środa, 9 sierpnia 2017

420. Kamień łupany

Albo mi się wydaje, albo jestem co najmniej pięćdziesiąt, o ile nie pięćset lat za Murzynami. Pomogła mi w uświadomieniu sobie tego faktu niejaka Anna, prezentując na swoim blogu „kilka drobiazgów”, o których istnieniu nawet nie miałam pojęcia, nie mówiąc o wiedzy na temat ich przeznaczenia i o stosowaniu.
W sklepach istnieją kilometry półek z nieprzeliczonymi pudełeczkami, tubkami, słoiczkami i buteleczkami, ale mijałam je do tej pory z tą samą obojętnością takim samym zainteresowaniem jak działy motoryzacyjny i ogrodniczy, w równym stopniu nie mając tam czego szukać.
A tu tymczasem, niejako za moimi plecami, kwitnie świat równoległy. Rozpościera ogromną sieć wymiany zdań na temat kremów i balsamów do ciała, serum ujędrniającego tudzież innych, wygładzającego żelu, kremów rozjaśniających, balsamów tlenowych, jedwabistych musów do mycia ciała, kosmetyków gęstych, lekkich i prawie płynnych, wyrównywania kolorytu… A ja, kurde, nietutejsza! Kiedyś, parę lat temu, inna blogerka tak mnie zastrzeliła informacją o kupnie płynu micelarnego, że z wrażenia aż zapamiętałam tę nazwę po dzień dzisiejszy.
Setki, tysiące, ba! – miliony kobiet swobodnie żonglują sprayami tonizującymi, multifunkcyjnymi suchymi olejkami, wyszczuplającymi mleczkami do ciała przeciw cellulitowi, serwetkami z enzymami spowalniającymi wzrost włosa po depilacji, serum regenerującym skórki wokół paznokci, masłem do ciała, kremami do zapobiegania i redukcji rozstępów…
Przykłady zaczerpnęłam z półek, którym postanowiłam jednorazowo – wybiórczo, oczywiście, żeby nie oszaleć z nadmiaru wrażeń – się przyjrzeć. Gdyby nie kartka i długopis, zginęłabym jak Mańka w Czechach.
Dla równowagi postanowiłam przyjrzeć się zasobom własnym i oto, co zdiagnozowałam w wyniku remanentu. Jestem otóż posiadaczką:
- kosmetyków kolorowych do twarzy i paznokci,
- zmywacza do paznokci,
- kremu do rąk,
- dezodorantu.
Kiedyś, skuszona zapachem, nabyłam droga kupna balsam do ciała. W efekcie balsam postał na półce (w lodówce, a jakże!) tyle, ile potrzeba, żeby się całkowicie zepsuł (a biorąc pod uwagę ilość zawartej w nim chemii, ze trzy lata musiało to potrwać). Otrzymanego w prezencie kremu do twarzy nie zmarnowałam – zużytkowałam go z pożytkiem na wsmarowanie w pęciny, gdzie bywa, że okresowo podsycha mi skóra.
O ile pamiętam, żeby to zrobić, kupuję od czasu do czasu mleczko do demakijażu twarzy, co zdarza się (trudno, pamięć już nie ta) pi razy oko raz na dwa lata.
Więcej grzechów nie pamiętam.
W obliczu powyższego zaczyna mi się wydawać, że ja już nawet średniowieczna nie jestem. Kłania się kamień łupany.

114 komentarzy:

  1. A tam! Żaden kamień! Jaki by on nie miał być!
    Każdy się starzeje w innym tempie. W swoim własnym. Nie wyglądam na tyle ile mam i dobrze. Nikogo nie powinno obchodzić ile kto ma lat. Ważne jakim jest człowiekiem.
    Czy właśnie to nie jest najważniejsze w życiu?
    Pa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja nie o starzeniu, tylko o kosmetykach. Czas każdemu biegnie tak samo :)

      Usuń
    2. Co do używalności kremów. Jeden ich potrzebuje, drugi nie potrzebuje ich wcale.
      :)

      Usuń
    3. No własnie... Moja babcia do końca życia nie używała żadnych. Może własnie dlatego miała taką ładną cerę?

