poniedziałek, 9 października 2017

433. Wszyscy jesteśmy pierdolnięci?

Tego nie wiem, ale ja tak. Skąd to wiadomo? Ba! A od czego GeoGuessr i lista chorób? Nie wiecie, co to GeoGuessr? Służę wyjaśnieniem. To taka internetowa gra, stworzona na bazie Google Street View. Na starcie gracz zostaje wrzucony w dowolne miejsce na ziemi (może to być środek dżungli w Wietnamie, szosa pod Pcimiem Dolnym lub wioska nieopodal Władywostoku) i musi, poruszając się jak w Google Street View, w jak najkrótszym czasie odgadnąć, gdzie jest. Jest to jedyna sensowna gra, jaką w życiu widziałam. Zapewniam, wciąga jak chodzenie po bagnach – pod warunkiem, że jest się ciekawym świata. Jednak samo uwielbienie dla GeoGuessr nie czyni człowieka jeszcze (chyba) pierdolniętym. Na czym więc polega moje odkrycie?
Pewnego razu wrzuciło mnie w tunel czy podziemne przejście w samym centrum Chicago. Była przy tym moja córka. Spojrzałam na ekran monitora i poczułam, jak przenika mnie lodowate zimno, serce wyczynia dzikie łamańce, a w brzuchu narasta stalowy ucisk.
- Wyłącz to! – wrzasnęłam, zakrywając oczy dłońmi. – Wyłącz!
Gdyby w domu nie było nikogo poza mną, pewnie przemogłabym paniczną słabość w nogach i – starannie unikając wzrokiem komputera – pobiegłabym do przedpokoju wyłączyć bezpieczniki. Po restarcie w komputerze nie byłoby już obrazu, który tak na mnie podziałał.
Kilka minut później myślałam ze zdumieniem o potędze jakichś pierdolastych fobii, które potrafią wziąć się nie wiadomo skąd i objawiać się nawet w rzeczywistości wirtualnej.
Wydawałoby się że mechanizm powstawania fobii jest prosty i biorą się one z doznanej w przeszłości traumy. Ale byłoby to zbyt proste i piękne, żeby mogło być prawdziwe. Skąd bowiem mógłby się wziąć u mnie dziwaczny wstręt (czy jak to nazwać) do rur, metalowych konstrukcji, a nade wszystko do tuneli i przechodzenia pod mostami, skoro nigdy w życiu nie doznałam niczego wstrząsającego, co mogłoby się z tym wiązać? Mam też niewielką klaustrofobijkę.
W tunelu szczelnie zaciskam oczy i każę sobie powiedzieć, kiedy się skończy. Przechodząc pod mostem schylam głowę jak najniżej, niemal kuląc się w sobie i intensywnie wpatruję się we własne buty, aby w jak największym stopniu zminimalizować pole widzenia i broń boże nie spojrzeć w górę lub na boki.
Jakież było moje zdziwienie, gdy pewnego razu przypadkiem zgadałam się na ten temat z ciocią – siostrą mojej mamy. Jak się okazało, ma dokładnie te same przypadłości co ja. Kwestia przypadku? Albo czy takie rzeczy mogą być warunkowane genetycznie?
Co ciekawe, jej syn, a mój kuzyn od maleńkości przejawia nieokiełznany wstręt do guzików. Jako dziecko płakał i zdzierał z siebie ubranka mające guziczki. Identycznie jak… nasza babcia! Przypadek? Geny? Trzeba dodać, że poszczególne osoby w „fobijnych parach” nie wywierały na siebie żadnego wpływu, mieszkając w różnych, sporo od siebie oddalonych miastach.
Jedna z moich koleżanek, które studiowały medycynę, opowiadała mi co nieco o psychiatrii. Twierdzi, że nie ma ludzi zdrowych psychicznie. No, to ja już się wyspowiadałam, a teraz kolej na Was. Dawajcie, jakie macie fobie, lęki, dziwactwa, zboczenia?

118 komentarzy:

  1. No to walnęłaś... możemy długo wobec tego nawijać, bo jestem pełna fobii wszelakich. Mosty. Otwarta przestrzeń. Pająki i pajęczyny. Ogień, a raczej pożar. Psy. Dziecko na balkonie powyżej pierwszego piętra. Jechać dalej?

