poniedziałek, 7 sierpnia 2017

419. Hiszpania: Barcelona, czyli piękno jest rzeczą względną

Drugie co do wielkości miasto Hiszpanii jest sercem Katalonii. Leży nad Morzem Śródziemnym. Trzeba dodać, że Autonomiczna Katalonia (Catalunya) posiada oddzielny rząd i własną konstytucję, a jej mieszkańcy z dumą manifestują narodową przynależność, starannie kultywując własne obyczaje i tradycje.
Barcelona słynie z niepowtarzalnej architektury, która lokuje ją w grupie najładniejszych miast Europy. Jej znakiem rozpoznawczym są, oczywiście, budowle Antonio Gaudiego, a wśród nich dzieło jego życia i najbardziej niezwykły kościół na świecie – Świątynia Pokutna Świętej Rodziny (Temple Expiatori de la Sagrada Familia).


Gaudi, typ samotnika o niepospolitej wyobraźni, pogrążonego wiecznie we własnych myślach, zdobył uznanie w trakcie Wystawy Światowej w Paryżu w 1878 r. Poznał tam bogatego przemysłowca z Barcelony, Eusebiego Güella. Zaprzyjaźnili się i Güell do końca życia finansował projekty Gaudiego.
Architekt całkowicie poświęcił świątyni Sagrada Familia ostatnie 15 lat życia (zginął przedwcześnie, gdy zamyślony wpadł pod tramwaj), pod koniec nawet w niej zamieszkał, aby być na placu budowy dniem i nocą. Po śmierci został w niej pochowany. Nadał jej zupełnie indywidualny styl. 
Każdy detal jedynej i jednocześnie głównej fasady, która została ukończona za jego życia (wschodniej – Narodzenia), jest niepowtarzalny i był rzeźbiony oddzielnie. Odnajdujemy tam drzewo cyprysowe (symbol nieśmiertelności), historię dzieciństwa Jezusa, ślub Maryi i Józefa, wiele scen znanych z Biblii i przytłaczającą ilość ornamentów rzeźbiarskich, z owocami występującymi w Katalonii włącznie.


















Na ścianie znajduje się również wielokrotnie powtórzony napis sanctus („święty”).




Część fasady z wieżyczkami, które wieńczą kolorowe owoce, jest jasna, gdyż została już odnowiona.





Budowla ma 12 wież symbolizujących 12 apostołów, fasady zaprojektowano 3 (na wzór trzech etapów życia Chrystusa), do tego w planach są 4 wieże wewnętrzne (4 ewangelistów), 1 boczna (poświęcona Maryi) i 1 środkowa (Jezusowi).
Fasada zachodnia (Pasji), wybudowana już przez innego architekta (Josepa Marię Subirachsa), pomyślana została jako ponura i ascetyczna, stosownie do przestawianych scen z II etapu życia Chrystusa – męki i śmierci.











Świątynia wciąż jest w budowie, mozolnie zdążając do ostatecznego ukończenia. Niestety, plany Gaudiego zostały zniszczone w czasie wojny domowej. Sama budowla przetrwała, czemu niezmiernie dziwił się George Orwell, pisząc w swej książce W hołdzie Katalonii: „Poszedłem spojrzeć na katedrę (sic!), nowoczesną katedrę, jeden z najbardziej szkaradnych budynków na świecie. Ma cztery zakończone blankami iglice, dokładnie w kształcie butelek wina reńskiego. W przeciwieństwie do wielu kościołów w Barcelonie nie została zniszczona podczas Rewolucji – ocalała, jak mówią, ze względu na «wartość artystyczną». Uważam, że anarchiści wykazali się złym gustem, skoro nie zniszczyli jej, gdy była do tego stosowna okazja…”. Czego by nie powiedzieć o indywidualnym i niepowtarzalnym stylu Gaudiego oraz o oryginalności Sagrada Familia, moje odczucia bliższe są wrażeniom Orwella niż zachwytowi. Doceniam nowatorstwo konwencji, podobnie jak np. Beksińskiego, ale jednak niekoniecznie mi się ona podoba.
Drugim przedsięwzięciem Gaudiego zakrojonym na szeroką skalę była budowa Parku Güella (Parc Güell), czyli ogromnego ogrodu o powierzchni 20 ha, pomyślanego pierwotnie jako dzielnica mieszkalna.