      Usuń
    4. Nie biegnie tak samo. Nie biegnie! Są kobiety z suchą, delikatną skórą. Te się starzeją najwcześniej. Inne, z cerą tłustą starzeją się wolniej. To tak z moich obserwacji. Kosmetyki są w użyciu, czemu nie, lecz w minimalnej ilości.

      Usuń
    5. Minęłyśmy się z komentarzami i głupio wyszło.

      Usuń
    6. Czas biegnie tak samo, jednostki miary są obiektywne. Niejednakowo robią się zmarszczki i wysycha skóra.

      Usuń
    7. Fakt i nawet wiem dlaczego.

      Usuń
  2. Jako młoda dziewczyna i kobieta czytałam więcej pism kobiecych, szukając sposobów na większe piękno, gładszą cerę i inne tam takie. Potem zajęłam się intensywnie pracą, dzieckiem, domem w sensie odnawianiem domu. I płyny micelarne oraz balsamy do ciała zeszły na dalszy plan. Mam jednak zasadę, że wkraczam, kiedy coś się psuje oraz używam już od lat kremu do twarzy, najczęściej najprostszego, choć mam zrywy, że kupuję te niby lepsze. Zmywam też makijaż chociaż nazwę płyn micelarny poznałam ze zdumieniem dopiero kilka lat po jej wprowadzeniu na rynek. Lakierów do paznokci nie używam, bo paznokcie moje i tak słabe, a kosmetyki kolorowe do twarzy i owszem, dlatego właśnie pod spód kładę krem, bo inaczej to się jakoś nie trzyma. :)
    I lubię szminki, takie prawie bezbarwne, perłowe, a czasem mocniejsze. I tusz do rzęs. Reszta w zasadzie istnieje dla mnie też w świecie równoległym :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, bez czego nie mogę żyć, to pomalowane paznokcie. A że mam szpony wytrzymałe, to mogę sobie na to pozwolić :)

      Usuń
    2. W zasadzie maluję pazury, lecz ostatnio jakoś o tym zapominam. Trzeba będzie wrócić do dobrych nawyków!

      Usuń
    3. Też mam wytrzymałe szpony. W ostatnim czasie, chyba z racji stresu związanego z przeprowadzką, coś się z nimi niedobrego stało. Są bardziej miękkie.

      Usuń
    4. Miałam tak sztywne i grube pazury, że ciężko było je obciąć.

      Usuń
    5. A jak zbyt mocno o coś stuknęłam paznokciem, to mi pękał w poprzek na pół i cały palec "cierpiał"!

      Usuń
    6. Najfajniej suszy się paznokcie na klawiaturze komputera :)

      Usuń
    7. Mój punkt największej zazdrości: mocne i odporne pazury. Ja mam takie, jak bibułki :), cieniutkie, łamliwe od powiewu wiatru. Maluję tylko te u stóp, bo się jakoś tam trzyma. Te u rąk przeżywają o ile im oszczędzę lakieru i zmywam w rękawiczkach, a tego nie lubię, więc najczęściej po lekkim stresie pozbywam się ich szybko na bylejakiej przeszkodzie.
      I znów zazdroszczę tych mocnych. Hybrydę raz sobie przez parę miesięcy robiłam. Po czym wyjechałam do Niemiec i w moim mieście okazało się, że nie robią! Więc albo się nauczę i sama kupię zestaw zrób to sam, albo dam se spokój. Wybrałam póki co to drugie.

      Usuń
    8. No bo jesz byle co, jesteś niedożywiona i stąd te marne paznokcie :)

      Usuń
    9. Widać jestem. Szukam cały czas składników, żeby te paznokcie wzmocnić od środka, bo widocznie czegoś spożywam za mało. A o suplementach zapominam podobnie jak o maseczkach. :)

      Usuń
    10. Wiem, że się ze mnie podśmiewasz, ale tak faktycznie może być, że czegoś mi tam brakuje. Coś tam znalazłam, ale to znów oznacza odżywki, pielęgnację itp.
      Ech, chyba umrę już z tymi słabymi paznokciami!