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię mieć porządek w książkach. Małe z małymi, duże z dużymi. Poza tym układam je tematycznie. To ułatwia odnalezienie konkretnej sztuki. Z ciuchami jest podobnie. Letnie, zimowe i.t.d. Podobnie jest i z innymi rzeczami. Porządek musi być, chociaż niektórzy twierdzą, że okropna ze mnie bałaganiara. Ja tak tego nie widzę.Zawsze po sobie sprzątam, przywracając miejsce do stanu pierwotnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba raczej nie jest żadna fobia. Lubisz mieć porządek, to wszystko.

      Usuń
    2. Fobia z definicji tu nawet nie pasuje. Chyba, że boisz się bałaganu ;-) ale jeśli nie możesz przejść obok tego bezkolizyjnie to wiedz, że masz neurotyczne natręctwo.

      Usuń
    3. Też przyjemny pierdolczyk :)

      Usuń
    4. Oj tego to ja mam w nadmiarze...

      Usuń
    5. U mnie ma to związek z przesadną hmm sterylnością/higieną/bakteryjnym lękiem. Pewnie myje ręce około 100 razy dziennie. Tzn w pracy muszę ograniczać niestety, ale w domu to po praktycznie każdej czynności. Ze sobą targam tony żelu antybakteryjnego i chusteczek. Nienawidzę jeśli ktoś ma brudne paznokcie, przywiązuje kolosalną uwagę do dłoni. Jeśli kogoś odwiedzą w jego domostwie to pierwsze co idę umyć ręce. Aaa i nie cierpię dotykać metalowych przedmiotów. A za najlepszy wynalazek człowieka uważam transakcje bezgotówkowe. A i mydło w płynie. Mydła w kostce nawet nie dotknę, bo się boje.

      Usuń
    6. Rzyzas... Mówiłam, że to nie szpital, tylko wykańczalnia?! Nabawili Cię okropności!

      Usuń
    7. Hyhyhy mam to jeszcze sprzed epoki szpitalnej. Poza tym mój oddział to tak bardziej pod Woodstock podchodził. Ty mi ciągle ze szpitalem wyskakujesz! Jeszcze wyjdę na człowieka z piętnem wypalonym na czole.

      Usuń
    8. Już wyszłaś! I sama je sobie wypaliłaś, bo ja wróżką nie jestem (a szkoda!), zgrabnie nawiązując do pobytów tamże, tudzież w sanatoriach. I do listy schorzeń :)

      Usuń
    9. Teraz Ty zaczęłaś. Nawiązuje kiedy to pasuje i jest śmieszne, a na samo słowo sanatorium japa mi się śmieje. Nie chce być człowiekiem z piętnem! Koniec zawracania rzyci.

      Usuń
    10. Mliczę jak rodzinny grobowiec!

      Usuń
  3. no to z guziczkami ładne pani Frau...
    ja na szantaż wszelaki reaguję zesztywnieniem i unieruchomieniem mowy. na zewnątrz, bo w środku furia i przestaję liczyć ile mnie kosztuje, bo nie ma we mnie zgody bez względu na cenę. i pamiętam w wielkim milczeniu rozmaitości nie do wysłowienia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam klaustrofobie. Ciemnosci sie nie boje, ale ciasnosci tak. I boje sie drabin.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klaustrofobię ciasnościową masz po mnie, a lęk przed drabinami jest, powiedziałabym, uroczy i ciekawy.

      Usuń
    2. Ciemności nie lubię. Mam jedną fobijkę. Książki. Muszą być ustawione autorami lub tematami, zależy od rodzaju literatury. Bałaganu w książkach nie cierpię. Wiem, że akurat to mam od bardzo dawna. Jedyną książkę, którą porysowano, była jakaś książeczka dl dzieci ze zwierzątkami. Pobazgroliła ją moja siostra. Jej było wszystko wolno.

      Usuń
    3. Innego rodzaju fobie zwalczałam jak mogłam. Trochę to trwało, ale rezultaty są.

      Usuń
    4. Zastanawiam się, czy to fobia.

      Usuń
    5. I po namyśle wciąż dochodzę do wniosku, że nie.

      Usuń
    6. No to nie wiem. Czy istnieje człowiek wolny od jakichkolwiek fobii ?

