niedziela, 1 października 2017

431. Nieuczęszczane ścieżki zarastają

Po raz pierwszy w życiu spotkały się dokładnie trzydzieści lat temu: Długowłosa i Krótkowłosa. W niedługim czasie stały się nierozłączne. Wspólnie uczyły się do egzaminów, razem je zdawały, w tym samym roku skończyły studia, w tym samym roku powychodziły za mąż, w tym samym roku urodziły dzieci. Wędrowały przez życie ramię w ramię, wydeptując wspólne ścieżki.
Gdy Długowłosa zaczęła mieć kłopoty, Krótkowłosa nie mogła jej pomóc. Nie mogła jej nawet wesprzeć duchowo poprzez rozmowę czy wspólne milczenie, bo nie miała na to czasu. Była zajęta rodzeniem i wychowywaniem kolejnych dzieci oraz chodzeniem do cioci na imieniny i Długowłosa to rozumiała. Ile mogła, tyle pomagała Krótkowłosej, gdy ta nie miała z kim zostawić swojego potomstwa albo szła za nią na wywiadówkę, gdy ta nie mogła być w kilku miejscach naraz.
Życie toczyło się dalej, dzieci rosły, a Długowłosa i Krótkowłosa wędrowały dalej, wydeptując ścieżki przyjaźni. Powoli odwracały się role. Gdy Długowłosa wychodziła na prostą, Krótkowłosa popadła w tarapaty. Nadal nie miała na nic czasu, bo chociaż dzieci nie były już małe, to doszły nowe sprawy. Miała jednak Długowłosą, która wspierała ją, jak mogła. Poświęcała jej swój czas zawsze, ilekroć była potrzeba. Przesuwała swoje zajęcia, przestawiała grafiki, rezygnowała z wypoczynku i przyjemności, słowem – była na każde zawołanie. Dawała przyjaciółce siebie, swoją wiedzę, swoje umiejętności, pomysłowość, komputer, telewizor, drukarkę…
Mijały dni, miesiące i lata, a potem Długowłosa przeżyła kolejne trzęsienie ziemi, skutkiem którego był spowijający ją Wielki Smutek. Wciąż była na każde zawołanie Krótkowłosej, ale już nie tak silna jak kiedyś. Sama potrzebowała, aby ktoś ją wysłuchał, zrozumiał, był przy niej. Niestety, powoli przestały się spotykać – Krótkowłosa wciąż nie miała dla niej czasu, bo dorosłe dzieci, bo matka, bo wyjazd, bo wieś, bo kury, bo zakupy, bo lekarz, bo obiad, bo ziemniaki, bo spodnie, bo samochód, bo były mąż, bo aktualna sytuacja… Jeszcze rozmawiały przez telefon, ale Krótkowłosa coraz rzadziej odbierała, bo nie miała czasu, bo nie słyszała dzwonka, bo jechała samochodem, bo była w kościele… Długowłosa zaczęła więc pisać SMS-y. Krótkowłosa odpowiadała najpierw po kilku godzinach, później na drugi dzień, aż przyszedł czas, gdy nie odpowiedziała w ogóle. Długowłosa zrozumiała wreszcie, że dawno wydeptana ścieżka zarosła. W dniu, w którym przypadła ich trzydziesta rocznica poznania, zdjęła z lodówki kiczowate serduszko w napisem „Dla wyjątkowej przyjaciółki”. Już nie musiała go tam trzymać.
Gdyby ktoś nie wiedział – tak właśnie traci się przyjaciół.

180 komentarzy:

  1. Zacznijmy od tego, ze byla to przyjazn jedynie z nazwy. Ja pod tym slowem rozumiem cos zupelnie innego i moim zdaniem byla to tylko dlugoletnia bliska znajomosc. Nie serduszkami utrzymuje sie przyjazn, a czynami, zainteresowaniem sytuacja i problemami tego kogos, kogo nazywa sie przyjacielem. Przyjazn bowiem jest bezwarunkowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A słów o przyjaźnie padało bardzo wiele.

      Usuń
    2. Slowa, slowa, slowa...
      Po czynach ich poznacie.

      Usuń
    3. No i Długowłosa poznała.

      Usuń
    4. Bo czynow braklo, pozostaly parole, parole, parole.

      Usuń
    5. Parole, parole, parole
      - pierdolę, pierdolę, pierdolę...