Położony został na stoku góry. Ostatecznie powstały tylko dwa budynki mieszkalne – Gaudiego i Güella. Architekt mieszkał tam, zanim przeniósł się do Sagrada Familia. Dziś w jego domu mieści się poświęcone mu muzeum.














W 1922 r. władze miasta wykupiły teren i przekształciły go w park miejski. Poprzecinany on jest fantazyjnymi drogami wspartymi na kolumnach.















Duży plac, będący jednocześnie tarasem (Gran Plaça Circular), skąd rozpościera się widok na miasto, otoczony jest mozaikową, falistą, najdłuższą na świecie ławką (152 m).














Taras, wysypany piaskiem, wspiera się na kolumnach. Tworzą one Salę Stu Kolumn. Co ciekawe, Gaudi zaobserwował proste zjawisko: na rozkołysanym statku marynarz stoi pewniej na rozstawionych nogach niż na baczność. Stąd wyprowadził wniosek, że kolumny nachylone pod pewnym kątem są bardziej stabilne i wytrzymałe, dlatego żadna z nich nie stoi pod kątem prostym względem podłoża. Dodatkowo są one w środku częściowo puste, dla odprowadzania deszczówki z tarasu.






Sufit w Sali Stu Kolumn ozdobiony jest kolorową mozaiką.












Dwa bajkowe budynki przypominające domki z piernika mieszczą w sobie sklepik z pamiątkami i sanitariaty.






Ciekawostkę stanowi fakt, że praktycznie cały park został zbudowany z surowców znalezionych na jego terenie (np. wszechobecne mozaiki pochodzą ze stłuczki szklanej i ceramicznej).














Od 1984 r. cały kompleks figuruje na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.
Mniejsze, ale nie mniej efektowne dzieła Gaudiego rozsiane są po mieście. Należą do nich m.in. Casa Mila (Dom Mili) – kamienica zaprojektowana i wybudowana dla przedsiębiorcy Pera Mili, wzorowana na wzburzonym morzu (w 2005 r. wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO)…






…czy Casa Batlló (1904 – 1906) – dom przebudowany z najbardziej pospolitego i nieciekawego budynku dla producenta tekstyliów Josepa Batlló, przypominający smoka (od 2005 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO).






W centrum miasta znajduje się stara, średniowieczna Dzielnica Gotycka (Barri Gòtic). Jej najważniejszym placem jest Plac Świętego Jakuba (Plaça Sant Jaume), na którym dziś wznoszą się ratusz miejski (Casa de la Ciudad) z XIV – XV w.


oraz posadowiony naprzeciw niego Pałac Parlamentu (Palau de la Generalitat de Catalunya) z przełomu XV i XVI w.





Za najpiękniejszą z typowych, średniowiecznych uliczek Dzielnicy Gotyckiej uważana jest urokliwa Carrer del Bisbe.



Za Pałacem Parlamentu znajduje się wspaniała gotycka katedra pod wezwaniem św. Eulalii – patronki Barcelony. Świątynia, będąca najchlubniejszym przykładem architektury gotyckiej w Hiszpanii, powstawała od XIII do XV w.









W zaułkach starego miasta można spotkać figurki i kapliczki poświęcone tej 13-letniej męczennicy.




Niedaleko od tego miejsca znajdują się pozostałości po starożytnym mieście rzymskim, w tym zachowane cztery bramy miejskie i fragmenty akweduktu.





Na niewielkim placyku Świętego Filipa Nereusza znajduje się XVII-wieczny kościółek neoklasycystyczny pod wezwaniem św. Filipa Neri. Na jego fasadzie wciąż widać ślady po hiszpańskiej wojnie domowej. Przylega do niego szkoła, dlatego plac stanowi jednocześnie teren zabaw dzieci.











Na Placu Królewskim (Plaça Reial) w starej dzielnicy można podziwiać Fontannę Trzech Gracji (Tres Gràcies)






oraz najstarsze w Hiszpanii latarnie elektryczne, zaprojektowane przez Gaudiego.






Warto wspomnieć, że w podcieniach placu kręcono sceny do filmu Pachnidło.