      Usuń
    7. Może i nie.
      Znasz człowieka bez żadnej z nich?

      Usuń
    8. Chyba znam. I tym człowiekiem jesteś Ty :)

      Usuń
    9. Zamiłowanie do porządku chyba fobią nie jest przecież.

      Usuń
    10. Oj.... Niektórzy są przesadni w utrzymaniu czystości.

      Usuń
    11. Ale to wciąż nie fobia. Raczej takie hobby :)

      Usuń
    12. Miałam ciotkę z takim hobby. Człowiek bał się wejść do jej mieszkania, bo wszystko natychmiast czyściła, sprzątała, nawet podczas wizyty gości. To chyba nie jest normalne.

      Usuń
    13. Czytałam kiedyś artykuł o kobiecie, która nie mogła przestać sprzątać. Fakt nie było to do końca normalne.

      Usuń
  5. Ja bym stawiała na reinkarnację! Pewnie w poprzednim wcieleniu byłaś ofiarą zamkniętą w jakiejś ciasnej rurze lub napastowali Cię pod mostem lub takowy zawalił Ci się na głowę...innego wytłumaczenia nie widzę:-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Malo nie umarlam podczas tomografii, kiedy wjezdzalam do rury. To byla na szczescie tomografia kolana, wiec tylko po szyje i leb mialam na zewnatrz. Podobnie miewalam na solarium, nie domykalam tej trumny, zeby miec droge ucieczki. Male windy tez mnie strasza i wysokosc powyzej pierwszego pietra. Mam tez fobie brudnych rak, czesto myje. I setki drobniejszych fobijek i obaw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko kochana, weszłaś dobrowolnie do solarium?! Jesteś bohaterem w moim domu!

      Usuń
    2. No weszlam, ale nie zamykalam.

      Usuń
    3. Samo solarium to już zgroza, a co dopiero ta trumna...

      Usuń
    4. Na rezonansie głowy, to jest dopiero atrakcja, siedzisz jak beczce, do której ktoś wali z kałacha, drugi raz nie pójdę!

      Usuń
    5. Ja pewnie nie pójdę ani razu.

      Usuń
  7. "Była przy tym mój córka."
    Co Autorka miała na myśli?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorka miała na myśli fuckt, że w chwili wrzucenia w chicagowski tunel miała przy sobie dziecko płci żeńskiej. Siedziało tuż obok i przyglądało się grze Autorki.

      Usuń
    2. O literówkę chodzi. Też chciałam Ci zwrócić uwagę, ale bałam sie strzału w potylicę.

      Usuń
    3. Strzał w potylicę należy się za niezwrócenie uwagi!
      Niestety, nawet w komentarzu Lesliego tego nie zauważyłam. Prawdopodobnie umieram na coś straszliwego i nawet wiem, w jaki sposób się tego nabawiłam.

      Usuń
    4. Zaiste nie było się szlajać po burdelach.

      Usuń
    5. Niestety, jest jeden burdel, w którym muszę być codziennie.

      Usuń
  8. Powiem tylko, że uwielbiam bunkry :-D
    O lękach mówić nie będę, bo się boję. Mój pies ma mostofobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chroń psa przed mostami! To najważniejsze.
      A po drugie nie musisz mówić o fobiach. Możesz o dewiacjach :)

      Usuń
    2. Jestem zbyt głodna na poważne rozmowy.
      Zaczynam się bać Twojej zapory antyrobotowej. Każą mi widzieć rzeczy, których nie ma...

      Usuń
    3. Ja mam jakąś zaporę?! Cholera mać, niczego takiego nie ustawiałam.

      Usuń
    4. Nie bój nic, każdy na blogspocie ma i znów Twoją niepowtarzalność szlag trafił :D

      Usuń
    5. A pieprzę niepowtarzalność... Krystyna, zamorduję cię!!!

