sobota, 16 września 2017

426. Maroko: wszystkie smaki i zapachy Maroka

- Jedziemy do Maroka – oświadczono przy świątecznym stole.
Mimowolnie wydałam z siebie bolesny jęk zazdrości zabarwiony nabożnym podziwem. Marzenie!
- Jedziecie z nami?
- Tak! – wyrwało mi się, zanim zdążyłam pomyśleć, co mówię. A gdy już pomyślałam, to całkiem mi się to spodobało i w ten sposób klamka zapadła. I tak oto pewnego pięknego dnia w południe wylądowaliśmy w Agadirze – najważniejszym mieście południowego wybrzeża Maroka.




Jest ono stosunkowo młode, choć – paradoksalnie – posiada długą historię. Pierwsza osadę (Thymiaterium) założyli tu w VI w. p.n.e. Fenicjanie, a w XV w. powstało miasto handlowe, do którego zwożono lokalne produkty i stąd wysyłano statkami do Europy. Być może właśnie w średniowieczu ukształtowała się nazwa – słowo „agadir” oznacza w języku Berberów „ufortyfikowany spichlerz”.
W latach sześćdziesiątych XX stulecia Agadir został całkowicie zniszczony przez gigantyczne trzęsienie ziemi i trzeba było odbudować go niemal od zera. Dlatego brak tu prawdziwej medyny (starego miasta, otoczonego zazwyczaj murem).




Nowa architektura została przemyślana przede wszystkim pod kątem turystyki, dlatego królują tu ładne i czyste hotele oraz nowoczesne budynki. Przyjazny klimat sprzyja wypoczynkowi niemal cały rok.









Główną atrakcją tego miejsca jest piękna, szeroka plaża na brzegu Oceanu Atlantyckiego. Mimo że u wybrzeży Maroka często szaleją wiatry, w Agadirze panuje spokój, który miasto zawdzięcza zatoce. Dzięki niemu powstał tutaj największy marokański ośrodek turystyczny na wybrzeżu.







Rozwinęło się tu również rybołówstwo, dlatego na północnym końcu plaży znajduje się port rybacki.




Na wysokim wzgórzu króluje stara kazba (forteca), z której pozostały tylko na wpół zrujnowane mury. Poniżej, na zboczu, widnieje wielki napis ułożony z kamieni: „Allah, król, naród”. Wieczorem jest on podświetlany.



Gdy tylko odetchnęliśmy po podróży, wybraliśmy się na rekonesans. Agadir był tylko pierwszym przystankiem, z którego mieliśmy ruszyć w dalszą podróż po tym fascynującym kraju. Przeszliśmy kawałek promenadą wzdłuż plaży, a potem skręciliśmy w miasto, mijając sklep z charakterystyczną ceramiką.










Jak zwykle w takich krajach, zachwyciły mnie egzotyczne odpowiedniki tego, co dobrze znane, europejskie, swojskie.




W pewnym momencie zawędrowaliśmy do sklepiku pełnego ziół i rozmaitych naturalnych specyfików.



Prowadził go krzepki, żylasty starzec, który pełnił chyba rolę miejscowego znachora. Pokazał nam opublikowaną przez siebie książkę (ze zdjęciem na okładce!) i wytłumaczył, do czego służą rozmaite medykamenty. Na koniec dotknął moich ramion i powiedział, że mam problem ze stawami. Skąd wiedział, że od czasu do czasu boli mnie któryś ze stawów barkowych lub łokieć? Później popatrzył na moją córkę i orzekł, że ma egzemę, coś z krążeniem i z krwią. Rzeczywiście, Letnia walczyła wówczas z uciążliwymi zmianami na dłoniach i to mogło być widoczne. Blada cera również mogła zwiastować „problem z krwią”, który ujawnił się tydzień po powrocie z Maroka w postaci silnej anemii. Ale jak zgadł, że hoża dziewoja ma zawsze zimne ręce i stopy, nie sprawdzając tego organoleptycznie?
Nie dokonaliśmy żadnych zakupów, ale wyszliśmy wzbogaceni o nową wiedzę z dziedziny naturalnej medycyny arabskiej.
Wieczorem jeszcze raz wybraliśmy się na spacer, ale już bez aparatów, bo zapadał zmrok. Znaleźliśmy duży sklep spożywczy, w którym zaopatrzyliśmy się w napoje i wróciliśmy (nieco okrężną drogą) do hotelu, z którego mieliśmy wyruszyć następnego dnia, aby poznawać kolory, smaki i zapachy Maroka, które na zawsze zapadają w pamięć.