Słynny, ruchliwy deptak w starym centrum Barcelony o nazwie La Rambla jest jednym z najpopularniejszych miejsc w mieście. Jego powodzenie powoduje, że dniem i nocą przelewają się tędy tłumy miejscowych i turystów. Jest to również raj dla kieszonkowców.















Kilometrowy deptak prowadzi bezpośrednio na nadbrzeże, gdzie na Plaça Portal de la Pau znajduje się 60-metrowa kolumna upamiętniająca triumfalny powrót Krzysztofa Kolumba z jego wyprawy (Mirador de Colom). Podobno właśnie tutaj w 1493 r. witali go królowa Izabela I Kastylijska z mężem, królem Ferdynandem II Aragońskim.





Nieopodal można dostrzec kursujące nad miastem wagoniki tramwaju linowego.



U kresu wędrówki po Barcelonie minęliśmy niepozorny monument upamiętniający bitwę pod Lepanto, która rozegrała się w 1571 r. między Ligą Świętą a Turcją. Zakończyła się zwycięstwem chrześcijan, co przypisywano znajdującym się na jednym ze statków relikwiom krzyża przywiezionym z Jerozolimy.





Centralnym placem Barcelony jest Plac Hiszpański (Plaça d’Espanya) z rzeźbioną fontanną i charakterystycznym zegarem zajmującym dwie kondygnacje budynku.







Znamiennym obiektem jest słynny barceloński „ogórek” – Torre Agbar. Jest to szklany biurowiec zdobny w mozaikę z kolorowego aluminium i system LED, które wykorzystywane są do nocnych iluminacji.



Gdzieś po drodze widzieliśmy jeszcze jakiś stadion, podobno słynny, a obok ćwiczących piłkarzy. Jednak do czegoś tak nieciekawego nie chciało mi się wyciągać aparatu.

88 komentarzy:

  1. Byłem w Barcelonie tylko raz. Za to niecałe 2 miesiące temu. Służbowo, niestety. Kilka miejsc rozpoznaję. Większość czasu spędziłem w jakimś obrzydliwie bogatym i luksusowym hotelu przy Placu Hiszpańskim. Znalazłem jedno popołudnie na obejście miasta. Ile dałem radę, tyle obszedłem. Nogi czuję do dziś.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie umyłeś od tamtej pory?...

      Usuń
    2. Wykąpałem w jeziorze, nawet kilka razy...
      A czuję bardziej fizycznie...

      Usuń
    3. Jasne, węch to też zmysł fizyczny :)

      Usuń
    4. To też fizyka :))
      Za chwilę się zaplączemy na amen, toteż proponuję odczepić się od Twoich kończyn. Przynajmniej dolnych :)

      Usuń
    5. Odczepiam się.
      A wracając do Barcelony to mnie, na swój sposób, śmieszyły dość dziwaczne zestawienia.
      Z jednej strony sroki, gołębie, wróble a z drugiej papugi. Z jednej strony drzewa znane u nas a obok palmy.
      Pozdrawiam

      Usuń
    6. Taki mają klimat :) Ale powiem Ci, że przeciwko obrzydliwemu bogactwu i luksusowi nie mam nic a nic. Piękne klepanie biedy też może się znudzić :)

      Usuń
    7. W takim razie chałwa mnie.

      Usuń
    8. Chałwa Ci, chałwa! Piękne to wszystko, ale od chodzenia to rzeczywiście można nogi poczuć... :)

      Usuń
    9. Toteż i ja poczułam. A potem odmoczyłam :)

      Usuń
    10. Moczcie nogi, świat jest potem błogi.

      Usuń
    11. A gdy się człowiek moczy, świat staje się uroczy.

      Usuń
    12. Świat uroczy i błogi, stąd ludzie piszą blogi... :)

      Usuń
    13. A inni czytają i się dobrze mają.

      Usuń
    14. Poetycki dialog.
      A wracając do urwanego wątku. Chałwa chałwą. O tej porze roku ogórki małosolne są u mnie na topie.
      Pozdrawiam obie miłe Panie

      Usuń
    15. Pozdrów też niemiłe, będzie im miło :) Ogórki małosolne zawsze w cenie, chociaż ja preferuję kukurydzę.