      Usuń
  9. Dobra boję się;
    indyków, choć rozszerzyłabym to ogólnie na drób - przez to że gapią się bokiem i nie mrugają, dlatego też nie lubię ryb.
    wszelkie motylowate w zamkniętych pomieszczeniach, na dworze są niegroźne.
    nie lubię wind + mini klaustrofobia, bunkry mi nie przeszkadzają, ale czołganie się po tunelach jeśli nie mogłabym ramion wyciągnąć już tak - trauma po zabawie z rodzeństwem kiedy mnie w tapczanie zamykali
    oczywiście to czego nie wypowiem bo jest zbyt straszne.
    Jako dziecko bałam się też mielonych.
    Chyba tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mielonych i schabowych to ja się boję do dzisiaj :)

      Usuń
  10. Nie wstanę z łóżka lewą nogą. Nawet jak śpię na materacu na podłodze czy w namiocie - prawa najpierw. Wszystkie glisty, węże, żmije i inne gady mokre i oślizgłe. W rezonansie wytrzymałam PRAWIE całe badanie, a potem wcisnęłam czym prędzej guzik, bo zaczynało być niedobrze. W zasadzie ciasne, ciemne miejsca też. Nie zjem duszonego kotleta, z którego panierka odpada i gotowanej kurzej skóry, bo patrz węże i żmije. Tyle mi się przypomniało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ostatnie zabrzmiało jak "więcej grzechów nie pamiętam" :))

      Usuń
    2. O! Chodzilas do spowiedzi? :)

      Usuń
    3. Niepamięć czasem wygodna jest :)))

      Usuń
    4. Oj, tak :D Przypomniało mi się jeszcze, że nie trawię mocno zabałaganionego pulpitu komputera i brudnych "nóżek" myszy komputerowej.

      Usuń
    5. Ale też bzik. Nie raz słyszałam, że się czepiam :)

      Usuń
    6. To pewnie jakiś bałaganiarz Ci powiedział. Na przykład taki jak ja :)

      Usuń
    7. A to nie jest oczywiste? Wielcy ludzie nie mają głowy do tak przyziemnych spraw jak sprzątanie :)))))))

      Usuń
  11. Nigdy do końca nie oglądnęłam filmu "Zejście" (klaustrofobiczny klimat ciemnych, wilgotnych korytarzy) dusiłam się oglądając te jaskinie - a poza tym mam lęk wysokości i przestrzeni :) nie ma ludzi zdrowych - są tylko nieprzebadani

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet nie zaczęłam oglądać - dzięki Tobie dowiaduję się, że jest taki film :)

      Usuń
    2. No chyba że lubisz mieć wrażenie że się dusisz w podziemnych jaskiniach. Przez takie debilne filmy mam najbardziej powalające zdjęcia z wycieczki w Turcji do jaskini Dim . Zamiast podziwiać formowanie stalaktytów i stalagmitów ja patrzyłam jak spieprzyć na powierzchnię

      Usuń
    3. To dziwne, ale w jaskiniach nic mi się nie dzieje. No chyba, że jest bardzo wąsko albo bardzo nisko.

      Usuń
  12. Pewnie jestem szczęśliwą osobą , wolną od jakichkolwiek fobii.
    No,no,no!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może... gdyby dobrze pogrzebać....kto wie co by wylazło! W młodości, często byłam "wrzucana na głęboką wodę" i musiałam sobie radzić. Radzę do tej pory.

      Usuń
    2. A! Mam lęk wysokości. To pewne. Na tym 10 pietrze nie wychodzę na balkon.Brrrrr...

      Usuń
    3. Naprawdę nie wychodzisz na balkon?!

      Usuń
    4. Nie. Tylko zaglądam. W poprzednim mieszkaniu była loggia. Teraz jest kurduplowaty balkonik cały ażurowy i wystaje poza fasadę czy jak to nazwać. Nie lubię tego.

      Usuń
    5. Matko... Marzę o jakimkolwiek balkonie, nawet gównianym i na 30 piętrze, byle był!

      Usuń
    6. W poprzednim mieszkaniu loggia była duża, no i było to pierwsze piętro. Obecne, dziesiąte, odstrasza.

      Usuń
    7. Mnie by i 70-te nie odstraszyło!

      Usuń
    8. Wcale nie! Bo NIE MAM BALKONU!!!

      Usuń
    9. Fakt!
      A wiesz, że całe swoje dzieciństwo i wczesną młodość marzyłam o balkonie?

      Usuń
    10. A ja miałam i to ogromny, a potem... kupa.

      Usuń
    11. Nie tak jak u Ciebie, bo ja nie mam wcale.