110 komentarzy:

  1. No i znowu zazdroszczę :-) Skoro po zmroku zdecydowaliście się na spacer to chyba bezpiecznie jest? Oglądałam kiedyś program o kuchni marokańskiej, prosta, ale z mnóstwem przypraw.
    Tradycyjna medycyna potrafi wiele, ich znachorzy czytają z rąk, nóg, języka, źrenicy, aż strach się pokazać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maroko najdłużej opierało się terrorystycznemu szaleństwu, niestety, powoli to się zmienia. Żałuję niezmiernie, bo to piękny i bardzo fascynujący kraj. Tego, co tam zobaczyłam, nie zapomnę do końca życia. Sama sobie zazdroszczę!

      Usuń
  2. Witaj Frau! przysłowie mówi że:"Jedno oko na Maroko,a drugie na Kaukaz". No to już wiemy,gdzie następnie pojedziesz..A hoj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wykluczam - podróże kształcą (jeśli, oczywiście, ktoś jest otwarty na wiedzę). Na Kaukaz wybierałam się już w tym roku, tylko plany mi się zmieniły w ostatniej chwili i wylądowałam zupełnie gdzie indziej.

      Usuń
  3. No tak..Wywołałem temat..A więc czuję ię odpowiedzialny,aby Cię uprzedzić,że na Kaukazie są dzikie i wściekłe niedżwiedzie,które wprost uwielbiają urocze kobietki,po prostu je pożerając..Ot co!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zatem kaukaskie niedźwiedzie powinny być w strachu - ja jestem bieszczadzkie dziecię i żadna dziczyzna nie jest mi obca.

      Usuń
    2. Oj Frau..Widzę, ze trudno Cię przestraszyć..Proponuję zatem tygrysa bengalskiego.dzikie i okrutne zwierzę to jest i strach,rany boskie,strach..Ale podpowiem Ci antidotum..
      Bierzesz płytę pilśniową i stajesz naprzeciw tygrysa-ludożercy..Natenczas tygrys rzuca się,wbijając pazury w płytę..No a Ty tylko podchodzisz z gracją z tyłu i młoteczkiem puk!pu! zabijasz te pazurska. To mój patent i honorarium spodziewam się..O le,Frau!

      Usuń
    3. Nie ma mowy! Żadne kły i żadne pazury nie są mi straszne, z tygrysem dogadam się prędzej niż z człowiekiem. W końcu mam w domu trzy drapieżniki. Honorarium nie będzie, bo mi się Twój wynalazek nie przyda.

      Usuń
  4. Czy to Ty siedzisz w tej siatce? jeśli tak, to za co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja, ale nie w siatce. To kosz na śmiecie :)

      Usuń
    2. Aha. Parawany, patrzę, też tam mają.

      Usuń
    3. A co by nie? Zakazu nie ma, a od Atlantyku piździ.

      Usuń
  5. Chocby nie wiem jak piekny mialby byc kraj w Afryce Polnocnej, moja noga tam nie postanie. W poludniowej, zachodniej, wschodniej, a nawet srodkowej tez nie, z przyczyn ogolnie znanych. Dosc mam tej dziczy u siebie na terenie. Poprzestane zatem na poogladaniu sobie Twoich zdjec i poczytaniu zachwytow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja pewnie już też nie... Ale w Maroku o mało nie trupnęłam padem z zachwytu.

      Usuń
  6. Nawet bank ze swojskim logo 😀
    Na pewno pięknie tam jest i te przyprawy.... Ale też się tam nie wybieram.
    Klimat też super, jak dla mnie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W dodatku to mój bank od 17 lat :) Klimat trochę za ciepły, ale byłam w marcu, to szło przeżyć.

      Usuń
    2. Mój też ☺️ od chyba 18 lat...