      Usuń
  2. Wszystko co chciałam napisać odnosząc do własnego doświadczenia wydaje mi się miałkie i szczeniackie wobec faktu, że nic w moim życiu nie trwało 30 lat. Łącznie z moim życiem. Jednakowoż robienie za Caritas zawsze źle się kończy. Albo wszyscy są Caritasami, albo nikt. Bo wtedy zostają tylko migranci ekonomiczni. Albo jemioła. Nie żebym całe życie robiła za Caritas, ale hipokryzję uważam za przywarę narodową.

    ps. jest mi trochę głupio, bo nie zdając sobie sprawy z różnicy wieku tak trochę bezpardonowo zaczęłam się panoszyć i moje wewnętrzne poczucie kultury właśnie mocno mnie zrugało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry, Winnetou, ale jakie Ty masz pojęcie na temat mojego wieku? Uważasz, że jestem STARA?! To się chyba nie myłaś! W mojej rodzinie przez 90-tką o starości ani się nie mówi, ani nie myśli. No sama powiedz, czy ja wyglądam na STARĄ?! I co Ty masz z tym wewnętrznym poczuciem kultury? To jest na liście chorób czy tylko na liście TWOICH schorzeń?
      Żeby mi to było ostatni raz!
      No.
      A co do Caritasu i jemioły czy innej huby, to racja jedna z najświętszych.

      Usuń
    2. Czy wyglądasz?! Ja w życiu nie widziałam takiej jędrnej i okazałej czcionki!
      A kultura to choroba genetyczna, kiedyś już coś padło o niekorzystnej puli genowej, której jestem tworem. Co nie zmienia faktu, że w realu pewnie bym Ci paniowała :D

      Usuń
    3. W takim razie żebyś spuchła, a potem pękła! Na okoliczność paniowania.

      Usuń
    4. Azaliż obiecuję, że nigdy nie będę paniować droga FRAU :D

      Usuń
    5. "Droga Be" byłoby stosowniejsze!

      Usuń
    6. Ale zdecydowanie mniej zabawne ;)

      Usuń
    7. Jasne. Baw się, baw, okrutnico! Kosztem starej kobiety... Rób sobie jaja ze staruszki, a dobra bozia pierdyknie Cię piorunem z Olimpu i pójdziesz do piekła myc kotły!

      Usuń
    8. Byłam w sanatorium w wieku 26 lat, więc to raczej ja tu mogę za geriatrię robić... I bardziej boję się szarańczy. I indyków. I że na świecie skończy się herbata.

      Usuń
    9. To prawda, geriatria cud, miód, malina. W życiu nie byłam w sanatorium i raczej nieprędko będę. No chyba, że wpadnę pod samolot albo tramwaj. Szarańczy ani indyków się nie boję - co do herbaty, obawiam się, że pewnego razu ktoś może zmusić mnie do jej wypicia.

      Usuń
    10. Sanatorium jest czadowe! Może tym razem sama wyskoczę z wnioskiem. Tylko wiesz mnie, tam wszyscy mieli za wnuczkę, więc miałam spokój, a Ty pewnie nie opędziłabyś się od Mietków, Władków i Dareczków :D

      Usuń
    11. Mietki i Władki odpadają, nie znoszę wieśniackich imion. Niestety, nie wpadnę też w objęcia Dareczków, ponieważ nikt nie wyda mi skierowania do sanatorium na podstawie niczego. Ot, los parszywy...

      Usuń
    12. Hmmm musiałabym zweryfikować swoją wiedzę, ale wydaje mi się, że mogliby Cie wysłać. Wszak odrowadzasz składki od x lat. Tylko byś poczekała pewnie dobry rok.
      Człowiek nie ma za wiele do powiedzenia w kwestii własnego imienia. Wiem to z autopsji...

      Usuń
    13. Od 25 lat, dokładnie. No ale po cholerę miałabym jechać do sanatorium, skoro nic mi nie jest? Myślisz, że NFZ honoruje potrzebę podrywu?
      Pewnie, że nie mamy wpływu na to, jakie otrzymujemy imię. Tylko że świadczy ono o rodzinie, a jaki pan, taki kram...

      Usuń
    14. Połowa ludzi w sanatoriach jest zdrowa, jurna i jedzie na tzw. "podreperowanie" zdrowia czytaj podryw, który honoruje NFZ, a oni dopłacają gorszę za 21 dni wakacji. Acz wcale Cię nie wysyłam, stwierdzam tylko, że to ciekawe doświadczenie.
      Znajoma dała na imię córce Zoja. Na moją zdziwioną minę powiedziała, że wszystkie inne imiona z kimś jej się kojarzą wobec czego są zjebane. Osobiście uważam, że jest bardzo godna argumentacja nadania idiotycznego imienia i nie świadczy źle o rodzinie.