      Usuń
  13. Hmmmm, brzoskwinie, te z mechata skórka i wszystko, co je przypomina - za nic do lapy nie wezme. Druga to juz banal - lekka klaustrofobia, ale tylko w scisle okreslonych warunkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój tato! On to ma! Brzoskwinie, aksamit i tym podobne...

      Usuń
    2. Aksamit mi nie przeszkadza, ale juz wszelakie obiekty stale i mechate tak, brrrrrr.

      Usuń
    3. Jakbym mojego staruszka widziała... Tyle, że on z aksamitem, welurem itp. włącznie.

      Usuń
  14. A ja tak do rymu:wszyscy jesteśmy pojebani,ale nie wszyscy zdiagnozowani.
    Mogę wleźć wysoko, mogę łazić po rurach i zapewne bym nawet przy rurze zatańczyła ;).
    A fobie i lęki?
    Prześladuje mnie głód. Jak jestem zbyt głodna to żrę bez opamiętania. Jestem świadoma, że nie mam hamulców, ale nie umiem z tym walczyć.

    Poza tym - pierdolnięty zawsze uśmiechnięty :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś zdrowa. Głód to głód, nie fobia :))

      Usuń
    2. Jedzenie aż do bólu (dosłownie!) nie jest zdrowe. Żołądek jest po prostu workiem treningowym ;/

      Usuń
    3. Ale niejedzenie jest jeszcze bardziej niezdrowe :))

      Usuń
    4. Tak źle, a tak ....niedobrze!

      Usuń
    5. Już ja tam wolę jeść niż nie jeść!

      Usuń
  15. Ja mam lekutki lęk wysokości, mam problem ze schodzeniem po drabinie tyłem :D Ale mam zaplanowany lot motolotnią - zobaczymy co z tego wyjdzie :P

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie mam lęku wysokości ani klaustrofobii. Może to, o czym piszesz jest w kodzie genetycznym ? Może...
    Też tak kiedyś myślałam, że wszyscy są nienormalni, bo przecież każdy ma jakiegoś bzika, jakieś "coś", co się komuś innemu może nie podobać, ale czy to jest powód do określania jego zdrowia psychicznego ? Najłatwiej jest komuś przypiąć łatkę. Trudniej jest póżniej tę "łatkę" odczepić. Najłatwiej jest powiedzieć, że ten czy ta - jest nienormalny/-na. A gdzie jest tolerancja na inność, na różne zachowania ? Przecież ludzie są tak różni, mają wady, ale też i zalety i nie wszystko musi się wszystkim podobać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, tytuł jest trochę z przymrużeniem oka, a też nie o "inność" chodzi i o niepodobanie, tylko o fobie. Te zaś nie są przypinaniem łatek, lecz opisanym naukowo zaburzeniem psychicznym. Zaburzenie psychiczne zaś to jeszcze nie koniec świata i nie potworna choroba.

      Usuń
  17. Mam lęk wysokości. I to chyba dopiero na dobre od kilku lat. Kiedyś wybraliśmy się na wiatrak. Taki dość niski, może jego otwarta kładka - czyli taki chodnik wokoło - znajdowała się na wysokości 1 piętra, nie więcej niż 3-4 m. A mnie się słabo zrobiło, nie mogłam patrzeć w dół i kompletnie mnie to doświadczenie pobiło. Nie sądziłam, że mogę mieć tak nierealistyczne lęki. Pewnie jest ich więcej.
    Jedno z dziwactw: nie umiem iść spokojnie spać, jak nie posprzątam przedtem kuchni - bo tak nie znoszę rano wchodzić i widzieć w zlewie pełno garów. Uwielbiam za to rano wejść tam i sobie ze spokojem zaparzyć kawę czy herbatę. I wtedy odczuwam przyjemność. Mam to od czasu mojej pierwszej własnej kuchni, czyli już sporo lat wstecz.
    Pewnie mam ich więcej, ale to ostatnie chyba raczej nie wynika z fobii, tylko z zadbania o własny spokój każdego ranka. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi się własnie wydaje. To, że ktoś lubi mieć porządek, to jeszcze nie fobia :)