      Usuń
    16. Kukurydza to pasza.
      Niemiłych nie będę pozdrawiał. Nie zależ mi na ich dobrym samopoczuciu.
      Pa

      Usuń
    17. Nie, kukurydza to kukurydza. Nie znasz się - pasza jest w pieczywie :))

      Usuń
    18. Dziękuję uprzejmie :) Właśnie zakisiłam słuszny kociołek, a i słoiki czekają w kolejce. Na ogórki, rzecz jasna :)

      Usuń
    19. Yyy... przepraszam, CO zakisiłaś?!

      Usuń
    20. Słuszny kociołek ogórków. Znaczy, duży kamienny garnek.

      Usuń
    21. A...
      Zatkało mnie.
      U nas kociołek to taki żeliwny gar do robienia potraw na ognisku.

      Usuń
    22. Tak mi się powiedziało. Niechcący.

      Usuń
    23. A myślałam, że to regionalizm taki. Mnie się jeszcze z kotłem piekielnym skojarzyło, takim małym. Może na mniejszych grzeszników albo na niegabarytnych...

      Usuń
    24. U nas jeszcze funkcjonuje sagan i saganek, znaczy duży i mały garnek. I skowroda.

      Usuń
    25. No tak, sagany i saganki znam, to takie archeologiczne wyrazy :) Ale skowrodą mnie zastrzeliłaś, cokolwiek to jest!

      Usuń
    26. No proszę. A ja już zdążyłam znaleźć Skowrodę Południową – wieś w województwie łódzkim, w powiecie łowickim, w gminie Chąśno, parafii Kocierzew :))))

      Usuń
    27. Nawet mi przez myśl nie przeszło, że może być tak nazwana miejscowość :) Ale skoro może być Zapiecek, to może być i Skowroda...

      Usuń
    28. Osobiście widziałam wieś o nazwie Zezuj.

      Usuń
    29. "Zezuj buty", bo sobie pięty obtarłeś?

      Usuń
    30. Nie. "Zezuj w prawo".
      Gdzie się podziewałaś?

      Usuń
    31. Rozumiem, nie drążę.

      Usuń
  2. No piękna wycieczka, bardzo dziękuję, bo nie byłam...
    Nie jestem miłośniczką mozaiki, bo zbyt dużo się dzieje i rzadko widuje się naprawdę piękne okazy. Łatwo tu chyba o kicz. Bardzo podobają mi sie budynki i latarnie Gaudiego, a takie średniowieczne uliczki bez współczesnych dodatków uwielbiam, ale wszędzie wkracza komercja.
    Ten ogórek raczej z czym innym mi sie kojarzy, na pewno nie z ogórkiem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie w ogóle Barcelona nie rzuciła na kolana, co wyartykułowałam, identyfikując się z Orwellem :) A ogórek - cóż, pewnie wszystkim nam kojarzy się inaczej :))

      Usuń
  3. Mnie tam Gaudi jakos szczegolnie nie zachwyca, jego tworczosc jest wysoce megalomanska. Park za to bardzo mi sie spodobal, uosabia dzieciece sny i podobny jest do disnejlendu.
    A poza tym nie lubie duzych miast, skwaru i tlumow ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wrażenia i upodobania mamy w tym względzie podobne. Mnie absolutnie nie rzuciło na kolana.

      Usuń
  4. Orwell, opisujac katedre Gaudiego i tak byl delikatny... :). Sen oszalalego cukiernika to pestka w porównaniu z tym dzielem. Wprawdzie w Barcelonie sa fajne miejsca, ale po dwóch dniach zwialam w poplochu - w lecie ilosc ludzin na m2 wielokrotnie przekracza moja wytrzymalosc :(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje klimaty to też nie są.
      I chcę wrócić do niemal bezludnego Sao Vincente. Na zawsze.

      Usuń
    2. Jesli bym miala sie przenosic do Hiszpani, to poza bardzo fajnymi miasteczkami na pólnocy Galicji (np Navia), z wiekszych obsatwialabym Walencje lub Toledo.

      Usuń
    3. Tam akurat mnie nie było, ale Hiszpania i tak nie dla mnie.
      Prawie bezludna wyspa z umiarkowanym klimatem i ten tam... pudim de flan (?) do końca życia - to by mnie usatysfakcjonowało! Odkryłam właśnie (cóż za piorunujący refleks!), że jestem debilką. Bo jakbym wcześniej sprawdziła jakoś nazwę, to bym sobie przywiozła milion opakowań gluta w proszku. Trudno, będę musiała tam wrócić. Marzę o powrocie!