      Usuń
    15. Zoja jest głupie, ale przynajmniej nie wieśniackie jak Zośka czy inna Staszka. Interesuje mnie, jak wyłudza się skierowanie zdrowego do sanatorium. Z prostej ciekawości, bo nie mam najmniejszej ochoty jechac i męczyć się w jednym pokoju z kimś obcym albo być napastowaną przez jakichś oblechów.
      http://fraube2.blogspot.com/2012/10/88-choroba-zawodowa.html

      Usuń
    16. Daj spokój z imionami, bo ja mam wieśniackie i muszę z tym żyć.
      Hyhyhy no co mam powiedzieć, tak tam jest, nie wiem czy czytałaś moje historię, a nie chce mi się ich szukać. Ja trafiłam bardzo dobrze na pokój, no prawie bardzo dobrze. Miałyśmy 40latkę stroniącą od mydła i z mocnymi zaburzeniami dysocjacyjnymi. Trochę się bałam, że nas zaszlachtuje żyletką w nocy. Tak, miała żyletki.
      Najłatwiej jest na głowę dostać wszelkie zwolnienia. Nerwica, depresja, załamanie nerwowe. Nikt nie jest w stanie tego sprawdzić. Ze 3 tygodnie l4, a potem prośba o sanatorium. Można też na podobnej zasadzie udać się do szpitala. Poszpitalne dostaje się chyba po 4 dniach pobytu na oddziale. Żeby nie było, mam problemy z płucami nie z głową :D aaa na wybór miejsca jeśli jest zbyt daleko od domu też znam patenty.

      Usuń
    17. Nie ma mowy! W życiu nie narażę się dobrowolnie na mieszkanie z obcymi ludźmi! I to w dodatku przez trzy tygodnie. Musieliby mnie wziąć siłą...
      Interesujące jest to, co piszesz o szpitalu, ale chyba nie skorzystam. L4 kusi, ale nie ma gwarancji, że dadzą mnie do izolatki, a sala wieloosobowa mnie nie satysfakcjonuje w najmniejszym stopniu.
      Jestem sceptykiem i nie uwierzę, dopóki nie ujrzę, toteż nie wierzę w Twoje imię :)

      Usuń
    18. Nie, nie. Zwykłe L4 się dostaje od rodzinnego ot w chacie siedzisz.
      Do szpitala można się samemu zgłosić, że się ma lęki, duszności itp. (to tak żeby sanatorium wysępić) ale igranie ze szpitalami psychiatrycznymi jest dość ryzykowne i nawet nie chodzi o "Lot nad kukułczym gniazdem", nasłuchałam się różnych historii.
      Mam Cię za złośliwca okrutnego, zaczniesz mówić do mnie po imieniu, a mnie szlag jasny trafi. Podziękuję :D

      Usuń
    19. Uważaj, powiedziałaś mi komplement. Na drugi raz się lepiej kontroluj! :D
      Ale jednak do końca mnie nie poznałaś. Hołduję zasadzie, że na blogach, w Internecie, sami wybieramy, czy chcemy tytułować się imionami, czy nickami. I wkurwia mnie do białości, jeśli ktoś obiera sobie nick po to, żeby nie operować imieniem, a tu ktoś, kto je zna nie szanuje tego i wali mu po imieniu publicznie, na blogu. Dlatego przy całej barwnej palecie moich wspaniałych, złośliwych zalet mam jeszcze i tę :)
      Gra w szpital byłaby warta świeczki, gdyby nie wiązała się z mieszkaniem jeszcze bardziej niekomfortowym niż moje.

      Usuń
    20. To się nazywa, że masz honor. Sama też się mam za złośliwca, acz nie toleruję zwykłego chamstwa, które często jest mylnie uważane za równoważne.
      Nie baw się w szpital, powołaj się na swój wiek! :D

      Usuń
    21. Mój wiek może coś zdziałać?

      Usuń
    22. Wiadomsko. Już padło, że odprowadzasz składki od ćwierćwiecza. Bóle pleców, cieśnia nadgarstka, migreny. Jest tyle przypadłości nie na "h", których nie idzie jednoznacznie wykazać. Ja tylko wchodzę do gabinetu i nawet nie zdążę usiąść a oni się mnie pytają, czy chcę l4. Dlatego nie chodzę do lekarzy. To upokarzające.