      Usuń
    11. Podśmiewam się, ale przecież widzę na blogu, czym się żywisz. Jakbyś tak wsunęła na śniadanie porządne dwie kromki normalnego chleba, potem ludzki obiad i poprawiła kolacją zamiast paru listków i korzonków, to byś nie musiała umierać ze słabymi paznokciami :)) W życiu nie zastanawiałam się, jakiego składnika mi brakuje ani nie używałam żadnych odżywek. No ale też nie jestem chuda jak Ty, natomiast nie zamierzam na sobie eksperymentować żadnymi dietami.

      Usuń
  3. Stan kosmetykow:
    krem do twarzy (tani)
    dezodorant
    szampon
    mydlo
    krem do rak (kilka tubek)
    krem do stop (jak nie zapomne kupic)
    I to mi wystarcza, zmarszczek zbyt glebokich ie mam i stresu przed starzeniem tez nie. Wszyscy sie kiedys zestarzeja :)
    Milego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee, to Ty bogata jesteś w kosmetyki! :)

      Usuń
  4. Moge zapytac niesmialo, co porabiasz na blogach dla pustoglowych? Gdybys tam nie zagladala, to bys nie wiedziala o tej mnogosci kosmetykow i spalabys spokojniej. A moze sama chcesz poprowadzic taki blog? Podobno niezle mozna na tym zarobic, przysylaja Ci te produkta na wyscigi, a Ty tylko se dupsko smarujesz i peany wypisujesz na blogu. I tak zostajesz... uwaga! nowe i trudne slowo: INFLUENCEREM (mnie kojarzy sie z grypa akurat). Zaczynaja Cie zapraszac to tu, to tam. Musisz wybrac sobie tylko odjechana ksywke, Dzesika Mercedes juz zajete, proponuje wiec Pelagia Maly Fiat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie porabiam na blogach dla pustogłowych, bo na nich nie bywam. Postów pisanych na zamówienie nie cierpię i nie czytuję, o czym dobrze wie pół świata. Tematyką też nie jestem zainteresowana, czemu własnie dałam wyraz. Pisałam kiedyś o mojej odporności na reklamę i nachalnych sprzedawców, ale jest za gorąco i nie chce mi się grzebać w poszukiwaniu linku.

      Usuń
    2. No to jakim cudem cytujesz te mondre posty na blogu Ani?

      Usuń
    3. Bo to pomyłka - Anna nie należy do grona, o którym myślisz. Pustogłowia nie stwierdzono.

      Usuń
  5. Ooooooo, w koncu jakas bratnia dusza :))). Na stanie: krem do pyska (uzywany jak mi sie nie zapomni), dezodorant, szampon, zel do kapieli. Nawet jednego lakieru nie mam o). Wrazenie czegos na pazurach doprowadza mnie do szalu :). Btw. zakupów tez nie cierpie. Wyglada na to, ze cos ze mna nie tak :))).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze mną też nie tak, mimo że uwielbiam mieć pomalowane paznokcie. Zakładamy klub?

      Usuń
    2. Miło mi, to ja, pustogłowa Anna.wywołałaś mnie do tablicy, ale mam wrażenie, że już każda/ każdy i tak sie lepiej...
      ps. Nie maluję się, taki dziwny ze mnie pustak. I sama płacę za wszystko, o czym kiedykolwiek napisałam.

      Usuń
    3. No co Ty, chciałam być zabawna/dowcipna, ale chyba mam dziś zły dzień. Bo mnie te Telstra rozbawiły:):), I sa raczej dowodem na " nie sadź ksiażki po okładce"

      Usuń
    4. Z komorki stukam I jakies literowki wchodza. Teksty mnie rozbawiły...