      Usuń
    3. Toteż "swojskość" w Maroku cholernie mi się spodobała :)

      Usuń
  7. Do żadnych much tse tse jeździć nie będę. Przysięgłam to sobie jeszcze w dzieciństwie i twardo dotrzymuję słowa;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łomaryjo, tam nie ma żadnych tse-tse!

      Usuń
    2. Wyłapali, wydusili, czy jak?
      Żartuję. Lecz niegdysiejsze powieści na temat podróży zrobiły swoje. Nie tylko "W pustyni i w puszczy". Od dziecka zaczytywałam się powieściami podróżniczymi, zwłaszcza dotyczącymi Afryki.

      Usuń
    3. Nie ma i nigdy nie było. Są gdzie indziej.

      Usuń
  8. O Afryce marzę od dziecka ale wraz z upływem czasu przybywa mi wiedzy. Nie pojadę tam choćby za darmo, "za dopłatą" też nie.
    Ciebie podziwiam za odwagę!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ spokojnie, przecież nikt Ci nie każe tam jechać :) Byłam w Tunezji i cholernie mi się podobało, a Maroko ją zakasowało. Nie wiem, czy wymaga to odwagi. Między Izraelem i Autonomią Palestyńską toczy się wojna, żołnierze i cywile uzbrojeni po ulicach ganiają, a ja konałam z zachwytu nad Ziemią Obiecaną.

      Usuń
  9. Przyprawy, ceramika, Casablanca. Wybieram się od lat i wybrać się nie mogę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam w Casablance, wydaje mi się przereklamowana.

      Usuń
  10. Wspaniałe. Tyle mordęgi by pojechać i wrócić a ja w moim ogrodzie,samą ,szczęśliwa i bez tych durnych turystów co to nawet psiej kupię zdjęcie zrobić muszą.

    OdpowiedzUsuń
  11. No i po kiego czorta szlajać się gdzieś tam po obcych krainach,kiedy piękna jest nasza Polska cała? Mazury,kajaczek lub łódż i jest bosko!

    OdpowiedzUsuń
  12. I Ty mi cos o doskonałości... o tym, że za dobrze... nie byłam w Maroku, a mam na celowniku. Tylko że ja jeszcze dużo miejsc mam na celowniku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja mam na celowniku wszystkie miejsca na świecie, w których nie byłam. Cosik mi się widzi, że z realizacją może być kiepściutko...

      Usuń
    2. No własnie. Nawet zakładając, że kasa pojawia się sama ze ściany, problemem zaczyna być czas, jaki mam jeszcze do dyspozycji... a młodsza juz nie będę...

      Usuń
    3. Żeby było śmieszniej, moja ściana z kasą jest ścianą płaczu, a czas nawet i dla mnie nie chce płynąć do tyłu. Taki drań!

      Usuń
  13. Dziwnie się patrzy na plażę bez parawanów. Znajoma była w Maroku i okolicach chyba z rok temu, przywiozła wory przypraw, którymi bawię się do dziś. Ale najlepsza i tak była pustynia, tzn. nie przywiozła jej w worze, ale zdjęcia piękne były.
    Znachorzy zawsze napawają mnie lękiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zachwyciła Sahara w Tunezji. Znachorów się nie boję, ale najbardziej to chciałabym być wiedźmą. Taką rzetelną, z umiejętnościami :)

      Usuń
  14. Odpowiedz, że chyba z wyglądu jest nazbyt oczywista i sama się nasuwa więc można ją sobie darować. Czyli masz na myśli taką wiedźmę fantastyczną, czy zwykłą znachorkę ściganą przez inkwizycję? Wszak obie miały umiejętności. Choć niektóre nie potrafiły pływać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wyglądu to by jeszcze było najprościej. Drobny retusz, lekka stylizacja i wiedźma jak malowanie. Wolałabym być wiedźmą prawdziwą, ale nie taką znachorką od ziółek, tylko taką, co umie czarować. Czyli fantastyczną i wiem, że sama sobie zaprzeczam, ale liczę na Twoją inteligencję.

      Usuń
    2. Tylko motłoch i ciżba nie chciałby umieć czarować. Bardzo wierzę w ideę noworocznych postanowień i zawsze mam dwa. Jedno z nich to nauczyć się przesuwać przedmioty siłą woli. Z każdym rokiem jestem coraz bliżej!