      Usuń
    23. Ale ja nie mam bólu pleców, cieśni nadgarstka ani migreny! No dobra, a gdybym miała - czy to mi gwarantuje apartament jedynkę?

      Usuń
    24. Hmm tego obiecać nie mogę, ale na pewno gwarantuje Ci szczotkę do kibla. Bo nie trafisz na gruźlików.

      Usuń
    25. Nie jestem zainteresowana ani wieloosobowymi pokojami, ani tym bardziej szczotkami do kibla. Na litość boską, nie jestem sprzątaczką!

      Usuń
    26. Kiedyś przeprowadzono ciekawy eksperyment. Na ulicy najpierw rozdawano ludziom po 1$ i nikt nie chciał wziąć, później rozdawano szczotki do kibla (równowartość) i brali wszyscy. Konkluzja?

      Usuń
    27. Bardzo prosta: większość ludzi to idioci.

      Usuń
    28. Akurat tam, gdzie byłam (w sanatorium) jedynkę zagwarantowała mi kasa - trzeba było dopłacić. Dopłaciłam i miałam luksus w postaci pokoiku z łazienką. W tym roku też miałam jechać, ale mnie współpracownica wyrolowała; w tym sanatorium nie było takiej możliwości bo nie było w ofercie pokoi jednoosobowych.

      Usuń
    29. No, jak mam dopłacić, to wolę na Maderę.

      Usuń
    30. I jeszcze zeby tam jaka stadnina była, i konie pod wierzch...

      Usuń
    31. O, nie. Za bardzo kocham zwierzęta, żeby je męczyć wożeniem mnie na grzbiecie :) Tam jest co innego: rajska roślinność, rajski klimat, rajska cisza, rajski spokój i Atlantyk - moja miłość...

      Usuń
    32. Jak każde morze. Tylko czasem turystów w nadmiarze.

      Usuń
    33. Nie... Jest dziki, piękny, nieokiełznany i cudownie bezludny. Już w Maroku mi się podobał, taki wściekły... Można słuchać i patrzeć całymi dniami. A na Maderze nie ma plaż, tylko bazaltowe głazy, bo to stożek wulkaniczny.

      Usuń
    34. Miałam swego czasu propozycję wyjazdu "na wcale" na wyspę Tristan da Cunha. Tam dopiero jest daleko i odludnie, ale za to cicho i spokojnie. Za mało ich tam jest, żeby się żarli. Niestety, pomysłodawcy już nie ma.

      Usuń
    35. Och, chciałabym tak móc...

      Usuń
  3. Można by poczekać, aż będzie jej potrzebna. Wtedy jej się przypomni, że ktoś taki jest. Z życia, całkiem niedawno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście, że tak. Długowłosa nie fatyguje się już z dzwonieniem czy pisaniem. Krótkowłosa zgłosi się przy pierwszej potrzebie. Będą jaja, jeżeli okaże się nagle, że tym razem po raz pierwszy to Długowłosa nie będzie miała czasu...

      Usuń
    2. Oby. Tylko obawiam się, że jej sumienie dojdzie do głosu i nic nie będzie z nicnierobienia...

      Usuń
    3. Sumienie? A co to takiego?
      Może jednak pójdzie po rozum do głowy...

      Usuń
  4. Brak czasu, zrozumienia i akceptacji zabija wszystkie relacje, przyjazn też...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile można nie mieć czasu? 30 lat?! To chyba jakiś światowy rekord...

      Usuń
    2. To skrót myślowy był, o tym czasie 😀

      Usuń
    3. Z Twojej strony tak. Ale Krótkowłosa od 30 lat "nie ma czasu". To nienormalne.

      Usuń
    4. Mam to napisać subtelnie czy zwyczajnie?
      Moim zdaniem Krótkowłosa ma w tyle tę znajomość, już ma.
      Długowłosa powinna się nareszcie ocknąć i przestać mieć czas dla krótkowłosej huby.
      Świat jest taki ciekawy i piękny, pełen zwyczajnie dobrych ludzi.
      Pa:)

      Usuń
    5. Tak własnie jest, dlatego Długowłosa się przebudziła i uznała, że koniec jest nieodwołalny.

      Usuń
    6. W tej sytuacji nic innego nie jest możliwe.

      Usuń
  5. Znam to bardzo dobrze, choć oczywiście może nie w takiej formie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że bardzo mi się to kojarzy z W.?

      Usuń
    2. Właśnie o tym piszę. O W. postaram się jeszcze jakoś rzeczowo podsumować temat

      Usuń
    3. Bardzo mnie ten wątek interesuje.