      Usuń
    5. Zakladamy :): Nie wiem tylko, czy nie bedzie dwuosobowy... :).

      Usuń
    6. To ja się też podłączam :) Mydło, krem, dezodorant, ulubione pachnidło, krem do pięt (jeśli pamiętam) i do rąk, lakier - odżywka do pazurków (zawodowo kolor odpada), szampon, odżywka do włosów, balsam do cielska. Kurde, bogato wyszło... :D

      Usuń
    7. Dzieweczko, ze swoją odżywką do włosów, odżywką do paznokci i kremem do pięt odpadasz w przedbiegach. Znajdziemy dla Ciebie inny klub :)

      Usuń
    8. Nie rycz, mała, nie rycz... Coś się wymyśli :)

      Usuń
    9. Ja tez mam za duzo ?????
      Nie bardzo mam z czego zrezygnowac :(

      Usuń
    10. Tak! Kremy do stóp i do twarzy Cię dyskwalifikują :)

      Usuń
  6. A ja lubie drogie kosmetyki i zauwazam wyrazna roznice miedzy tanim a drogim kremem. Drogi wystarcza na o wiele dluzej :-)))
    Wodow micelarnych nie uzywam bo mam inne sposoby na mycie twarzy. Nie lubie smarowac sie na ciele, a czasami musze bo mam bardzo sucha skore, az piecze. Ale lubie jak Ktos mnie smaruje :-) Lubie od czasu do czasu sobie jakas maseczkie zrobic. Chlop mnie kiedys zapytal po co ja to robie, przeciez mloda jestem i piekna skore mam. A ja na to ze guzik mnie obchodzi jak wygladam, ale moje samopoczucie szybuje potem do nieba i o to wlasnie chodzi! Jedna sie cieszy z nowego kremu, druga z lakieru do paznokci. A jeszcze jedna z nowej patelni :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak ktos sie cieszy z nowego multitoola? Jednak chyba plec nie ta, co mi w losowaniu przypadla ;))).

      Usuń
    2. No co Ty, mnie najbardziej jarają nowe narty na przykład, albo samochód.. DUży samochód. Piec i patelnie tak średnio...ale torebka albo buty też. I zawsze chciałam motocykl.

      Usuń
    3. To tak jak ja. Motocykl i już!

      Usuń
    4. Mnie jarają wyłącznie podróże. Pieniędzy mi potrzeba, buuu...

      Usuń
    5. To se kupcie ten motocykl. Ja se kupilam i se mam :-)))

      Usuń
    6. Nie chcę motocykla, nie znoszę motocykli!

      Usuń
    7. A na to, czego chcę, nie stać mnie i teraz będę płakać. Buuuu!...

      Usuń
    8. Ryczysz, a mnie zabroniłaś... Też bym chciała x3, a rower mam.

      Usuń
    9. Nie zabroniłam Ci, tylko chciałam Cie jakoś pocieszyć. Buuuu!!!...

      Usuń
    10. Buuu... ...uuuóóóÓ!

      Usuń
  7. Jakieś tam kosmetyki mam, z wiekiem chyba coraz więcej, ale większość mazideł dostaję w prezencie.Na gwiazdkę dostałam tyle wszystkiego do kąpieli, że mogłabym długo nie wychodzić z wanny...
    W torebce dużo nie nosze, żeby nie dźwigać, a nowinek nie znam, bo nie mam córki :-)
    Jak Ty jesteś w średniowieczu to ja może w okolicach baroku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem, musiałabyś się zlewać od stóp do głów pachnidłami, ale w ogóle nie myc. A złote kowadełko i młoteczek do tłuczenia pchełek posiadasz?

      Usuń
    2. Nie posiadasz, więc w takim razie może to barok bardziej zgrzebny, taki folkowy,bo nawet pachnideł nie mam w nadmiarze :-)

      Usuń
    3. No to może chociaż perukę z dużą ilością pudru?...