      Usuń
  5. Hyhyhy masz u mnie niewymazywalnego plusa za jakiś tam stadion. Co innego gdyby tam trenowali siatkarze Świętej Skry Bełchatów.
    Trochę za dużo przepychu jak dla mnie, a Orwell zawsze był mistrzem słowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kwestii stadionów Barcelona mówi mi dokładnie tyle samo, co Bełchatów.

      Usuń
  6. Oj bardzo bym się zdziwiła gdyby było inaczej, wszak niestety siatkówka w Polsce jest sportem niszowym. A oni tacy przystojni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto przystojni? Jaka siatkówka? Myślałam, że stadiony to do takiej kopanej piłki... Mam szum informacyjny!

      Usuń
    2. Azaliż wybacz. Jak zaczynam czuć się swobodnie używam bardzo dużo skrótów myślowych, mam po prostu nieodparte wrażenie, że ludzie przecież muszą wiedzieć o czym myślę :D
      Więc ja się cieszę, że okpiłaś kopaczy i to bez różnicy, czy to Barca, Real, czy Legia - nie lubię piłki nożnej jest nudna jak moje skarpety. Dla mnie jedynym słusznym sportem jest siatkówka, a moją ukochaną drużyną Skra. No i siatkarze raczej nie trenują na stadionach tylko halach, ale to kolejny skrót był.

      Usuń
    3. Łżesz. Nie ma czegoś takiego jak "słuszny sport", podobnie jak nie istnieje "dobre wino". To oksymorony!
      P. S. Z siatkówek znam tylko taką w gałce ocznej...

      Usuń
    4. Oczywiście, że jest słuszny sport, taki z pilotem w jednej ręce, chipsami w drugiej i piwem w trzeciej, patrząc jak piękni panowie grają. Co do wina całkowicie się zgadzam, od kiedy przestali produkować białego Komandosa przestałam interesować się tym trunkiem.

      Usuń
    5. Się nie zgodzę! Samo słowo "sport" jest niesłuszne, chipsy też, jako i telewizor. Zostaje piwo i może piękni panowie - pod warunkiem, że ustalimy, jacy to. I powoli będziemy zmierzać do consensusu :)

      Usuń
    6. Się włączę.
      Sport mnie dopadł. Amatorski, ma się rozumieć. Pływam kilka razy w tygodniu (to chyba sport). Co tydzień jeżdżę na windsurfing na Mazury (to chyba sport). Co drugi dzień biegam, przygotowując się do biegu ulicznego we wrześniu (to chyba sport).
      i uważam to za zdrowy objaw. Mimo wszystko. Przy okazji. Są dobre wina. Choć ja ich rozpoznać nie potrafię.
      Pozdrawiam

      Usuń
    7. Pływanie to nie sport, tylko rozrywka i to jak najbardziej słuszna :) co do biegów ulicznych, mam swoje zdanie i go nie wypowiem, bo Cię lubię :)

      Usuń
    8. Pływanie to nie sport, dlatego pływać uwielbiam, kajaki też są spoko. Całą resztą aktywności fizycznej gardzę, a bieganie zabija. Telewizor został wymyślony po to żeby oglądać w nim siatkówkę. Bez chipsów można żyć, bez piwa nie. No.

      Usuń
    9. Zgadza się, pływanie to nie sport, tylko rozrywka i przyjemność. Chyba masz rację z tym telewizorem, bo pozbyłam się go kilka lat temu. To musiała być sprawka siatkówki... Z piwem też racja. Chipsy natomiast są zwyczajnie niejadalne. Co z przystojniakami?