      Usuń
    4. Co dokładnie? bo tak jak w tej chwili przeczytałam pierwszy wpis na moim blogu (ten przerzucony z poprzedniego) traktujący zarazem o W., to myślę, że napisałam już właściwie wszystko... Rzuć mi jakimś pytaniem,żebym wiedziała, z której jeszcze strony temat poruszyć

      Usuń
    5. No i mas - tak to bywa jak się robi za dużo rzeczy na raz - nie przelogowałam się :D

      Usuń
    6. To nic nie szkodzi :)
      (Że się nie przelogowałaś.)

      Usuń
    7. W sumie to nie mam konkretnych pytań. Po prostu zawsze czytałam posty na ten temat z zainteresowaniem, no i z ciekawością, co dalej i czy w ogóle jest/będzie jakieś "co dalej".

      Usuń
    8. OK, to masz już gotową lekturkę u mnie. Muszę jednak zaznaczyć, że chyba nt. W. i mojej z nią relacji powiedziałam raczej już wszystko. Bo tak na serio - ile można pisać o osobie, która niemal całe swoje życie mieszka w jednym miejscu, pracuje w jednym miejscu, robi wciąż to samo, ale nic takiego, co by wprowadziło jakąś rozsądną rozmaitość w jej życie ;)

      Usuń
    9. Ja wiem, że tu już niewiele można dodać, ale kto wie - może jeszcze coś się wydarzy?

      Usuń
    10. Nie zapowiada się na to, niestety lub stety. W. żyje już we własnym świecie, a na mnie - brzydko mówiąc - tak jak na wielu ludziach, postawiła laskę. Prawdę mówiąc, nie wiem, co by się musiało wydarzyć, żeby przypomniała sobie o mnie z własnej nieprzymuszonej woli. A i do mnie dotarło wiele rzeczy... gdybym miała się cofnąć w czasie i słuchać swojego młodzieńczej intuicji, chyba bym aż tak się już w. nie przejmowała

      Usuń
    11. Nigdy nie wiemy wszystkiego od razu - uczymy się w znacznej mierze na błędach.

      Usuń
    12. Jak już to opisałam na blogu, ja się już dostatecznie nauczyłam, przynajmniej w przypadku W. - miałam na to ćwierć wieku, żeby dojść do pewnych wniosków.

      Czasem zastanawiam się, jak to będzie, jak W., w wieku 40-55 lat (wszystko zależy, kiedy "osieroci ją matka - życzę kobiecie długiego życia w zdrowiu), nagle zostanie kompletnie sama, bo straci jedyną osobę, dla której tak naprawdę żyła... bo dla siebie nie robi nic, przynajmniej jak na razie (a mamy już pod czterdziestkę).

      Usuń
    13. Jedno jest pewne - nie mamy na to wpływu.

      Usuń
    14. Nie, nie mamy - przekonałam się na tym na własnej skórze. Przecież latami wyciągałam W. z domu na spotkania, spacery, pogaduchy... IO z roku na rok było coraz gorzej.

      Usuń
    15. Cóż, nie da się nikogo zmusić do przyjaźni. Pozostaje tylko skreślić kolejną znajomość z listy.

      Usuń
  6. O przyjazni nic nie wiem, bo przyjaciolek nie mialam, raczej sama sobie okretem....
    A Zoski mi nie obrazaj! Wsiowe! Ha! Zofia, Zofijka, Sophie itd. to szlachetne imie jest! NO! :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niemanie przyjaciół jest smutne.

      Usuń
    2. A manie i taki koniec, jak opisalas? To dopiero jest smutne.
      Ja nie narzekalam, mialam wiele kolezanek i kolegow, a poza tym ksiazki :)
      Teraz mam tez to wszystko, smutna nie jestem .9

      Usuń
    3. Taki koniec też jest smutny. Wszystko, co smutne, jest... smutne :)
      Dlatego bardzo dobrze, że nie jesteś smutna :))

      Usuń
    4. Nie placz (ploncz) mi w glowie o tej porze! Bo nie bede mogla zasnac rozmyslajac o smutnym koncu...
      Smutek to nie moja bajka, a wscieklosc? Nieznosnosc? O tak!