      Usuń
  18. Ale tak naprawdę chyba większość z ludzi ma jakieś mniejsze czy większe fobie, lęki, drobniutkie odchylenia, za bardzo lubi coś, a za mało coś innego. Czasem zajada frustracje, ktoś inny nie może w nerwach wcale jeść. Ogólnie więc co człowiek to własny zestaw cech. O zaburzeniach może być mowa, kiedy to utrudnia aż do uniemożliwia życie w społeczeństwie i kontakty z innymi osobami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem więcej: nie mam pojęcia, od czego to zależy, ale w niektórych sytuacjach stresowych nie mogę jeść, a w innych żrę jak ławica rekinów. To dopiero jest zagadka i to dla mnie samej! :)

      Usuń
    2. U mnie zatkany przełyk, czyli niemożność jedzenia występuje dopiero w stanach bardzo wysokiego stresu. Poprzedni, taki dający się wytrzymać, bywał wcześniej często opanowywany jedzeniem. Dziś już niekoniecznie. Jem bardziej świadomie, toteż nie pocieszam się jedzeniem. Co nie znaczy, że czasem też sobie nie pofolguję, jak mnie najdzie. Generalnie bardzo lubię jeść i wszystkie ograniczenia w tym zakresie muszą być starannie przemyślane, gdyż na diecie nie mogę być głodna, bo to nie przejdzie. :)

      Usuń
    3. A ja nadal nie wiem, jak to działa i czy w ogóle w tym szaleństwie jest jakakolwiek metoda.

      Usuń
  19. Ja się nie boję, a brzydzę, więc to pewnie nie fobia. Przed laty wskoczyłam mężowi na plecy tylko dlatego, że na dróżce, którą szliśmy, pojawił się zaskroniec. W zoo mogę dotykać węża....przez szybę ;)
    Pająki też są dla mnie obrzydliwe - sama świadomość, że taki wielki mógłby po mnie chodzić, gdy śpię....brrrr. Z drugiej strony, z premedytacją podejdę i zabiję takiego szybkiego czarnego, jeśli wiem, że nikt za mnie tego nie zrobi ;)
    Na zewnątrz im się przyglądam w ogrodzie i nie czynię im krzywdy - niech sobie żyją w swoim naturalnym środowisku.
    Czy to fobia, czy też nie? ;)

    W ogóle mam wrażenie, że ludzie się wkręcają w te swoje lęki i je w sobie pielęgnują. Nawet fobia społeczna przestaje mieć wielki wymiar, gdy przestaje się na nią zwracać uwagę. Wiem, bo w mojej rodzinie były takie przypadki. Skoro bez ingerencji leków i lekarza, dało się to w sobie zwalczyć, pewnie nie była to jednak fobia, lecz chorobliwa nieśmiałość, której udało się pozbyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia, jak to działa. Do tej pory w ogóle nie zgłębiałam tematu. Granice też są chyba bardzo płynne i trudne do ustalenia. Ale jeśli takiemu zjawisku towarzyszą objawy fizyczne (np. duszności, "paraliż" kończyn, omdlenia), to już chyba coś jest na rzeczy...

      Usuń
  20. U mnie trochę by się nazbierało...klaustrofobia (windy, tunele, solarium,piwnica pod moją kuchnią itp precz), lęk wysokości ( taki mało śmieszny raczej- bo balkony są równie wstrętne jak 3 szczeble drabiny),schody "ażurowe"z przestrzenią pomiędzy, robactwo wszelakie-latające i pełzające, cisza,woda-pływam stylem rozpaczliwym i jak nie poczuję dna pod stopami to nie wlezę za żadne pieniądze, itd...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z klaustrofobią mamy podobnie, ale reszta to wręcz moje hobby: wysokość, cisza, woda, owady... :)

      Usuń
    2. Hihi bo Ty dziwna jesteś :) no ciszę samą w sobie lubię, ale taka dusząca cisza, kiedy nikogo nie ma w domu, i aż dźwieczy w uszach i coś trzeszczy ...i się boję bo czy to dom żyje czy bandyta przyszedł :)

      Usuń
    3. Cóż, nigdy nie twierdziłam, że jestem normalna :) A cisze uwielbiam - im ciszej, tym cudowniej. W ciszy słychać... siebie.

      Usuń
  21. Boję się, że umrę jak dotknę surowego grzyba (suszonego już nie) i boję się, że utonę w płytkiej wodzie. Eliza

    OdpowiedzUsuń