieństwie do wędkowania.

      Usuń
    4. No proszę. Znalazł się i koneser;)))

      Usuń
    5. Ba! Leslie ma gust w najlepszym gatunku.

      Usuń
  10. Matkojedyna, jakie zdjęcia, jakie widoki! Ta architektura, te detale, te cudeńka śliczne. Dziękuję Ci bardzo za szczegółowy opis i zdjęcia, obejrzę jeszcze na spokojnie. I dobrze, że znów jesteś :)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, wróciłam dopiero co z daleko piękniejszego miejsca, już za nim tęsknię...

      Usuń
  11. ...A mnie zafascnowaly dachy,tworzą klimat dawnego, XIX miasta...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śliczne, prawda?
      Moja najnowsza fascynacja to portugalska Madera. Tam to dopiero jest klimat! Pierwsze miejsce w rankingu najpiękniejszych zakątków kuli ziemskiej, które widziałam.

      Usuń