      Usuń
    3. Jesteś całkiem odwrotna niż ja. Co roku mam tylko jedno postanowienie końcoworoczne: nie mieć żadnych postanowień noworocznych. I konsekwentnie je realizuję.

      Usuń
  15. Hyhyhy z postanowieniami to była ironia akurat, również uważam, że są bez sensu. Ale, ale za to drugie zawsze mi się spełnia. Tzn. na razie. Brzmi ono - przeżyć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak przypadkiem złapałam, o co chodziło. Nawet mnie się to zdarza :)

      Usuń
  16. Ooo widzisz w swej ironii nie załapałam, że ironicznie podchodzisz do mej ironii sama przy tym ironizując.
    Jak ja nie lubię, jak ktoś stosuje powtórzenia w zdaniach. Na pohybel!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przejmuj się, ostatnio udało mi się wyprodukować zdanie: "Wprawdzie powiedziałam Ci prawdę, ale tak naprawdę to było pół prawdy".

      Usuń
  17. Ale przeciętego wzdłuż, czy w połowie? To istotne z anatomicznego punktu widzenia, gdyż ośrodek odpowiedzialny z prawdy, półprawdy i gówno prawdy znajduje się w mózgu, albo rzyci. Więc należy mieć oba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie wzdłuż. Bezapelacyjnie.

      Usuń
    2. Żal mi się tego psa zrobiło. Wszak mokry nosek miał. Może jednak zostawimy go w całości...

      Usuń
    3. Dla mnie nie ma problemu. Wszak to Ty mu imputowałaś, że łże...

      Usuń
  18. Azaliż ona temu winna!
    Hyhyhy zawsze powalałam refleksem i błyskotliwością, po 10 komentarzach zauważyłam, że już nie wymagają zatwierdzania. Znudziło się klikanie, czy wysłałaś Silnorękiego do padalców? Jakby co, nie zakopuj ciał w lesie, grzybiarze wszystko znajdą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...i refluksem.
      Wypuściłam balon próbny. Jakby co, można wprowadzić kolejną dobrą zmianę.

      Usuń
    2. To muszę skorzystać.
      Dupa, dupa, gówno, cycki!

      Usuń
    3. Za specjalnie mi nie zaimponowałaś. Jeszcze w liceum, kiedy chciałyśmy się wyładować, miałyśmy z koleżanką takie powiedzenie, które wypowiadałyśmy na "trzy - cztery": "gówno, dupa, siku, kupa".

      Usuń
  19. Bo czasami zdarza mi się napisać coś nieprzekoloryzowanego na blogi i ja naprawdę jestem do porzygu grzeczna i kulturalna. Słowem nie przeklinam. Bardzo rzadko. Tylko przy zaćmieniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się grzeczność znudziła, straciłam cierpliwość.

      Usuń
  20. Ooo cierpliwości też mam zdecydowanie powyżej średniej.

    OdpowiedzUsuń
  21. Wolę być Yodą, a Ty Vaderem. Czyli skurwiel, ale na końcu i tak dobry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam tych państwa. To ja jestem ona czy on?

      Usuń
    2. Hyhyhyhy i teraz nie wiem, czy mówisz serio, czy żartujesz :D ja jestem zielona z włosami w uszach, a Ty czarna z permanentną astmą.

      Usuń
    3. A jak myślisz? Dobra, mogę być czarna, i tak jestem brunetką. Mogę mieć i astmę, bo i tak łapie zadyszkę na schodach. Ale zdradź mi chociaż, jakiej jestem płci i czy Dioda, czy Wiader.

      Usuń
    4. Podobno Ty to ON. Zmieniłaś płeć?

      Usuń
    5. Nie mam pojęcia, jeszcze tego nie ustaliłam :)

      Usuń
    6. Rany! Jeszcze tego nie ustaliłaś? Chociaż... w dzieciństwie i wczesnej młodości chciałam być Indianinem!

      Usuń
    7. I jak widać, nic nam z tych marzeń nie wyszło.