      Usuń
    5. Nie plączę, w żadnym wypadku! A dobra wściekłość nie jest zła, znakomicie wpływa na dobre samopoczucie :)

      Usuń
  7. Mnie, książki zamiast przyjaciół, bardzo odpowiadają. Przynajmniej nikt mnie nie zrobi w konia i nie zawiedzie. Co innego ludzie...
    :)))

    OdpowiedzUsuń
  8. No niestety, moja szkolna przyjaźń kończyła się dwa razy, pewnie także z mojej winy, przynajmniej za pierwszym razem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama zwykła mawiać, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Ludzie się zmieniają, jak zauważył Leslie.

      Usuń
    2. Tak, ludzie się zmieniają i nie można wrócić już do tego co było kiedyś...

      Usuń
    3. I to jest bardzo dobre spostrzeżenie. Wydaje mi się, że nie można przekreślić wszystkiego, całych 30 lat, ale jednak zmiana zaszła i skończyło się, jak się skończyło.

      Usuń
    4. I dlatego nie wierzę w wybaczanie, co z tego, że powiem komuś wybaczam lub wybacz mi, skoro nigdy już nie będzie tak samo albo wcale...i nie chodzi o trzymanie urazy, po prostu nie da się tego naprawić.

      Usuń
    5. Ja też nie wierze w wybaczanie - ani w wymuszone uczucia. Tego się po prostu nie da zrobić.

      Usuń
    6. Też uważałam zawsze, że ludzie się zmieniają... ale niestety nie każdy i nie we wszystkim, w czym powinien lub w niewłaściwym kierunku :/

      Usuń
    7. To nie ulega wątpliwości. Gdyby wszyscy zmieniali się tylko na lepsze, to by oznaczało, że śnimy.

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. I to jest bardzo mądre spostrzeżenie.

      Usuń
    2. Szczególnie fizycznie ;-)

      Usuń
    3. Ja raczej nieszczególnie. Bardziej szczególnie to zmieniam się psychicznie :)

      Usuń
    4. Hmmm ja stanęłam na etapie smroda z mlekiem pod nosem ze wszystkim.

      Usuń
    5. W skali od 1-10 to tak na 12. Dziwię się, że monitor jeszcze Ci nie skisł.

      Usuń
    6. To maszyna nie do zdarcia. Po wojnie nuklearnej zostaną tylko karaluchy, ja i mój monitor.

      Usuń
    7. A Ty na jakiej zasadzie? Jesteś z adamantium?

      Usuń
    8. Lepiej: jestem PO PRZEJŚCIACH. Teraz już pozostanę niezniszczalna.

      Usuń
    9. A czy "przechodzona" to synonim? ;)

      Usuń
    10. Nie. Synonim to UODPORNIONA.

      Usuń
    11. Uodpornić się na uran... zaprawdę ciężki żywot Twój.

      Usuń
    12. Bo ja zawsze rzecze prawdę.

      Usuń
    13. Wiem. Za każdym razem, kiedy tylko się pomylisz.

      Usuń
    14. Szszsz inni jeszcze nie zauważyli... Poza tym nie wolno siedzieć w pracy na blogu.

      Usuń
    15. A któraś z nas siedzi na blogu?
      * * * * *
      Sprawdziłam, ja chyba raczej na odwłoku usadzonym na krześle.

      Usuń
    16. Szczęściara, ma odwłok. Krzesło? Prawdziwy luksus...

      Usuń
    17. Mięciutkie... z oparciem... mmm...
      Ja co prawda zła kobieta jestem, ale trochę mi szkoda ludzi bez odwłoków. Mogę się z Tobą podzielić moim.

      Usuń
    18. Jeszcze nikt nigdy nie chciałam się ze mną podzielić odwłokiem... Jestem wzruszona.

      Usuń
    19. *chciał
      To przez Dziwaka, bo tu rozmowy toczymy poważne o Transformersach.

      Usuń
    20. Mój borze szumiący! Wzruszył mnie fakt wzruszenia moim odwłokiem!

      Usuń
    21. Jesteście z Kazikiem strasznie wielodzietne i nie odróżniam, które jest czyje. Czyj jest Dziwak i jakiej płci?