      Usuń
    10. O przepraszam zapomniałam, dziwnym trafem Leslie o tym nie wspomniał ;)
      sami siatkarze
      http://static.wirtualnemedia.pl/media/top/michalwiniarski-luksja655.png
      https://www.google.pl/search?client=opera&hs=0CD&channel=suggest&biw=1366&bih=629&tbm=isch&sa=1&q=grzegor+łomacz&oq=grzegor+łomacz&gs_l=psy-ab.3...28932.31450.0.31575.14.14.0.0.0.0.124.1298.1j11.12.0....0...1.1.64.psy-ab..2.11.1181...0j0i67k1j0i13k1.7EM9UQP6AfM#imgrc=mepmfn9hegz7-M:
      https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/db/50/66/db506689e532e4d6e091daad9db75080.jpg
      https://www.google.pl/search?client=opera&channel=suggest&biw=1366&bih=629&tbm=isch&sa=1&q=pierre+pujol&oq=pierr+pujol&gs_l=psy-ab.3.0.0i13k1.62202.64050.0.66340.11.11.0.0.0.0.130.1134.1j9.10.0....0...1.1.64.psy-ab..1.10.1130...0j0i67k1j0i13i30k1.uqgR2cpIsbQ#imgrc=ywa4K5eQ-VYc6M:
      choć w siatkarzach nie ma najprzystojniejszego człowieka na świecie, jeno w drugoplanowych aktorach.

      Usuń
    11. Odpadają.
      Smoluchy jakieś takie.

      Usuń
    12. Oj wybacz jakoś idiotycznie się linki wkleiły. Tu aktor nikomu nie znany, o którego mi chodzi
      http://iv1.lisimg.com/image/9762347/400full-matthew-porretta.jpg

      Usuń
    13. Jeszcze gorszy smoluch. Tfu!

      Usuń
    14. :-D :-D :-D poproszę Twój typ. Pewnie jakiś Gorge Clooney.

      Usuń
    15. Sprawdziłam tego Clooneya. Niesmaczne. Przecież on wygląda jak mój ojciec! Jedynie słusznie przepiękni są mężczyźni jasnowłosi i niebieskoocy.

      Usuń
  7. Świetnie opisałaś Barcelonę. Ja staram się zawsze odwiedzić Park Ciutadella. To co wyróżnia to miasto to zabudowa. Domy budowane były w formie kwadratów z podwórcem w środku. Co świetnie widać na zdjęciach z góry. Barcelona ma tyle mieszkańców co Warszawa, zajmuje jednak mniejszą przestrzeń i nie ma tam korków. Genialnie rozwiązana jest komunikacja. Jest wiele parków, ogródków zabaw dla dzieci, darmowe wodopoje(kraniki) i mnóstwo ławeczek. Miasto przyjazne mieszkańcom - masa ludzi starszych, bądź na wózkach inwalidzkich wychodzi pogadać z innymi w ciągu dnia.Poza tym jest plaża pięknie zagospodarowana z dowiezionym piaskiem. Jest to małe wielkie miasto - gdzie organizowane są latem święta ulicy (zamykana jest na ten czas dla ruchu, wynoszone stoły i wszyscy sąsiedzi wspólnie ucztują i się bawią). To miasto jedyne w swoim rodzaju - np. warto odwiedzić Pałac Muzyki Katalońskiej. Wystrój wnętrza bajeczny. Mam wrażeni, że artyści, architekci projektują "co im się zaśni" i wykonują to.
    Gaudi, Dali.
    Jeśli chodzi o stadion FC Barcelona, to wejście jest płatne do muzeum - najlepiej (jak ktoś lubi) kupić bilet na mecz.

    Jeszcze są tańczące fontanny na wzgórzu Montjuic. Cudowny spektakl, na pewno wart obejrzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie. Leźć na stadion i jeszcze za to płacić? Ileż to zboczeń jest na tym świecie... A już nie daj boże, jakby mi kazali jeszcze jakiś mecz oglądać. Umarł w butach!
      W Barcelonie zobaczyłam tyle, ile dałam radę w ciągu jednego dnia. Dłużej tam nie byłam. W szał zachwytu nie wpadłam, ale zawsze warto zobaczyć coś, czego się jeszcze nie widziało.

      Usuń
  8. Rambla bardzo mi się podobała, ale Szakrada Familia mnie rozczarowała okrutnie - kicz! No, ale ja się nie znam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to wygląda na to, że nie znamy się obie. Plus Orwell.

      Usuń
  9. Lubię Barcelonę, ale z racji faktu zamieszkewania kurortu nie znoszę ciągów spacerowych, gdzie każdy musi być i strzelić sobie fotkę, nie lubię Las Ramblas. Wiesz że Kolumb na kolumnie Amerykę pokazuje 8-metrowym palcem? Taki żarcik Hiszpanów 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, mnie ten raz w Barcelonie wystarczył.