      Usuń
  22. Obie jesteśmy onymi. Taka karma. W końcu facet to pisał. Mogę Ci podesłać garść wziewek, będziesz śmigać na schodach jak szatan. No i ty Vader - bo skurwiel. Yoda to ucieleśnienie mądrości i spokoju, więc ja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A. Czyli facet jestem. No trudno, niech i tak będzie. W końcu rosną mi włosy na nogach.
      Wziewy niepotrzebne, zadyszkę mam, bo pod górkę.

      Usuń
  23. Tak, to zdecydowanie zdrowy objaw. Ja w szczytowej formie zadyszkę dostałabym czytając te zdanie na głos :D
    hmmm niewiele jest postaci kobiecych w literaturze fantastycznej takich naprawdę godnych i ikonicznych.

    OdpowiedzUsuń
  24. A "Mistrz i Małgorzata" to niby literatura faktu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, ale ani fantasy, ani science fiction, bo w dwudziestoleciu międzywojennym nikt tego nie uprawiał, rozwinęły się dopiero po II wojnie światowej. Taka Biblia czy mitologia grecka to też nie fantasy, bo taki gatunek wówczas nie istniał.

      Usuń
  25. Oj fantastyka ma zdecydowanie starsze korzenie. Nie grzebiąc zbytnio w historii, bo nie mam na to odpowiedniej wiedzy, ale sam Tolkien zaczął pisać swe opowiadania przed I wojną. Ale rozumiem o co Ci chodzi. Nie zmienia to faktu, że "Władca much" czy "1984" są świetnymi książkami o zabarwieniu fantastycznym (ja uogólniam i możliwe, że źle klasyfikuje, ale nigdy nie lubiłam szufladkowania, że fantastyka to tylko elfy i smoki)

    OdpowiedzUsuń
  26. A ja jestem pierdoła w tych sprawach i dla mnie gatunek jest gatunek. To nie jest szufladkowanie, tylko uczciwy podział według cech rodzajowych i gatunkowych.
    Tak czy siusiak, są wyjątki w moim nielubieniu, bo "Harry'ego Pottera" i sagę "Zmierzch" lubię. A o. Patrz, jaka jestem fajna!

    OdpowiedzUsuń
  27. A to ciekawe. "Zmierzchu" nigdy nie czytałam, filmu widziałam kawałek, nie wiem nawet której części, ale zostałam do tego zmuszona, więc się nie liczy. Ale chwała Ci, że nie lubisz odgórnie i dla zasady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie odgórnie i nie dla zasady, więc hańba mi. Najpierw się zapoznałam z paroma pozycjami, a jak mi dym uszami poszedł, to wtedy wiedziałam, czego nie lubię, a co mnie śmiertelnie nudzi. Podobnie było z "Popiołami" Żeromskiego, "Ulisessem" Joyce'a i "W poszukiwaniu straconego czasu" Prousta, chociaż to nie f i nie s-f.

      Usuń
    2. "Buszujący w zbożu" był dla mnie nudny jak psia dupa, ale "Zabić drozda" należy do mojego ścisłego TOP. Nie ma dwóch równych książek, nawet jeśli gatunkowo są podobne i obie uchodzą za wybitne.

      Usuń
    3. No popatrz, a "Buszujący w zbożu" należał kiedyś do książek zakazanych...

      Usuń
    4. Tak, dlatego go przeczytałam. Już wiem, czemu był zakazany...

      Usuń
    5. Może mnie też zakażą. Idę spać, bo już piszę z zamkniętymi oczami. Jutro znowu w środku nocy do pracy trzeba... Błeeee...

      Usuń
    6. Ja i tak egzemplarz nabędę i jeszcze o odcisk łapy poproszę.

      Usuń
    7. Niby gdzie chciałabyś go nabyć?

      Usuń
    8. A tego jeszcze nie ustaliłam, ale nabędę!

      Usuń
    9. Jakiś świr zawsze się znajdzie. Patrz, gdybyś cały czas bazowała na swej blogowej popularności to nawet głupi Onet (u Ciebie nie ma pana Darka, więc mogę) by Ci pomógł.

      Usuń
    10. I dlatego własnie zwiałam z Onetu. 2 - 3 razy w tygodniu wywalali mnie na główną stronę i cała Polska przewalała się przez mój blog. To wcale NIE JEST fajne.