      Usuń
  10. Z wypiekami na twarzy przeczytałam nie tylko Twoją wymianę zdań z Linką na temat sanatorium, ale i wszystkie komentarze. Pierwszych osiemnaście lat życia spędzałam na przemian w szpitalach i sanatoriach. Potem zmieniłam miasto i lekarzy i nie mogę się doprosić o wniosek sanatoryjny od 33 lat. Kiedy słyszę od znajomych, że wyjeżdżają do sanatorium, to dochodzę do wniosku, że trzeba być bardzo zdrowym by mieć siłę o nie się wystarać. Dlatego zrezygnowałam. Co do imion, to lubię i te wiejskie i te inne byleby nie były zbyt wymyślne. Nie wnikam jaki masz wiek metrykalny, ale ten "duchowy" bardzo młody. Pozwolę sobie wpadać od czasu do czasu, chociaż poziomem poczucia humoru i złośliwości nie dorastam Ci do pięt. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, czyli jednak dla zdrowych! Mimo wszystko się nie wybiorę - wciąż nie mam gwarancji, że dostanę apartament dla pojedynczych albo że ni wcisną mi szczotki do kibla.
      Metrykalnie możemy być zbliżone, co nie ma najmniejszego znaczenia. Podoba mi się, że tu jesteś :)

      Usuń
    2. Na wiek mentalny ja bym jej nawet piwa nie sprzedała :-D

      Usuń
    3. Azaliż Tobie. Znowu Krycha przesiedliła mój komentarz.

      Usuń
    4. A pewnie, że se zaliżę!

      Usuń
    5. To może być decyzja życia!

      Usuń
    6. Na pewno będzie rozsądniejsza od innych przeze mnie podjętych, więc czuję tylko dumę! No i siebie.

      Usuń
    7. Jeżeli zajęłaś dumę, to dla mnie pozostaje już tylko uprzedzenie.

      Usuń
    8. A któż będzie zombi?
      http://www.filmweb.pl/film/Duma+i+uprzedzenie%2C+i+zombie-2016-554803

      Usuń
    9. Mogę ja. Uprzedzone zombie. Pasuje!

      Usuń
  11. Najgorsze jak tego samego sie doswiadcza w rodzinie. Tych zwiazkow nie mozna zakonczyc ot tak sobie, w ogole nie mozna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj... Znam taką rodzinną historię - słucham i nie chce mi się wierzyć w to, co ludzie potrafią zrobić własnym krewnym... A jednak tak jest.

      Usuń
    2. Niestety. Wiem coś o tym!

      Usuń
    3. To nie chodzi o jakies historie, tylko po prostu przykro. Jak moglam dzwonic za darmo do Pl to dzwonilam co kilka dni, spytac jak sie czuja, co sie tam dzieje i tak w ogole pogadac. Teraz nie mam darmowych rozmow, ale halo halo! moja matka ma i moje siostry tez. Moga do mnie dzwonic za darmo i ile chca. I co, dzwonia? Od swieta, jak sie cos stanie, albo jak potrzebuja rady czy zebym im cos kupila tutaj. Jedyne pytanie, ktore pada czasami z ust mamy to: A u Ciebie sie uklada? Jak ja tego nienawidze... Za dwa tygodnie do nich jade, narzeczonego pokazac. I to chyba bedzie ostatni raz. Przykre, ale taka sama droga. Matka mnie nigdy nie odwiedzila w UK, przez tyle lat. Zreszta, jak mieszkalam w Polsce to odwiedzila mnie tylko raz, i to w celu zeby zabrac psa, a to bylo tylko 60 kilometrow. Nawet nie wiesz jakie to przykre.

      Usuń
    4. Nie tylko nie wiem, ale nie potrafię sobie nawet tego wyobrazić. Strasznie przykro się to czyta, w mojej głowie takie rzeczy się nie mieszczą.

      Usuń
    5. W mojej też nie.
      Moja "sister" mieszka rzut beretem ode mnie, lub nawet bliżej i myślisz, że chociaż raz mnie odwiedziła? Będąc u niej czuję się jak niewydarzony głupek, jak piąte koło... i.t.d.
      Ale jak woziłam do niej całe Święta w michach i na półmiskach to byłam dobra. Nawet samochodem po mnie przyjeżdżała. O!!!

      Usuń
    6. Teraz ma bliżej i co? Ano nic. Cud, że kiedy mnie widzi w sklepie to z krzykiem nie ucieka na mój widok.

      Usuń
    7. A wyleczyłaś się już z robienia jej świąt i wożenia półmisków?

      Usuń
    8. Wyleczyłam. Któregoś razu poinformowałam, a nie, chciałam poinformować,że mnie już na to nie stać. Dowiedziałam się, mając zrobione Święta na dwie rodziny, że ona rezygnuje z mich usług bo znalazł się ktoś inny do tej "roboty". Przygotowania świąteczne 2zł. nie kosztują. Zostaliśmy sami na Święta z potrawami na 6 osób.
      Resztę sobie dośpiewaj!