      Usuń
    4. Widziałem w muzeum na Kremlu specjalne pojemniczki (jak małe probówki) do podczepiania z tyłu głowy, pod peruką. Wypełniane były czymś słodkim, np. miodem, żeby zwabiać wszy z głowy.
      Genialne w swojej prostocie.

      Usuń
    5. Noo, nie powiem, pomysł godny!

      Usuń
    6. Peruki tyż nie, ale pomysł tego pojemniczka świetny, byle nie rozlewało się na szyję...

      Usuń
    7. Mimo wszystko pozostanę chyba na bezwszu...

      Usuń
    8. Gorzej, jak by się do tych słodkości osa przyplątała...

      Usuń
    9. Osa może się przyplątywać przez kilka miesięcy, a wszy mieli przez cały rok :-)

      Usuń
    10. Ciekawe, czy w XVII w. istniało uczulenie na osy.

      Usuń
    11. Uczulenie powstało odkąd "zrobiły się" osy.

      Usuń
  8. Yyy... obok siebie jest Świat Książki i Rossmann, i dziwnym trafem zawsze bardziej przemawia do mnie ta pierwsza opcja, a jak już wejdę do księgarni to już na nic nie mam czasu, ani pieniędzy. Siła wyższa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Księgarnie omijam z daleka, bo jak tam wejdę to tak jak linka - ni czasu, ni pieniędzy...

      Usuń
    2. Założyłyśmy sobie z córką, że raz w miesiącu pozwolimy sobie na odrobinę luksusu, to znaczy każdego pierwszego każda z nas kupuje sobie jedna książkę. Na osłodę niedosytu mamy perspektywę kolejnego pierwszego.

      Usuń
    3. O,widzisz, mądrego dobrze poczytać.

      Usuń
    4. A skąd ja Ci mądrego wezmę?

      Usuń
    5. U mnie to trochę inaczej działa, ja wychodzę z naręczem książek za każdym razem, jedna na miesiąc mi nie starczy z reguły jedna na tydzień wchodzi. No chyba, że to kolejne kilogramowe tomiszcze to wtedy dłużej. A bibliotekom nie ufam, więc zostaje mi kupowanie.

      Usuń
    6. O Tobie mówię. To jest pomysł, z tym kupowaniem na pierwszego. Cukrzę oczywiście.

      Usuń
    7. A mnie po pierwsze nie stać na to, żeby miesięcznie kupić więcej, po drugie - nie mam miejsca w moim więzieniu, więc pozostają biblioteki. Na szczęście mieszkam tuż obok WiMBP głównej, a po drugie mam wszelkie udogodnienia elektroniczne z książkomatem włącznie. Inaczej bym nie wydoliła.

      Usuń
    8. Nie raz już mówiłam o swoim zamiłowaniu do audiobooków. Też kasą nie śmierdzę. A jutro idę do biblioteki po kolejny ładunek. Co to jest książkomat?

      Usuń
    9. Takie coś, co wygląda jak bankomat. Wkładasz tam kartę biblioteczną, np. w nocy, w święta, w niedzielę, o dowolnej porze i zwracasz książki.

      Usuń
    10. Aha. A wypożyczyć tą drogą pewnie się nie da?

      Usuń
    11. Nie, ale to akurat mi nie przeszkadza - dobrze, że można przez Internet zamówić książkę w dowolnej bibliotece na terenie miasta o dowolnej porze, prolongować internetowo, ustawiać się w kolejce po poczytny egzemplarz przez Internet itd. Odebranie to już przyjemność.

      Usuń
  9. Frau, to jest nas dwie, jak dobrze, nie czuję się już samotnie 😄

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że na tak dużą odległość...

      Usuń
    2. Wielka szkoda...😢

      Usuń
    3. Nie za bardzo jest jak zmniejszyć :)

      Usuń
  10. KOlorówka to dla mnie madżik, za to namiętnie złuszczam i nawilżam co się da :) I nałogowo kupuję i wącham żele pod prysznic!