      Usuń
    11. Nie neguje tego, jeno szukam wydawcy :D

      Usuń
    12. Wysoce prawdopodobne jest, że to się w ogóle do niczego nie nada.

      Usuń
    13. Tego również nie neguję, ale spróbować trzeba. Maksyma rodem z podręcznika dla akwizytorów.

      Usuń
    14. Tak czy siusiak, piszę, bo muszę - inaczej się uduszę!

      Usuń
  28. Wow! Ale klimaty. Zapowiada się kolejny, piękny cykl postów. Dla mnie to już zupełna egzotyka. Ale ciekawy jestem tej kultury, zabytków i krajobrazów. Plaże chyba wreszcie takie, jak lubisz ?
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wkraju, każda plaża dobra, bo właściwie nie jest mi do niczego potrzebna - byle dało się wejść do wody. Nie opalam się, nie znoszę przebywania na słońcu (woda to wyjątek). Fakt, widziałam w Maroku cudne rzeczy i postaram się, żebyś był zadowolony :)

      Usuń
  29. jedno oko na Maroko...
    to było jakoś tak w piaskownicy.
    uśmiecham się niezobowiązująco

    OdpowiedzUsuń
  30. Bylam, widzialam, po tej samej plazy chodzilam i w wodzie nogi moczylam, a jakze! A Agadir zwiedzalam na rowerze. Wszystko pieknie i ladnie, bylam w Tunezji, Egipcie i Maroku. I coraz mniej mi sie tam podoba, a jak widze te ich oblesne mordy gapiace sie na turystki i to cmokanie i to darcie ryja w tym obrzydliwym jezyku, to odechciewa mi sie jeszce bardziej. Moja corka stwierdzila, ze jej noga tam wiecej nie postanie, bo nie ma zamiaru byc rozbierana wzrokiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już też do tych krajów nie pojadę, ale żałuję.

      Usuń
  31. Klik dobry:)
    Jakoś do Maroka, nie wiedzieć czego, nie zawitałam. Może dlatego, że wyjazdy do Maroka zawsze były droższe od innych. Ale... to nic! Tutaj pozwiedzałam sobie za darmo,o! :)))
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze niczego nie pozwiedzałaś, to był dopiero wstęp :)

      Usuń
  32. Takie ażurowe "ozdoby" balkonów widziałam w Turcji. Przypuszczam, że są zakładane po to, by chronić kobiety przed niechcianymi, oczywiście męskimi, spojrzeniami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, widziałam jeden taki bardzo zabytkowy balkonik - cud historii i hańba kultury ludzkiej.

      Usuń
    2. Dlaczego "Hańba"? Nie znasz facetów? Wszędzie są tacy sami. Zazdrośni do wypęku!

      Usuń
    3. Mimo wszystko kultura arabska, czy może raczej muzułmańska, uprzedmiotowiła kobiety jeszcze bardziej niż judaistyczna czy chrześcijańska.

      Usuń
    4. Fakt! Zdecydowanie miała i ma niewłaściwy stosunek do kobiet. Ale czego można żądać od "głupich bab"? To przecież mężczyźni są tam "najmądrzejsi". Boże! Widzisz to i nie grzmisz?!

      Usuń
    5. Jaki Boże? Gdyby którykolwiek z tych bogów-niewidów istniał, to może nie byłoby tych wszystkich kretyńskich religii...

      Usuń
  33. Wybieralam sie tam jak sójka za morze, ale odpadlam. Ciepelka mam do wypeku, a zmiany w nastrojach wobec niewiernych zaczynaja byc malo zachecajace. Popodziwiam wiec sobie Twoje zdjecia i chvatit :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ten sam sposób nie zdążyłam do Egiptu i Turcji. Teraz już pewnie nigdy nie zobaczę Troi i piramid...

      Usuń
  34. Tyle przepięknych miejsc, historii, zapachów. Jesteś bogatą kobietą Frau Be, niewiele z nas czytających widziało tyle, co Ty i było w tylu miejscach. W dodatku w sposób świadomy zwiedzało je i poznawało.
    Mnie zachwycił ten wykusz. To jest forma architektoniczna, która zawsze mi się podobała, gdybym mogła kiedyś wybudować dom dowolny, to też miałby wykusz, niewykluczone, że taki! :)

    OdpowiedzUsuń