      Usuń
    9. Nikt nie jest wolny od popełniania błędów w najlepszej wierze. Wszyscy dostajemy od ludzi, często najbliższych nam, takie lekcje, że w pięty idzie. Najważniejsze to nie dać sobie napluć w kaszę.

      Usuń
  12. nienawidzę takich ludzi - kojarzą mi się z krwiopijcami i wyzyskiwaczami. Palanty i dupki. To ma być przyjaźń ? Toż to woła o pomstę do nieba Acha!! I takich rzeczy się nie wybacza - przynajmniej nie w moim przypadku - nie jestem instytucją charytatywną ani Matką Teresą pisałam o tym jak i mnie tak kiedyś "przyjaciółka" zrobiła......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mnie to oceniać, choć wydaje mi się, że tutaj nie mamy do czynienia z aż tak drastycznym zjawiskiem, ale na jedno wychodzi.

      Usuń
  13. Jedna taka "przyjaciólka" doskonale zastapi Ci cale stado wrogów. Na szczescie, kiedys udalo mi sie szybko uwolnic od takiej wampirzycy :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie było aż tak. Tyle, że paskudnie się skończyło.

      Usuń
  14. Ładne napisane pani Frau.
    dla ludzi czas mieć trzeba - inaczej przestają istnieć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie pomyślane i sformułowane, Panie Oko.

      Usuń
    2. no tak, bo potem się wzdycha literacko: "gdzież jest niegdysiejszy Snowden?" (ten Orwellowski)

      Usuń
    3. Kurde, nie dość, że literat, to jeszcze filozof :))

      Usuń
    4. małolitrażowy jestem.
      literat, to za wiele, ale powiedzmy ćwierć - to jeszcze przeżyję, choć nie powiem, że z przyjemnością - gorzałeczkę próbuję każdego roku raz - i wciąż niedobra. Ale liter? za wiele na mnie, ja po połowie tyłem chodzę trzy dni...

      Usuń
    5. Ćwierćliterat? Ale to chyba nie coś w rodzaju ćwierćinteligenta?

      Usuń
    6. Może "ćwierć literatka"? I nie o człowieka mi chodzi a o zastawę stołową.

      Usuń
    7. To by było chyba naczynie dla krasnoludków :)

      Usuń
    8. Myślisz, że krasnoludki też?

      Usuń
  15. Przykre, niestety często prawdziwe. Podobno przyjaciół poznaje się w biedzie. Bywa, że bieda się kończy, przyjaźnie niestety również.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też bardzo trafne spostrzeżenie.

      Usuń
    2. Przyjaciół poznaje się po tym jak reagują na twoje szczęście i powodzenie,czasem na sukces...dzięki temu ostatniemu przekonałam się, że mam tylko jednego przyjaciela...

      Usuń
    3. Jakoś z biegiem czasu okazuje się, że liczba przyjaciół się kurczy i wcale nie dlatego, że umierają...

      Usuń
  16. Już tytuł przemawia do mnie bardzo. Widzę to w wielu przypadkach i sytuacjach. Niestety brak uwagi, czasu, chęci i wsparcia, brak równowagi w dawaniu i braniu w każdym związku, także tym przyjacielskim, staje się przyczyną rozpadu więzi.
    Też mi się to zdarzało.
    Szkoda wielka po takiej stracie i wielka dziura. Też wymaga czasu na zaleczenie i zabliźnienie.
    I nie zawsze znajduje się kolejną bliską Osobę, z którą chce się w podobny sposób jeszcze raz wejść w relację, wspierać się i iść obok siebie przez życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nawet nie zawsze chce się znaleźć - człowiek, który doznał zawodu, wycofuje się często.

      Usuń
  17. No i znów nie mogłam odpowiedzieć pod Twoim komentarzem, a w krzakach straci na dramaturgii.
    Po kiego mi dzieci?! Wszystkie dwa są Kazika. Dziwak jest onym, Ulson oną. Ja mam psa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy, Kazik wielodzietną jest, a Ty rozsądną. Chytry układ! :)

      Usuń
  18. Jak długo żyję nikt jeszcze nie nazwał mnie rozsądną. Wzruszasz mnie dziś po wielokroć. Ty jesteś miła! Kim jesteś i co zrobiłaś z Frau Be?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem Frau Be i wchłonęłam Frau Be. Na śniadanie.

      Usuń
  19. Stworzyłaś nowe perpetum mobile!

    OdpowiedzUsuń
  20. Mnie to bardziej pod kanibalizm podchodzi, ale niech będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kanibalizm wykluczony. Ludziną moąna się nieodwracalnie zatruć.

      Usuń