    OdpowiedzUsuń
  11. A bibułki nasączone LSD służące do wkładania pod język? Masz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tej pory nie wiedziałam, że istnieje coś takiego. A istnieje? I czy to też jest kosmetyk?

      Usuń
    2. Jeśli już to kosmetyk dla ducha.
      Też nie wiedziałem, ale po lekturze biografii Lemmiego już wiem. To była (a może wciąż jest) jedna z metod przyjmowania LSD.

      Usuń
    3. Yyy... A ten Lemmi to kto?

      Usuń
    4. Ian Fraser Kilmister zwany Lemmy.
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Lemmy_Kilmister
      Były (bo nie żyje) lider, wokalista i basista rockowy. Znany z Hawkwind a najbardziej z Motörhead. Znany też z picia, palenia i ćpania bez ograniczeń (bez wpływu na karierę).
      Pozdrawiam

      Usuń
    5. Znany mi gościu, aczkolwiek wielbię tylko jeden ich utwór.

      Usuń
    6. https://www.youtube.com/watch?v=XRIWfCDpSWc

      Usuń
    7. Sprawdziłam. Ale paskuda!

      Usuń
    8. Bo ja nie patrzę na rysunki, tylko słucham :)

      Usuń
    9. A, Ty o Lemmym... Niepiękny, ale gra...

      Usuń
    10. Dźwięki też paskudne.

      Usuń
    11. Ja kocham Motörhead i mogę ich słuchać bez końca.
      Dorzuciłbym jeszcze dwie piosenki. O różnym klimacie.
      https://www.youtube.com/watch?v=1grhmdzoHrw
      https://www.youtube.com/watch?v=uyROMPgcJ0s
      Mogę ich słuchać o każdej porze.
      Nawet wysmarowany kremami, posypany pudrem czy inną zasypką (jako nawiązanie do głównego wątku posta).
      pozdrawiam

      Usuń
    12. Poświęciłam się dla nauki i odsłuchałam. Potwornie męczące dla słuchu, mózgu, psychiki i wszelkich innych kawałków Frau Be.

      Usuń
    13. Doceniam.
      Ja odbierak takie dźwięki jako, wręcz, kojące moją umęczoną duszę.

      Usuń
    14. Matkoboskopiekutowsko...

      Usuń
    15. Wysoka piątka Leslie! Również ich uwielbiam, ba zakupiłam sobie nawet ich bluzę ze sklepu, który mi podlinkowaleś, pełnia szczęścia :-D

      Usuń
    16. https://www.youtube.com/watch?v=L_VEdra0wUE
      Jeszcze to bym dołozyła, ale tak można w nieskończoność :)

      Usuń
    17. Do FrauBe: nie znam takiej Matki Boskiej...
      Do Linki: zrób zdjęcie koszulki (najlepiej na sobie) i opublikuj
      Do Dzieweczki: super kawałek. akustyczne, spokojne wykonanie
      Pozdrawiam miłe Panie

      Usuń
    18. "Spokojne"!
      Pora umierać.

      Usuń
  12. Kiedyś, dawno temu, kupiłem sobie wodę brzozową. Ładnie pachnie, ale do picia nie nadaje się. To cały mój stan posiadania, jeżeli chodzi o kosmetyki "upiększające"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może spróbuj denaturat? Podobno lepiej wchodzi :)

      Usuń
    2. Denaturat ma wprawdzie ładny kolorek, ale też jest niesmaczny... I podobno drewnem się po nim odbija!

      Usuń
    3. Nie mam porównania, niestety :)

      Usuń
  13. Witaj, Be, widzę, że Cię poczucie humoru i dystans do świata i siebie samej nie opuszcza :)
    W świecie kobiecych kosmetyków to naprawdę zwariować można :)
    Ja z tych, które jakby (finansowo) mogły, to by poszalały :)
    Póki co zachowuję jednakowoż rozsądek, bo kasy aż takiej nie ma, a i czasu szkoda :)
    Pozdrawiam, aniele.

    Shara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Schwester! Z jakiegoż to niebytu wypłynęłaś?!

      Usuń