      Usuń
  10. Gaudi nie uznawał katów prostych - w związku z powyższym nie można nikogo w jego pomieszczeniach postawić do kąta:)
    Niestety również nie nadają się te budowle do normalnego zamieszkania.
    Casa Batlló jest odświętnie ubierana z rożnych okazji np. przed świętami BN w kulki śniegowe (wszystkie balkony w te kulki), w święto książki - balkony wystrojone różami - na bogato.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dlaczego nie da się w tym mieszkać? W budynkach Hundertwassera ludzie normalnie mieszkają.

      Usuń
  11. Czuję się jak jakaś idiotka, bo mnie, Barcelona, bardzo się podobała. Sagrada Familia, cudeńko! Jak wiele zależy od naszego gustu.
    Gdy weszłam do środka, widziałam smugi kolorowego światła wpadającego przez witrażowe okna. Z przejęcia przestawiłam aparat na filmowanie. I takie coś mam:) Nakręciłam krótki filmik. Z jednej strony raczej ascetyczna Świątynia, z drugiej, niebywała forma tego kościoła. Zauroczyła mnie i niech tak zostanie.
    Mnie podobały się zrealizowane projekty Gaudiego jak i reszta miasta.
    De gustibus non est disputandum.
    Faliste ławki w ogrodzie Guell i zielone papużki na palmach:) Niezapomniane wspomnienie.
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego jak idiotka? Przecież ma prawo Ci się podobać, co chce. Mnie Barcelona nie rzuciła na kolana, ale Ciebie mogła. Z dzieł Gaudiego tak naprawdę najbardziej podobają mi się jego kamienice, jednak park Güella i Sagrada Familia należą do największych atrakcji przez to, że są oryginalne.

      Usuń
    2. Kamienice Gaudiego też widziałam.
      Szczerze powiem, że podobnych pomysłów architektonicznych nie miał chyba nikt inny!

      Usuń
    3. Owszem, miał w Austrii Hundertwasser. Szczerze mówiąc, wolę go od Gaudiego.

      Usuń
    4. Tam nie jeszcze nie było;)

      Usuń
    5. No to pora zmienić kierunek.

      Usuń
    6. Jestem zdania, że trzeba liznąć wszystkiego.

      Usuń
    7. Liżę, liżę i końca nie widać!

      Usuń
    8. I nie zobaczysz, ja też nie. Nie wystarczy nam ani życia, ani pieniędzy. Ale na pewno jeżdżenie w kółko w to samo miejsce nie sprzyja lizaniu.

      Usuń
  12. Wiem,że masz nowego posta o kremach itp, ale ja się w takich tematach nie wypowiadam, bo znam tylko taki do golenia. Za to Barcelonę obejrzałem z wypiekami na twarzy (chyba będę potrzebował jednak kremu). Chciałbym zobaczyć, a takie posty tylko tę chęć podsycają. Może za rok, jak wygram / uzbieram *niepotrzebne skreślić

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na kremach to i ja się nie znam :) Hiszpania, z Barceloną włącznie, była dla mnie w sam raz na jeden raz, ale na kolana mnie nie rzuciła. Jednak Tobie życzę tej wygranej z całego serca. Już sobie wyobrażam, jakie zdjęcia byś porobił!

      Usuń
    2. Ja jestem chory zwłaszcza na Andaluzję, tam faktycznie byłoby co fotografować. Ale wcale nie trzeba tak daleko wyjeżdżać. Dwa dni temu zwiedzałem bazylikę Bożego Grobu w Miechowie. Gdybym wystawił zdjęcia, a nie powiedział, gdzie były zrobione, pewnie niewiele osób by wskazało na Polskę. A do Hiszpanii i tak pojadę :)

      Usuń
    3. Jeżeli jesteś tak zdeterminowany, to pojedziesz - podobnie jak ja do Petersburga i Moskwy. A na razie zapraszam jeszcze na "przepiłowaną górę".

      Usuń
  13. Nie można porównywać Gaudiego do Hundertwassera. Ten drugi to mam wrażenie był w Buenos Aires - bardzo mi domy jego i tamte wydają się podobne.
    Drugiego takiego jak Gaudi nie ma - jedyny w swoim rodzaju - co nie znaczy, że wszystkim ma się podobać.

    OdpowiedzUsuń